Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Last picture. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Last picture. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 lutego 2017

Last picture - Rozdział IX

Happiness

~*~

- Taehyung, wyciągnij blaszkę - powiedziałem, kiedy po krótkim sygnale, piekarnik automatycznie się wyłączył. Spojrzałem na leżącego obok chłopaka i delikatnie szturchnąłem jego ramię. W odpowiedzi dostałem jedynie cichy pomruk.
- Tae?
Spał. Jak kamień. Skulił się nieco bardziej na kanapie, tym samym przyciskając mnie plecami do poduszek.
Westchnąłem jedynie głośno. No tak. Mogłem się spodziewać, że podczas oglądania filmu, który wydawał się Taehyungowi wyjątkowo nudny, zaśnie. 

Powoli podniosłem się z miejsca. Nieporadnie i ostrożnie, by nie obudzić młodszego, przełożyłem przez niego jedną nogę. Gdy w końcu stanąłem na podłodze, dołączyłem drugą. Spojrzałem jeszcze na śpiącego Taehyunga i upewniwszy się, że dalej śni spokojnym snem, wycofałem się do kuchni. Po całym domku unosił się zapach świeżego wypieku, który tylko obudził mój apetyt na te słodkie muffinki.
Seokjin pewnie powiesiłby Taehyunga za uszy, jakby tylko się dowiedział, że spalił wypiek. I mnie przy okazji też, bo go nie dopilnowałem. Wolałem więc oszczędzić życia oraz zdrowia nam obu.
Złapałem blaszkę w ścierkę, po czym postawiłem na grubej, drewnianej desce. Było na niej 14 muffinek. Te w różowych formach były nałożone przez Seokjina, natomiast w niebieskich, przez Taehyunga. Chociaż nawet i bez tego rozróżniania kolorów, można było dociec, które muffinki należały do kogo. Różniły się kształtem.
Babeczki Seokjina były idealnie kształtne, wyrosły równo i ładnie zarumienione. Natomiast te Tae krzywe, miejscami przepalone, wylewające się z foremek.
Dlaczego miałem wrażenie, że to idealnie oddawało ich podejście do życia i charaktery?
- Hobi hyung, wracaj. Wieje mi w plecy.
Słysząc zaspany, zachrypnięty głos Taehyunga, skierowałem wzrok na kanapę. Chłopak otulił się ramionami.
Uśmiechnąłem się jedynie i parsknąłem śmiechem. Podszedłem do otwartego okna, które po chwili zamknąłem. Wyjrzałem przez nie jeszcze by sprawdzić, czy Yoongi i Seokjin nie wracają ze sklepu. Coś długo im to zeszło…
Nie mając pomysłu co ze sobą zrobić, wróciłem na kanapę. Wcisnąłem się między Taehyunga, a obłożone poduszkami oparcie. Chwilę mi zajęło, zanim wygodnie się ułożyłem. Najwygodniej jednak było mi na boku, twarzą do pleców młodszego.
Podłożyłem wyciągniętą rękę pod głowę i oparłem policzek na ramieniu. Przy okazji sięgnąłem też po pilota, którym ściszyłem telewizor o kilka kresek.
Taehyung w tym czasie nieco osunął się w dół i przylgnął plecami do mojego ciała, wygodnie opierając głowę o klatkę piersiową. Niemalże automatycznie przerzuciłem rękę przez jego talię. Chłopak tylko głębiej odetchnął.
Przez kilka minut oglądałem wiadomości, jednak potem sam zasnąłem.
 
[...]

Drzwi do domu otworzyły się z dużym hukiem, któremu towarzyszył zdenerwowany głos Jimina. Zdenerwowany i… przerażony?
Niechętnie otworzyłem oczy, a następnie nieco uniosłem, by popatrzeć na Parka oraz Namjoona, którzy właśnie przekraczali próg.
Zanim jednak spojrzałem na przybyłą dwójkę, zerknąłem na Taehyunga. Dalej spał w tej samej pozycji z tą różnicą, że teraz oplótł swoje ręce na mojej. Do tego otulał nas koc. Miękki, niebieski koc. Skąd on się tutaj wziął?
- Co się stało? - zapytałem, kierując spojrzenie na Namjoona.
Wiedziałem, że powie mi wszystko spokojniej i bardziej szczegółowo niż Jimin. Na młodszego nawet nie liczyłem. Był tak zdenerwowany, że wchodząc do domu nawet nie zdjął butów. Po prostu kręcił się po pokoju, ciągnąc przy tym niespokojnie swoje pomarańczowe włosy.
- Kookie uciekł i nie możemy go nigdzie znaleźć. Nie odbiera telefonu. Szukaliśmy go chyba wszędzie. Jest pierwsza w nocy… no… no i zwiał nam dzieciak!
- Co się tutaj dzieje? - Na samej górze schodów nagle stanął Jin. Ubrany był w swoją koszulkę do spania oraz spodenki, jednak wcale nie wyglądał, jakby dopiero co się obudził. Miał rumiane policzki, roztrzepane włosy, wyjątkowo czerwone wargi. Chwilę potem stanął za nim Yoongi, przeczesując dłonią swoje jasne włosy. Dlaczego pomyślałem, że oni...
- Czemu jesteście tacy głośni? - powiedział niższy i poprawił ciemną koszulkę. Potem oparł czoło o ramię Seokjina.
- Jungkook zniknął.
Na moje słowa, obaj się obruszyli. Zbiegli po schodach. Jin o mało się nie potknął o własne nogi, kiedy stanął na podłodze.
- Jak to zniknął? - Oczy Yoongiego jakby powiększyły się dwukrotnie.
- Chyba powiedziałem coś nie tak, bo obraził się i uciekł - warknął Jimin.
W jego oczach szkliły się wszystkie uczucia, łącznie z przerażeniem i poczuciem winy. Ale przede wszystkim, zawładnęła nim złość, której spróbował dać ujście, zrzucając z komody jedną z doniczek.
Biało-różowy kwiat rozwiniętej orchidei zleciał bezwładnie na podłogę, a srebrna, szklana doniczka stłukła z ogromnym hukiem. Po chwili jednym, obszernym gestem strącił resztę rzeczy z tej półki, w tym mój telefon, do połowy pustą butelkę pomarańczowego soku, ukochaną beanie Yoongiego i okulary Namjoona.
Do tej pory śpiący Taehyung nagle zerwał się z miejsca. Zrobił to tak gwałtownie, że nieco mnie przestraszył. W jednej chwili podszedł do chodzącego w tę i wewtę Jimina. Złapał go za skórzaną, niebieską kurtkę, po czym z wyraźnym zirytowaniem przycisnął do ściany.
Nie tylko ja byłem zaskoczony jego zachowaniem. Wyglądało to tak, jakby w jednej chwili, w tego śpiącego, słodkiego aniołka wstąpił sam szatan, który opętał go w ułamku sekundy.
- Możesz się do cholery jasnej uspokoić?! Co te biedne rzeczy ci zrobiły?! - wrzasnął.
Na ten głośny, wręcz przeraźliwy głos Kima, ciarki przeszły po moim ciele. Stojący nieopodal Namjoon zrobił krok w ich stronę, by jakoś zainterweniować w razie, gdyby między nimi doszło do bójki.
- Jestem wkurzony! Przeze mnie mogło coś stać się Kookiemu!
- To nie jest powód, żebyś psuł wszystko, co znajduje się obok ciebie. Uspokój się! - Taehyung przyciągnął do siebie Jimina tylko po to, by po chwili znowu pchnąć go z całej siły na ścianę, jakby liczył, że po uderzeniu Park się opamięta.
- Jak mam się uspokoić?! Jungkook równie dobrze może leżeć gdzieś martwy, a my nawet nie wiemy gdzie!
Pomarańczowowłosy złapał nadgarstki Taehyunga i gwałtownie oderwał jego ręce od swojej kurtki.
Yoongi oraz Namjoon od razu zareagowali, kiedy młodsi zaczęli szarpać się na poważnie.
- Hej! Proszę, przestańcie! - pisnął Seokjin. Najstarszy, nie wiedząc co ma zrobić, przykrył uszy dłońmi i zamknął powieki, jakby chciał odciąć się od brutalnej rzeczywistości.
Kim nienawidził być w takich sytuacjach. Zaczynał wtedy panikować i zwyczajnie uciekał. Sytuacja była o tyle trudniejsza, że do konfliktu doszło między dwójką jego najbliższych przyjaciół.
Sam zerwałem się z miejsca, po czym podszedłem do szarpiącego się w ramionach Yoongiego Jimina.
- Jiminie, spokojnie. Jungkook nie ma pięciu lat. Pewnie potrzebował po prostu być sam. Nic mu się nie stało, jasne? - powiedziałem, kładąc dłonie na jego ramionach.
Chłopak spojrzał szklanymi oczami w moje tęczówki, a ja poczułem, jak moje serce przestaje bić. Nigdy wcześniej nie widziałem go w takim stanie. I chyba nigdy więcej nie chciałbym.
Park dyszał ciężko, jednak uspokoił się nieco po moich słowach. Spuścił zrezygnowany głowę, opierając przy tym czoło o moją klatkę piersiową.
- Przepraszam - szepnął, prawie niesłyszalnie.
Odwróciłem głowę, kiedy usłyszałem jak Taehyung wyrwał się z uścisku Namjoona.
- Co za trep - burknął zły, wycofując się do swojego pokoju na górze.
Jimin zacisnął palce na mojej koszulce. Naprawdę chciałem się od niego odsunąć, jednak gdybym teraz to zrobił, sam do siebie miałbym mnóstwo pretensji. W tej chwili poczułem, jakbym był jedyną podporą dla Jimina. Powinienem czuć się wyróżniony, być może nawet szczęśliwy, że chociaż na moment Park skupił na mnie całą swoją uwagę i to w moich ramionach, w których szczelnie go zamknąłem, znalazł odrobinę spokoju, pocieszenia oraz bezpieczeństwa. Zamiast tego jednak było mi naprawdę przykro, że Jimin był w takim stanie i chciałem jak najszybciej znaleźć Jungkooka, byleby tylko zakończyć jego chore cierpienie.
- Ubierzemy się i pójdziemy go szukać - zarządził Yoongi.
Skierował się na schody razem z Seokjinem, by po dłuższej chwili znaleźć się na piętrze. Usłyszałem też po chwili jak zatroskany Jin mówi coś do Namjoona, a po chwili puka do pokoju Taehyunga i nieśmiało pyta, czy może wejść.
- Jimine...
- Hyung, ja sobie nie wybaczę, jeżeli przeze mnie coś mu się stanie. Boję się… Tak mi na nim zależy.
 
