Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oneshot. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oneshot. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Taehyung, you can kiss him!


~*~

Pocałunek #1 ~ Niewinny i nieświadomy

Radosne śmiechy przedszkolaków wypełniały cały budynek. Dzieciaki biegały od kąta do kąta, doprowadzając opiekunki do białej gorączki.
Jedna dziewczynka ze starszej grupy powiedziała, że jest dzisiaj dzień pocałunku i ta osoba, która zbierze najwięcej buziaków, dostanie jej deser. Dzieci szybko podłapały zabawę, przez co niemalże każdy wziął w niej udział. Chłopcy chętnie rozdawali pocałunki w policzek dziewczynkom i vice versa.
Ciemnowłosy czterolatek siedział na podłodze przy gorącym kaloryferze, o który opierał plecy. Nie zwracając najmniejszej uwagi na hałas, czytał kolorową książkę. Jego duże, brązowe oczy dokładnie śledziły kolejne znaki, które powoli układały się w kolejne słowa. Po zakończeniu czytania wierszyka oglądał obrazki, a potem przewracał sztywną kartkę.
Nie chciał brać udziału w zabawie, przez którą wychowawczynie jedynie się denerwowały.
Oderwał wzrok od kolorowej książeczki i przeniósł go na okno, za którym jesienny krajobraz upiększały opadające z drzew, ostatnie już w tym roku kolorowe liście. Uśmiechnął się pod nosem, na samą myśl o tym, że wszystko wygląda dokładnie tak, jak opisywano w wierszyku, który akurat skończył czytać.
Nie mógł się doczekać, kiedy pomoże tacie z grabieniem liści z podwórka, tylko po to, by potem móc skoczyć w ogromną stertę. Była to świetna zabawa.
Westchnął jedynie, kiedy pomyślał o ilości ubrań, jaką będzie musiał założyć, by nie zachorować. Nie rozumiał dlaczego mama ubierała go w kilka swetrów, bardzo grube spodnie, dwie pary skarpetek, najcieplejszą kurtkę, szalik i czapkę. Przecież jemu było ciepło w samej koszulce!
Chłopczyk potrząsnął głową i wrócił do czytania książki. Był całkowicie pochłonięty tym zajęciem. Musiał się bardzo skupić, by prawidłowo poskładać znaki.
Rozproszyło go jednak pociągnięcie nosem i szloch. Gdy odwrócił głowę w lewo, zobaczył skulonego chłopca, który z opartym na kolanie policzkiem, spoglądał w okno.
Nie zastanawiał się długo. Zamknął kolorową książkę i trzymając ją pod pachą, skierował się do chłopca, a już po chwili ukucnął przy nim
- Dlaczego płaczesz? Jesteś smutny? Jak się nazywasz? - zapytał od razu, siadając na piętach.
Chłopiec spojrzał na ciemnowłosego i wytarł piąstkami mokre policzki.
- Na-zywam się K-Kim Taeh-hyung - szepnął.
- Ja jestem Jeon Jungkook. Bardzo miło mi cię poznać. W której jesteś grupie?
- W Fu-utrzakach.
- O, czyli jesteś moim hyungiem.
Młodszy położył na kolanach książeczkę. Przesunął się na kolanach tak, by siedzieć twarzą do Taehyunga. Gdy ten na niego spojrzał, posłał mu uroczy, pocieszający uśmiech.
- Dlaczego jesteś smutny? - zapytał, wpatrując się w twarz chłopca.
Kim otulił krótkimi rękami swoje nogi i głęboko odetchnął.
- N-nie dostałem żadnego buziaka, mimo że rozdałem ich ba-ardzo d-dużo.
Jungkookowi momentalnie zrobiło się przykro, kiedy chłopiec na nowo zaczął płakać. Co chwila pociągał nosem, a malutkie łzy spływały po jego gładkich, rumianych policzkach.
Młodszy pod wpływem impulsu pochylił się ku Taehyungowi i złożył na jego mokrym policzku szybkiego, delikatnego buziaka.
Kim uniósł głowę, po czym spojrzał zaskoczony na Jungkooka. Dotknął dłonią ucałowanego miejsca.
Jeon uśmiechnął się szeroko do starszego, ukazując przy tym białe, wciąż rosnące mleczaki.
- Już ci lepiej, hyung? - spytał, zaciskając paluszki na brzegach twardej książki.
Taehyung leciutko pokiwał głową. Poczuł się zdecydowanie lepiej. Tym jednym gestem Jungkook wywołał na twarzy starszego pierwszy tego dnia prostokątny uśmiech.
Młodszego bardzo ucieszyło to, że ktoś dzięki niemu się uśmiechnął i przestał płakać. Zadowolony oraz szczęśliwy przysunął się bliżej, po czym otworzył książkę.
- Poczytajmy razem.
Kim ochoczo pokiwał głową. Jak tylko Jeon przewrócił stronę, starszy od razu zaczął czytać na głos wierszyk. Czterolatek wsłuchał się w głos hyunga, który z każdym słowem stawał się coraz bardziej wesoły.
- Białe kwiaty k-ka-kaliny? Co to jest kaliny? - Taehyung oderwał spojrzenie od znaków, by przenieść go na młodszego. Szybko jednak zerknął na książkę, gdzie Jeon wskazał narysowaną roślinę.
- Kalina, to jest ten krzak. Ładny, prawda?

