Pokazywanie postów oznaczonych etykietą JinKook. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą JinKook. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 września 2016

Untrue - Rozdział III

I need U

~*~
Śmiertelnie się przestraszyłem, kiedy usłyszałem pukanie do drzwi. Serce zaczęło bić tak szybko...
- Hyung? - szepnął Jungkook. Patrzył na mnie swoimi ciemnymi oczami, jakby nie potrafił zrozumieć, dlaczego wciąż stoję w miejscu. Prawdę mówiąc, sam nie wiedziałem.
Bałem się. Nikt przecież nie przychodzi w odwiedziny godzinę przed północą. A może to Yoongi? Może jakimś cudem zgubił klucze, które zawsze ma przy sobie? Wrócił? Pokłócił się z kolegą? To musiał być Yoongi.
Widząc jak Jungkook zmierza w kierunku drzwi, zerwałem się z miejsca i go uprzedziłem. Położyłem dłoń na klamce.
- A jeśli to on? - Głos Jungkooka zadrżał. No tak... On. Ten człowiek, który nazywa się ojcem. Nie wiedziałem, kto stał po drugiej stronie, ale jednego bylem pewny - jeżeli ten ktoś, będzie chciał skrzywdzić Kookiego, to prawdopodobnie nie wyjdzie stąd żywy.
Z łomoczącym sercem uchyliłem drzwi.
- Dobry wieczór Seokjin. Przepraszam, że tak późno.
Moim oczom ukazała się niska, starsza kobieta, z ogromnym kokiem na głowie. Ubrana była w szlafrok, więc prawdopodobnie kładła się spać. Lub dopiero co się obudziła.
- Ach, dobry wieczór pani Yeang. Coś się stało? - spytałem, czując jak ogromny kamień spada z mojego serca.
- Kot mi wieczorem zginął. Nie mogę go nigdzie znaleźć. Nie widziałeś go nigdzie przypadkiem?
- Niestety nie, przykro mi. Mam jednak nadzieję, że kociak się znajdzie. - Obdarzyłem kobietę serdecznym uśmiechem.
- Ach, jaka szkoda. Bo wiesz... Mój mały Alex to zawsze w domu był. Leżał w jednym miejscu. To stary kot. Pamiętam, jak znalazłam go w kartonie... - O nie. Musiałem przerwać, zanim kobieta opowie mi całą historię swojego życia.
- Przepraszam, że przerywam, ale widzi pani, jestem trochę zajęty. Mam w domu gościa... - Kątem oka dostrzegłem, jak Jungkook z przedpokoju kłania się lekko.
Kobieta rozejrzała się po wnętrzu mieszkania, którego część mogła zobaczyć przez uchylone drzwi.
Potem przeniosła na mnie wzrok, jakby z pretensją i lekkim zdziwieniem. Całkowicie zignorowała witający gest Jungkooka, co nie powiem, trochę mnie zirytowało. To było bardzo niegrzeczne!
- W takim razie nie przeszkadzam. Dobranoc - rzuciła jedynie, po czym odeszła. Odetchnąłem głośno. Zamknąłem za nią drzwi.
Chciałem wrócić do kuchni, jednak skończyłem stojąc przy drzwiach i opierając o nie czoło.
[...]
Gdybym tylko mógł, nie wypuszczałbym Jungkooka z domu. Bałem się, że gdzieś po drodze złapie go ten drań, albo, co gorsza, sam wróci do domu.
Poprzedniego dnia mieliśmy iść do niego po książki i ubrania. Ostatecznie tego nie zrobiliśmy. Niestety kolega z pracy zachorował, przez co musiałem go zastąpić na zmianie w czasie, kiedy ojca Jungkooka nie było w domu. Bałem się go mimo wszystko puścić samego.
W zamian za to jednak spędziliśmy miło czas, udając się do miejskiego parku. Było co prawda zimno, para wydobywała się z naszych ust za każdym razem, kiedy chcieliśmy coś powiedzieć, ale było warto.
Próbowaliśmy też chodzić po zamarzniętym jeziorze. Skończyliśmy wtedy, kiedy pode mną o mało nie pękł lód.
Kiedy zapadł wieczór i wracaliśmy do mojego mieszkania, poczułem się najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Jungkook szedł obok, uśmiechając się wesoło, jakby przy mnie zapominał o wszystkich strasznych rzeczach, które go spotkały. Jego delikatnie dłonie ogrzewały moje zimne palce.
Wtedy czułem, jak zależy mi na tym dzieciaku. Każdy jego uśmiech, był moim uśmiechem.
Jungkook całkowicie się przede mną otworzył. Nie było już żadnej jego cząstki, której bym nie poznał. Gdybym tylko potrafił, odwzajemniłbym mu się tym samym. Jednak nie umiałem tego zrobić. Byłem zbyt słaby.
