Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Namjoon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Namjoon. Pokaż wszystkie posty

środa, 3 maja 2017

Stalk•er || •4


a/n: Uszanowanko <3
Tak jak pisałam przy poprzednim, grzybowatym rozdziale, kolejny, w ramach rekompensaty, dodaję dzisiaj, czyli 3-ciego maja. Świętujmy Dzień Uchwalenia Konstytucji 3-ciego maja! Czy coś... ;-; W każdym razie ten no... ten... miłego czytania :') 


~*~

- A-ale on ma rację. Seokjin to raczej za wysokie progi jak dla ciebie, Joonie - wtrącił roześmiany Jimin.
- No i jeszcze ty przeciwko mnie? Chcesz się kuźwa bić?
Udawana powaga Kima tylko bardziej rozbawiła tancerza. Jedną dłoń przytknął do ust, jakby liczył, że pomoże mu to zatrzymać napad niekontrolowanego śmiechu, a drugą oplótł pas Jungkooka, zaciskając palce na jego ciemnej koszuli.
- Dla Yoongiego też byłeś za wysokimi progami i co?
- Ej, Yoongiego w to nie mieszaj. T-to inna sprawa - burknął Park, momentalnie urywając śmiech. Wyprostował się, jednak wciąż nie puścił znieruchomiałego Jeona z delikatnego uścisku.
Jungkook czuł się nieco nieswojo, ale i podekscytowany zarazem. Chociaż nie tak wyobrażał sobie ich pierwsze spotkanie. Widział wybuchającą namiętność, ogarniającą tęsknotę, miłość i ciepło. Przecież tak kochał Jimina… Dlaczego więc miał wrażenie, że unosiła się nad nim chmura niezręczności oraz wstydu?
Może to dlatego, że nie byli sami?
Tak, to zdecydowanie to.
Wiedział, jaki numer powinien wykręcić, żeby Park wyszedł z nim na zewnątrz. Nawet najgłupsza błahostka go ruszy, więc wystarczyło nakłamać, że się źle czuje czy coś, a Jimin już wyszedłby z nim na dwór. W końcu był osobą, która o wszystkich się troszczy i Jungkook dobrze o tym wiedział. A skoro miał już jakiś malutkie ziarenko sympatii Parka, to nie omieszkałby w pełni go wykorzystać, by później to malutkie nasionko wydało duże plony.
Planu jednak nie wcielił w życie od razu, gdyż do boksu wrócili cali spoceni i spragnieni Seokjin z Hoseokiem.
Obaj od razu sięgnęli po swoje napoje. Jin usiadł obok Namjoona, natomiast Hoseok jedynie rozejrzał po ciemnym klubie.
- Skoczę do łazienki. Przy okazji sprawdzę, czy Taehyung żyje.
- Rzeczywiście, długo go nie ma - powiedział Seokjin.
Hoseok odłożył szklankę z alkoholem na stolik, po czym od razu ruszył w stronę toalet. Miał co do tego wszystkiego dziwne przeczucia. Nie były one złe, ale coś nie dawało mu spokoju, wisiało w powietrzu i nie potrafił tego wyjaśnić.
Przecisnął się między tłumem roztańczonych ludzi, aż w końcu dotarł do męskiej łazienki.
Gdy otworzył drzwi, nikogo w środku nie było. Tak mu się przynajmniej wydawało.
Kim jednak musiał gdzieś tutaj być, więc niesiony chęcią znalezienia swojego słodziaka, wszedł w głąb pomieszczenia i stanął przy umywalkach.
- Taehyung? Jesteś tutaj?
Ku jego zdziwieniu, drzwi ostatniej toalety się otworzyły i stanął w nich sam Kim.
- Tak myślałem, że to ty przyjdziesz mnie szukać - powiedział niskim głosem, na którego dźwięk Hoseok aż drgnął.
Naprawdę nie posądzał tego dzieciaka o to, że może brzmieć aż tak seksownie.
Starszy zbliżył się do Tae, który uniósł kącik ust. Przez to, jego prostokątny półuśmiech, wydawał się Hoseokowi cholernie pociągający. Szczególnie, jeżeli w kąciku ust przygryzał zwinny język.
- Jestem aż tak przewidywalny? - Jung uniósł pytająco brew.
- Jesteś facetem - szepnął w odpowiedzi Taehyung. Przyciągnął szatyna do siebie, mocno łapiąc jego pasek wraz ze spodniami i gumką bielizny.
Hoseok syknął, jak tylko poczuł chłodne palce czerwonowłosego które wierzchem stykały się z jego rozgrzaną skórą.
– I dobrze wiem, czego chcesz - dodał cichutko, niemalże tuż przy ustach choreografa. Spojrzał w jego błyszczące tęczówki, w których dokładnie odbijały się wszystkie pragnienia.
Jung nie mógł wytrzymać tego napięcia, które w jednej chwili zawisło w powietrzu. Początkowo nie wiedział, co ma zrobić, ale szybko dostał odpowiedź, kiedy Taehyung oblizał swoje wargi, wymieniając ze starszym spojrzenie. Wtedy już nie kontrolował swoich odruchów, nawet kiedy złapał nadgarstek młodszego i pchnął go na drzwi jednej z kabin, przyciskając jego zaciśnięte w piąstki dłonie do beżowego drewna, po obu stronach głowy.
- Rozumiem, że chcesz mi to dać - wymruczał.
Jung złożył delikatny pocałunek na jego ustach. Nie musiał długo czekać ani wymuszać odwzajemnienia tej pieszczoty. Nie wyczerpał jednak z tego pocałunku wszystkiego, bo po chwili zjechał wargami niżej, by wypieścić szyję młodszego wraz z obojczykami, co jakiś czas przygryzając skórę lub zasysając się na niej.
Taehyung w tym czasie uwolnił swoje ręce z uścisku i przeczesywał nimi miękkie włosy Hoseoka. Co chwila zaciskał na jego kosmykach palce, rozluźniał, w zależności od tego, co wyczyniał choreograf. Przymknął powieki, chcąc wyciągnąć z tej chwili jak najwięcej przyjemności. Tego było mu trzeba. Nie pamiętał, kiedy ostatni raz czuł się aż tak pożądany. Być może Hoseok nie był jego upragnionym rycerzem na białym rumaku, a męska toaleta miała się nijak do wygodnego darkroomu, ale nie zamierzał narzekać. W końcu, czego mógł się spodziewać, skoro lubował się w przygodach na jedną noc.
Ale Hoseoka nie chciał zamienić na nikogo innego. Czuł, jakby jego usta były wręcz stworzone dla tych jego, jakby temperatura jego warg idealnie współgrała z rozpaloną skórą Kima.
Jung objął młodszego w pasie i mocno przyciągnął do siebie. Odsunął się z nim na bezpieczną odległość, by otworzyć drzwi do środka kabiny. Przecież, nie będą się zabawiać na widoku. Nie spodziewał się jednak tego, że to Taehyung będzie tym, który wepchnie go do środka. Tym razem to jego plecy spotkały się w chłodnymi kafelkami i to Taehyung przycisnął starszego do ściany całym ciałem. Przywarł mocno ustami do tych jego, a po chwili wtargnął językiem do środka. Nie mógł się jednak nacieszyć smakiem Hoseoka, gdyż ten szybko splótł ich języki w tańcu. Najpierw powoli dotykał mięśnia Taehyunga, z czasem jednak nabierając na śmiałości i pozwalając na coraz to gorętsze pocałunki. Kąciki jego ust momentalnie się uniosły, kiedy to Kim przejął kontrolę nad tą pieszczotą, prowadząc ich języki do mokrego tanga.
Młodszy przejechał dłonią po męskości choreografa, nie powstrzymując się przed nieco brutalnym zagryzieniem na jego miękkiej, dolnej wardze.
Hoseok jęknął, kiedy czerwonowłosy zadzior ścisnął przez spodnie jego członka. Oparł głowę o ścianę i ułożył ręce na ramionach Taehyunga, który zniżał się na kolana wraz z każdym, kolejnym pocałunkiem składanym na ścieżce między ustami starszego, a paskiem spodni. Gdy uklęknął przed Hoseokiem, nieśpiesznie pogładził jego twardy interes przez jasne jeansy, czule ucałował, a nawet polizał, pozostawiając na materiale mokrą plamę.
Junga dręczyła ta gra, ale przy tym podniecała do granic możliwości. Taehyung nie robił nic pośpiesznie. Specjalnie wydłużał czas swoich działań, tym samym sprowadzając Hoseoka na sam skraj.
Choreograf miał zdecydowanie dość tych chorych zagrywek. Już miał wręcz szarpnąć Kima za włosy i kazać mu robić swoje, jednak nie został do tego zmuszony.
W końcu mógł odczuć tę ogromną ulgę i satysfakcję, bo Taehyung zsunął z jego bioder spodnie razem z bielizną, opuszczając je na wysokość jego kolan.
Hoseok przeklął pod nosem, kiedy akurat w tamtym momencie usłyszał jakieś otwierane drzwi i rozmowę. Pośpiesznie zakluczył drzwi od ich kabiny, mając w duchu nadzieję, że wtargnięcie jakiś starych zgredów do łazienki nie przestraszy chłopaka przed nim klęczącego. Spojrzał z góry na Taehyunga, a ten jedynie uśmiechnął się, czując na sobie kontrolujący wzrok i zwilżył językiem wargi. Przez chwilę stymulował męskość choreografa ręką, jednak ostatecznie musnął wargami jej główkę, polizał cały trzon. Dopiero potem, powoli i ostrożnie, wsunął członka do ust.
Hoseok jęknął cicho. Położył dłonie na głowie młodszego. Wplótł swoje smukłe palce między miękkie, czerwone kosmyki, delikatnie za nie pociągając. Nie nadawał jednak rękami żadnego tempa. Pozwalał, by to Kim wykazał się jak najlepiej i zadowolił go w stu procentach, co tak kurwesko dobrze mu się udawało...
Zamruczał, jak tylko przeszyła go fala tak intensywnej przyjemności, której nie potrafiłyby opisać żadne słowa. To, co Taehyung wyczyniał wargami oraz językiem, przeniosło Junga w zupełnie inny świat. Nie wspominając już o tym, jak głęboko w ustach potrafił ukryć erekcję Hoseoka i jak cudownie wyglądał, pochłaniając każde, kolejne jej milimetry. Wystarczył nawet najdelikatniejszy dotyk Tae, by tancerz odpłynął i stracił nad sobą panowanie. Nie wzbraniał się więc przed delikatnym poruszaniem biodrami, mniej bądź bardziej brutalnym ciągnięciem za włosy młodszego.
A Taehyung robił co w jego mocy, by doprowadzić hyunga do ekstazy.
Chciał tego. Pragnął jego przyjemności, bo doskonale wiedział, ilu wspaniałych rzeczy to on będzie mógł potem doznać. A z doświadczenia wiedział, że tancerze potrafią wyczyniać cuda w łóżku.
-  Proszę, nie przestawaj - zaskomlał cichutko Hoseok, który po opuszczeniu głowy przyglądał się młodszemu. Z nieco większą czułością pogłaskał go po włosach, jakby tym gestem chciał go uspokoić, albo nagrodzić za dobrą robotę.
Tae odczuwał ogromną satysfakcję, kiedy uniósł oczy i zobaczył ten błogi stan, w który wprowadził Hoseoka.
Podobała mu się wizja jednonocnej, szybkiej przygody, jednak w duchu czuł, że nie puści Junga tak łatwo.