Pocałunek #2 ~ Pośredni
- Jungkook-ah.
Po pokoju rozległ się cichy szept Taehyunga, który jednak był wystarczająco głośny, by wyrwać młodszego ze snu.
Jeon po całym dniu spędzonym na stoku nie miał siły, by jakkolwiek odpowiadać Kimowi. Mruknął jedynie niezrozumiałe słowo.
- Nie mogę spać. Chodźmy do automatu po picie.
- Hyung, jest 3-cia nad ranem. Postaraj się zasnąć.
Taehyung westchnął głośno. Przekręcił się na plecy i wlepił wzrok w sufit, którego przez otaczającą ciemność i tak nie widział.
Zastanawiał się, co pomoże mu zasnąć. Zaczął więc od starego, powszechnego liczenia kucyków.
Jeden kucyk.
Drugi kucyk.
Trzeci kucyk.
Czwarty kucyk.
Piąty kucyk.
To na nic. Już przy siódmym kucyku się pogubił. Niespokojnie przekręcił się na prawy bok i spojrzał na śpiącego Jungkooka. Jego łóżko nie było oddalone na dużą odległość, przez co widział jego delikatnie rozchylone wargi, spokojnie unoszącą się i opadającą klatkę piersiową. Jungkook podczas snu był niebywale słodki, niewinny, a na samą myśl o tym, Taehyung wzdrygnął się pod nadmiarem uroczości swojego dongsaenga.
Nie mógł się powstrzymać i wyciągnął przed siebie rękę. Najpierw, z braterską czułością, pogłaskał go po głowie. Jeon mruknął jedynie, po czym bardziej się skulił.
Szybko jednak poczuł ból na koniuszku nosa, który pojawił się, jak tylko Taehyung delikatnie pstryknął go palcami.
- Ała! Hyung, błagam, idź już spać.
- Nie zasnę, dopóki nie pójdziemy po picie - powiedział starszy, podnosząc się do siadu.
Jungkook westchnął. Wiedział, że jeżeli nie spełni prośby hyunga, nie będzie spał dzisiejszej nocy. Zrzucił z siebie ciepłą kołdrę, wygramolił się z łóżka, założył ulubioną, czarną bluzę i wsunął do jej kieszonki telefon.
Zadowolony Taehyung od razu wyskoczył z łóżka, po czym podbiegł do drzwi.
- A pieniądze?
Na pytanie młodszego, Kim wrócił do pokoju. Szybko odnalazł w torbie portfel, a potem razem przeszli na hotelowy korytarz.
Dość szybko znaleźli się przy automatach. Bez słowa stanęli przy oświetlonej szybie i przyglądali się temu, co do zaoferowania miała ta maszyna.
- Chłopcy, a co wy tutaj robicie o tej porze?
Głos wychowawczyni momentalnie sprawił, że po plecach dwójki przeszedł dreszcz niepokoju. Powoli się odwrócili, a gdy napotkali spojrzenie kobiety, delikatnie ukłonili.
- Dobry wieczór. My tylko przyszliśmy kupić coś do picia, proszę pani - wyjaśnił od razu Taehyung, posyłając kobiecie szeroki uśmiech.
- No dobrze, tylko szybko wracajcie do łóżek. Dzieci nie powinny tak późno chodzić spać! Tylko nie bierzcie niczego mocno słodzonego, bo w ogóle nie zaśniecie, dobrze?
Jak tylko uczniowie pokiwali zgodnie głowami, kobieta uśmiechnęła się i odeszła. Chłopcy powędrowali za nią wzrokiem, a gdy zniknęła w windzie, momentalnie rozluźnili wszystkie mięśnie.
- Nie lubię kiedy nazywa mnie dzieckiem. Nie mam już 8-śmiu lat!
- Zgadza się, hyung. Masz całe 12.
Jungkook przewrócił teatralnie oczami. Nie lubił, kiedy Kim narzekał na swój wiek. A co on miał powiedzieć?! Był w końcu 2 lata młodszy!
Wsunął dłonie do kieszeni bluzy i przeciągle ziewnął.
Taehyung nadął w złości policzki, tupnął nogą. Mruknął coś pod nosem, po czym wyjął z portfela monety. Wsunął drobniaki do maszyny, wybrał odpowiedni przycisk i już po chwili wyciągnął z automatu wodę witaminową.
- Nie wiesz, co będziemy robić jutro? - spytał nagle starszy, kiedy razem kierowali kroki do pokoju.
- Albo znowu pójdziemy na stok, ale zwiedzać jakieś muzeum. Zależy, do której grupy się przyłączysz.
- Ech, nie chcę iść do muzeum. To jest nudne - westchnął Kim.
- To idź na stok. Ja chyba pójdę pozwiedzać. Mam dość jazdy na snowboardzie.
Podczas gdy Jungkook opowiadał o tym, jak bardzo znudziło go przebywanie na stoku, Kim męczył się z odkręceniem butelki.
- Ja wiem, że ta wycieczka była zorganizowana po to, by pojeździć, no ale ile mo… Och, daj. Pomogę ci.
Jeon przejął butelkę z rąk Taehyunga. Bez problemu ją odkręcił, po czym podał starszemu, który po wymamrotaniu cichych podziękowań, upił łyk napoju.
- Hmmm. Ta woda ma dziwny smak - powiedział Kim, odsuwając butelkę od ust. Spojrzał na etykietkę, a potem ponownie na zawartość.
- Jak dojdziemy do pokoju, to naleję ci do kubka, żebyś spróbował.
- Do kubka? Daj mi po prostu napić się z butelki.
- Nie ma mowy!
Taehyung przycisnął butelkę do swojej piersi, odsuwając się od młodszego na krok.
To nie tak, że nie chciał dać mu się napić. Problem polegał na tym, że nie czuł się pewnie pijąc z tej samej butelki, czy jedząc tego samego z kimkolwiek. Trochę się tego nawet brzydził i Jungkook dobrze o tym wiedział. Tym bardziej nie rozumiał, dlaczego chłopak ciągle naciskał, żeby dał mu czegoś spróbować lub napić się z tego samego naczynia.
- Mógłbyś w końcu odpuścić. Przecież niczym cię nie zarażę - westchnął młodszy.
Bez słowa po prostu wyrwał butelkę z rąk Tae. Zanim Kim zdążył jakoś zaprotestować, ten przytknął usta do plastiku i upił łyk wody. Potem, jak gdyby nigdy nic po prostu stwierdził, że woda jest całkiem kwaśna i bez słowa oddał ją w ręce zaczerwienionego Taehyunga. Wznowił spacer do pokoju, wsuwając dłonie do kieszeni bluzy.
Roztrzęsiony Kim patrzył na butelkę. Mimo wszystko bardzo chciało mu się pić, co wygrało z obrzydzeniem. Powoli zbliżył butelkę do ust. Mocno zacisnął oczy i w końcu otulił wargami plastikowe zakończenie szyjki. Miał głupie wrażenie, że potrafił odróżnić smak śliny Jungkooka od witaminowej wody. Minęła dłuższa chwila, zanim oba smaki zlały się w jeden, rzeczywiście kwaśny.
Taehyung odsunął butelkę od ust.
- I jak? Czujesz jakbyś umierał? - Jeon uniósł pytająco brew do góry, stojąc kilka metrów dalej od starszego.
- Nie, właściwie nic mi się nie stało. Tylko… to trochę dziwne uczucie.
- Co w tym takiego dziwnego? Przecież to tylko butelka.
- Wiesz co to jest pośredni pocałunek?
Jeon na pytanie Taehyunga padł na kolana i zawstydzony schował twarz w dłoniach.
- Hyung, nie myśl o tym w ten sposób. T-to tylko picie z tej samej butelki.
Kim pokiwał twierdząco głową, po czym ponownie wlał w siebie kolejną porcję witaminowej wody. Potem podbiegł do Jungkooka. Uwiesił się na jego plecach, oplatając rękami jego szyję.
- Już nie rozpaczaj. Tak tylko powiedziałem. Ale jak zarażę się jakimś katarem czy będzie mnie bolało gardło, to twoja wina. 

Pocałunek #3 ~Jednostronny i kojący


- Ach! - Jungkook jęknął przeciągle. Wbił paznokcie w boki wiszącego nad nim Taehyunga i zacisnął powieki.
Ten ból był okropny. Niby nie duży, ale jednak trwał, a przy każdym ruchu rozprzestrzeniał się po wszystkich nerwach. Najchętniej by uciekł.
- Spokojnie, zaraz przestanie boleć - powiedział starszy, chcąc uspokoić przyjaciela. Pogładził kciukiem jego prawy policzek, by odciągnąć myśli młodszego od niechcianego bólu.
- Dlaczego to tak boli.
W kącikach oczu Jungkooka pojawiły się małe łezki. Tae jedynie westchnął. Nie lubił patrzeć, jak jego dongsaeng cierpi.
- Przestań się wiercić, bo zrobię ci krzywdę - szepnął Kim.
Syknął, kiedy wyraźnie odczuł paznokcie Jungkooka, które zacisnęły się na jego bokach tak mocno, że nawet bluza nie potrafiła zniwelować bólu.
- Ale hyung… Aaaach!
Krzyk Jungkooka rozległ się po całym mieszkaniu. Przerażony Kim przytknął dłoń do jego ust.
- Cicho, bo obudzisz mojego brata. A wiesz, jaki jest zły, kiedy się go wyrwie ze snu.
Młodszy mocno zacisnął oczy i pozwolił Taehyungowi na jakikolwiek ruch. Zanim jednak starszy przysunął pęsetę do lewego policzka Jungkooka, ten znowu się poruszył.
- Tylko błagam, ostrożnie.
- Jak dalej będziesz się wiercił, to nigdy nie wyciągnę ci tej drzazgi! Co ci w ogóle wpadło do głowy, żeby przykładać kawałek drewna do buzi?!
- Nie dotknąłem nim twarzy. To Hobi hyung machnął ręką i się nim uderzyłem.
- Nie powinieneś w ogóle go brać do ręki - westchnął Tae.
Nachylił się nad Jungkookiem, dokładnie przyglądając się małej drzazdze, która przy każdym poruszeniu ustami, wykrzywieniu ich w grymasie, sprawiała mu ból.
Drzazga wbiła się w policzek przy kości oczodołowej. Jungkook miał więcej szczęścia niż rozumu. Taehyung nawet nie chciał myśleć co by się stało, gdyby wbiła mu się w oko.
Przyłożył pęsetę do nieco zaczerwienionego miejsca. Ostrożnie, z chirurgiczną precyzją złapał koniuszek drzazgi i przy akompaniamencie głośnego jęknięcia Jungkooka, wyciągnął ją.
- No i już. Było ci tyle krzyczeć? - spytał, pokazując młodszemu drzazgę.
Jeon dokładnie przyjrzał się malutkiemu kawałkowi drewna, a potem przeniósł wzrok na twarz hyunga, który nabrał do płuc większej ilości powietrza.
- Masz siedemnaście lat, a zachowujesz się, jakbyś miał pięć.
Taehyung rzucił pęsetę na stolik. Złapał w dużą dłoń twarz Jungkooka i przekręcił delikatnie głowę tak, by mieć lepsze światło na zaczerwienione miejsce.
- Hyung, wciąż boli - szepnął spokojnie, patrząc w punkt przed sobą.
Tae sięgnął po przygotowany gazik i spray odkażający. Nasączył miękki kawałek sterylnego materiału. Przyłożył go do rany. Jeon syknął, czując piekący ból. Czasami żałował, że był taki lekkomyślny i nie miał wyobraźni. Całe szczęście, że miał obok siebie kogoś, kto podniesie go z podłogi, kiedy się przewróci. Albo wyciągnie drzazgę, kiedy sam uderzy się kawałkiem drewna.
Cieszył się, że towarzyszył mu Taehyung. Był z nim bardzo szczęśliwy. Ostatnio częściej odnosił wrażenie, iż z każdym kolejnym, spędzonym dniem, Kim uszczęśliwia go coraz bardziej. Sam do końca nie potrafił stwierdzić, co tak naprawdę czuje względem Taehyunga, ale cokolwiek to nie było, sprawiało, że Jungkook czuł się lepszym człowiekiem.
Młodszy przymknął powieki, chcąc zapomnieć o bólu. Szybko jednak otworzył oczy w całkowitym szoku, kiedy poczuł na zranionym miejscu miękkie wargi Taehyunga. Było to bardzo kojące uczucie. Jeon miał wrażenie, jakby ból momentalnie zniknął. Jakby usta starszego były lekarstwem na wszelkie dolegliwości. W tym ułamku sekundy, kiedy wargi starszego stykały się ze skórą młodszego, ten czuł się po prostu szczęśliwy, jakby dostał to, czego pragnął przez całe życie. Jednocześnie był nieco zawiedziony, gdy Taehyung oderwał swoje wargi.
- Już dobrze? Moja mama zawsze mówiła, że pocałunek w zranione miejsce pomaga pozbyć się bólu - powiedział starszy i zaśmiał się.
Jeon popatrzył na hyunga, po czym zgodził się kiwnięciem głowy. Uśmiechnął się szeroko do Kima.
- B-bo pomaga. Jakoś tak nagle poczułem się lepiej.