[...]
- Zauważyłeś, że nie mamy się nawet kiedy porządnie wyspać? - powiedziałem. Ziewnąłem przeciągle, zatykając usta dłonią, szczelnie otuloną rękawkiem ulubionej bluzy, ukrytej pod skórzaną kurtką.
- Dlaczego mnie nie dziwi, że słyszę to akurat od ciebie? - zaśmiał się Seokjin, po czym szturchnął mnie biodrem.
Parsknąłem cicho śmiechem na jego gest, a w odpowiedzi delikatnie uderzyłem jego ramię.
Szliśmy nieznajomą ulicą, rozglądając się dookoła w poszukiwaniu najmłodszego. Spacerowaliśmy już z dobrą godzinę. Księżyc przemieszczał się coraz szybciej, a Jungkooka jak nie było, tak nie ma.
- Przepraszam bardzo. Widziała może pani takiego chłopaka… Dziewiętnaście lat, czarne włosy rozdzielone na grzywce, wygląda trochę jak królik, miał taki charakterystyczny czerwono-czarny sweter w białe gwiazdki?
Zaczepiona przez Seokjina kobieta pokręciła przecząco głową. Chłopak jedynie kiwnął głową, przeprosił i doskoczył do mnie.
- Jak kamień w wodę - westchnął.
- Za tym zakrętem się rozdzielmy. Szybciej znajdziemy go osobno - zarządziłem, wskazując palcem skrzyżowanie.
Szatyn kiwnął zgodnie głową, a po chwili wyciągnął z kieszeni telefon. Jakby z nadzieją spojrzał na ekran. Mruknął coś pod nosem i zablokował urządzenie.
- Hyung, wszystko w porządku? Pobladłeś - spytałem.
Nieco zatroskany zerknąłem na profil starszego. Naprawdę nie wyglądał najlepiej. W pewnym momencie nawet miałem wrażenie, jakby miał zaraz zemdleć.
- Może jednak się nie rozdzielajmy.
- Nie, Hobi, w porządku. Ostatnio po prostu dużo się dzieje - powiedział cicho, patrząc na mnie kątem oka.
- Powinieneś się dobrze wyspać. Chyba nie śpisz po nocach, mimo że masz pokój z dziadkiem Yoongim, prawda?
Chciałem nieco rozluźnić atmosferę. Cicho się zaśmiałem, jednak widząc jak blada buzia Seokjina koloruje się soczystym czerwonym pąsem, dotarło do mnie co ja właściwie powiedziałem.
Jeżeli rzeczywiście było coś między nim i Yoongim, co właściwie było oczywiste, to taki komentarz był zdecydowanie nie na miejscu.
Ale… Seokjin przecież nie wiedział, że ja cokolwiek w ogóle podejrzewam.
- To właśnie przez niego nie mogę zasnąć - mruknął, bardziej do siebie niż do mnie.
Moje oczy momentalnie powiększyły się dwa razy. Odwróciłem głowę w kierunku starszego, jakbym nie zrozumiał jego słów.
Nie doczekałem się jednak żadnego wyjaśnienia, ani nie zdążyłem o nic zapytać, gdyż doszliśmy do skrzyżowania.
- Jak Jungkookie się znajdzie, to zadzwoń do któregokolwiek i sprowadź go do domu, dobrze?
Kiwnąłem zgodnie głową.
Patrzyłem jeszcze przez moment na plecy oddalającego się Seokjina. Dopiero po chwili ruszyłem w przeciwnym kierunku.
Musiałem wyostrzyć wszystkie swoje zmysły, żeby przypadkiem nie ominąć Jungkooka.
W głowie uruchomiłem wspomnienia z Jeonem, by przypomnieć sobie miejsca, w jakich bywał. Bardzo często siedzieliśmy w kawiarni… Jednak o tej porze wszystkie są raczej zamknięte. Jedyne co przyszło mi do głowy to to, że Jungkook lubił oświetlone miejsca. Sam zresztą też takie wolałem. Za bardzo bałem się chodzić po obcym mieście po jakiś bocznych, podejrzanych, zaciemnionych uliczkach.