~*~

- Długo nie wracają - mruknął Seokjin, upijając ostatni łyk alkoholu. Nieco zmęczony oparł głowę o ramię Namjoona, który przeglądał wiadomości dnia w telefonie.
- Ch-chyba nie powinniśmy im przeszkadzać - powiedział Jungkook, domyślając się jaki był powód długiej nieobecności Taehyunga oraz Hoseoka.
- Może coś im się stało? Lepiej pójdę sprawdzić. Hoseok jest mi jutro za bardzo potrzebny. - Jimin poderwał się z miejsca.
- Nie, na pewno nic im nie jest.
Jungkook odruchowo złapał czarnowłosego za przedramię i z powrotem posadził obok siebie. Park bezwładnie opadł na kanapę, nie rozumiejąc ani trochę tego zachowania. Dlaczego Jungkook próbował powstrzymać go przed pójściem?
- No, ale co jeśli któryś się poślizgnął i upadł? Albo uderzył gdzieś głową? Albo ktoś zrobił im krzywdę?
- Jimin, spokojnie. Obaj są dorośli. Pewnie dobrze się bawią, czy coś... - powiedział spokojnie Jin, po czym ziewnął przeciągle. Nasunął na dłonie rękawy białego sweterka i wcisnął obie ręce między swoje kolana. Przymknął też oczy, nieco wymęczony godzinami pełnym wrażeń.
Namjoon poczuł, kiedy Seokjin poprawiał policzek na jego ramieniu, ale niespecjalnie się tym przejął. Zerknął tylko kątem oka na mężczyznę i chociaż nie spodziewał się niczego wspaniałego, to jednak pozycja starszego wydawała mu się tak cholernie urocza.
Jungkookowi po głowie natomiast krążył Taehyung i Hoseok. Wzdrygnął się tylko na samą myśl, co teraz mogą robić. Nawet nie musiał się zastanawiać, co było powodem zniknięcia tej dwójki. Od razu zauważył, jakim wzrokiem Taehyung patrzył na Hoseoka. Był tylko nieco zdziwiony, dlaczego reszta tego nie zauważyła. No okej, po prostu Park Jimin.
Jeona z zamyślenia wyrwał ruch po swojej prawej stronie oraz przeciągłe westchnienie. Po chwili uderzyło go też światło iphone’a, którego z kieszeni spodni wyciągnął Park.
- Przepraszam na chwilę - powiedział vzarnowłosy i niezwłocznie wybiegł z klubu.
Kook kątem oka dostrzegł, że osobą, która do niego dzwoniła był Yoongi.
Momentalnie podniosło mu się ciśnienie, a po chwili też poziom adrenaliny. Musiał wiedzieć, po co Yoongi do Jimina. Po prostu musiał.
Pod pretekstem przyniesienia picia odszedł od stolika. Grzecznie odmówił Seokjinowi, który chciał iść z nim. Chociaż chyba i jego motywy nie były do końca szczere, bo chciał po prostu urwać się od Namjoona. Może i miał wygodne ramię, ale nie chciał być z nim sam na sam. Co niestety się stało, jak tylko Jungkook zniknął z pola widzenia blondyna.
- Aż tak chcesz ode mnie uciec? - spytał Namjoon, uśmiechając się nieco zadziornie. - Spokojnie, przecież nic ci nie zrobię. Nie bardzo mam nawet siłę - dodał, zerkając kątem oka na starszego, który usiadł prosto i sięgnął po resztkę swojego drinka.
- Nie, to nie o to chodzi. Po prostu czuję się odpowiedzialny za Jungkooka. Jego matka kazała mi mieć go na oku, jak tylko przeprowadził się do Seulu - odpowiedział zgodnie z prawdą, pomijając tę niemiłą część z niechęcią bycia sam na sam z niebieskowłosym.
- I teraz bawisz się w niańkę?
- Tak jakby. - Seokjin zaśmiał się słabo. - Ale ciężko upilnować kogoś, kto co chwila znika. Nie wiem jak on to robi, ale naprawdę szybko tracę go z oczu. Potrafi być jak cień.
- To może przyszyj mu jakiś czip do majtek, wgraj aplikację śledzącą na telefon…
- Ha, gdyby to było takie proste - prychnął starszy.
Później rozmowa potoczyła się o wiele swobodniej, niż Seokjin by się tego spodziewał. Szybko znaleźli coś, co ich łączy – książki. Starszy nawet nie chciał myśleć, że tak źle osądził Namjoona na samym początku. Cóż, pozory bywają mylące. A teraz nawet nie miał nic przeciwko, kiedy Joonie przyjacielsko poczochrał jego włosy. Nie odebrał tego jako chęć zaciągnięcia do łóżka, a raczej jako zwykły, przyjacielski gest.
Namjoon świetnie wyczuł obawy starszego, dlatego w duchu ucieszył się, że nabrał do niego tego ograniczonego zaufania.
Po wysłuchaniu kolejnego, kiepskiego żartu Seokjina, odważył się zapytać o jego orientację. Miał sporo wątpliwości, ale z drugiej strony, ten klub zdecydowanie należał do tych, gdzie o wiele łatwiej spotkać osobę biseksualną lub homoseksualną, niż heteroseksualną.
Ale odpowiedź, ani trochę nie ucieszyła Namjoona.
- Jestem hetero.

~*~

- Nie. Yoon… Co? Nieprawda! Rozmawiałem o tym z tobą i nie miałeś nic przeciwko.
Jimin prawie krzyczał do telefonu. Stał oparty o ścianę przed klubem, jakby nie miał ani siły, ani chęci na utrzymanie swojego ciała w pionie. Z każdym kolejnym słowem, lekceważącym uśmiechem, ciepła para ulatywała spomiędzy jego pełnych warg i rozpływała się gdzieś w powietrzu.
Jungkook z bezpiecznej odległości obserwował, jak Park rozmawia przez telefon. Komórką zrobił mu kilka zdjęć, a potem nagrał krótki filmik, który po odpowiednim montażu, wyostrzeniu dźwięku spokojnie pozwoli mu dojść do tego, o czym Park rozmawiał z Yoongim. A raczej o co się kłócili…
Jungkook uśmiechnął się pod nosem na samą myśl o tym, że w ich związku dzieje się coś niedobrego. Przecież to dla niego otwarte drzwi! Yoongi nie był już żadną przeszkodą.
- Nie zrzucaj winy za swoje niepowodzenia na mnie, dobra? C-co? Przestań, nie mów tak. Wiesz, skoro bardzo chcesz, to tak zrób. Tylko upewnij się, że spakowałeś wszystkie moje rzeczy!
Park wrzasnął do słuchawki, po czym natychmiastowo się rozłączył. Zrezygnowany opuścił ręce wzdłuż tułowia. Oparł głowę o ścianę, przymknął oczy i głęboko odetchnął.
Nie tak wyobrażał sobie swój “szczęśliwy” związek. Nie tak widział Yoongiego, który jeszcze przed kilkoma miesiącami był zupełnie inny. Sam nie wiedział, kiedy wszystko to, co budowali tak długo, pękło jak szklany dom i pozostawiło po sobie jedynie słabe fundamenty.
Jimin starał się skleić każdy kolejny kawałek, ale ranił przy tym ręce. Mimo bólu, wciąż jednak próbował. Gdy już mu się to udało, Yoongi ponownie burzył naprawiony fragment. I tak w kółko.
W pewnym momencie Park zrezygnował z próby posklejania ich wspólnego, szklanego domku i po prostu patrzył, jak to co pozostało samo się rozpada. Czekał na moment, w którym przestanie istnieć jakieś “my, nas, nam, nami, nasze”. Jednocześnie po cichu liczył, że Yoongi będzie chciał wszystko odbudować. Wtedy rzuciłby się mu pomóc. Póki co, pozwalał wszystkiemu pękać i kruszyć się. Nie widział sensu w samotnym naprawianiu ich wspólnego, szklanego domku.
To właśnie ta samotność momentalnie bolała go bardziej, niż poranione dłonie.
Jimin osunął się po ceglanej strukturze ściany i ukucnął. Spuścił głowę między wyciągnięte ręce, które oparł na kolanach.
Musiał nabrać trochę siły, by ponownie się uśmiechać do przyjaciół, by mówić im, że wszystko jest w porządku i nie kłopotać swoimi bezsensownymi problemami.
- H-hyung?
Usłyszawszy miękki, chłopięcy głos, uniósł wzrok.
- Och, Jungkook. Dlaczego wyszedłeś? Jest zimno! Przeziębisz się - powiedział niezwłocznie.
- To nic takiego. Mam lepszą odporność niż możesz sobie wyobrazić. Poza tym w klubie jest duszno i musiałem się przewietrzyć. Coś się stało? Jesteś smutny?
Jungkook nieco pochylił się nad starszym. Szybko jednak ukucnął obok niego, oplatając rękami swoje nogi.
- Nie jestem smutny, spokojnie. Raczej zawiedziony - odpowiedział. Pokręcił jednak głową, by rozdzielona grzywka nieco przykryła mu oczy.
- Hyung, wiem, że to może żadne pocieszenie, ale jeśli poczujesz się lepiej, możesz mi o wszystkim opowiedzieć. Taehyung hyung mówi, że może na psychologa się nie nadaję, ale mimo wszystko jestem dobrym słuchaczem. A czasami takie wyrzucenie z siebie wszystkiego pomaga.
Jimin westchnął. Nie chciał rozmawiać o swoich problemach z Hoseokiem, a tym bardziej nie z Namjoonem. Obaj znali Yoongiego, a Jimin zawsze będzie dla nich jedynie jego chłopakiem. Wiedział, że gdyby przyszło co do czego, to stanęliby po strone Mina.
Park potrzebował kogoś, kto najzwyczajniej w świecie wysłuchałby jego wersji. Bez podpinania tego pod znajomość i wieloletnią przyjaźń. Potrzebował kogoś obiektywnego.
Nie widział nic złego w Jungkooku. Nie dostrzegał tej jego wewnętrznej zazdrości i ukrytych pragnień, które pchały młodszego do tego, by Jimin zwrócił ku niemu wszystkie swoje uczucia.
Dla Jimina Kook był jedynie uroczym, niewinnym dzieciakiem z pasją do fotografii, który zainteresował się nim przez portal społecznościowy, i którego przypadkiem spotkał w klubie. Nawet nie podejrzewał Jeona o to, że za tym słodkim, niewinnym, króliczym uśmiechem krył się opętany prześladowca. Osoba, która o Parku Jiminie wiedziała więcej, niż sam Park Jimin, że te duże, piękne, ciemne oczy skrywają tyle pragnień i miłość. Chorą miłość.
- Nie wiem, czy chcesz o tym słuchać.- Starszy machnął ręką, uśmiechając się przy tym nieco nerwowo.
- Chcę - odpowiedział bez chwili zawahania młodszy.
Stanął na równe nogi i wsunął dłonie do kieszeni swojej jeansowej kurtki.
- Możemy się przejść. Spacer, szczególnie o tej porze, pozwoli ci oczyścić umysł - dodał. Uśmiechnął się do Jimina, który ociężale podniósł się z miejsca, tym samym przystając na jego propozycję.
Już po chwili obaj kierowali się w nieznanym kierunku.
Jungkook był odrobinę wyższy niż Park, dlatego patrzenie na niego nie sprawiało mu żadnego problemu. W przeciwieństwie do Jimina, który aby spojrzeć na Kooka, musiał bardzo lekko zadrzeć głowę do góry. Jednak opowiadając o Yoongim, o tym, jak nie pozwala mu rozwinąć skrzydeł, jak ignoruje jego potrzeby i spłyca je tylko do tych materialnych, jak żyje obok niego, a nie z nim, nie potrafił patrzeć Jungkookowi w oczy. Szedł więc wlepiając wzrok we wszystko, co spowite w ciemności go otaczało.
Nie musiał spogląda na Jungkooka. Wiedział, że uważnie go słuchał. Z jakiegoś powodu czuł się bardzo dobrze w towarzystwie młodszego, nawet jeżeli opowiadał o rzeczach dla siebie dość trudnych. Być może przez świadomość, że Jeon był praktycznie kimś obcym, kto go nie oceni.
Dla Jungkooka natomiast była to świetna okazja do tego, by z ust samego Parka usłyszeć co siedzi w jego głowie. Skłamałby, gdyby powiedziałm, że nie cieszyła go informacja, iż w związku Yoongiego i Jimina nie układa się najlepiej. W duchu śmiał się z tego że Min pozwala odchodzić komuś tak idealnemu jak Park Jimin.
Nieporadny nieudacznik.