Pocałunek #4 ~ Pierwszy

Taehyung uniósł drewnianą łyżkę. Uśmiechnął się do siebie na samą myśl o tym, jaką krzywdę może nią zrobić i na ile sposobów zadać ból. Zamachnął się, a potem bez większego zawahania uderzył w ramię leżącego przed nim Jina, który trząsł się ze strachu.
- Ała, dzieciaku, to bolało! - krzyknął, śmiechem próbując zakryć ból.
Taehyung uśmiechnął się jedynie niewinnie, po czym podał łyżkę Yoongiemu, który jako drugi miał ukarać Seokjina.
- Ach, uwielbiam tę grę - powiedział zadowolony Tae.
“Król nerwów” był co prawda okrutną grą, ale jaką zabawną! To jedyny sposób, by uderzyć lub zadać jakikolwiek inny ból komuś starszemu od siebie, bez obawy o nie okazanie szacunku. W końcu to nie jego wina, że starszy od niego Seokjin wylosował kartę z czaszką!
Taehyung usiadł dumnie obok Jungkooka i uśmiechnął się do młodszego, który z ciekawością po prostu przyglądał się temu, jak najstarszy z towarzystwa zwija się z bólu, a przy tym śmieje rozpaczliwie.
Po skończonej każe Seokjina, Król, w tej rundzie Jimin, wyciągnął kartkę z kolejną karą, na której nazwę cała szóstka krzyknęła tak głośno, że aż sąsiedzi z mieszkania obok pukali w ścianę.
- “Pamiętnik”, odegranie najpopularniejszej sceny z filmu - przeczytał Park.
- To jest ten film z Ryanem Goslingiem? - Seokjin rozejrzał się po przyjaciołach, mając w duchu nadzieję, że jednak nie chodzi o to, o czym myśli.
- Mam nadzieję, że ta scena to nie pocałunek. - wtrącił Namjoon, a na samą myśl się wzdrygnął.
- Obawiam się, że jednak tak. Ale się teraz stresuję. - Yoongi przysunął bliżej siebie jedną z kart i głęboko odetchnął.
Cała szóstka odwróciła karty na rozkaz Jimina. Wszyscy poczuli ulgę. Poza Taehyungiem, który z zawstydzenia schował twarz w dłoniach i uśmiechnął się nerwowo.
- Ale do tej kary chyba potrzebujemy dwóch osób - powiedział Jimin i zabawnie poruszył brwiami. - Ale się teraz cieszę, że jestem królem - dodał po chwili.
Przetasował karty, po czym szybko rozdał je ponownie.
W powietrzu dało się czuć ogromne napięcie i niezręczność. Nikt nie chciał w końcu odegrać tej sceny. Taehyung miał wrażenie, jakby właśnie umarła jego duma i godność.
Miał ochotę zapaść się pod ziemię, kiedy po odwróceniu kart, rozległ się przeraźliwy pisk Hoseoka.
Jungkook kliknął cicho językiem. Gdzieś w głębi duszy liczył, że to na niego spadnie kara pocałunku z Kimem. Chociaż on nie nazwałby tego karą.
Taehyung i Hoseok podnieśli się z miejsc.
- Zrobią to w usta? - Zaskoczony Jin wskazał palcem na swoje wargi, a jak Jimin pokiwał twierdząco głową, skulił się i zaśmiał.
Jung złapał Kima za dłonie, po czym spojrzał w jego ciemne tęczówki. Chciał zachować powagę, jednak ani jeden, ani drugi nie potrafili powstrzymać śmiechu. Hoseok pogładził czule młodszego po głowie, na co Kim zachichotał.
- Ej, ale musisz go podnieść! Tak jak w “Pamiętniku”* - wtrącił Yoongi, który od razu przysunął się do zestresowanej dwójki.
- Dlaczego to ja muszę być dziewczyną?! - najmłodszy z Kimów zaśmiał się nerwowo.
Jungkook stanął z boku. Widok Taehyunga, który trząsł się ze strachu przed pocałunkiem, bardzo go zdenerwował. To on był tym, który jako pierwszy powinien całować te śliczne, kształtne wargi.
- Przestań się w końcu śmiać, ja tu umieram! - powiedział głośno Hoseok, łapiąc Kima w pasie. - Dobra, podejdę do tego na luzie - dodał. Już zbierał się do tego, by podnieść młodszego, jednak przez swoje zdenerwowanie nie potrafił.
Taehyung nigdy wcześniej nie czuł takiej niezręczności i strachu zarazem. Nie chciał przeżywać swojego pierwszego pocałunku z osobą, do której nie czuł niczego wielkiego. Chciał, by była to wyjątkowa chwila, a nie kara za wylosowanie głupiej karty z czaszką. Wiedział jednak, że nie mógł się wycofać. Nie pozwalała mu na to jego duma. Chociaż wiedział, że stracił ją już wtedy, kiedy tylko przewrócił kartę.
Wszyscy byli podekscytowani, ale i jednocześnie bardzo zawstydzeni karą, jaka czekała Hoseoka i Taehyunga.
Gdy pokrzywdzona dwójka w końcu opanowała śmiech, byli całkowicie gotowi do wykonania zadania. Starszy uniósł delikatnie Taehyunga. Ten mocno zacisnął wargi. Niemalże czuł jak zmniejsza się odległość między jego twarzą, a twarzą Junga. Z każdym milimetrem czuł się coraz bardziej zestresowany i zawstydzony. Hoseok zresztą podobnie. Nie potrafili pokonać tych ostatnich centymetrów, a w tym chętnie pomógł im Yoongi, który położył dłonie na ich karkach i szybko zbliżył.
Taehyung sam nie potrafił wytłumaczyć tego, dlaczego pomyślał o Jungkooku. Ale jak tylko wyobraził sobie, że to wargi Jeona, niechciany pocałunek nagle stał się przyjemniejszy. Niemniej jednak gdy powrócił do rzeczywistości, od razu chciał puścić ten incydent w niepamięć.
Trwało to raptem chwilę, zanim Hoseok i Kim oderwali się od siebie. Wybuchła taka wrzawa, że nie było słychać nawet pukania w ścianę sąsiadów. Jung od razu zaczął biegać dookoła, Taehyung tarzał się cały zaczerwieniony na ziemi, Yoongi skakał w miejscu, Jin i Namjoon wymachiwali rękami, Jimin biegał podekscytowany za Hoseokiem. Tylko Jungkook stał z boku i przejechał językiem po wewnętrznej stronie policzka. Tak, czuł się zazdrosny. Jak cholera.
Wtedy uświadomił sobie, że to co czuje do Taehyunga daleko wykracza poza przyjaźń. I że tylko on powinien składać pocałunki na jego wargach.