[...]
Nie wiem, jak długo chodziłem po mieście. Miałem jednak już tego dosyć. Było mi zimno, bolały mnie nogi, a jakby tego było mało, w brzuchu skręcało z głodu.
Te wspaniałe muffinki Seokjina… One wciąż leżały w kuchni i prosiły się o to, by je zjeść.
Chociaż byłem tak głodny, że nawet na samą myśl o nieudanych wypiekach Taehyunga pociekła mi ślinka.
Przekroczyłem bramę jednego z parków, zerkając na telefon. Dosłownie co pięć minut sprawdzałem, czy nie dostałem powiadomiena. Jednak brak odzewu ze strony przyjaciół oznaczał, że Jungkooka wciąż nie znaleziono, więc poszukiwania trwają.
Zrezygnowany zablokowałem ekran i wsunąłem telefon do tylnej kieszeni spodni.
Rozejrzałem się po parku.
Cholera. Sam nie wiem, gdzie jestem.
Nieco przyśpieszonym tempem ruszyłem przed siebie, nie zbaczając z brukowej, dobrze oświetlonej ścieżki. Po drodze dokładnie się rozglądałem, by nie ominąć Jungkooka, który zawsze mógł przecież siedzieć na ławce.
Minęło może z dziesięć minut spaceru, kiedy doszedłem do niewielkiego mostku. Jego akustyka tylko wyostrzała spokojny rytm małego strumyka. W parku było niezwykle cicho, a płynąca woda zdawała się być jedynym dźwiękiem.
Mostek oświetlony był białym światłem, które przy zetknięciu z brukiem oraz drewnianymi barierkami, przechodziły w bardzo spokojny i romantyczny fiolet.
Powoli skierowałem się w stronę strumyka. Nie spodziewałem się, że ktoś o tej porze będzie stał na samym szczycie mostku. Jednak kiedy dostrzegłem te nieco poszarpane włosy, czarno-czerwony sweterek w gwiazdki i złote słuchawki w uszach, które odbijały białe światło, ucieszyłem się, że jednak ktoś plącze się po ulicy o trzeciej w nocy.
- Ładnie tutaj, prawda? - zagałem, kiedy po niemalże bezszelestnym spacerze, oparłem się rękami o drewnianą barierkę.
Jungkook ani drgnął. Wpartywał się jedynie w spokojnie płynący strumyk.
- Wiem, że mnie słyszysz - powiedziałem nieco ostrzej, kiedy nie dostałem żadnej odpowiedzi.
Wyjąłem słuchawki z uszu młodszego, z których, tak jak podejrzewałem, nie leciała żadna muzyka.
Znałem Jungkooka na tyle dobrze by wiedzieć, że w stresowych sytuacjach szuka ciszy. Nie ma w zwyczaju wtedy topić smutków w piosenkach.
- Co tutaj robisz? - zapytał spokojnie, nie odrywając wzroku od krystalicznej tafli wody, na której odbijał się blask wszystkich świateł.
- Kookie, szukamy cię już prawie dwie godziny, Namjoon i Jiminie trzy. Co się stało? Dlaczego uciekłeś?
Młodszy na moje pytania opuścił głowę, jakby z bezradności nie miał już siły w ogóle jej trzymać.
- Bardzo nas wszystkich zmartwiłeś. Yoongi już chciał do twoich rodziców dzwonić.
- Przepraszam, hyung - westchnął. - Potrzebowałem chwili spokoju.
- Tyle to sam wiem - prychnąłem i odwróciłem się tyłem do barierki. Oparłem się o nią wygodnie, krzyżując ręce na piersi. 

- Mów, co się stało.
Jungkook pokręcił głową. Przymknął na chwilę powieki, jakby chciał zebrać w sobie odwagę, siłę i ubrać w słowa wszystkie myśli, którymi chciał się ze mną podzielić.
- Chodzi o Jimina - zaczął spokojnie, skierowawszy na mnie swoje duże, bystre oczy.
Kiwnąłem delikatnie głową, by dać mu sygnał, by kontynuował.
- Rozmawialiśmy o moich studiach. Hyung powiedział, że jeśli tylko będę tego chciał, to jest gotowy wyjechać ze mną.
Czułem, jak na słowa młodszego, moje ciało całe się spina.
- To chyba dobrze? Naprawdę mu zależy…
- Hyung, mi też zależy - wciął mi się w zdanie - dlatego nie chcę, żeby rzucał wszystkiego co tutaj ma, całego swojego życia z mojego powodu. N-nie czuję się osobą, która zasługiwałaby na takie poświęcenie z jego strony. Naprawdę czuję coś do niego. Nie do końca wiem, co to jest, ale to takie przyjemne uczucie... - Jungkook przerwał swoją myśl, by pozwolić delikatnemu, ciepłemu uśmiechowi unieść kąciki jego ust. Gdy opanował swój nagły napływ dobrego humoru, kontynuował - … t-to takie głupie. Wszystko w środku jakby się rozpalało. Jakby przyjemnie mrowiło, łaskotało, a przy tym ściskało. Kiedy Jimin jest obok, to wszystko sprawia, że czuję się lekki. Nie chcę nigdy więcej nie móc tego poczuć. Ale wiem, że hyung nie byłby szczęśliwy, pozostawiając tutaj wszystko tylko z mojego powodu. Jednocześnie chcę mieć go ciągle przy sobie. Chyba jestem głupi.
Chłopak zaśmiał się w taki sposób, jakby tłumił ukryty żal, smutek i wszystkie negatywne emocje, które już zdążyły go przygnieść. Do tego lekko zaczął się trząść, prawdopodobnie w ogóle nieświadomie. Nie do końca wiedziałem czy to z zimna, czy emocji. Stawiałem jednak na to pierwsze. Lato latem, ale w środku nocy temperatura aż taka wysoka nie była. Poza tym, Jungkook miał na sobie jedynie ten cienki sweterek, co raczej nie stanowiło odpowiedniej bariery, która utrzymałaby właściwy poziom ciepła.
Niewiele myśląc, zdjąłem ze swoich ramion skórzaną kurtkę i narzuciłem ją na ramiona młodszego.
- Nie głupi, tylko zakochany - powiedziałem spokojnie, poprawiając ubranie na rozbudowanych barkach chłopaka. Gdy upewniłem się, że kurtka nie zsunie się na ziemię, oparłem łokcie na drewnianej barierce. Spojrzałem na spokojną taflę wody, która delikatne zmarszczyła się pod wpływem delikatnego, chłodnego, letniego wiatru, przez co odbicie małych gwiazdek oraz księżyca zaczęło falować na strumyku.
Nieco nachyliłem się nad zabezpieczeniem mostu i zerknąłem na samego siebie, poruszającego się razem z taflą wody.
Westchnąłem niemal niesłyszalnie, chcąc ułożyć w głowie jakiekolwiek zdania. Chciałem coś powiedzieć Jungkookowi, posłużyć mu jakąś hyungową radą. W umyśle jednak miałem pustkę.
Jak miałem doradzić komuś, kto był jedyną osobą kochaną przez chłopaka, na którym tak mi zależało? Chciałem jednak szczęścia ich obu. To takie dziwne…
- Kookie, jesteś dla Jimina kimś naprawdę ważnym i na pewno chce twojego szczęścia. A przecież czujesz je wtedy, kiedy masz Jimina obok, prawda?
Chłopak niesłyszalnie westchnął i kiwnął głową.
- On pewnie czuje to samo. Daj mu więc szukać swojego szczęścia. Jeśli znajdzie je obok ciebie, to obaj nie będziecie potrzebować niczego więcej. A kto wie? Może Japonia okaże się waszym miejscem na Ziemi?
- Hyung, ale was tam nie będzie… - szepnął, odwracając głowę w moim kierunku.
Jego duże, brązowe oczy prześwietlały mój umysł tak intensywnie, że miałem wrażenie, jakby odczytywał w nim każdą, nawet najdziwniejszą i najgłupszą myśl.
- Ale zostaniemy tutaj i zawsze będziemy na was czekać. Nie martw się na zapas, dobrze? Nie powinieneś być smutny w te wakacje. - Uśmiechnąłem się pocieszająco, a już po chwili wsunąłem dłoń w brązowe włosy młodszego, które z braterską miłością rozczochrałem w każdą, możliwą stronę.
- Zobaczysz, wszystko się ułoży. 