[...]

Jimin długo opowiadał o Yoongim i ich relacji. Na samo zaciekawione pytanie Jungkooka, opowiedział mu o pierwszym spotkaniu z Minem, o tym, jak byli na statku, jak pojechali z Hoseokiem i Namjoonem na wakacje, gdzie Yoongi się zgubił.
Jungkook znał kilka tych historii, niemniej jednak wiedział, że powinien wykazywać zainteresowanie, by Park czuł się doceniony, a przede wszystkim wysłuchany.
- Ale koniec już o mnie. Opowiedz mi coś o sobie. W sumie nie wiem o tobie nic poza tym, że studiujesz fotografię i robisz rewelacyjne zdjęcia - powiedział w pewnym momencie Jimin. Uśmiechnął się delikatnie i dopiero po chwili spojrzał na młodszego.
- Coś o mnie - mruknął Jeon. - Niewiele mogę ci o sobie opowiedzieć. Lubię fotografię i sztukę. Rysuję. Kiedyś chciałbym nauczyć się malować na płótnie, ale to jak będę stary. Lubię nieme kino.
- Nieme? Naprawdę? To ciekawe.
Park chciał już zadać kolejne pytanie młodszemu, jednak uniemożliwił mu to dźwięk jego telefonu. Jimin spojrzał przepraszającym wzrokiem na Jungkooka, który skinieniem głowy zachęcił go do odebrania połączenia, co też po chwili starszy uczynił.
- Hobi hyung?
Nagle Park zerknął na Jungkooka, który przystanął w miejscu.
- Nie, jeszcze nie. Nie bardzo chcę wracać do domu, prześpię się w motelu. Tak, znowu. Weź i ty daj mi spokój hyung. Do zobaczenia jutro, cześć - burknął na odchodne i rozłączył się. Westchnął głęboko, po czym wsunął z powrotem telefon do kieszeni.
- Wszyscy się już zbierają. Też powinniśmy wrócić. Mieszkasz daleko stąd? Może cię odprowadzę?
Jungkook zamrugał kilkakrotnie oczami. W żadnym stopniu nie był przygotowany na to że sam Park zaproponuje mu spacer do domu.
- To pół godziny drogi spacerem stąd. Ale naprawdę nie musisz, powinieneś wrócić do domu.
- Nie chcę tam wracać. Mówiłem ci, Yoongi pewnie już wystawił moje walizki przed drzwi. Zatrzymam się w jakimś motelu na noc. A co będzie jutro, się zobaczy - powiedział beznamiętnie, wzruszając przy tym lekceważąco ramionami.
Idąc w stronę apartamentowca, w którym mieszkał Jungkook, Jimin szukał wspólnych zainteresowań. Poza fotografią i filmem, lubili te same gry, ubrania, potrawy, słuchali tej samej muzyki.
Park był całkowicie zauroczony Jungkookiem. Nigdy wcześniej nie spotkał nikogo, kto podzielałby jego wszystkie zainteresowania, a do tego był tak przystojny. Jungkook był idealny. Aż za bardzo. Starszy, jak tylko o tym pomyślał, pokręcił głową. Nie mógł patrzeć tak na Jeona. W końcu kochał tylko Yoongiego, nawet jeśli Min niekoniecznie kochał jego.
Gdy dotarli do apartamentowca, Jimin już wyjął telefon, by zadzwonić po taksówkę.
- Hyung, a może prześpisz się u mnie? To bez sensu, żebyś teraz błąkał się po motelach. Poza tym, powinieneś dobrze wypocząć.
- A to nie będzie niestosowne? Znaczy… No wiesz… Nie chciałbym robić ci problemu.
- Ale to żaden problem! Mam puste mieszkanie, jutro mam zajęcia po południu, więc z chęcią przyjmę cię pod swój dach.
Jimin westchnął. To nie tak, że nie chciał skorzystać z oferty Jungkooka. Oczywiście spanie w ciepłym mieszkanku, za darmo, z pełną lodówką było o wiele lepszą i przyjemniejszą perspektywą niż tułanie się po motelach, gdzie ściany już dawno przesiąkły zapachem papierosów, alkoholu, a ślady spermy były widoczne nawet bez ultrafioletowych promieni.
Oczywiście było go stać na wynajęcie droższego hotelu, jednak z doświadczenia wiedział, że w tych bardziej ekskluzywnych miejscach nie dostanie pokoju ot tak, na już. Do znajomych też nie wypadało w końcu zadzwonić o 3-ciej nad ranem i po raz kolejny tłumaczyć się z kłótni z Yoongim.
Jungkook widział to wahanie w oczach starszego i momentalnie się spiął. Nerwowo zaczął pstrykać palcami, jakby właśnie ważyły się losy jego życia. Po cichu liczył, że szala przechyli się na jego korzyść. A los, w końcu szeroko się do niego uśmiechnął, bo już po chwili Jimin przyjął jego propozycję.