Pocałunek #5 ~ Bezpośredni

W pokoju Jungkooka panowała grobowa cisza, którą zakłócał jedynie dźwięk zapisywanej długopisem kartki i naciskanych na kalkulatorze przycisków.
Od kilku dobrych godzin Jeon siedział nad zadaniami, w duchu przeklinając swoją decyzję o studiowaniu chemii. Co go do tego podkusiło? Sam nie wiedział. Przecież nawet nie był dobry z tej dziedziny.
Drzwi nagle uchyliły się z delikatnym skrzypieniem i zajrzał przez nie Taehyung, z którym od pół roku dzielił mieszkanie.
- Kookie? Przyniosłem ci herbatę.
Kim wszedł do pokoju. Postawił na biurku obok zeszytów i papierów kolorowy kubek z uroczym misiem.
- Dziękuję - odpowiedział młodszy, posyłając Tae dziękczynny uśmiech. Potem wrócił do obliczania zadania.
Starszy oparł się tyłem o blat biurka i zerknął na zapisywany zeszyt.
- Powinieneś odpocząć. Nie robisz ostatnio nic innego, tylko ślęczysz nad zadaniami.
- Takie studia, hyung. Nic nie poradzę - mruknął, wystukując na kalkulatorze odpowiednie działanie.
Taehyung pogłaskał pokrzepiająco Jungkooka po brązowych włosach, po czym odszedł. Akurat wtedy rozległ się dzwonek. Blondyn wystrzelił w kierunku drzwi. Wyjrzał przez wizjer, a widząc piątkę przyjaciół, uśmiechnął się.
Otworzył drzwi, a ci od razu wlecieli do pokoju z owocowym tortem. Po szybkim zdjęciu butów pobiegli do pokoju Jungkooka i głośno zaczęli śpiewać “sto lat”. Jeon uniósł swój zdziwiony wzrok na przyjaciół. Początkowo nie wiedział, dlaczego śpiewają mu tę piosenkę. Musiała minąć naprawdę długa chwila, zanim dotarło do niego, że to dzisiejszego dnia wchodzi w dorosłość.
Podniósł się z obrotowego, skórzanego krzesła i podszedł do przyjaciół, którzy otoczyli go z każdej strony. Taehyung z uśmiechem stanął za Jeonem, by z czułością objąć go w pasie i przytuliwszy się do jego pleców, dać uczucie bliskości oraz bezpieczeństwa.
- Pomyśl życzenie! - uprzedził go Namjoon, zanim Jungkook zdmuchnął świeczki z tortu, który w swoich rękach trzymał Jimin.
Solenizant przymknął powieki, w głowie wypowiadając życzenie. Dopiero potem zgasił płonący ogień. Gdy dym ze świeczek roznosił się po pomieszczeniu, wszyscy zaczęli klaskać.
- Nasz malutki Jungkookie już jest taki duży - powiedział Seokjin, ocierając spod oka wyimaginowaną łzę.
- Nie rozpaczaj, hyung. Przecież to dalej jest nasz słodziutki maknae. - Namjoon uśmiechnął się pocieszająco. Zgarnął palcem z tortu odrobinę bitej śmietany i zadziornie wytarł ją o czubek nosa Seokjina. Dosłownie sekundę później policzek Jungkooka został umorusany słodyczą, nie tylko przez Namjoona, ale i resztę jego hyungów.
Za każdym razem, kiedy którykolwiek z nich miał urodziny, solenizant kończył z twarzą upiększoną o biały krem. Normalnie Jeon pewnie by się zdenerwował, jednak śmiechy i dobre nastroje jego przyjaciół rozmyły wszystkie złe emocje. Poza tym, była to już swojego rodzaju tradycja.
Całą siódemką przeszli do salonu. Jimin postawił tort na środku niskiego stolika, wokół którego już po chwili wszyscy zajęli miejsce. Taehyung przeszedł do kuchni, z której wrócił po kilkunastu sekundach z talerzykami oraz dużym nożem.
Jungkook ostrożnie przejął od starszego nóż, którym równo rozdzielił, już nieco zepsuty, tort. Jeszcze ze sztućca dał spróbować kawałek Taehyungowi, a potem poczęstował grzecznie całą resztę.
- Jungkookie, twój prezent jeszcze do nas nie dotarł, więc dostaniesz go nieco później. Póki co możesz wskazać kogokolwiek, od kogo chcesz buziaka w ramach rekompensaty. Pasi?
Wszyscy, jak jeden mąż, bezzwłocznie spojrzeli na Hoseoka, który jedynie rozłożył ramiona.
- Nie gadaj głupot. Jeszcze ci mało? Mam ci przypomnieć grę w “Króla nerwów” dwa lata temu? - Jimin pokręcił głową, rozkładając ręce.
Każdy chciał coś powiedzieć na ten temat i głosy zmieszały się w jeden, wielki chaos. Tylko Jungkook siedział spokojnie z rękami pomiędzy kolanami.
- Taehyung - wyszeptał.
W tym momencie wszyscy ucichli. Siedzący obok niego Namjoon położył dłoń na ramieniu młodszego, a potem lekko się odchylił, by móc dojrzeć szukającego po szafkach w kuchni napoju najmłodszego Kima.
- Taehyung, możesz go pocałować! - zawołał.
Blondyn momentalnie się odwrócił, otwierając w zdziwieniu ciemne oczy. Widząc zaskoczoną minę chłopaka, Jimin roześmiał się głośno, a zaraz za nim reszta.
Jungkook zarumienił się. Próbował ukryć swoje rumiane policzki za uśmiechem, jednak czerwień opuściła jego twarz dopiero, kiedy temat zszedł na coś zupełnie innego. Odetchnął wtedy z ulgą.
Ciągle karcił się w myślach, że akurat wtedy imię starszego opuściło jego usta. Mimo, że Taehyung nie sprawiał wrażenia, jakoby sytuacja sprzed kilku minut w ogóle go obeszła. Nawet jeśli faktycznie tak było, Jungkook nie potrafił spojrzeć mu w oczy. Najchętniej schowałby się pod kocem i zaszył w miejscu, w którym nikt by go nie znalazł.
Nie chciał się okłamywać, dlatego nawet nie myślał o tym, że nie chciałby tego pocałunku. Uczucia do Kima codziennie wypełniały jego ciało. Codziennie czuł, że z każdym dniem trudniej żyć obok niego tylko jako przyjaciel.
Po dwóch godzinach piątka starszych opuściła mieszkanie Jungkooka i Taehyunga. Podczas gdy Kim odprowadzał ich do drzwi, najmłodszy sprzątał wszystkie naczynia ze stolika i nieśpiesznie zanosił je do zlewu. Na samą myśl o tym, że zostanie sam na sam z Taehyungiem po tym, jak wskazał go jako osobę do pocałunku, dostawał palpitacji serca.
Tak bardzo chciałby uciec razem z jego hyungami…
- Jungkook, dużo masz jeszcze do sprzątania? - Usłyszał wraz z zamknięciem drzwi.
Nagle cały się spiął. Zbliżające się kroki tylko bardziej go zestresowały. Sztywno przeszedł do kuchni z ostatnim talerzykiem i sztućcami.
- Nie. Znaczy… Zostały jeszcze kubki - powiedział w końcu, wkładając naczynia do zlewu.
Już chciał się odwrócić, by zebrać ze stolika szklanki, jednak zatrzymał się w miejscu, kiedy tylko dostrzegł Taehyunga. Stał niemalże zaraz za nim.
Jungkook poczuł, jak serce od razu podskakuje mu do gardła. Oparł się rękami o blat i westchnął głęboko.
- Hyung, nie strasz mnie tak.
- Mogę?
Jeon zamrugał kilkakrotnie, mając w duchu nadzieję, że Taehyungowi chodzi o pozmywanie naczyń. Odsunął się więc od zlewu i skierował kroki do wyjścia z kuchni, podwijając przy tym rękawy bluzy.
- Pewnie. Tylko musisz wyciągnąć nowy płyn - mruknął. Nieco przyśpieszył kroku, chcąc jak najszybciej zniknąć za drzwiami swojego pokoju.
- C-co? Jungkook, nie o to “mogę” mi chodziło.
- Nie? To o co? - Młodszy zatrzymał się w miejscu, po czym sztywno odwrócił do starszego.
Nie ruszał się, kiedy Taehyung do niego podchodził. Miał głupie wrażenie, że wszystko zatrzymało się w miejscu, razem z jego funkcjami życiowymi. Tylko Kim wydawał się żywy i, przede wszystkim, szybki, bo Jeon nawet nie zauważył, kiedy starszy stał tuż przy nim.
- O pocałunek.
- Pocał… ach, hyung. Tak tylko palnąłem. Namjoon też to opacznie zrozumiał. Nie chodziło mi o to - powiedział na jednym wydechu, chcąc jak najszybciej zakończyć temat i zaszyć się w swoim pokoju. Uśmiechnął się nerwowo, po czym poklepał starszego po piersi, by rozluźnić, w jego mniemaniu, bardzo krępującą atmosferę.
- A gdybym cię teraz pocałował?
Starszy złapał nadgarstek młodszego, tym samym nie pozwalając mu daleko odejść. Jungkook patrzył w ciemne oczy hyunga. Sam nie potrafił stwierdzić, co w nich widział. Nie potrafił odczytać niczego. Zanim udzielił odpowiedzi, przełknął głośno ślinę i spuścił głowę.
- Nie miałbym nic przeciwko - szepnął.
Nie wiedział, w którym momencie zebrał w sobie odwagę, by ponownie spojrzeć na Taehyunga. I wtedy poczuł błogość.
Kim uśmiechał się w ciepły, czuły sposób. W jego spojrzeniu Jeon w końcu odnalazł treść.
- To… chodź.
Blondyn bardzo delikatnie pociągnął rękę młodszego. Jungkook za tym gestem zbliżył się do starszego i momentalnie poczerwieniał na policzkach. Nie spodziewał się tego, że Taehyung wybuchnie nagle śmiechem.
Młodszy stał w miejscu i czuł, jak jego oczy szklą się słonymi łzami.
Dlaczego Taehyung się roześmiał? Czy tylko żartował? Może chciał się chwilę zabawić jego uczuciami?
Gdyby nie to, że starszy wciąż trzymał jego nadgarstek, Jeon uciekłby jak najdalej. Gdzie siedziałby tylko on, jego urażona duma i złamane serce.
- Przepraszam. Jesteś po prostu taki uroczy - powiedział Kim, kiedy zatrzymał śmiech.
Nie czekał już na nic, nie chciał wykonywać niepotrzebnych ruchów. Puścił nadgarstek Jungkooka tylko i wyłącznie po to, by ułożyć dłonie na jego szyi. Z uśmiechem połączył ich wargi w pocałunku. Początkowo nieśmiało musnął delikatnie usta młodszego. Nacisk wydawał się Taehyungowi niemal niewyczuwalny. Odczuł jednak słodki smak Jungkooka i to zachęciło go do tego, by pogłębić pocałunek, który ku jego uciesze, został od razu odwzajemniony.
Jeon odnosił wrażenie, jakby miał się zaraz rozpłakać. Ale tym razem nie z poniżenia, zawodu, a ze szczęścia.
Niepewnie oplótł ręce na szyi starszego i nieśmiało odwzajemniał pocałunek. Moment, w którym Taehyung objął go w pasie, zdecydowanie dodał młodszemu pewności.
W końcu całował te wargi, o których tyle myślał, które tak kochał i pragnął. Sam nie mógł uwierzyć w to, co się właśnie działo. Taehyung smakował tak wspaniale…
- Przestań się tak uśmiechać! - powiedział z rozbawieniem starszy, kiedy uniesione kąciki ust Jungkooka uniemożliwiły mu pełne rozkoszowanie się pocałunkiem.
Jeon był cały zarumieniony, jego oczy szkliły się ekscytacją, delikatnie się trząsł. Kima jednak najbardziej cieszyło to, że wywołał jego uśmiech. Ten szczery, prawdziwy, wesoły uśmiech.
- Wybacz. Jestem po prostu taki szczęśliwy - szepnął młodszy, starając się z całych sił zahamować parsknięcie śmiechem.
Taehyung zaczesał kosmyk brązowych włosów chłopaka, by miękkie końcówki nie drażniły jego roześmianych oczu.
Jeon jednak nie wytrzymał i cicho się zaśmiał. Starszy odchylił głowę do tył, jęcząc przy tym niezadowolony.
- Dlaczego robisz z tego taką niekomfortową sytuację?! - powiedział dość głośno i wlepił wzrok w sufit.
- Ja? To ty mnie ciągle trzymasz!
- I nie puszczę.
- Hyuuuung!
- Aj, cicho już bądź. - Taehyung uśmiechnął się delikatnie. Wplótł palce w miękkie włosy Jungkooka, a już po chwili zamknął jego czerwone, rozweselone wargi czułym, upragnionym pocałunkiem.