[...]
Wysłałem Yoongiemu szybką wiadomość, że znalazłem Jungkooka. Mieliśmy co prawda od razu wrócić do domu, ale zatrzymaliśmy się w niewielkim sklepie całodobowym na jedzonku, a jako że żaden z nas nie wiedział, gdzie jesteśmy, błąkaliśmy się po mieście w poszukiwaniu drogi powrotnej. Całe szczęście, że Kookie miał lepszą orientację w terenie niż ja, przez co do domu wróciliśmy raptem po 2 godzinach od naszego spotkania. Cóż, pewnie gdybym to ja przejął rolę przewodnika, nie wrócilibyśmy w ogóle.
Humor Jungkooka zdecydowanie się polepszył, a mnie to bardzo ucieszyło. Sam byłem bardziej radosny, widząc jak wesoło się śmieje czy wkłada do buzi kilka pianek, które kupiliśmy na drogę. 

Gdy po znalezieniu drogi dotarliśmy na miejsce, po cichu otworzyłem drzwi do domu i niepewnie zerknąłem do środka. Słońce powoli budziło się do życia, więc miałem nadzieję, że chociaż nasi przyjaciele wciąż śpią. Gdy otworzyłem szerzej drzwi i wszedłem do środka, wszyscy byli w salonie. Ich spokojne oddechy mieszały się w jeden, harmonijny dźwięk, podsycany przez akompaniament cicho grającego telewizora.
Jungkook zaśmiał się na ten widok. Jednocześnie widziałem w jego oczach poczucie winy. Chyba właśnie dotarło do niego to, jak nas wszystkich zmartwił.
Gdy podeszliśmy do kanapy, mogliśmy spokojnie zobaczyć jak te wszystkie słodkie aniołki śpią. Jin leżał przytulony do ramienia Namjoona na kanapie, Yoongi skulił się w kulkę i zajmował fotel, a Taehyung spał na dywanie, wygodnie układając głowę na klatce piersiowej spoczywającego obok Jimina.
- Mam wielką ochotę ich teraz obudzić - szepnął do mojego ucha Jungkook, na co cichutko się zaśmiałem. Wolałem nie myśleć jak wszyscy nas za to znienawidzą, ale obraz rozwścieczonych hyungów i młodszych jakoś bardzo mnie rozbawił.
Już mieliśmy przejść na górę, kiedy Jimin poruszył się i rozchylił powieki.
- Kookie? - szepnął, przecierając piąstkami zmęczone, opuchnięte oczy. Gdy w końcu dojrzał Jeona, nie zwracając nawet uwagi na to, że Taehyung uderzy głową w dywan, po prostu zerwał się z miejsca i wręcz rzucił na szyję młodszego.
Jungkook początkowo nie wiedział co ma zrobić. Dopiero po chwili nieśmiało oplótł ręce na talii Jimina, by już po chwili mocno przytulić go do siebie. Park natomiast przymknął powieki i zacisnął ręce nieco mocniej. Zupełnie jakby trzymał w ramionach swój największy skarb, swoje szczęście, którego nie chce tracić.
- Nie uciekaj więcej - wyszeptał starszy prosto do ucha Jeona. - Dlaczego w ogóle to zrobiłeś? Powiedziałem coś nie tak? - dodał, odsuwając się na niewielką, ale wystarczającą by spojrzeć młodszemu w oczy odległość.
Już chciałem im szepnąć, żeby poszli na górę i tam na spokojnie porozmawiali. Jeszcze tego brakowało, by wszyscy się obudzili. Niestety zanim zdążyłem to zrobić, głośne kichnięcie rozbudzonego przez uderzenie głową o dywan Tae wszystkich wyrwało ze snu.
Seokjin od razu puścił ramię Namjoona, podniósł się do siadu i rozejrzał po pokoju, a już po chwili zawiesił wzrok na najmłodszym.
- Jeon Jungkook. Co ty sobie do cholery wyobrażasz? Wiesz jak umieraliśmy ze strachu?! 