poniedziałek, 1 maja 2017

Stalk•er || •3

 
~*~

Jungkook nie miał najmniejszej ochoty wychodzić na parkiet. Zdecydowanie wolał oglądać Jimina, kiedy to on wyginał na nim swoje ciało. Robił to tak doskonale, wspaniale, majestatycznie, seksownie, że gdyby płacili za każdą wizję, jak go podczas tego tańca rozebrać, to Jeon Jungkook w kilka sekund stałby się pieprzonym miliarderem.
Gdyby nie uciążliwy Taehyung, pewnie nie zgodziłby się wyjść na parkiet. Do tego jeszcze Jin… Najstarszy był ostatnią osobą, którą Jungkook mógłby posądzić o wybicie do tańca. Ale po tym, jak został zaciągnięty przez mocno wstawioną Soehyun, nie miał wyjścia.
Jeon oczywiście nie miał problemu z tańczeniem. O dziwo szło mu to nawet całkiem dobrze, co nie umknęło uwadze samego Junga Hoseoka. Nie zorientował się nawet, kiedy przyjaciel Jimina tanecznym krokiem podszedł do ich małej grupki. Wcisnął się między Taehyunga i Jungkooka, ciągle podrygując w rytm muzyki.
- Cześć! - przywitał się, krzycząc to słowo na tyle głośno, by cała czwórka mogła usłyszeć. - Potuptam chwilę z wami jeśli mogę. Moi znajomi już chyba opadli z sił - dodał, przy czym uśmiechnął się jak najszerzej tylko potrafił. Taehyungowi wydawało się, jakby nieznajomy obdarzał swoim słonecznym uśmiechem każdego z osobna.
Sam miał wrażenie, że wraz z tymi kilkoma sekundami, odkąd tylko stanął obok niego nieznajomy, napełniała go jakaś ciepła, pozytywna energia. Seokjin zresztą odczuł to samo, bo nawet nie zwrócił uwagi na to, kiedy uniósł delikatnie kąciki ust.
- Pewnie! Tańcz z nami! My mamy jeszcze siły! - krzyknął wesoło Tae, posyłając nieznajomemu wirusowi szczęścia swój prostokątny uśmiech.
- Tańczenie w klubie samemu, to żadna frajda! Tak w ogóle, to jestem Jung Hoseok!
- Kim Taehyung, Kim Seokjin hyung, Lee Soehyun noona, a tutaj nasz słodziutki Jung Jungkookie! - Tae od razu przyjął rolę przewodnika, który miał wprowadzić nową osobę w szeregi paczki.
Hoseok delikatnie się ukłonił w geście przywitania i podskoczył lekko, kiedy tylko zmienił się beat muzyki. Tae od razu wyłapał odpowiedni moment, by zrobić swoje ulubione “whip” i “nae nae”, na co Jung roześmiał się głośno. Ale po chwili dołączył się do młodszego. Mieli tak zsynchronizowane ruchy, że Jungkook zatrzymał się w miejscu i po prostu przyglądał się tej dwójce. Wyglądali, jakby znali się całe życie, a ich znajomość nie trwała nawet pięciu minut!
- Hoseok, ile masz lat? - spytała nagle Soehyun, która nieco chwiejnym krokiem przecisnęła się między Kooka, a nowo przybyłego chłopaka.
- 23! - odpowiedział, niezwłocznie cofając rękę, by przypadkiem nie uderzyć dziewczyny kolejnym “nae nae”.
- Haaa… Czyli nie jesteś moim oppą - burknęła nieco zła. - Dlaczego nie mogę znaleźć żadnego oppy?! - dodała zrozpaczona.
- Bo jesteś za stara! - Seokjin rozłożył bezradnie ręce.
- I kto to mówi?! Jesteśmy w tym samym wieku, Jin!
Dziewczyna skrzyżowała ręce na piersi, wydymując uroczo dolną wargę. Stanęła w miejscu, jednak nie potrafiła utrzymać pionowej pozycji.
- Idę szukać oppy - wymamrotała. Zrobiła jeden krok do tył, przez co potknęła się o Jungkooka. Chłopak na szczęście zdążył zareagować, zanim dziewczyna wylądowała na ziemi.
- To chyba nie najlepszy pomysł, noona. - Tae od razu podszedł do Soehyun, która w ramionach zaczerwienionego Jungkooka próbowała odzyskać choć resztę trzeźwego umysłu. Wybełkotała jedynie coś niezrozumiałego, co dla najmłodszego brzmiało jak przeprosiny. Albo prośba o podłączenie ładowarki. Nie był pewny.
- Usiądę z nią przy boksie - zaoferował Jeon, odsuwając od siebie na kilka centymetrów dziewczynę.
- Chyba będzie lepiej, jeśli od razu odeślemy ją do domu.
Jungkook kiwnął jedynie głową na słowa starszego. Zapewnił, że wszystkim się zajmie, na co ucieszony Taehyung wrócił do zabawy z Seokjinem i Hoseokiem, którzy na środku parkietu rozmawiali o czymś.
Dwudziestolatek przerzucił rękę dziewczyny przez swoje ramię. Nieco nieśmiało objął ją w pasie, a po chwili wyprowadził z klubu.
- Jungkoookie, mój mały Jungkoookie - mamrotała dziewczyna, a już po chwili rozpoczęła długą, przepraszającą za jej stan litanię.
Być może było to nieco niemiłe, niekulturalne i niekoleżeńskie, ale Jeon po prostu wsadził ją do taksówki, podał kierowcy adres po czym bez żadnego słowa czy opłacenia kursu wysłał ją do domu. Nawet nie obejrzał się za odjeżdżającym samochodem.
Wrócił za to do klubu z nowo nabytą energią.