Pocałunek #6 ~ Pełen miłości

Taehyung czuł mokrą plamę pod policzkiem, która powiększyła się, jak tylko kolejne łzy po wędrówce przez twarz chłopaka, wsiąknęły w poduszkę.
Oczy piekły go od płaczu coraz bardziej, ale nie potrafił go powstrzymać. Chciał poczuć się lepiej i po cichu liczył na to, że uronienie morza łez mu w tym pomoże.
Ścisnął w dłoniach miękki, szary koc. Pociągnął nosem tak głośno, że zwabiło to do salonu Jungkooka, który od kilkunastu dobrych minut siedział w łazience.
- Hyung? Czy ty płaczesz? - spytał od razu, wychylając się zza drzwi. Nie zwrócił uwagi na to, że wciąż miał białe, myjące mydło na twarzy. Jego ukochany Taehyung płakał. Dosłownie rzucił więc wszystko, co robił, byleby tylko znaleźć się obok ukochanego.
Taehyung kiwnął leciutko głową.
Młodszy na sekundę zniknął ponownie za drzwiami łazienki, jak najszybciej zmywając z twarzy oczyszczające mydło. Potem od razu wystrzelił do salonu, gdzie usiadł na brzegu kanapy.
- Co się stało? Czemu jesteś smutny? - zapytał czułym głosem i pogładził delikatnie okryte kocem ramię starszego.
Kim wyglądał jak kułębek nieszczęścia. Jungkook nienawidził go w takim stanie i był gotowy zrobić wszystko, byleby tylko łzy przestały lecieć z jego oczu.
- Dzisiaj też wychodzisz? - szepnął starszy, przewracając się na plecy, by móc bezproblemowo patrzeć na szatyna.
Jeon już dobrze wiedział o co chodzi. Przełknął jedynie ślinę i zaczesał miękkie włosy ukochanego.
- Tak, przepraszam. Naprawdę chciałbym zostać, ale obiecałem stawić się w laboratorium i…
- Od miesiąca ciągle gdzieś gonisz. Nie masz nawet chwili, żeby zjeść ze mną obiad. - Tae pociągnął nosem, a po chwili podniósł się z pozycji leżącej do siedzącej.
Przez mgłę stworzoną z łez widział rozmazaną twarz Jungkooka, jednak jak tylko kropelki opuściły jego oczy, była bardziej wyraźna.
- Tęsknię za tobą, Kookie. Chcę w końcu spędzić z tobą chociaż głupi wieczór. Proszę, zostań dzisiaj w domu.
Jungkook zdawał sobie sprawę z tego, że ostatnio zaniedbał Taehyunga. Nie spodziewał się jednak tego, że doprowadzi przez to Kima do płaczu. Nie chciał widzieć jego łez.
Młodszy zacisnął zęby, by samemu się nie rozpłakać.
Poczuł się winny całej sytuacji i od razu szukał odpowiedniego rozwiązania tej sytuacji. Podskórnie czuł, że jeżeli dalej będzie tak egoistycznie brnął dalej, pomijając przy tym Taehyunga oraz jego poczucie bliskości, które zwyczajnie nie jest przez Jungkooka wystarczająco zaspokajane, to zburzy ich związek. A tego by sobie nie wybaczył.
Przejechał językiem po wewnętrznej stronie policzka. Spojrzał na czerwoną od płaczu twarz Taehyunga, a już po chwili ujął ją w swoje dłonie. Wytarł kciukami jego łzy i z czułością ucałował czoło, jakby chciał załagodzić tym wszystkie zadane rany.
- Przepraszam - szepnął, a potem podniósł się z miejsca.
Taehyung czuł, jak gula staje mu w gardle. Jungkook znowu zostawi go samego. Znowu będzie zasypiał sam.
Już widział, jak Jeon poprawia koszulę, zakłada idealnie wyczyszczone buty, narzuca płaszcz i wychodzi. Oczy jego wyobraźni jednak dały mu zły obraz, gdyż Jungkook zrobił coś, o co po cichu ciągle prosił.
Młodszy lekko przesunął Taehyunga bliżej krawędzi kanapy. Podniósł koc i ułożył się wygodnie za starszym, jedną rękę podkładając pod jego głowę, a drugą obejmując w pasie. Przytulił się do jego pleców, składając delikatny pocałunek na karku.
- N-nie musisz już iść? - zapytał cichutko Taehyung.
- Dzisiaj zostaję z tobą w domu.
Jungkook przymknął powieki, jednak rozchylił je w momencie, w którym poczuł jak Kim przewraca się na drugi bok. Wymienił spojrzenie ze starszym, na którego ustach pojawił się szeroki uśmiech. Pogładził delikatnie jego policzek, nieco unosząc kąciki ust. Nic nie cieszyło go bardziej, niż to małe szczęście, które na nowo ociepliło serce Taehyunga.
Jeon doskonale wiedział, że jeżeli nie pojawi się dzisiaj w laboratorium, będzie miał kłopoty. Jednak wolał mieć problemy na studiach, niż z każdym dniem tracić swojego ukochanego hyunga, o którego uczucie tak długo się starał.
Niewiele myśląc przytknął swoje wargi do tych nieco rozchylonych, nawilżonych, różowych Taehyunga. Pieścił je z ogromną czułością, delikatnością i miłością, której na ten pocałunek nie szczędził. Pieszczota stała się o wiele przyjemniejsza w momencie, kiedy została odwzajemniona z równie wielkim uczuciem.
Jeon gładził dłonią policzek Kima, ale przestał wtedy, gdy smukłe palce starszego znalazły się na tych jego.
Pocałunki z Taehyungiem były zdecydowanie najprzyjemniejszą pieszczotą, jakiej doświadczył. Gdyby tylko mógł, całowałby go całe swoje życie, to wieczne również.