~*~  

A/N: Dzień dobry, dobry wieczór. Przepraszam, kocham Was <3 

wtorek, 10 stycznia 2017

Last picture - Rozdział VIII

The two of us

~*~

Jakaś grupa dziewczyn przechodziła obok. Słuchały muzyki z telefonu i to dość głośno, na co Yoongiemu już zapulsowała żyłka na skroni.
Gdy do naszych uszu dobiegła skoczna melodia “NoNoNo” - APink, od razu spojrzałem na Jimina i Jungkooka, a ci na mnie. Pomarańczowowłosy uśmiechnął się znacząco, a to mogło oznaczać tylko jedno.
Bez najmniejszej chwili zawahania zaczęliśmy wykonywać dobrze nam znany układ. Szybko dołączyli się do nas więcej nieogarniający niż ogarniający Tae i Yoongi, który o dziwo znał ruchy. Seokjin z Namjoonem stanęli z boku. Po prostu się przyglądali, jak piątka ich przygłupich przyjaciół robi z siebie idiotów na środku plaży.
Cała zabawa w tańczenie skończyła się wtedy, kiedy Yoongi nadepnął trampkiem na bosą stopę Jimina. Ten uwolnił z gardła krzyk bólu pomieszany z rozbawieniem, szturchnął Jungkooka, Ciastek wpadł na Tae, który upuścił już roztapiającego się cytrynowego loda na piasek.
Świat jakby zatrzymał się w miejscu. Taehyung patrzył utęsknionym wzrokiem na swoją słodycz, oblepioną malutkimi kamyczkami.
- Karma wraca, Tae - powiedziałem zaczepnie.
Kim tylko odwrócił się ze złowrogim spojrzeniem na Jimina.
Obwiniając go za upuszczenie słodkości, zaczął go gonić. Park ze śmiechem uciekał przed rówieśnikiem.
Jungkook chciał się dołączyć do gonitwy. Jednak w momencie, w którym zerwał się do biegu, z kieszeni spodenek wypadł mu telefon. Upadł na ziemię, a jakby tego było mało, Yoongi celowo podkopał go lekko piaskiem. Zacząłem się zastanawiać, ile razy ten dzieciak musi wymienić ekran, żeby w końcu kupił jakiś wstrząsoodporny telefon. Nie było dnia, w którym Jungkookowy iPhone nie upadłby na ziemię!
Ale Kookie się tym nie przejął. Zostawił telefon tak jak leżał i pobiegł brzegiem za Tae.
- Co za dzieciaki - westchnął Namjoon. Podniósł telefon młodszego. Otrzepał go z piasku, po czym wsunął do kieszeni. Nie byłem przekonany co do tego, żeby Król Destrukcji we własnej osobie trzymał i tak już błagający o litość telefon Kookiego. W jego rękach iPhone maknae może zakończyć swój żywot o wiele wcześniej. W końcu, kto jak kto, ale Namjoon potrafił zepsuć nawet kamień. Ciągle coś gubił, łamał, gniótł, rozrywał… Sianie dookoła spustoszenia chyba sprawiało mu radość.
Nagle poczułem, jak nogi odmawiają mi posłuszeństwa, w głowie zaczyna się kręcić i tracę kontakt z całym światem dookoła.
Tylko nie to…
Zakręciłem się chwilę w miejscu. Po tym, jak Yoongi położył bluzę na piasku i na niej usiadł, bez pytania spocząłem obok niego. Z ostatnią dozą świadomości wymamrotałem tylko, że plaża jest cudowna, że zostaję tutaj. Położyłem się na piasku tak, by głową leżeć na połowie bluzy starszego. Przymknąłem powieki i po prostu odpłynąłem. Słyszałem jeszcze mało wyraźne wołanie Yoongiego.
Nie pamiętam momentu przejścia do krainy Morfeusza. Jednak śniąc, słyszałem dobiegające ze świata śmiechy, rozmowy, szum wiatru, obijające się o brzeg delikatnie fale.
Wszystko to było jednak stłumione, ale w żadnym stopniu nie odbierało na wyjątkowości.
To co mnie otaczało - żyło. A ja spałem pośród tego życia.
Mniej więcej tak czułem się cały czas. Jakby wszystko działo się obok mnie, bez mojego udziału.
Życie przelatywało mi między palcami, a ja cały czas zadręczałem się milionem rzeczy, które nie dość, że przełożenia na rzeczywistość nie miały, to jeszcze sam je wyolbrzymiałem.
Chciałem się w końcu obudzić, ale nie było to takie łatwe. Coś ciągle trzymało mnie w hibernacji i nie pozwalało wejść do życia, chociaż moje oczy już od kilku dobrych chwil wpatrywały się w siedzących nieopodal Seokjina oraz Yoongiego.
Wyglądali razem tak niewinnie. Siedzieli bardzo blisko i co jakiś czas stykali się ramionami. Min zerkał na zamyślonego Seokjina, który mu o czymś opowiadał. Na buzi blondyna co chwila malował się nikły uśmiech, kiedy Kim zerknął na młodszego, albo wspomniał o czymś zabawnym.
Momencik… Przecież kiedy zasypiałem, to Yoongi siedział obok.
Głowę miałem ułożoną na czyiś udach, ale skoro nie były one Mina, to czyje?
Niechętnie uniosłem się na rękach, po czym nieco zmęczonym wzrokiem, popatrzyłem na twarz Jimina.
- O, hyung, już się obudziłeś? - spytał swoim nieco piskliwym głosem i otrzepał moje ramię z piasku.
Moje odpłynięcia nie były dla całej szóstki niczym nowym, ale chyba nie zdawali sobie sprawy z tego, ile wysiłku kosztuje mnie teraz pozbieranie się po tym wszystkim. To było miliard razy trudniejsze niż kiedyś. Właśnie w tym momencie to odczułem, kiedy ledwo co odzyskałem świadomość.
- Długo spałem?
- Nie, może z 30 minut.
Młodszy uśmiechnął się do mnie.
- Ale spałeś naprawdę mocno. Namjoon próbował cię obudzić, ale w ogóle się nie dało.
Jimin przeczesał dłonią swoje pomarańczowe włosy i przyciągnął kolana do klatki piersiowej.
- Mam nadzieję, że to nie był kolejny atak… Mówiłeś, że leczenie idzie dobrze.
- B-bo idzie. Byłem po prostu zmęczony, to wszystko. A nadarzyła się okazja do spania, więc ją wykorzystałem.
Kłamałem jak z nut. Oczywiście, że miałem atak. Na całe szczęście, resztkami sił udało mi się nieco wybronić z tej sytuacji i jakoś opanować organizm do tego stopnia, by nie paść jak długi na ziemię.
Posłałem Jiminowi serdeczny uśmiech, delikatnie klepiąc go przy tym po głowie. Wiedziałem, że Park zdawał sobie sprawę z mojego naciąganego kłamstwa. Na całe szczęście nie zwrócił mi na to uwagi.
- Spokojnie, nic mi nie jest. Mam nad tym kontrolę - zapewniłem, kiedy dostrzegłem jego wątpliwe spojrzenie.
- Jiminie! Woda jest naprawdę ciepła! Jutro będzie idealna!
Głośny, podekscytowany Jungkookie podszedł do nas i od razu ułożył się plecami na piasku obok Jimina.
- Hobi hyung, pokąpiesz się z nami jutro? - spytał, odwracając głowę tak, by na mnie spojrzeć.
- Pewnie. O ile nie wpadnie wam do głowy jakiś głupi pomysł z podtapianiem.
- Wiesz, podtapianie podtapianiem, ale wydaje mi się, że to nie my jesteśmy tutaj największym zagrożeniem - powiedział najmłodszy. Przymknął powieki i zwrócił twarz w stronę zachodzącego słońca, chcąc złapać ostatnie, ciepłe promienie.