~*~

Jimin usiadł przy boksie i od razu sięgnął po swoją szklankę z alkoholem. Odetchnął głośno. Nieco zmęczony ciągłym tańczeniem oparł głowę o tył kanapy. Przymknął na chwilę powieki jednak rozchylił je w momencie, w którym obok usiadł Namjoon.
- Widziałeś Hoseoka? - spytał, szturchawszy młodszego łokciem. Gdy jednak nie uzyskał żadnej odpowiedzi, nie wzbraniał się przed uderzeniem go delikatnie w brzuch.
- Ała! No tańczy tam, ślepy i głupi jesteś?! - warknął, jedną ręką łapiąc się za brzuch, a drugą wskazując na przyjaciela, który bawił się w towarzystwie nieznanych mu osób.
- Uważaj jak się do mnie zwracasz, kurduplu! - Namjoon pogroził Jiminowi palcem.
Park kliknął językiem i wydukał ciche przeprosiny. Nienawidził bycia najmłodszym w towarzystwie.
Namjoon rzadko zwracał uwagę na formalność, ale kiedy wypił chociaż odrobinkę alkoholu, zaczynał czuć się wyższy, stawał się wyniosły. Jimin oczywiście uwielbiał swojego hyunga i teraz było mu nawet głupio, że zwrócił się do niego w sposób bardzo niekulturalny.
- Hm - mruknął nagle Kim - tego blondyna to sam bym porwał w obroty - dodał, poruszając zabawnie brwiami.
- Nie wydaje mi się, żeby wolał chłopców - powiedział młodszy i upił łyk alkoholu ze szklanki.
- To dlaczego by tutaj przychodził?
- Nie wiem. Ale to wcale nie oznacza, że jest gejem.
Namjoon jedynie przeczesał palcami niebieskie włosy, po czym sięgnął po telefon znajdujący się na stoliku.
- Hyung, to mój! - warknął Jimin. Już wyciągnął rękę, by zabrać starszemu urządzenie, jednak Namjoon podniósł się z miejsca. Zerknął na wyświetlacz i odblokował telefon.
- Uuu, chyba ktoś ma cię na oku - powiedział, pokazując Jiminowi wiadomość od nieznanego numeru.
“Wyglądasz dzisiaj naprawdę dobrze! :)”
Park wziął od starszego telefon i bezzwłocznie schował go do kieszeni spodni.
- Ktoś ma. I co z tego? Szczerze mówiąc to liczyłem, że dostanę chociaż słowo od Yoongiego. - Jimin lekko się skrzywił.
- Widzę, że grubszy temat?
Jak Park pokiwał głową, Namjoon przyjacielsko poklepał go po kolanie.
- Przyniosę jeszcze alkoholu i porozmawiamy o tym. Oczywiście, jeśli chcesz.
- Nie bardzo jest o czym, hyung. Po prostu się ostatnio nie dogadujemy. I tyle. - Młodszy wzruszył ramionami, jakby nie była to rzecz, która z każdym dniem łamała mu serce. - Ale alkohol możesz przynieść - dodał, pokazując swoją już pustą szklankę.
Namjoon dość szybko zniknął z pola widzenia Jimina. Jak tylko znowu został sam, wyciągnął telefon. Wszedł w wiadomości i przejrzał listę wszystkich anonimowych. Codziennie dostawał jakąś wiadomość, typu “Miłego dnia” albo “Dobrej nocy”. Początkowo się tym nie przejmował, ale z czasem po prostu zaczęło mu to ciążyć.
Zablokował telefon i westchnął głośno. Rozejrzał się po klubie, jednak szybko skupił swój wzrok na szatynie, z którym już jakiś czas temu wymienił dłuższe spojrzenie.
Siedział sam przy boksie, przeglądając coś w telefonie, którego białe światło padało na jego twarz. Co chwila oplatał malinowymi wargami słomkę i upijał niewielką ilość swojego drinka.
Park sam tak na dobrą sprawę nie wiedział, co nim kierowało, kiedy podniósł się z miejsca i podszedł do nieznajomego.
- Cześć - zagaił.
Chłopak nawet na niego nie spojrzał. Dopiero po chwili wypuścił słomkę z ust i uraczył Jimina najsłodszym, najbardziej niewinnym wzrokiem, jaki Park widział do tej pory.
Nie zauważył jednak, ile uczuć kryło się za tymi dużymi, brązowymi, świecącymi oczami. I to wszystkie względem niego.
- Zauważyłem, że mój przyjaciel bawi się z twoimi znajomymi. Nie lubię siedzieć sam… Nie masz nic przeciwko, jeśli się dosiądę? - spytał ostrożnie, wskazując czerwoną, półkolistą kanapę, na której siedział jedynie nieznajomy chłopak. Ten kiwnąwszy głową dał pozwolenie Jiminowi na zajęcie miejsca, co już po chwili starszy uczynił.
- Park Jimin - przestawił się. Wyciągnął rękę do chłopaka i obdarzył go przyjacielskim uśmiechem.
- Wiem, kim jesteś - cisnęło się na usta Jungkooka, jednak zachował to w swoim umyśle.
- Jeon Jungkook, miło mi - powiedział. Bardzo delikatnie uścisnął dłoń Jimina.
O rety… nigdy wcześniej nie czuł tak palącego dotyku.
Jimin tu jest. Jimin z nim rozmawia. Jimin podał mu rękę. Jimin już go zna.
Dłoń Parka była mniejsza, niż Jungkook podejrzewał. Oczywiście wiedział, że długość jego dłoni wynosiła 17,5 centymetrów, nawet odtwarzał jej kształt na kartce papieru i porównywał jej wielkość ze swoją, jednak dopiero jak uścisnął jego rękę, poczuł miękką skórę, bijące ciepło. Miał wrażenie, jakby dłoń Parka idealnie mieściła się w jego.
I chociaż uścisk trwał kilka sekund, były to najlepsze chwile dzisiejszego wieczora. Od tego momentu już wiedział, że chce częściej go dotykać. Ta delikatna skóra była taka idealna...
- Jungkookie, prawda? Po twoim nicku mogę zgadnąć, że jesteś z rocznika 97?
Jeon pokiwał zgodnie głową, na co Park uśmiechnął się.
- Super! - pisnął po chwili. - Znaczy… dla mnie super. W końcu mam okazję poznać się z kimś młodszym.
- Cieszę się.
Jeon odwzajemnił uśmiech starszego, po czym ponownie wsunął różową słomkę między wargi. Odwrócił na chwilę wzrok, jednak kiedy Jimin otworzył usta, Kook ponownie powędrował na niego spojrzeniem.
Park przełknął ślinę, jak tylko młodszy na niego popatrzył, wciągając przez rurkę alkohol zmieszany ze słodkimi napojami.
Jungkook znowu to robił.
Jimin tak na dobrą sprawę nie wiedział nawet, jak się czuje w obecności chłopaka. Zafascynowany poznaniem nowej osoby? Rozbawiony i rozluźniony przez kilkugodzinną zabawę w klubie? Zmieszany prowokacyjnymi gestami Jungkooka? Winny chęcią flirtowania z młodszym, kiedy jest w związku? Wszystko to wymieszało się w głowie Parka.
- Więc, Jungkookie, uczysz się? - spytał ostrożnie, opierając się wygodnie plecami o oparcie kanapy. Młodszy tylko przytaknął i mruknął coś, zanim odpowiedział pełnym zdaniem. Wypuścił z ust słomkę, po czym odłożył szklankę na stolik.
- Tak, jestem na pierwszym roku fotografii medialnej i reklamowej - odpowiedział spokojnie.
- Naprawdę? To dość fajny kierunek. Mam nadzieję, że pokażesz mi kiedyś jakieś zdjęcia.
Uśmiech Parka podziałał na Kooka jak hormon szczęścia, który momentalnie rozprzestrzenił się po całym jego ciele.
Naprawdę… kochał Jimina.
Chciał, by wiedział o nim jak najwięcej. By dzięki tej wiedzy, mógł go w pełni poznać, też zakochać się. Równie mocno i równie szczerze.
Jungkook niezwłocznie usiadł bokiem do Jimina i sięgnął po swój telefon. Upewniwszy się, że Park nie zajrzy na jego ekran z zaskoczenia, wszedł w galerię, a następnie w folder, gdzie znajdowały się zdjęcia wszystkich jego przyjaciół. To było chyba jedyne miejsce, które pozostało bez śladów fascynacji Jungkooka chłopakiem, którego wreszcie miał obok siebie.
Nacisnął pierwsze zdjęcie i przekręcił swobodnie ekran tak, by Park mógł zobaczyć uchwyconą przez Jungkooka chwilę.
Fotografia była utrzymana w jasnych, popołudniowych kolorach. Na niewielkiej łące, pośród drzew, zielonej trawy, żółtych i fioletowych kwiatów leżał młody chłopak, który z pół przymkniętymi oczami i uniesioną ręką, wzbraniał się przed oślepiającymi promieiami słońca.
Jimin dokładnie przyjrzał się zdjęciu. Był pod wrażeniem profesjonalizmu, jaki wylewał się z każdej strony.
- To naprawdę śliczne zdjęcie - przyznał.
Szybko jednak skojarzył fakty, że modelem Jungkooka był jego przyjaciel, który jakimś dziwnym trafem, akurat w towarzystwie Namjoona kręcił się przy barze.
Jungkook poczuł, jak jego serce rozgrzewa się do temperatury porównywalnej z tej na Słońcu.
Miał ogromną ochotę pokazać mu zdjęcia, które to jemu zrobił. To dopiero są śliczne prace!
- Dziękuję. To bardzo miło, że tak uważasz. Chociaż osobiście sądzę, że to jest lepsze - powiedział, przesuwając palcem po ekranie, by pokazać Jiminowi zdjęcie zrobione w uniwersyteckim teatrze, podczas jednego z występów Taehyunga.
Chłopak stał w białej koszuli, równie jasnych spodniach, bosy, a na rękach miał krew. Spoglądał w górę, a jego twarz zdradzała wszystkie emocje, jakie odczuwał, odgrywając rolę zabójcy swojego brata. Od bólu i rozpaczy po chęć ukrycia zbrodni.
- Hyung, to znaczy model, naprawdę wspaniale odgrywał tę rolę. Może zdjęcie samo w sobie nie jest wyjątkowe, ale…
- Jest wyjątkowe. Złapać aktora w takim momencie też trzeba umieć. Bardzo ładnie je skadrowałeś.
- Znasz się na fotografii? - spytał, chyba bardziej dla pozorów. W końcu wiedział o Jiminie więcej, niż on sam o sobie.
- Bardziej na filmach, ale zarówno tu jak i fotografii chodzi o jedno - żeby uwiecznić chwilę. Gdybym miał nakręcić scenę z tego spektaklu, myślę, że wybrałym taki sam kadr. Widać z niego dokładnie wszystko. Cień aktora, moment tego powolnego przechodzenia barw z białego na chłodny niebieski… - Park z pasją opowiadał o tym, jak on sam wyobrażałby sobie uwiecznienie tego momentu na kamerze.
Jungkook aż uśmiechnął się, jak tylko zobaczył nieznaną mu iskierkę w jego oczach. Nie zwracał już nawet uwagi na to, co mówił. Po prostu przyglądał się temu, jak idealny był dla niego Jimin.
Nieco przybliżył się do starszego pod pretekstem pokazania mu kolejnego zdjęcia ze spektaklu, chociaż tak naprawdę chciał poczuć jego ciepło, jego męski zapach perfum zmieszanych z alkoholem i potem. Zapach Parka Jimina był mu wciąż nieznany. Aż do teraz.
Park natomiast był zafascynowany tym, że w końcu poznał kogoś, dzięki komu ta dawno zapomniana miłość do filmów powróciła. Nie planował rzecz jasna nigdy być żadnym aktorem, ale interesowały go kulisy powstawania tych największych produkcji. Swojego czasu naprawdę widział się za kamerą lub przed komputerem, na którym przez całe dnie i noce montowałby nabyty materiał.
- O, Jungkookie, widzę, że masz nowego kolegę.
Jeon w środku zagotował się ze złości. Na widok Jina aż podskoczyło mu ciśnienie. Najchętniej zostawiłby swoich znajomych i wyszedł z Jiminem tam, gdzie byliby tylko sami. Gdzie mógłby podziwiać go z bliska, w spokoju i nie dzielić się tym wspaniałym widokiem z nikim innym.
- T-tak. Seokjin hyung, to Park Jimin.
Obok Kima stał wysoki, niebieskowłosy chłopak, na widok którego Jimin nagle się zaśmiał.
Parkowi wówczas przypomniały się słowa, że Namjoon “sam porwałby tego blondyna w obroty” i chyba zamierzał to zrobić.
Gdy wszyscy zostali już sobie przedstawieni, zajęli się niczym niezobowiązującą rozmową.
Namjoon chciał usiąść obok Seokjina, jednak ten wcisnął się między Jungkooka, a Jimina.
To nie tak, że nie polubił młodszego. Spotkali się przy barze, chwilę porozmawiali, ale w ciągu tych kilku minut zdążył wysunąć małą opinię na temat Namjoona. Niekoniecznie dobrą po sytuacji, kiedy w pewnym momencie, nieco nachalnie pogłaskał go po ramieniu.
Młodszy z Kimów natomiast zaczął się poważnie zastanawiać, czy jego uroczy blondyn na pewno woli chłopców.
- Gdzie Tae? Dalej tańczy? - Jin zwrócił się do Jungkooka. Ten bez wahania wskazał parkiet, gdzie przyciągnięty objęciem w pasie przez Hoseoka, równo z nim wykonywał zmysłową falę.
- Hobi chyba naprawdę chce go rozebrać - szepnął Jimin prosto do ucha Namjoona. Kim tylko cicho zachichotał i szturchnął młodszego w ramię.
Taehyung zbliżył twarz do tej Hoseoka, po chwili lekko odwracając głowę, by usłyszeć to, co starszy ma mu do powiedzenia. W tamtym momencie jednak dostrzegł Seokjina, który machał do niego ręką.
Jego mina diametralnie się zmieniła. Z tego dojrzałego, seksownego, przystojnego Taehyunga stał się znowu uroczym, głupiutkim Tae. Podobnie zresztą jak Hoseok, kiedy zobaczył swoich przyjaciół przy stoliku z dwójką znajomych “jego słodziaka”, jak zdążył już nazwać Taehyunga.
Młodszy odsunął się od starszego, a już po chwili razem podbiegli do boksu. Hoseok wcisnął się między Jimina, a Seokjina, natomiast Tae, jak rozkapryszone dziecko, spoczął na kolanach Jungkooka.
Jeon nieco się skrzywił. Nie miał zbytnio ochoty na takie czułości ze strony starszego, szczególnie, kiedy obok miał w końcu swojego Jimina, ale nie mógł nic powiedzieć. Taehyung urodził się przecież dwa lata wcześniej.
Nie mógł zrobić nic więcej, jak tylko objąć starszego w pasie, by jego własne ręce go nie uwierały.
Przy okazji zdenerwował się też na Seokjina, który utrudniał mu patrzenie na Jimina. Ale jemu tym bardziej nie zwróci uwagi. W końcu różnica wieku między nimi to nie dwa, a aż pięć lat.
Właściwie przypadkiem wywiązał się temat tańca. Seokjin z Namjoonem zostali okrzyknięci subunitem “tanecznych Januszy” przez samego Tae oraz Jimina.
Jungkook z uwagą słuchał tego, jak Park opowiadał o śmiesznej historii ze sobą oraz Hoseokiem w roli głównej. Ani na moment nie spuszczał wzroku z chłopaka. Z bliska podziwiał jego idealną szczenkę, która płynnie poruszała się wraz z każdym słowem. Podziwiał, jak na policzkach pojawia się urocza rynienka, jak wargi drgając, wzbraniają się przed uśmiechem.
Park czuł na sobie świdrujący wzrok młodszego, ale nie uważał tego za coś złego. Wręcz przeciwnie. Pochlebiało mu zainteresowanie kogoś tak przystojnego jak Kookie.
Gdzieś głęboko w sercu chciał wzbudzić jego nadmierną sympatię względem siebie, ukrytą namiętność.
Od razu skarcił się w myślach, kiedy tylko oczami wyobraźni zobaczył, jak Jungkook szarpie go za ręce, całym sobą przyciska mocno do ściany i mokrymi pocałunkami pieści jego szyję.
Nie mógł tak myśleć. Przecież miał Yoongiego. Do tego wcale nie znał Jeona.
Min jednak nie sprawiał, że Jimin czuł się pożądany. Przestał o to dbać już dawno temu.
A Park chciał być w czyimś centrum uwagi, czyimś całym światem.
Fakt, że obok niego siedział ktoś tak przystojny, seksowny, prowokujący i uroczy zarazem, nie ułatwiał mu skierowania wszystkich swoich myśli ku jedynemu mężczyźnie, któremu powinien zostać wierny do samego końca.
Częścią historii był sam Yoongi, którego imię nie chciało przejść Parkowi przez gardło. Dlatego cieszył się, że resztę opowiadania przejął już rozweselony Hoseok, którego śmiech wywołał u Seokjina dość głośny chichot.
Puenta całej historii rozbawiła nawet samego Jungkooka, jednak na samo wspomnienie o Yoongim czuł, jak wzbiera się w nim niepohamowana złość.
Gdy Taehyung otarł łzy śmiechu, podniósł się ociężale z kolan młodszego i odszedł, kierując się do łazienki. Hoseok podążył za młodszym wzrokiem.
Seokjin wciąż śmiał się z historii i nawet nie zauważył, kiedy z tego wszystkiego zaczął delikatnie uderzać Junga w kolano, a siebie przy okazji też.
- On zawsze tak ma? - zapytał, wskazując na roześmianego najstarszego. Jeon jedynie skinął twierdząco głową.
Jimin nagle podniósł się z miejsca i usiadł z brzegu kanapy obok Jungkooka. Najmłodszy spiął wszystkie mięśnie, jednak w środku skakał z radości oraz podniecenia.
Starszy lekko pochylił się do przodu, opierając łokcie o kolana. Potarł dłonią brodę. Jungkook odniósł wrażenie, jakby Park głęboko nad czymś rozmyślał. Tak bardzo chciałby wejść do jego umysłu i przeczytać wszystkie myśli.
- Och, lubię tę piosenkę! - pisnął najstarszy, zaczynając delikatnie kołysać się w rytm skocznej muzyki.
Hoseok wtedy podniósł się z miejsca i wyciągnął swoje dłonie w kierunku blondyna.
Jin popatrzył z lekkim zaskoczeniem na młodszego.
- A-ale nie umiem tańczyć - powiedział.
- Wiem - zaśmiał się Jung. - To jednak nie znaczy, że nie możesz się ze mną trochę powygłupiać na parkiecie.
Uśmiech, jakim Hoseok obdarzył Jina, był taki ciepły, że mógłby rozgrzać serce nawet okrutnego Joffreya Baratheona.
Seokjin nie mógł oprzeć się młodszemu. Ujął jego dłonie, po czym pozwolił zaciągnąć na parkiet. Już po chwili wybiegli na sam środek.
Hoseok nie puszczał dłoni blondyna, który poddał się jego prowadzeniu.
- Nie sądziłem, że kiedykolwiek będę się tak dobrze bawił tańcząc jakkolwiek - powiedział w pewnym momencie, zbliżając twarz do ucha młodszego.
- Naprawdę nie tańczyłeś wcześniej?
- Tańczyłem! Znaczy… Jungkookie ułożył dla mnie kilka ruchów, które “mogą zdradzić mój poziom taneczny”, jak powiedział.
- Pokaż mi! - Hoseok aż podskoczył w miejscu. Puścił dłonie starszego i odsunął się, by dać mu przestrzeń.
Seokjin wydawał się Jungowi bardzo ciepłą, rodzinną osobą. Lubił takich ludzi. Miał też wrażenie, że mogliby się nawet zaprzyjaźnić. Dlatego ten czas w klubie chciał wykorzystać i zaskarbić sobie jego sympatię.
- Ach, nie wiem, czy chcesz to zobaczyć. - Kim nieco zmieszany spuścił głowę i pogłaskał dłonią kark.
- Pewnie, że chcę! - Jung klasnął.
- Tylko się ze mnie nie śmiej! - Starszy pogroził młodszemu palcem. Gdy ten kiwnął zgodnie głową, machnął ręką i zaczął tupać nogami. Jego ruchy były jednak tak śmieszne, nieporadne i proste, że Hoseok mimowolnie wybuchł śmiechem. Szybko jednak nauczył się ruchów Jina, by już po chwili dołączyć w tym żałosnym tańcu..
Kim zawsze czuł się zażenowany, zawstydzony, kiedy ktoś się z niego śmiał. Jednak fakt, że młodszy nie śmiał się z niego, tylko z nim, a do tego zaczął wykonywać te same ruchy, wywołał na jego ustach uśmiech.
- Ale się dobrali - powiedział Namjoon, wskazując na dwójkę, która na parkiecie zwijała się ze śmiechu.
- A co? Zazdrosny? - Jimin uniósł brew do góry i uderzył zadziornie Namjoona w ramię.
- Jungkook, czy twój przyjaciel jest gejem?
Najmłodszy jakby obudził się na to pytanie. Rozchylił delikatnie usta, by wypuścić słomkę z ust i spojrzał na starszego.
- Szczerze mówiąc, to nie jestem pewny. Znaczy, na pewno miał dziewczynę, ale czy lubi też chłopców, to nie mam pojęcia - odpowiedział zgodnie z prawdą.
- Mam taką nadzieję.
- Przepraszam, z całym szacunkiem, ale wydaje mi się, że Seokjin hyung to nie jest materiał dla ciebie - powiedział ostrożnie Jungkook.
Jimin roześmał się na słowa młodszego. Rozbawiło go to do tego stopnia, że przyciągnał kolana do klatki piersiowej i przechylił na bok, chowając się przy tym w szparze pomiędzy plecami Jungkooka, a oparciem kanapy.
Jeon drgnął. Czuł, jak jego całe ciało nagle się spina, ręce niebezpiecznie zaczynają pocić, a mózg poza imieniem Parka nie wysyła mu żadnych innych sygnałów.
- Młody, uważaj na słowa. - Namjoon pogroził Jungkookowi palcem.