~*~

Pocałunek #18 - Toksyczny

Jeon leżał w łóżku. Chusteczką co chwila ocierał zaczerwieniony na koniuszku nos, z którego katar leciał jak z kranu. Biała pościel wydawała się bardziej szara. Jungkook po cichu miał nadzieję, że, no właśnie, tylko wydawała.
- Wróciłem!
Po mieszkaniu rozległo się wołanie Tae, które akurat teraz było dla Jeona nadzwyczaj głośne. Drażnił go jego własny oddech, bicie serca zdawało się mieć częstotliwość startującego samolotu.
Kochał Taehyunga całym sobą. Kochał jego głos, jego śmiech, jego szept, ale dzisiaj był tak wymęczony nagłą chorobą, że nie marzył o niczym innym, jak o ciszy.
Mógł się nią rozkoszować jeszcze przez krótszą chwilę, bo już po sekundzie drzwi do sypialni otworzyły się ze skrzypnięciem.
- Dzień dobry, hyung - wymamrotał ledwo słyszalnie, kiedy Kim usiadł na brzegu dużego łóżka.
Jungkook przytknął chusteczkę do nosa, zmieniając pozycję z leżącej na siedzącą. Oparł się plecami o drewniany zagłówek i popatrzył na starszego.
- Jak się czujesz? - spytał Kim, kładąc dłoń na udzie szatyna.
- Gorzej niż wczoraj. Trochę tak, jakbym umierał. - Jeon zaśmiał się słabo, zaciskając chusteczkę w dłoni.
- Kupiłem ci trochę ziół. Zaraz zrobię ci okład, dobrze?
Kim przejechał dłonią po nieco wilgotnych włosach Jungkooka i posłał mu ciepły uśmiech. Jungkook zgodził się jedynie kiwnięciem głowy. Nie miał zbytnio siły, by zająć się sam sobą. Dlatego cieszył się, że miał obok siebie Kima, który zatroszczy się o niego.
Starszy w pewnym momencie wydął wargi, po czym lekko pochylił się ku Jeonowi.
- Hyung, zarażę cię.
- A może to ja cię uzdrowię?
Taehyung poruszał zabawnie brwiami. Jeon cicho zachichotał, jednak przyszło mu to z ogromnym trudem. Wszystko w jego organizmie od razu zaczęło go boleć. Nie zamierzał jednak odmawiać Taehyungowi pocałunku.
Ucieszony Kim zbliżył twarz do młodszego. Jungkook już delikatnie się uśmiechnął, kiedy starszy pokonywał ostatnie dzielące ich milimetry. Jednak nagle poczuł coś, co w tym momencie nie powinno się dziać. W głowie odliczał sekundy do katastrofy.
- Aću!
Jeon kichnął tak głośno, że leżący po drugiej stronie łóżka biały, puszysty kot o imieniu Lei, zerwał się z miejsca jak oparzony. Nie inaczej był zaskoczony Taehyung, któremu Jungkook kichnął prosto w twarz.
Młodszy otworzył szeroko oczy, jak tylko dotarło do niego, co zrobił. Przez moment patrzył na Taehyunga, który znajdował się tak blisko, że jego wargi minimalnie dotykały jego ust.
Blondyn nie otwierał oczu, a tylko mocniej zacisnął powieki. Zmarszczył nos i zacisnął wargi w wąską linię.
Jungkook sięgnął po świeżą chusteczkę, którą otarł twarz starszego. Nie bardzo miał z czego, gdyż nie opluł Taehyunga, jednak zrobił to mimo wszystko. Jeon odetchnął z ulgą, kiedy kąciki ust ukochanego uniosły się, a po chwili ukształtowały w prostokątny, rozbawiony uśmiech. Kilka sekund później do jego uszu dotarł śmiech starszego, na którego dźwięk sam się zaśmiał.




~~~

Nie przybywam do Was z nowiuśkim rozdziałem czegokolwiek. Miałam takie plany, ale nic nie pykło. W ferie zamiast pisać coś, co już trwa, rozpoczęłam zupełnie nową serię i tak bardzo się w nią wkręciłam, że całymi dniami ją piszę xD 
Shot bez większej fabuły, po prostu słodki. Leżał sobie w folderze. Usłyszałam jakąś piosenkę w radiu i przy słuchaniu jej wymyśliłam go sobie.
* Bez bicia się przyznam, że nie oglądałam “Pamiętnika” xD Wykorzystałam zdjęcie z plakatu.

wtorek, 22 listopada 2016

Shameless touch

~ Ok, wrzucam kolejnego smuta bez fabuły, trochę innego niż te, jakie sobie napisałam do tej pory. Przepraszam za niego xD. 
W małym skrócie: JiHope, gorące zdjęcia, rudy Hobi (matko z córką, uwielbiam. Nie ma dla mnie nic piękniejszego ♥), sfrustrowany, blond Jiminie.
Nie mam pojęcia co się dzieje w mojej głowie i dlaczego ostatnio mnie bierze na pisanie smutów. Mam ochotę stworzyć jakiegoś fluffa, bo mam ich cholerny niedosyt a wychodzi... smut. Ech. Nie oceniajcie >.< A pomysł trochę mi się nabrał po wymyśleniu fabuły na inną miniserię, którą aktualnie szykuję. Do tego mam już napisany kolejny Last Picture i jeszcze kolejny, ale muszę je odrobinkę zmodyfikować. A! No i wzięłam się za II rozdział Bulletproof. 
W każdym razie - miłego czytanka!




~*~
Jimin od dwudziestu minut kręcił się po salonie, nie mając pojęcia co ze sobą zrobić. Przez trzy tygodnie był w domu sam. Zaczynał wariować.
Odzwyczaił się od wracania do pustego mieszkania, spania w samotności bez obejmujących go ramion, jedzenia posiłków przy akompaniamencie jedynie swojego własnego oddechu.
Przeszedł spokojnie z rozległego salonu do sypialni. Uchylił delikatnie drzwi. Od razu rozejrzał się po dość obszernym, jasnym pokoju. Mimo swoich rozmiarów sprawiał wrażenie ciepłego i przytulnego. Jimin lubił spędzać w nim czas.
Chłopak podszedł do odsłoniętego okna, za którym rozpościerał się widok na przyjazne osiedle, oświetlone jedynie przez ciepłe światło pojedynczych latarni.
Złapał materiał niebieskich zasłonek, po czym zbliżył je do siebie, by wścibscy sąsiedzi nie zaglądali do jego okna. Wystarczająco dużą sensację wzbudzili razem z Hoseokiem samym pojawieniem się. Jakby nie patrzeć byli parą homoseksualistów wśród homofobicznego społeczeństwa. A do tego wszystkiego Jung był sławny, co wcale nie dawało im poczucia jakiejkolwiek prywatności.
Jimin odsunął się od okna i spojrzał na białą komodę, na której stała niebieska ramka z ich wspólnym zdjęciem. Blondyn uśmiechnął się sam do siebie, przywołując wspomnienia tamtego wesołego dnia.
Hoseok był wtedy przed debiutem, był to pierwszy dzień krótkich wakacji po skończeniu liceum. Nie robili wtedy co prawda nic godnego zapamiętania, ale dla Jimina był to najszczęśliwszy dzień na świecie, bowiem zdecydował się wyznać przyjacielowi uczucia i to samo dostał w zamian.
Młody mężczyzna przejechał palcami po krawędzi komody. Chwilę się przy niej zakręcił, przyjrzał zawieszonemu nad nią biało-niebiesko-fioletowo-zielonemu obrazowi, który dla niego był zwykłym bohomazem. Nie widział w nim żadnej treści poza zwykłymi krechami i plamami.
Dostali jednak ten obraz na szczęście, kiedy kupili dom, od Yoongiego, który wręcz z bólem serca oddawał im prezent.
Hoseok jeszcze tego samego dnia zrobił małą dziurę w ścianie, dlatego zdecydowali się razem powiesić ten bohomaz, by ukryć czeluść.
Niby taszyzm, niby sztuka współczesna, ale do Jimina jakoś to nie trafiało. Jednak póki obraz dobrze komponował się z designem sypialni, nie marudził o zdjęcie go.
Park podszedł do dużego łóżka z białym, drewnianym zagłówkiem. Usiadł na krawędzi i spojrzał na swoje odbicie w lustrzanych, rozsuwanych drzwiach szafy zajmujących całą powierzchnię ściany naprzeciwko łóżka.
- Hoseokie - stęknął, opadając plecami na jasną pościel.
Przymknął powieki i głośno westchnął. Przejechał dłonią po białej poduszce. Skupił się na przyjemnym odczuciu pozostawionym przez materiał poszewki. Od razu pomyślał o miękkich policzkach ukochanego, które gładził wierzchem swoich palców z równie wielką czułością, jak teraz postępował z poduszką.
Jimin otworzył oczy, wlepiając spojrzenie od razu w biały sufit.
- Cholera - mruknął sam do siebie.
Przeczesał dłonią jasne, nieco wilgotne po wieczornym prysznicu włosy. Potem wsunął obie ręce do kieszeni luźnych, czarnych dresów.
Park czuł, że zaczynał wariować. I chociaż Junga nie było tylko trzy tygodnie to miał wrażenie, jakby była to wieczność. Potrzebował Hoseoka przy sobie. Tu i teraz. Potrzebował jego głosu, jego uśmiechu i przede wszystkim dotyku.