- Jak to? - spytałem, czując narastający niepokój.
- No wiesz… Rażące prądem meduzy, węgorze, ludożerne rekiny.
- Rekiny?!
- Hyung, spokojnie, nie podpływają tak blisko brzegu - powiedział poruszony Jimin, jedną rękę kładąc na moim ramieniu, by mnie uspokoić.
- Ta, nie podpływają blisko brzegu. Oglądałeś “Szczęki”?
Jungkookie uchylił jedno oko i uśmiechnął się nieco łobuzersko.
- A-ale przecież to tylko film. Rekiny nie jedzą ludzi.
Tak, bałem się rekinów. Bałem się wody. Generalnie bałem się wszystkiego. Niestety należałem do tego sortu ludzi, którzy na kolejkach górskich odczuwają strach o własne życie i modlą się do wszystkich znanych bogów o łaskę. Nie wspominając strachu przed zwierzętami, jakiegokolwiek gatunku poza kotami i psami. Chociaż nawet i te potrafiły być czasami agresywne, nieprzyjemne.
Jungkook dobrze o tym wiedział. Często wykorzystywał mój strach, naiwność, by chwilę się pośmiać.
Wredny maknae.
- Oczywiście, że nie. Ciastek, przestań wymyślać! - Jimin skarcił młodszego nie tylko słowami, ale i delikatnym uderzeniem w brzuch. Cios jednak nie okazał się aż taki lekki, skoro Jeon podkurczył nogi, przy czym zaśmiał się by ukryć ból.
- Nie słuchaj go - powiedział. Kręcąc głową, głaskał delikatnie moje ramię.
Gdyby tylko wiedział, jak ogromne stado motyli uleciało w moim brzuchu…
W tym czasie z krótkiego spaceru brzegiem plaży wrócił Taehyung oraz Namjoon. Obaj byli mokrzy od stóp do głów.
- Już zdążyliście wejść do wody? - zapytał Jimin, odwracając głowę w kierunku dwójki.
- Jest idealna! - powiedział rozweselony Tae, wyciskając z białej koszulki nadmiar wody.
- Tak, to prawda. Ale nie musiałeś wpychać mnie do niej siłą! - odburknął Namjoon, rzucając Taehyungowi nieco pretensjonalne spojrzenie. W odpowiedzi dostał od młodszego jedynie prostokątny, niewinny uśmieszek.
Tae usiadł obok mnie, podczas gdy starszy z Kimów skierował się do Seokjina i Yoongiego. Gdy do nich dotarł, oplótł ręce na szyi Mina, który pisnął, jak tylko poczuł mokre ciało.
Rozbawiło mnie nagłe zerwanie się z miejsca Yoongiego oraz urywany śmiech Seokjina. Jednak i Jin nie śmiał się długo, bo Namjoon szybko go przytulił, oddając odrobinę wody.
Oderwałem wzrok od tamtej trójki dopiero, kiedy poczułem, jak ktoś delikatnie szarpie mnie za rękaw koszulki.
- Hyung, przejdziesz się ze mną?
Tae patrzył na mnie swoimi pięknymi oczami. Zaciskał smukłe paluszki na rękawku, a potem na przedramieniu. Uśmiechał się do mnie w swój najbardziej urokliwy sposób.
- Pewnie - odpowiedziałem. Podniosłem się z miejsca i otrzepałem ubranie z piasku. Podałem rękę Taehyungowi, a gdy się podniósł, odszedłem od Jimina oraz Kooka na kilka kroków.
- Niedługo wrócimy - zapewniłem, jak tylko Kim doskoczył do mojego boku.
- Uważajcie na siebie. - Jimin uśmiechnął się do nas przyjacielsko, a jak oddaliliśmy się razem z Tae, opadł plecami na piasek i spojrzał na Jungkooka, który leżał z przymkniętymi oczami. Palcami odgarnął z czoła młodszego mokre kosmyki ciemnych włosów, co wywołało u Kookiego delikatny uśmiech.
- Jak ci się tutaj podoba? - spytałem, chcąc jakoś rozluźnić swojego towarzysza. Wsunąłem dłonie do kieszeni spodenek, zerkając kątem oka na niego.
Kim szedł brzegiem, dokładnie wpatrując się jak woda obmywa jego stopy z piasku. Sam kroczyłem kawałek dalej od niego, trzymając się nieco dalej od morza.
- Jest fajnie. Lubię być na plaży. Moglibyśmy zostać tutaj do końca wakacji.
Na odpowiedź młodszego pokiwałem zgodnie głową.
    - Hyung, zróbmy sobie zdjęcie! - powiedział rozentuzjazmowany, odwracając się do mnie twarzą. Rozłożył szeroko ramiona i posłał w moim kierunku swój uroczy, prostokątny uśmiech.
Nie mogłem postąpić inaczej, jak tylko odwzajemnić ten gest.
Wyciągnąłem z kieszeni spodenek telefon. Szybko doskoczyłem do Taehyunga, piszcząc, jak tylko woda obmyła moje nogi.
Młodszy roześmiał się. Potem przybliżył się do mnie, by przedni aparat ujął nas obu. Chłopak przerzucił przeze mnie swoje ramię, a jak tylko się wyszczerzył, nacisnąłem przycisk.
Potem popatrzyłem na zdjęcie.
- Nie musimy brać na nie żadnej poprawki - stwierdził, przejmując ode mnie urządzenie. Przełączył je ponownie na aparat i zrobił kilka zdjęć sobie oraz mnie.
Gdy zabawa w fotografa mu się znudziła, zablokował telefon.
Odsunął się od morza, po czym podszedł do niskiego murku, odgradzającego plażę od jakiejś restauracji. W milczeniu usiadł na ceglanej zabudowie. Przekręcił mój telefon kilka razy w rękach, a jak tylko do niego podszedłem, uniósł urządzenie oraz swój wzrok. Przymknął jedno oko, by zachodzące słońce całkowicie go nie oślepiło.
- Lubię spędzać z tobą czas - powiedział, posyłając mi ciepły uśmiech. Przejąłem od niego komórkę, a po chwili usiadłem obok. Wyciągnąłem wygodnie nogi, wsuwając złączone dłonie między kolana.
- Ja z tobą też, Tae. - Uśmiechnąłem się do przyjaciela. Ten tylko kiwnął głową, a po chwili spojrzał na horyzont przed sobą.
- Hyung, czy to nasz ostatni taki wyjazd? - spytał nagle.
Nerwowo zaczął skubać paznokcie. Sam chyba nawet nie zwrócił uwagi na to, że coraz częściej zdarza mu się to robić.
Słyszałem w jego głosie małą nutkę nadziei, która swoim brzmieniem błagała o to, by kategorycznie zaprzeczyć. Ale nie chciałem być z Tae nieszczerym.
- Nie wiem. Sam widzisz, że teraz się trochę pozmienia. Jin pójdzie do wojska, potem Yoongi, Jungkookie poleci na studia do Japonii. Nie mogę ci obiecać, że spędzimy jeszcze raz takie wakacje - powiedziałem spokojnie, patrząc z czułością na młodszego. Gdy niesforny kosmyk jego włosów wpadł mu do oka, nie wzbraniałem się przed tym, by palcem go odgarnąć. Tae mimochodem się odwrócił, przez co niechcący włożyłem palec do jego oka.
- Aaa! - krzyknąłem, kiedy nieprzyjemne uczucie pod opuszkiem palców w ułamku sekundy przyprawiło mnie o dreszcze.
Młodszy położył dłoń na oku. Pochylił się do przodu, mocno zaciskając powieki.
- Przepraszam! - pisnąłem. Położyłem ręce na jego ramionach i lekko się schyliłem, by sprawdzić, czy z Kimem wszystko w porządku.
Śmiał się. A na to już odetchnąłem z ulgą.
Ostrożnie złapałem jego nadgarstek i odsunąłem rękę. Kim zamrugał kilkakrotnie, a potem tylko uderzył mnie delikatnie w ramię.