~*~

a/n: Guten morgen, zepsułam :3
Kurcze, chciałam jakoś normalnie, płynnie, poprowadzić ten cały shit w klubie, ale mi nie pykło >.< Wszystko wyszło dłuższe niż się spodziewałam, ale okej, następny rozdział już kończy tę katorgę i, chyba by uspokoić swoje sumienie, wrzucę go nie za dwa tygodnie, ale 3-ciego maja :') O, tak, na uspokojenie swoich nerwów i w ramach przeprosin za takie nijakie, ciągnące się, rozgotowane kluski </3.
Proszę nie bić mocno >.<
Kocham Was <3

niedziela, 19 lutego 2017

Last picture - Rozdział IX

Happiness

~*~

- Taehyung, wyciągnij blaszkę - powiedziałem, kiedy po krótkim sygnale, piekarnik automatycznie się wyłączył. Spojrzałem na leżącego obok chłopaka i delikatnie szturchnąłem jego ramię. W odpowiedzi dostałem jedynie cichy pomruk.
- Tae?
Spał. Jak kamień. Skulił się nieco bardziej na kanapie, tym samym przyciskając mnie plecami do poduszek.
Westchnąłem jedynie głośno. No tak. Mogłem się spodziewać, że podczas oglądania filmu, który wydawał się Taehyungowi wyjątkowo nudny, zaśnie. 

Powoli podniosłem się z miejsca. Nieporadnie i ostrożnie, by nie obudzić młodszego, przełożyłem przez niego jedną nogę. Gdy w końcu stanąłem na podłodze, dołączyłem drugą. Spojrzałem jeszcze na śpiącego Taehyunga i upewniwszy się, że dalej śni spokojnym snem, wycofałem się do kuchni. Po całym domku unosił się zapach świeżego wypieku, który tylko obudził mój apetyt na te słodkie muffinki.
Seokjin pewnie powiesiłby Taehyunga za uszy, jakby tylko się dowiedział, że spalił wypiek. I mnie przy okazji też, bo go nie dopilnowałem. Wolałem więc oszczędzić życia oraz zdrowia nam obu.
Złapałem blaszkę w ścierkę, po czym postawiłem na grubej, drewnianej desce. Było na niej 14 muffinek. Te w różowych formach były nałożone przez Seokjina, natomiast w niebieskich, przez Taehyunga. Chociaż nawet i bez tego rozróżniania kolorów, można było dociec, które muffinki należały do kogo. Różniły się kształtem.
Babeczki Seokjina były idealnie kształtne, wyrosły równo i ładnie zarumienione. Natomiast te Tae krzywe, miejscami przepalone, wylewające się z foremek.
Dlaczego miałem wrażenie, że to idealnie oddawało ich podejście do życia i charaktery?
- Hobi hyung, wracaj. Wieje mi w plecy.
Słysząc zaspany, zachrypnięty głos Taehyunga, skierowałem wzrok na kanapę. Chłopak otulił się ramionami.
Uśmiechnąłem się jedynie i parsknąłem śmiechem. Podszedłem do otwartego okna, które po chwili zamknąłem. Wyjrzałem przez nie jeszcze by sprawdzić, czy Yoongi i Seokjin nie wracają ze sklepu. Coś długo im to zeszło…
Nie mając pomysłu co ze sobą zrobić, wróciłem na kanapę. Wcisnąłem się między Taehyunga, a obłożone poduszkami oparcie. Chwilę mi zajęło, zanim wygodnie się ułożyłem. Najwygodniej jednak było mi na boku, twarzą do pleców młodszego.
Podłożyłem wyciągniętą rękę pod głowę i oparłem policzek na ramieniu. Przy okazji sięgnąłem też po pilota, którym ściszyłem telewizor o kilka kresek.
Taehyung w tym czasie nieco osunął się w dół i przylgnął plecami do mojego ciała, wygodnie opierając głowę o klatkę piersiową. Niemalże automatycznie przerzuciłem rękę przez jego talię. Chłopak tylko głębiej odetchnął.
Przez kilka minut oglądałem wiadomości, jednak potem sam zasnąłem.
 
[...]