Jimin od rana chodził cały sfrustrowany, spięty, rozdrażniony. Nie było przy nim Junga, dzięki któremu ten stres by z niego zszedł, który rozładowałby całe napięcie.
- Nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, jak go teraz potrzebuję - pomyślał.
Zwilżył koniuszkiem języka malinowe wargi i podniósł się do pozycji leżącej. Ponownie spojrzał na swoje odbicie w lustrze. Poszarpał palcami swoje blond kosmyki, jakby to miało mu pomóc w ogarnięciu myśli.
Niestety okazało się to bezcelowe. Wszystkie pragnienia i żądze od razu wracały do jego głowy.
Młody mężczyzna wspiął się na łóżko. Usiadł wygodnie, krzyżując nogi. Przez chwilę zatrzymał wzrok na bliżej nieokreślonym punkcie. Sam nie rozumiał dlaczego nagle pomyślał o cudownych wargach Hoseoka, które zawsze łapczywie i zachłannie całowały jego usta, a przy bardziej namiętnych chwilach atakowały bezlitośnie jego szyję.
Park miał wrażenie, jakby właśnie odczuwał muśnięcia na swojej skórze. Odruchowo położył dłoń na karku i jęknął niezadowolony.
Odszukał w kieszeni dresów swój telefon. Uruchomił snapchata. Wszedł na główną historię, po czym od razu otworzył zdjęcie swojego chłopaka. Hobi uśmiechał się uroczo do aparatu, układając palce w znak victorii, a obok niego stał jak zwykle znudzony Yoongi, który chyba nawet nie zwrócił uwagi na to, że Jung robi im zdjęcie.
“Już za 2-ie godziny rodzinne miasto - Gwangju! See ya!”
Jimin uśmiechnął się pod nosem, widząc swojego rudzika. Zawsze wychodził ślicznie na zdjęciach, dlatego zanim fotografia zniknęła z ekranu, wcisnął dwa przyciski, przez co zrzut ekranu od razu zapisał się w pamięci telefonu.
Po chwili jednak odsunął od siebie urządzenie. Poprawił włosy, złapał w ręce poduszkę, którą od razu przytulił do swojego torsu i wygiął usta w niezadowoloną podkówkę. Wcisnął przycisk, po czym spojrzał na zrobione zdjęcie. Po dodaniu podpisu “Stęskniłem się”, wysłał ukochanemu. Odłożył poduszkę na bok i opadł plecami na materac. Westchnął ciężko. Położył telefon na swoim brzuchu, a następnie przejechał rękami po swoim torsie.
Nagle poczuł jak iPhone zawibrował. Nie spodziewał się tak szybkiej odpowiedzi od Hoseoka.
Uniósł urządzenie na wysokość swoich oczu, niezwłocznie otwierając zdjęcie od swojego aniołka. Ot co, zwykła selca z uśmiechem i napisem “Już niedługo się zobaczymy!”.
Jimin za Hoseokiem dojrzał lustro, kręcący się stuff, tonę kabli, wieszaki z ubraniami i jakiś stolik z przekąskami. Od razu domyślił się, że jego chłopak szykuje się do wejścia na scenę.
Poza tym, był odpicowany od góry do dołu. Jego pomarańczowe włosy były idealnie ułożone, a delikatny, niemal niewidoczny makijaż, podkreślał kształtne oczy, urocze policzki i sercowe usta, które Jimin tak kochał.
Zapragnął po prostu go pocałować, dotknąć. Chciał poczuć jego męski zapach, chciał usłyszeć, jak mówi jego imię.
Jimin niecierpliwie pokręcił się po łóżku i jęknął niezadowolony.
- Wariuję bez niego.
Potrzebował jego pocałunków bardziej niż powietrza. Chciał w końcu pozbyć się tego całego napięcia, jakie ciągle go trzymało, a do tego potrzebował swojego chłopaka.
“Potrzebuję cię” - pojawiło się pod zdjęciem Jimina, które zrobił właściwie przypadkowo, ale z jakiegoś powodu bardzo mu się spodobało. Nie było widać na nim za wiele, a jedynie chudy obojczyk Parka, szyję i kawałek odkrytego ramienia. Po dodaniu czarno-białego filtra nie wahał się by wysłać je swojemu chłopakowi.
Minęło dosłownie kilka sekund, zanim otrzymał odpowiedź, tym razem pisemną.
“Zajmę się tobą w sobotę. Wytrzymaj”.
Park nie zamierzał czekać do soboty. Nie miał na tyle cierpliwości i siły. Frustracja mocno go przygniatała, a przez napięcie i stres nie potrafił się na niczym skupić.
Zdjął z siebie czarną bluzę, kiedy nagle poczuł, jak robi mu się gorąco. Ustawił przedni aparat przed sobą, łapiąc w kadrze pełne usta, szyję i kawałek nagiego torsu. Przygryzł dolną wargę. Nacisnął przycisk.
“Chcę cię tu i teraz”
Jimin spojrzał dziwnie zadowolony na zdjęcie. Wydało mu się cholernie podniecające i był przekonany, że Hoseokie na nie w jakiś sposób zareaguje.
Po wysłaniu snapa zablokował telefon. Przymknął powieki, by zanurzyć się w tym, co widział oczami wyobraźni. Czuł przyjemny ucisk w podbrzuszu i rozchodzące się po jego ciele ciepło.
Przejechał rękami po swoim nagim torsie, delikatnie podkurczając przy tym nogi. Poddał się niekontrolowanym odruchom jak chociażby nagłemu unoszeniu bioder. Nie wzbraniał się też przed uwalnianiem z gardła pojedynczych, głębokich westchnień.
Nieco zdezorientowany otworzył oczy, kiedy telefon zawibrował i poinformował o aktywności Hoseoka.
Jimin z wypiekami na twarzy otworzył zdjęcie swojego chłopaka.
Jung z lekko rozchylonymi ustami, w białej koszuli, która odsłaniała chude ramię, podziałał na Parka jak najlepszy feromon na świecie.
Chłopak wlepiał wzrok w każdy fragment widocznego ciała, jakby chciał przypomnieć sobie jego przyjemny zapach, smak, dotyk.
Dopiero na ostatnich dwóch sekundach zwrócił uwagę na dopisek:
“Przez ciebie nie mogę się skupić, Kocie”.
Blondyn uśmiechnął się sam do siebie.
- I dobrze - pomyślał - masz się skupić na mnie.
Z jakiegoś powodu Parkowi spodobała się ta gra. Cholernie podniecała go myśl, że jest obiektem rozproszenia i będzie chodził po głowie Hoseoka tak intensywnie, jak ten krąży w jego myślach. Chciał, żeby Jung też poczuł to cholerne napięcie, żeby zdał sobie sprawę z tego, jak brakuje mu seksu, pocałunków, czułości i uwagi.
Jimin przekręcił się na bok. Wtulił połowę twarzy w poduszkę. Uniósł lekko telefon, łapiąc w kadrze swój tors oraz połowę twarzy z prowokacyjnym uśmieszkiem.
“Myśl tylko o mnie, Hoseokie” - dopisał, po czym wysłał zdjęcie.
Przez moment leżał w bezruchu, po prostu oswajając się z przyjemnym uciskiem, kumulującym się w jego podbrzuszu.
Może był masochistą, może po prostu lubił samego siebie rozgrzewać, ale wstrzymywał się jak tylko mógł, by nie dotknąć swojego krocza.
Zaczął wiercić się niespokojnie na łóżku, ściskać w palcach poduszkę i pościel. Sam testował swoją cierpliwość. Przez to poczuł, że długo nie wytrzyma. Chciałby w końcu się rozluźnić.
Mocno docisnął biodra do materaca, kiedy otrzymał kolejne zdjęcie od Hoseoka.
Syknął i uwolnił spomiędzy ust ciche jęknięcie.
Hobi wyglądął na nim wspaniale. Koniuszkiem języka dotykał swojej górnej wargi, a ręką rozkosznie masował szyję. Przez głowę Jimina przeszło mnóstwo myśli i sposobów, w jakie mógłby dopieścić i naznaczyć ustami jego delikatną skórę.
“Myślę o tym, gdzie mógłbym cię dotknąć”.
To dla Parka było już za dużo. W uszach słyszał głęboki, seksowny głos swojego ukochanego, który szepcze mu te słowa do ucha. Brzmiał wspaniale.
Chłopak niespokojnie poruszył biodrami, ocierając się o materac. Po chwili jednak przekręcił się na plecy.
Zmienił ustawienia w aplikacji, przełączając aparat na tylni. Uniósł biodra. Nieco osunął z nich czarne dresy, ukazując skrawek czarno-białej gumki markowych bokserek.
Po przechwyceniu przez migawkę swojego bardziej już szczupłego niż umięśnionego brzucha, bioder i niecierpliwej dłoni, która niekontrolowanie znalazła się na wewnętrznej stronie uda, dobrał czarno-biały filtr. Sam nie wiedział czemu, ale podobał mu się. Nie pokazywał wszystkiego w kolorze, przez co pewne rzeczy pozostawiał wyobrażeniom.
“Hyung…” - napisał jedynie.
Jeszcze przed naciśnięciem odpowiedniego przycisku dotknął wybrzuszenia na swoim kroczu. Westchnął głośno i niespokojnie pomasował członka przez materiał dresów oraz bielizny.
Nie wytrzymałby do soboty, skoro nie był w stanie wstrzymać się jeszcze kilku minut.