- Hyung, aż tak bardzo chcesz mieć moje oczy, że już podejmujesz próby ich wydłubania? - spytał z rozbawieniem.
- Tak! Taki był mój zamiar - powiedziałem niezwłocznie. Jak tylko upewniłem się, że z okiem Tae nie dzieje się nic złego, odetchnąłem z ulgą. Uniosłem nieco rękę, by poczochrać włosy młodszego, jednak zanim moja dłoń na dobre zatopiła się w jego brązowych kosmykach, ten odsunął się gwałtownie.
- Co? Tae, nie bój się. Przecież nie zrobię ci krzywdy.
Popatrzyłem w jego tęczówki, które zaświeciły się. Powoli opuściłem rękę na jego głowę, by po chwili przeczesywać palcami jego miękkie włosy.
- Co do tej krzywdy, to bym się zastanowił. Przed chwilą próbowałeś wydłubać mi oko.
Tae na nowo się uśmiechnął. Odchylił delikatnie głowę i przymknął oczy, jakby chciał w pełni rozkoszować się moim dotykiem.
- Dlaczego tak gwałtownie reagujesz na nagły dotyk? Wcześniej nie miałeś tego problemu - spytałem po chwili, odsuwając dłoń.
Chłopak rozchylił powieki, a potem spojrzał na mnie. Wyłapując mój wzrok, nieco się zmieszał.
Czułem, że była to dobra okazja do tego, aby w końcu porozmawiać o tym z Taehyungiem. Mieliśmy w końcu niewyjaśnioną sprawę, a bez tej wiedzy nie będę wiedział jak mam mu pomóc. Nie chciałem znowu widzieć jak płacze przez sen. Ten widok naprawdę łamał mi serce.
Kim wstrzymał oddech. Zamknął oczy i spuścił głowę, jakby chciał zebrać w sobie siłę, być może też odwagę.
- Hyung, obiecasz, że mnie nie ocenisz, nie wyśmiejesz i nie przestaniesz lubić? - szepnął.
- Skąd ci to przyszło do głowy? Oczywiście, że nie - zapewniłem.
Nie wiem, czy Tae bał się o tym mówić. Cokolwiek się działo w jego życiu, nie miał problemu z tym, żeby wyjawić swój sekret, dlatego był jak wielka, otwarta księga.
Po tym, jak zmieszany i zawstydzony pomachał w powietrzu nogami, domyśliłem się, że jednak nie jest to rzecz, o której mówiłby na prawo i lewo.
Co w jego wypadku jest dość rzadko spotykane, bo Tae miał tendencję do mówienia o swoich najbardziej intymnych sprawach nawet ludziom przypadkowo spotkanym na ulicy.
- Pamiętasz jak mówiłem ci o Meiu? Tym barmanie z Hwacheon? - zaczął cicho.
Gdy kiwnąłem potwierdzająco głową, kontynuował.
- Było mi trochę smutno, że nie wróciłeś do nas, ale on zajął mi czas. Kiedy podał mi to whiskey z colą, zaproponował coś, co miało za zadanie polepszyć mi humor. Powiedział, że to nieszkodliwe. Początkowo nie chciałem, ale potem podał całą buteleczkę jakiemuś facetowi i stwierdziłem, że skoro ludzie się tego nie boją, a ma to tylko polepszyć humor, to dlaczego nie? Dolał kilka kropelek do szklanki z moim alkoholem. Początkowo wszystko było dobrze… - urwał nagle.
Zacisnął wargi. Minęła dłuższa chwila, zanim Tae uniósł delikatnie koszulkę, przez co dokładnie widziałem niewielkie, czerwone ślady na prawym boku.
- P-poczułem się dziwnie. Jakbym nagle przestał mieć nad sobą kontrolę, jakby ciało odmówiło mi posłuszeństwa. Wiedziałem, co się dzieje dookoła i chociaż nie chciałem iść z Meiem, to poszedłem. Zabrał mnie do jakiegoś małego pokoju dla pracowników. Coś mówił, szeptał, a potem się zbliżył. J-ja naprawdę chciałem coś zrobić, ale nie mogłem. Nie wiem jak to było możliwe… Nie mogłem mu nawet powiedzieć, żeby przestał.
Być może rozmowa z Kisu przygotowała mnie w jakimś stopniu na historię tego pokroju, ale mimo to poczułem złość i niemoc.
Takie okropne rzeczy działy się obok mnie… Właściwie przeze mnie. Może gdybym jednak nie wyszedł wtedy z klubu, Tae nie musiałby szukać sobie towarzystwa u kogoś innego?
Zacisnąłem dłonie w piąstki.
Tego się właśnie obawiałem. Historia z fajnym barmanem skończyła się dla Tae tragicznie, a jego stan, w jakim wszyscy go zastali, był spowodowany “polepszaczem humoru”, co prawdopodobnie działało jak GHB. Tak jak mówił Kisu.
Na samą myśl o tym poczułem jak włosy stają mi dęba.
- Czy on… no wiesz… zrobił ci coś więcej?
- Nie. Zanim się do mnie całkowicie dobrał, zwymiotowałem na niego, a potem wpadł do pokoju manager. Nie mogłem się w ogóle ruszyć, chociaż tak bardzo chciałem stamtąd uciec… Dopiero ten manager wyrzucił mnie siłą z pokoju. Usiadłem na jakiejś sofie, a potem znalazł mnie Namjoon. Nie pamiętam nic od tego momentu, aż do kiedy mnie nie obudziłeś w pokoju.
Odebrało mi mowę. Nie wiedziałem, co powinienem mu w tamtym momencie powiedzieć. Jednocześnie miałem w głowie tyle pytań…
- Mei bardzo mnie szarpał i teraz, kiedy ty czy ktokolwiek tak znienacka na mnie naskakujecie, to ten obraz momentalnie pojawia mi się przed oczami. Cena za moją naiwność i głupotę jest wysoka. - Uśmiechnął się blado, rozkopując nogami dziurę w piasku.
- Przepraszam…
- Nie, hyung, w porządku. Wiem, że nie zrobisz mi krzywdy, ale mimo wszystko proszę cię, żebyś nie naskakiwał na mnie znienacka. Trochę myślałem o tym wszystkim i cieszę się, że nic więcej mi się nie stało.
- To dobrze, że tak myślisz. Ale to co cię spotkało to wciąż tragiczna historia.
- Po prostu powoli się z nią oswajam. I zacząłem pracować nad swoją naiwnością.
Kiwnąłem jedynie głową. Potem uniosłem rękę na wysokości ramion Tae. Ostrożnie go objąłem, a nie czując żadnego oporu, lekko przyciągnąłem młodszego do siebie i wtuliłem go w siebie. Chłopak objął mnie rękami w pasie.
Znowu dotarł do mnie zapach jaśminowej odżywki do włosów Tae, która z zapachem morskiej bryzy tworzyła naprawdę ciekawą, wonną kompozycję.
Poczułem jak złość ogarnia moje ciało. Jak ktoś mógł tak okrutnie, bezuczuciowo potraktować Taehyunga?! On jest człowiekiem stworzonym do wyjątkowego, troskliwego traktowania pełnego miłości i już widać to na pierwszy rzut oka. Przez głowę mi nawet nie przeszło, że ktoś położy na nim swoje brudne łapska, które na domiar złego pozostawią swój odcisk na pewnie jeszcze długi czas.
Na samą myśl o tym, ile rzeczy musiało siedzieć Tae w głowie, kiedy Mei się do niego dobierał, jak bardzo się bał, przechodziły mnie dreszcze.
- Hyung, mogę mieć do ciebie prośbę? - spytał cichutko, odchylając się o kilka centymetrów, by móc spojrzeć na moją twarz. Gdy kiwnąłem zgodnie głową, wlepił swoje brązowe tęczówki w moje oczy.
- Będziesz mnie chronił? - Chłopak wstrzymał oddech.