Drzwi do domu otworzyły się z dużym hukiem, któremu towarzyszył zdenerwowany głos Jimina. Zdenerwowany i… przerażony?
Niechętnie otworzyłem oczy, a następnie nieco uniosłem, by popatrzeć na Parka oraz Namjoona, którzy właśnie przekraczali próg.
Zanim jednak spojrzałem na przybyłą dwójkę, zerknąłem na Taehyunga. Dalej spał w tej samej pozycji z tą różnicą, że teraz oplótł swoje ręce na mojej. Do tego otulał nas koc. Miękki, niebieski koc. Skąd on się tutaj wziął?
- Co się stało? - zapytałem, kierując spojrzenie na Namjoona.
Wiedziałem, że powie mi wszystko spokojniej i bardziej szczegółowo niż Jimin. Na młodszego nawet nie liczyłem. Był tak zdenerwowany, że wchodząc do domu nawet nie zdjął butów. Po prostu kręcił się po pokoju, ciągnąc przy tym niespokojnie swoje pomarańczowe włosy.
- Kookie uciekł i nie możemy go nigdzie znaleźć. Nie odbiera telefonu. Szukaliśmy go chyba wszędzie. Jest pierwsza w nocy… no… no i zwiał nam dzieciak!
- Co się tutaj dzieje? - Na samej górze schodów nagle stanął Jin. Ubrany był w swoją koszulkę do spania oraz spodenki, jednak wcale nie wyglądał, jakby dopiero co się obudził. Miał rumiane policzki, roztrzepane włosy, wyjątkowo czerwone wargi. Chwilę potem stanął za nim Yoongi, przeczesując dłonią swoje jasne włosy. Dlaczego pomyślałem, że oni...
- Czemu jesteście tacy głośni? - powiedział niższy i poprawił ciemną koszulkę. Potem oparł czoło o ramię Seokjina.
- Jungkook zniknął.
Na moje słowa, obaj się obruszyli. Zbiegli po schodach. Jin o mało się nie potknął o własne nogi, kiedy stanął na podłodze.
- Jak to zniknął? - Oczy Yoongiego jakby powiększyły się dwukrotnie.
- Chyba powiedziałem coś nie tak, bo obraził się i uciekł - warknął Jimin.
W jego oczach szkliły się wszystkie uczucia, łącznie z przerażeniem i poczuciem winy. Ale przede wszystkim, zawładnęła nim złość, której spróbował dać ujście, zrzucając z komody jedną z doniczek.
Biało-różowy kwiat rozwiniętej orchidei zleciał bezwładnie na podłogę, a srebrna, szklana doniczka stłukła z ogromnym hukiem. Po chwili jednym, obszernym gestem strącił resztę rzeczy z tej półki, w tym mój telefon, do połowy pustą butelkę pomarańczowego soku, ukochaną beanie Yoongiego i okulary Namjoona.
Do tej pory śpiący Taehyung nagle zerwał się z miejsca. Zrobił to tak gwałtownie, że nieco mnie przestraszył. W jednej chwili podszedł do chodzącego w tę i wewtę Jimina. Złapał go za skórzaną, niebieską kurtkę, po czym z wyraźnym zirytowaniem przycisnął do ściany.
Nie tylko ja byłem zaskoczony jego zachowaniem. Wyglądało to tak, jakby w jednej chwili, w tego śpiącego, słodkiego aniołka wstąpił sam szatan, który opętał go w ułamku sekundy.
- Możesz się do cholery jasnej uspokoić?! Co te biedne rzeczy ci zrobiły?! - wrzasnął.
Na ten głośny, wręcz przeraźliwy głos Kima, ciarki przeszły po moim ciele. Stojący nieopodal Namjoon zrobił krok w ich stronę, by jakoś zainterweniować w razie, gdyby między nimi doszło do bójki.
- Jestem wkurzony! Przeze mnie mogło coś stać się Kookiemu!
- To nie jest powód, żebyś psuł wszystko, co znajduje się obok ciebie. Uspokój się! - Taehyung przyciągnął do siebie Jimina tylko po to, by po chwili znowu pchnąć go z całej siły na ścianę, jakby liczył, że po uderzeniu Park się opamięta.
- Jak mam się uspokoić?! Jungkook równie dobrze może leżeć gdzieś martwy, a my nawet nie wiemy gdzie!
Pomarańczowowłosy złapał nadgarstki Taehyunga i gwałtownie oderwał jego ręce od swojej kurtki.
Yoongi oraz Namjoon od razu zareagowali, kiedy młodsi zaczęli szarpać się na poważnie.
- Hej! Proszę, przestańcie! - pisnął Seokjin. Najstarszy, nie wiedząc co ma zrobić, przykrył uszy dłońmi i zamknął powieki, jakby chciał odciąć się od brutalnej rzeczywistości.
Kim nienawidził być w takich sytuacjach. Zaczynał wtedy panikować i zwyczajnie uciekał. Sytuacja była o tyle trudniejsza, że do konfliktu doszło między dwójką jego najbliższych przyjaciół.
Sam zerwałem się z miejsca, po czym podszedłem do szarpiącego się w ramionach Yoongiego Jimina.
- Jiminie, spokojnie. Jungkook nie ma pięciu lat. Pewnie potrzebował po prostu być sam. Nic mu się nie stało, jasne? - powiedziałem, kładąc dłonie na jego ramionach.
Chłopak spojrzał szklanymi oczami w moje tęczówki, a ja poczułem, jak moje serce przestaje bić. Nigdy wcześniej nie widziałem go w takim stanie. I chyba nigdy więcej nie chciałbym.
Park dyszał ciężko, jednak uspokoił się nieco po moich słowach. Spuścił zrezygnowany głowę, opierając przy tym czoło o moją klatkę piersiową.
- Przepraszam - szepnął, prawie niesłyszalnie.
Odwróciłem głowę, kiedy usłyszałem jak Taehyung wyrwał się z uścisku Namjoona.
- Co za trep - burknął zły, wycofując się do swojego pokoju na górze.
Jimin zacisnął palce na mojej koszulce. Naprawdę chciałem się od niego odsunąć, jednak gdybym teraz to zrobił, sam do siebie miałbym mnóstwo pretensji. W tej chwili poczułem, jakbym był jedyną podporą dla Jimina. Powinienem czuć się wyróżniony, być może nawet szczęśliwy, że chociaż na moment Park skupił na mnie całą swoją uwagę i to w moich ramionach, w których szczelnie go zamknąłem, znalazł odrobinę spokoju, pocieszenia oraz bezpieczeństwa. Zamiast tego jednak było mi naprawdę przykro, że Jimin był w takim stanie i chciałem jak najszybciej znaleźć Jungkooka, byleby tylko zakończyć jego chore cierpienie.
- Ubierzemy się i pójdziemy go szukać - zarządził Yoongi.
Skierował się na schody razem z Seokjinem, by po dłuższej chwili znaleźć się na piętrze. Usłyszałem też po chwili jak zatroskany Jin mówi coś do Namjoona, a po chwili puka do pokoju Taehyunga i nieśmiało pyta, czy może wejść.
- Jimine...
- Hyung, ja sobie nie wybaczę, jeżeli przeze mnie coś mu się stanie. Boję się… Tak mi na nim zależy.
 
[...]
- Zauważyłeś, że nie mamy się nawet kiedy porządnie wyspać? - powiedziałem. Ziewnąłem przeciągle, zatykając usta dłonią, szczelnie otuloną rękawkiem ulubionej bluzy, ukrytej pod skórzaną kurtką.
- Dlaczego mnie nie dziwi, że słyszę to akurat od ciebie? - zaśmiał się Seokjin, po czym szturchnął mnie biodrem.
Parsknąłem cicho śmiechem na jego gest, a w odpowiedzi delikatnie uderzyłem jego ramię.
Szliśmy nieznajomą ulicą, rozglądając się dookoła w poszukiwaniu najmłodszego. Spacerowaliśmy już z dobrą godzinę. Księżyc przemieszczał się coraz szybciej, a Jungkooka jak nie było, tak nie ma.
- Przepraszam bardzo. Widziała może pani takiego chłopaka… Dziewiętnaście lat, czarne włosy rozdzielone na grzywce, wygląda trochę jak królik, miał taki charakterystyczny czerwono-czarny sweter w białe gwiazdki?
Zaczepiona przez Seokjina kobieta pokręciła przecząco głową. Chłopak jedynie kiwnął głową, przeprosił i doskoczył do mnie.
- Jak kamień w wodę - westchnął.
- Za tym zakrętem się rozdzielmy. Szybciej znajdziemy go osobno - zarządziłem, wskazując palcem skrzyżowanie.
Szatyn kiwnął zgodnie głową, a po chwili wyciągnął z kieszeni telefon. Jakby z nadzieją spojrzał na ekran. Mruknął coś pod nosem i zablokował urządzenie.
- Hyung, wszystko w porządku? Pobladłeś - spytałem.
Nieco zatroskany zerknąłem na profil starszego. Naprawdę nie wyglądał najlepiej. W pewnym momencie nawet miałem wrażenie, jakby miał zaraz zemdleć.
- Może jednak się nie rozdzielajmy.
- Nie, Hobi, w porządku. Ostatnio po prostu dużo się dzieje - powiedział cicho, patrząc na mnie kątem oka.
- Powinieneś się dobrze wyspać. Chyba nie śpisz po nocach, mimo że masz pokój z dziadkiem Yoongim, prawda?
Chciałem nieco rozluźnić atmosferę. Cicho się zaśmiałem, jednak widząc jak blada buzia Seokjina koloruje się soczystym czerwonym pąsem, dotarło do mnie co ja właściwie powiedziałem.
Jeżeli rzeczywiście było coś między nim i Yoongim, co właściwie było oczywiste, to taki komentarz był zdecydowanie nie na miejscu.
Ale… Seokjin przecież nie wiedział, że ja cokolwiek w ogóle podejrzewam.
- To właśnie przez niego nie mogę zasnąć - mruknął, bardziej do siebie niż do mnie.
Moje oczy momentalnie powiększyły się dwa razy. Odwróciłem głowę w kierunku starszego, jakbym nie zrozumiał jego słów.
Nie doczekałem się jednak żadnego wyjaśnienia, ani nie zdążyłem o nic zapytać, gdyż doszliśmy do skrzyżowania.
- Jak Jungkookie się znajdzie, to zadzwoń do któregokolwiek i sprowadź go do domu, dobrze?
Kiwnąłem zgodnie głową.
Patrzyłem jeszcze przez moment na plecy oddalającego się Seokjina. Dopiero po chwili ruszyłem w przeciwnym kierunku.
Musiałem wyostrzyć wszystkie swoje zmysły, żeby przypadkiem nie ominąć Jungkooka.
W głowie uruchomiłem wspomnienia z Jeonem, by przypomnieć sobie miejsca, w jakich bywał. Bardzo często siedzieliśmy w kawiarni… Jednak o tej porze wszystkie są raczej zamknięte. Jedyne co przyszło mi do głowy to to, że Jungkook lubił oświetlone miejsca. Sam zresztą też takie wolałem. Za bardzo bałem się chodzić po obcym mieście po jakiś bocznych, podejrzanych, zaciemnionych uliczkach.