Kolejne zdjęcie Hoseoka cholernie nakręciło Parka. Jego wskazujący palec rozwiązywał satynową wstążkę, a dolna warga była tak mocno przygryziona, jakby chciał w ten sposób stłumić to, jak Jimin go nakręcał.
Przed oczami blondyna momentalnie pojawiła się wizja tego, jak on sam zmysłowo rozplątuje wstążkę, a potem zdejmuje białą koszulkę ukochanego. Tak bardzo chciał to zrobić.
“Obok mnie jest tylu ludzi, a ja myślę tylko o tym, jak zająć się tobą w sobotę”.
Odczytawszy podpis, z ust Parka uleciał cichy jęk.
Szybko nakręcił krótki filmik jak oblizuje pełne wargi i je przygryza.
“Porządnie. Długo. Mocno”.
Młody mężczyzna powoli tracił nad sobą panowanie. Czuł, że brakuje mu kontroli. Zorientował się wtedy, kiedy ciało mimo braku dotyku w najczulszych miejscach, samo wyginało się w łuk.
Park wyobrażał sobie jak jego ukochany zabiera jego oddech, dopieszcza jego ciało i przenosi pod same bramy raju.
Chciał zobaczyć swojego mężczyznę nago. Chciał widzieć jego piękne, szczupłe ale umięśnione, spocone od wysiłku ciało, czuć delikatną skórę, ciepły oddech, miękkie wargi.
Ujął w rękę swojego członka przez materiał ubrań, które zaczęły go cholernie uwierać. Poruszył nadgarstkiem raz, drugi, trzeci, aż w końcu wydarł ze swojego gardła przeciągły jęk.
Zatrzymał się dopiero wtedy, kiedy ponownie otrzymał snapa od Hoseoka.
Było to po prostu zdjęcie jego prawego profilu. Był lekko uśmiechnięty i trzymał palec na zbliżonym do warg mikrofonie.
“Za chwilę mam występ, a ty tak mnie nakręciłeś, że nie mogę przestać o tobie myśleć”.
Jimin zrezygnował z pozowanego zdjęcia.
Nie chciał. Nie mógł. Nie potrafił.
Po prostu nagrał jak jego dłoń po krótkiej drodze przez brzuch wsuwa się pod bokserki. Nie miał czasu na żadne podpisy. Po prostu jak najszybciej chciał uwolnić się od frustracji.
Wysłał Hoseokowi krótki filmik i odłożył na bok telefon.
Palcami przejechał po całej długości erekcji. Jego oddech przyspieszył, klatka piersiowa zaczęła się coraz szybciej unosić i opadać.
Ujął swojego członka w dłoń. Delikatnie go ścisnął.
- Ch-cholera - uleciało z gardła blondyna.
Zaczął powoli poruszać dłonią. Ostrożnie, niemalże żółwim tempem sobie dogadzał. Gryzł niespokojnie wargi, oblizywał je. Drugą ręką drapał swoją klatkę piersiową i brzuch.
Sam nie wiedział co powinien robić. Było mu tak dobrze.
Wił się na łóżku, rozkopywał kołdrę, wyginał w łuk. Nie było mowy o jakiejkolwiek kontroli.
Nie miał ochoty na otwieranie kolejnego zdjęcia Hoseoka, które przyszło do niego raptem kilka sekund temu. Z drugiej strony chciał wiedzieć, co wysłał mu ukochany. Zastopował na moment głaskanie swojego prącia i otworzył zdjęcia Hoseoka.
Rudzik uśmiechał się w najbardziej seksowny sposób, pokazując palcem wskazującym i kciukiem malutkie serduszko. Gdyby nie podburzający podpis, Park uznałby zdjęcie za bardziej urocze niż gorące.
“W sobotę wycałuję cię i podotykam jak nigdy wcześniej. A teraz wyobraź sobie, że jestem obok, Jimine”.
Park odłożył na bok telefon. Nie miał na tyle kontroli w ciele, by odsyłać Hoseokowi jakiekolwiek zdjęcie, filmik, o tekście już nie wspominając.
Zaczął szybciej poruszać ręką i mocniej ściskać swojego penisa. Co chwila uwalniał z gardła jęki i głośne westchnienia, które go samego nakręcały.
Przed oczami miał obraz swojego mężczyzny. Był tak daleko, a jednocześnie czuł, jakby wisiał tuż nad nim.
Hoseok był z nim. Całował, kąsał i lizał jego szyję, owiewając ją przy tym gorącym, nierównomiernym oddechem. Rude kosmyki łaskotały jego twarz. Palce jednej dłoni starszego ciągnęły delikatnie jego blond włosy, a druga kreśliła ścieżkę po torsie aż do gotowego członka, pozostawiając na skórze palące odczucie.
Jimin słyszał jego urywany głos. Każdy jęk.
Czuł, że jest coraz bliżej szczytu. Wystarczyła tylko chwila. Chciał, żeby Hoseok wpił się w jego wargi, by połączył ich języki, by zabrał jego oddech.
- A-aaah! - jęknął głośno.
Zacisnął palce mocniej wokół swojego członka, szybko poruszając dłonią. Zamknął oczy, by całkowicie oddać rozkosznemu dotykowi. Przekręcił głowę w lewo i wtulił profil w poduszkę. Rozchylił wargi. Starał się oddychać, ale nie mógł. Miał wrażenie, jakby całe jego ciało było sparaliżowane, nieruchome.
Czuł jak kropelki gorącego, lepkiego nasienia wylewają się częściowo na jego brzuch, a reszta wsiąka w materiał bielizny i dresów.
Palce drugiej ręki zacisnął mocno na poduszce. Uniósł biodra do góry, a gdy już bardziej nie był w stanie ich unieść, przeklął sam siebie.
Odleciał. Odpłynął.
Stracił świadomość.
Jedyne co wiedział przez tę chwilę to to, że jest mu cholernie dobrze i nie chciał, by ta przyjemność go opuszczała.
Orgazm dość długo trzymał Jimina. Blondyn wcześniej nie czuł się taki bezradny wobec szczytowania jak w tamtej chwili.
Gdy opadł z powrotem bezwładnie na materac, przewrócił na bok i lekko skulił. Przejechał po swoim członku jeszcze kilka razy dłonią, zbierając z niego resztki białego nasienia.
Przez moment czuł się jak najgorszy pozer. Nie potrafił pogodzić się z tym, że musiał zadowalać sam siebie, że fizycznie nie ma obok niego Hoseoka, który uwolniłby go od tej frustracji bez poczucia własnej beznadziejności.
Czuł się upokorzony i poniżony przed światem oraz przed samym sobą.
Westchnął głośno.
Czystą ręką sięgnął po telefon zakopany pod pościelą oraz poduszkami. Odblokował ekran i nie zwracając uwagi na to czy dostał jakąś wiadomość wcześniej czy nie, od razu uruchomił aplikację.

~*~

Dla Hoseoka był to najgorszy koncert w życiu. Wiadomości od Jimina nakręciły go do tego stopnia, że sam celowo popełniał błędy, byleby tylko nie myśleć o tych wszystkich, zbereźnych rzeczach. Jeszcze tego brakowało, żeby przed tysiącami ludzi stanął z postawionym namiotem.
Coraz bardziej chciał wrócić do domu i uwolnić swojego chłopaka od samotnych nocy. Sam miał zresztą tego dosyć. Brakowało mu jego wijącego się z rozkoszy ciała, pisków pomieszanych z jękami. Na samą myśl o tym robiło mu się gorąco.
Gdy po koncercie zszedł ze sceny, udał się do garderoby. Wziął chusteczkę, którą od razu otarł pot z czoła i usiadł z telefonem w samym kącie pokoju, by nikt nie zajrzał mu przez ramię.
Ich zboczone wiadomości były tylko dla nich. A Hoseok chciał nacieszyć się takimi zdjęciami swojego chłopaka.
Jimin nigdy wcześniej tak bezwstydnie się nie dotykał, nie wysyłał mu takich zdjęć. A Jung właśnie zdążył odkryć, że to cholernie go kręciło.
Chciał więc jak najdłużej móc przyglądać się takiemu Jiminowi, nawet jeśli był wtedy tylko zlepkiem pikseli.
Serce zabiło mu szybciej, kiedy po odblokowaniu ekranu zobaczył powiadomienie o nie odtworzonym zdjęciu od swojego kochania.
Bez najmniejszego momentu zawahania nacisnął ekran. W żadnym stopniu nie był gotowy na to, co pojawiło mu się przed oczami.
- O kurwa - mruknął pod nosem, będąc zaskoczonym, zafascynowanym, nakręconym i podnieconym czarno-białym zdjęciem, jakie wyświetliło się na dość sporym wyświetlaczu.
Usta Jimina były lekko rozchylone. Między jego nabrzmiałe, pełne wargi wślizgiwał się wskazujący palec. Oplatała go cienka stróżka białego nasienia, a przy zetknięciu z dolną wargą rozdzieliła się i spłynęła również po niej oraz brodzie. W kącikach ust błąkał się mały uśmiech zadowolenia, satysfakcji.
“Nie mogę doczekać się soboty”.
I tylko tyle było na zdjęciu, a jednak wystarczyło, żeby policzki Hoseoka zapłonęły. Drżącymi dłońmi nacisnął dwa przyciski, aby zapisać zrzut ekranu z tym zdjęciem, które dla Junga mogłoby zawisnąć w jego prywatnej galerii sztuki w najbardziej widocznym miejscu.


~*~