Pogładziłem delikatnie jego ramię, po czym kiwnąłem zgodnie głową.
- Jestem twoim hyungiem. Ochrona ciebie to przecież mój obowiązek.
- Nie chcę, żebyś chronił mnie jak hyung - szepnął, samoczynnie wtulając się w moje ciało i chowając twarz w zagłębieniu szyi. - Chroń mnie jako przyjaciel, jako Hobi.
Smukłe dłonie młodszego zacisnęły się w piąstki na mojej koszulce.
Nie zdawałem sobie sprawy z tego, jak bardzo Tae rozróżnia pewne rzeczy. Dla niego bycie hyungiem, wcale nie oznacza bycia przyjacielem.
W jakimś stopniu poczułem się wyróżniony, że to mnie tak nazwał. Jednocześnie zrzucił na mnie obowiązek, do którego mimochodem przywiązałem się nicią odpowiedzialności.
- Obiecuję, że nic złego ci się nie stanie - zapewniłem po chwili. - Ale teraz lepiej wracajmy do reszty. Pewnie się niepokoją.
Tae pokiwał zgodnie głową. Uśmiechnął się do mnie, po czym jako pierwszy podniósł się z murku.
[...]
Naprawdę nie posądzałbym chłopaków o to, że mają jeszcze energię iść w miasto. Ja nie miałem na to najmniejszej ochoty i prosto z mostu powiedziałem, iż wolę zostać w domu by odpocząć. Bądź co bądź siedzenie w samochodzie, ciągłe przemieszczanie się jest dość wyczerpujące, a jeden wieczór lenistwa przecież nie zaszkodzi.
Moje niechcenie podzielił też Yoongi, Jin i Tae. W sumie nie dziwiłem się dlaczego akurat ta trójka. Yoongi po prostu był leniem, Tae pewnie wciąż nie czuł się na tyle odporny, by iść w jakiekolwiek miejsce przypominający klub, a Jin… Jin po prostu się starzeje.
Trochę mnie za to zdziwiła postawa Namjoona, który nie należał do głośnych osób, ale tym razem to on wyszedł z inicjatywą wyjścia.
Gdy Jungkook, Jimin oraz Joonie opuścili dom, było w nim dziwnie cicho. Ja z Yoongim siedzieliśmy przed telewizorem, nieprzytomnie oglądając jakiś talk show, a Jin oraz Tae zajmowali kuchnię i szykowali ciasto na muffinki.
- Hyung, wychodzisz? - zapytał nagle Yoongi, odwracając głowę w stronę ubierającego przed drzwiami buty Jina.
- Tak, po jakieś rzeczy do dekoracji muffinek. Chcesz… em… iść ze mną?
Min nie zastanawiał się długo nad odpowiedzią. Westchnął teatralnie, po czym poczłapał na górę. Już po chwili wrócił z jednym sweterkiem dłoni, który od razu podał Seokjinowi.
- Chłodno jest na dworze - burknął, zakładając przy tym swoje buty.
- Niedługo wrócimy. Tae, kiedy piekarnik zacznie pikać, odczekaj minutę i wyjmij blaszkę. Dobrze?
Młodszy pokiwał zgodne głową. Po tych słowach, najstarsi opuścili dom.
- Ech… - westchnął Tae. - Ostatnio spędzamy we dwójkę dużo czasu, nie zauważyłeś? - zaśmiał się.
Oparłem głowę o dużą podruszkę i wlepiłem wzrok w biały sufit.
- Nic dziwnego. Jimin ugania się za Kookiem, Jin za Yoongim, a Namjoon… to Namjoon. Zostaliśmy więc we dwóch.
- Seokjin hyung ugania się za Yoongim hyungiem?
Momentalnie otworzyłem szerzej oczy, kiedy dotarło do mnie, co powiedziałem.
- N-nie. Tak mi się tylko powiedziało - wyjaśniłem szybko i nerwowo przeczesałem dłonią ciemne włosy. Nie chciałem rozsiewać plotek, skoro nawet nie byłem niczego pewny!
- Coś wiesz, hyung. Powiedz mi! - Tae podniósł się z fotela, a już po chwili usiadł na piętach obok mnie.
- Tae, tak tylko powiedziałem. Chodzi mi po prostu o to, że się długo przyjaźnią i… ten… po prostu spędzają ze sobą mnóstwo czasu.
- No dobra, nie chcesz, to nie mów. Sam się dowiem!
Taehyung skrzyżował ręce na piersi i jak rozwydrzony dzieciak odwrócił głowę w drugim kierunku.
- Obraziłem się na ciebie - dodał, po czym zerknął na mnie kątem przymrużonego oka.
Dlaczego ten dzieciak tak uwielbiał się droczyć…
Mogłem oczywiście udawać wielce poruszonego, skruszonego, błagającego o wybaczenie, ale niezbyt miałem ochotę na tego typu zabawy.
- O nie, co ja teraz biedny zrobię - powiedziałem beznamiętnie. Przenosłem wzrok na ekran telewizora i zwilżyłem wargi koniuszkiem języka.
Nastała cisza. Wręcz grobowa, którą przecinał jedynie głos prezentera telewizyjnego. Tae w końcu delikatnie szarpnął mnie za ramię.
- Hyung, no żartowałem no…
Nie widząc jednak żadnej reakcji z mojej strony, zaczął mnie szturchać, machać dłońmi przed twarzą, delikatnie ciągnąć za włosy, wsunął rękę pod koszulkę. Robił wszystko, byleby tylko zwrócić moją uwagę. Bawiło mnie to. Miałem ochotę po prostu wybuchnąć śmiechem, jednak dzielnie pozostałem niewzruszony.
- No hyuuung! Nie jestem na ciebie obrażony! - wyjęczał.
W jednej chwili młodszy usiadł okrakiem na moich udach i ujął moją twarz w dłonie. Mocno ścisnął policzki, przez co usta samoistnie ukształtowały dziubek. Tae z lekkim rozbawieniem pomasował moje policzki, potem przejechał kciukami po wargach. Dzielnie znosiłem jego wszystkie zaczepki. Patrzyłem po prostu na uśmiechniętą twarz Kima i poczułem duże ciepło, które skumulowało się w sercu, a potem zawładnęło całym moim ciałem.
Lubiłem, kiedy Tae był taki beztroski, pocieszny, wesoły. Kiedy był po prostu sobą. Widząc go takiego, coraz bardziej nie potrafiłem zrozumieć, jak coś tak okropnego mogło mu się przydarzyć.
W jednej chwili dotarło do mnie, jak silną osobą Tae był. Potrafił wyciągać wnioski ze wszystkich lekcji, jakie przeprowadziło mu życie. Niejednokrotnie miał podcinane nogi, a on mimo to podnosił się, otrzepywał spodnie i szedł dalej, omijając przeszkody, które już napotkał.
Ja tego nie potrafiłem. Ale naprawdę bym chciał, by Taehyung mnie tego nauczył.
Miarka mojej cierpliwości przelała się w momencie, w którym młodszy zaczepnie popukał mnie po czole.
- O nie - warknąłem. Od razu położyłem ręce na bokach młodszego i zacząłem go po prostu łaskotać. Przez moment bałem się, że Tae mógł się tego wystraszyć, jednak kiedy ten dalej się śmiał, strach uleciał.
Chłopak przechylił się na bok, przez co padł na kanapę. Niemalże od razu usiadłem na jego udach i kontynuowałem łaskotanie młodszego.
- H-hyung, nie mogę. Hobi… Przestań! Ja zaraz umrę! - wycedził przez śmiech.
Starał się zasłonić rękami, próbował nawet nieco się skulić. Jednak to, że na nim siedziałem, praktycznie odebrało mu zdolność jakichkolwiek ruchów.
Przestałem łaskotać go dopiero, kiedy łzy śmiechu spłynęły po jego skroniach.
To jedyne łzy, jakie miały prawo szklić jego piękne oczy.


~*~