[...]
Nie wiem, jak długo chodziłem po mieście. Miałem jednak już tego dosyć. Było mi zimno, bolały mnie nogi, a jakby tego było mało, w brzuchu skręcało z głodu.
Te wspaniałe muffinki Seokjina… One wciąż leżały w kuchni i prosiły się o to, by je zjeść.
Chociaż byłem tak głodny, że nawet na samą myśl o nieudanych wypiekach Taehyunga pociekła mi ślinka.
Przekroczyłem bramę jednego z parków, zerkając na telefon. Dosłownie co pięć minut sprawdzałem, czy nie dostałem powiadomiena. Jednak brak odzewu ze strony przyjaciół oznaczał, że Jungkooka wciąż nie znaleziono, więc poszukiwania trwają.
Zrezygnowany zablokowałem ekran i wsunąłem telefon do tylnej kieszeni spodni.
Rozejrzałem się po parku.
Cholera. Sam nie wiem, gdzie jestem.
Nieco przyśpieszonym tempem ruszyłem przed siebie, nie zbaczając z brukowej, dobrze oświetlonej ścieżki. Po drodze dokładnie się rozglądałem, by nie ominąć Jungkooka, który zawsze mógł przecież siedzieć na ławce.
Minęło może z dziesięć minut spaceru, kiedy doszedłem do niewielkiego mostku. Jego akustyka tylko wyostrzała spokojny rytm małego strumyka. W parku było niezwykle cicho, a płynąca woda zdawała się być jedynym dźwiękiem.
Mostek oświetlony był białym światłem, które przy zetknięciu z brukiem oraz drewnianymi barierkami, przechodziły w bardzo spokojny i romantyczny fiolet.
Powoli skierowałem się w stronę strumyka. Nie spodziewałem się, że ktoś o tej porze będzie stał na samym szczycie mostku. Jednak kiedy dostrzegłem te nieco poszarpane włosy, czarno-czerwony sweterek w gwiazdki i złote słuchawki w uszach, które odbijały białe światło, ucieszyłem się, że jednak ktoś plącze się po ulicy o trzeciej w nocy.
- Ładnie tutaj, prawda? - zagałem, kiedy po niemalże bezszelestnym spacerze, oparłem się rękami o drewnianą barierkę.
Jungkook ani drgnął. Wpartywał się jedynie w spokojnie płynący strumyk.
- Wiem, że mnie słyszysz - powiedziałem nieco ostrzej, kiedy nie dostałem żadnej odpowiedzi.
Wyjąłem słuchawki z uszu młodszego, z których, tak jak podejrzewałem, nie leciała żadna muzyka.
Znałem Jungkooka na tyle dobrze by wiedzieć, że w stresowych sytuacjach szuka ciszy. Nie ma w zwyczaju wtedy topić smutków w piosenkach.
- Co tutaj robisz? - zapytał spokojnie, nie odrywając wzroku od krystalicznej tafli wody, na której odbijał się blask wszystkich świateł.
- Kookie, szukamy cię już prawie dwie godziny, Namjoon i Jiminie trzy. Co się stało? Dlaczego uciekłeś?
Młodszy na moje pytania opuścił głowę, jakby z bezradności nie miał już siły w ogóle jej trzymać.
- Bardzo nas wszystkich zmartwiłeś. Yoongi już chciał do twoich rodziców dzwonić.
- Przepraszam, hyung - westchnął. - Potrzebowałem chwili spokoju.
- Tyle to sam wiem - prychnąłem i odwróciłem się tyłem do barierki. Oparłem się o nią wygodnie, krzyżując ręce na piersi. 

- Mów, co się stało.
Jungkook pokręcił głową. Przymknął na chwilę powieki, jakby chciał zebrać w sobie odwagę, siłę i ubrać w słowa wszystkie myśli, którymi chciał się ze mną podzielić.
- Chodzi o Jimina - zaczął spokojnie, skierowawszy na mnie swoje duże, bystre oczy.
Kiwnąłem delikatnie głową, by dać mu sygnał, by kontynuował.
- Rozmawialiśmy o moich studiach. Hyung powiedział, że jeśli tylko będę tego chciał, to jest gotowy wyjechać ze mną.
Czułem, jak na słowa młodszego, moje ciało całe się spina.
- To chyba dobrze? Naprawdę mu zależy…
- Hyung, mi też zależy - wciął mi się w zdanie - dlatego nie chcę, żeby rzucał wszystkiego co tutaj ma, całego swojego życia z mojego powodu. N-nie czuję się osobą, która zasługiwałaby na takie poświęcenie z jego strony. Naprawdę czuję coś do niego. Nie do końca wiem, co to jest, ale to takie przyjemne uczucie... - Jungkook przerwał swoją myśl, by pozwolić delikatnemu, ciepłemu uśmiechowi unieść kąciki jego ust. Gdy opanował swój nagły napływ dobrego humoru, kontynuował - … t-to takie głupie. Wszystko w środku jakby się rozpalało. Jakby przyjemnie mrowiło, łaskotało, a przy tym ściskało. Kiedy Jimin jest obok, to wszystko sprawia, że czuję się lekki. Nie chcę nigdy więcej nie móc tego poczuć. Ale wiem, że hyung nie byłby szczęśliwy, pozostawiając tutaj wszystko tylko z mojego powodu. Jednocześnie chcę mieć go ciągle przy sobie. Chyba jestem głupi.
Chłopak zaśmiał się w taki sposób, jakby tłumił ukryty żal, smutek i wszystkie negatywne emocje, które już zdążyły go przygnieść. Do tego lekko zaczął się trząść, prawdopodobnie w ogóle nieświadomie. Nie do końca wiedziałem czy to z zimna, czy emocji. Stawiałem jednak na to pierwsze. Lato latem, ale w środku nocy temperatura aż taka wysoka nie była. Poza tym, Jungkook miał na sobie jedynie ten cienki sweterek, co raczej nie stanowiło odpowiedniej bariery, która utrzymałaby właściwy poziom ciepła.
Niewiele myśląc, zdjąłem ze swoich ramion skórzaną kurtkę i narzuciłem ją na ramiona młodszego.
- Nie głupi, tylko zakochany - powiedziałem spokojnie, poprawiając ubranie na rozbudowanych barkach chłopaka. Gdy upewniłem się, że kurtka nie zsunie się na ziemię, oparłem łokcie na drewnianej barierce. Spojrzałem na spokojną taflę wody, która delikatne zmarszczyła się pod wpływem delikatnego, chłodnego, letniego wiatru, przez co odbicie małych gwiazdek oraz księżyca zaczęło falować na strumyku.
Nieco nachyliłem się nad zabezpieczeniem mostu i zerknąłem na samego siebie, poruszającego się razem z taflą wody.
Westchnąłem niemal niesłyszalnie, chcąc ułożyć w głowie jakiekolwiek zdania. Chciałem coś powiedzieć Jungkookowi, posłużyć mu jakąś hyungową radą. W umyśle jednak miałem pustkę.
Jak miałem doradzić komuś, kto był jedyną osobą kochaną przez chłopaka, na którym tak mi zależało? Chciałem jednak szczęścia ich obu. To takie dziwne…
- Kookie, jesteś dla Jimina kimś naprawdę ważnym i na pewno chce twojego szczęścia. A przecież czujesz je wtedy, kiedy masz Jimina obok, prawda?
Chłopak niesłyszalnie westchnął i kiwnął głową.
- On pewnie czuje to samo. Daj mu więc szukać swojego szczęścia. Jeśli znajdzie je obok ciebie, to obaj nie będziecie potrzebować niczego więcej. A kto wie? Może Japonia okaże się waszym miejscem na Ziemi?
- Hyung, ale was tam nie będzie… - szepnął, odwracając głowę w moim kierunku.
Jego duże, brązowe oczy prześwietlały mój umysł tak intensywnie, że miałem wrażenie, jakby odczytywał w nim każdą, nawet najdziwniejszą i najgłupszą myśl.
- Ale zostaniemy tutaj i zawsze będziemy na was czekać. Nie martw się na zapas, dobrze? Nie powinieneś być smutny w te wakacje. - Uśmiechnąłem się pocieszająco, a już po chwili wsunąłem dłoń w brązowe włosy młodszego, które z braterską miłością rozczochrałem w każdą, możliwą stronę.
- Zobaczysz, wszystko się ułoży. 

[...]
Wysłałem Yoongiemu szybką wiadomość, że znalazłem Jungkooka. Mieliśmy co prawda od razu wrócić do domu, ale zatrzymaliśmy się w niewielkim sklepie całodobowym na jedzonku, a jako że żaden z nas nie wiedział, gdzie jesteśmy, błąkaliśmy się po mieście w poszukiwaniu drogi powrotnej. Całe szczęście, że Kookie miał lepszą orientację w terenie niż ja, przez co do domu wróciliśmy raptem po 2 godzinach od naszego spotkania. Cóż, pewnie gdybym to ja przejął rolę przewodnika, nie wrócilibyśmy w ogóle.
Humor Jungkooka zdecydowanie się polepszył, a mnie to bardzo ucieszyło. Sam byłem bardziej radosny, widząc jak wesoło się śmieje czy wkłada do buzi kilka pianek, które kupiliśmy na drogę. 

Gdy po znalezieniu drogi dotarliśmy na miejsce, po cichu otworzyłem drzwi do domu i niepewnie zerknąłem do środka. Słońce powoli budziło się do życia, więc miałem nadzieję, że chociaż nasi przyjaciele wciąż śpią. Gdy otworzyłem szerzej drzwi i wszedłem do środka, wszyscy byli w salonie. Ich spokojne oddechy mieszały się w jeden, harmonijny dźwięk, podsycany przez akompaniament cicho grającego telewizora.
Jungkook zaśmiał się na ten widok. Jednocześnie widziałem w jego oczach poczucie winy. Chyba właśnie dotarło do niego to, jak nas wszystkich zmartwił.
Gdy podeszliśmy do kanapy, mogliśmy spokojnie zobaczyć jak te wszystkie słodkie aniołki śpią. Jin leżał przytulony do ramienia Namjoona na kanapie, Yoongi skulił się w kulkę i zajmował fotel, a Taehyung spał na dywanie, wygodnie układając głowę na klatce piersiowej spoczywającego obok Jimina.
- Mam wielką ochotę ich teraz obudzić - szepnął do mojego ucha Jungkook, na co cichutko się zaśmiałem. Wolałem nie myśleć jak wszyscy nas za to znienawidzą, ale obraz rozwścieczonych hyungów i młodszych jakoś bardzo mnie rozbawił.
Już mieliśmy przejść na górę, kiedy Jimin poruszył się i rozchylił powieki.
- Kookie? - szepnął, przecierając piąstkami zmęczone, opuchnięte oczy. Gdy w końcu dojrzał Jeona, nie zwracając nawet uwagi na to, że Taehyung uderzy głową w dywan, po prostu zerwał się z miejsca i wręcz rzucił na szyję młodszego.
Jungkook początkowo nie wiedział co ma zrobić. Dopiero po chwili nieśmiało oplótł ręce na talii Jimina, by już po chwili mocno przytulić go do siebie. Park natomiast przymknął powieki i zacisnął ręce nieco mocniej. Zupełnie jakby trzymał w ramionach swój największy skarb, swoje szczęście, którego nie chce tracić.
- Nie uciekaj więcej - wyszeptał starszy prosto do ucha Jeona. - Dlaczego w ogóle to zrobiłeś? Powiedziałem coś nie tak? - dodał, odsuwając się na niewielką, ale wystarczającą by spojrzeć młodszemu w oczy odległość.
Już chciałem im szepnąć, żeby poszli na górę i tam na spokojnie porozmawiali. Jeszcze tego brakowało, by wszyscy się obudzili. Niestety zanim zdążyłem to zrobić, głośne kichnięcie rozbudzonego przez uderzenie głową o dywan Tae wszystkich wyrwało ze snu.
Seokjin od razu puścił ramię Namjoona, podniósł się do siadu i rozejrzał po pokoju, a już po chwili zawiesił wzrok na najmłodszym.
- Jeon Jungkook. Co ty sobie do cholery wyobrażasz? Wiesz jak umieraliśmy ze strachu?! 



~*~  

A/N: Dzień dobry, dobry wieczór. Przepraszam, kocham Was <3