Obudziłem się rano. Jungkooka jak zwykle nie było w domu. Poszedł do szkoły. Trochę mnie wkurzało, że znika zawsze z rana. Jak codziennie nadepnąłem pożyczone mu ubrania, które leżały na podłodze.
- Muszę mu w końcu powiedzieć, żeby odkładał je do szafy - pomyślałem.
Spojrzałem na zegarek. Sam byłem przerażony tym, że spałem do 13. Ale mogłem sobie na to pozwolić. W końcu dzisiaj miałem dzień wolnego.
Siedziałem na kanapie, jedząc jakieś płatki z mlekiem i oglądałem poranne wiadomości. Usłyszawszy jednak dźwięk telefonu, przyciszyłem telewizor, po czym odebrałem.
- Słucham?
- Cześć. Jesteś może w domu? - Usłyszawszy głos Yoongiego przypomniałem sobie, że ktoś taki w ogóle istnieje.
Przez ostatnie dni byłem tak zajęty Jungkookiem, że nie widziałem poza nim nikogo. Telefon Yoongiego jakoś od razu obudził we mnie myśl, że niedługo wraca. Trójka w naszym mieszkaniu to trochę za dużo zważywszy też na fakt, że Jungkook raczej nie ma z czego dołożyć się do czynszu. Musiałem się zastanowić, jak rozwiązać ten problem. Przecież nie każę mu wrócić do domu!
- Jestem - odpowiedziałem spokojnie, pakując do ust kolejną łyżkę śniadaniowych płatków.
- W takim razie mógłbyś otworzyć okno w moim pokoju? Chciałbym, żeby trochę się przewietrzyło zanim wrócę.
- Pewnie. O której będziesz?
- Za... Około cztery godziny.
Wymamrotałem ciche "dobrze" i rozłączyłem się. Wróciłem do jedzenia śniadania oraz oglądania telewizji.
Gdy miska po płatkach była już pusta, wstałem z miejsca. Zaniosłem ją do zmywarki. Będąc w kuchni wyjrzałem przez okno na ulicę.
Przeciągnąłem ramiona i głośno odetchnąłem. Potem oparłem się rękami o parapet, by przez następne kilka minut bezczynnie patrzeć, jak toczy się życie na ulicy.
Oderwałem się dopiero od okna dopiero, kiedy zobaczyłem, jak Jungkook z plecakiem wchodzi do bloku. Po dłuższej chwili już usłyszałem dźwięk otwieranych drzwi oraz dość ciche, z pozoru smutne: "Dzień dobry hyung!".
Przeszedłem do przedpokoju, by przywitać dongsaenga. Zanim jednak zdążyłem cokolwiek z sobie wydobyć, Jungkook podbiegł do mnie i mocno przytulił się do mojej piersi.
- Kookie, co się stało? - spytałem spokojnie. Nie mogłem się ruszyć. Jakbym nagle dostał jakiegoś paraliżu.
Chłopak mocno wtulił się w moje ciało, zaciskając dłonie na koszuli.
- Zostałem sam - szepnął. Jego głos niebezpiecznie drżał.
- Co? Jak to sam? O czym ty mówisz?
- Byłem dzisiaj w domu po książki. Nie mogłem czekać, aż się zbierzemy tam razem. Muszę mieć przecież z czego się uczyć. Poza tym nie chcę ciągle brać od ciebie ubrań. Twoje koszulki są na mnie za luźne...
- Jungkook, przejdź do konkretów - wciąłem mu się w zdanie. Usłyszałem jak chłopak przełyka głośno ślinę. Bierze głęboki oddech i dopiero po chwili kontynuuje mówienie.
- Zobaczyłem list. Zaadresowany do mnie. Ale był już otwarty, czyli ojciec go czytał. Była to wiadomość od mamy. Ona... zostaje w Chinach.
Nie potrafiłem wydobyć z siebie żadnego słowa. Stałem w miejscu, patrząc się w jeden punkt. Tak, jakbym na chwilę odłączył się od świata. Jakby nic, co wydarzyło się przez te kilka dni nie miało miejsca. Przed sobą widziałem tylko ciemność, która pochłaniała mnie z niewyobrażalną łatwością.
Nagle pojawił się Jungkook. Spadał w otchłań. Wyciągał do mnie ręce. Chciałem go złapać, ale nie mogłem. Nie sięgałem. Rzuciłem się w dół za chłopakiem...
- Seokjin?
Wróciłem do rzeczywistości. Miękki głos Kookiego ocucił mnie ze śnienia na jawie.
Lekko opuściłem głowę, by spojrzeć na twarz bruneta, który z bólem w oczach patrzył się prosto na mnie.
- Bardzo mi przykro - powiedziałem w końcu.
Poczułem, jak ręce Jungkooka mocniej obejmują moją talię. Wtedy sam oplotłem ręce na szyi chłopaka i wtuliłem go w siebie.
- Jungkook, nie jesteś sam. Przecież wiesz, że masz mnie. Mam być z tobą i cię kochać, pamiętasz? - wyszeptałem do jego ucha, wplątując jedną dłoń w ciemne włosy - ja zawsze będę z tobą.
Sam odniosłem wrażenie, jakby moje słowa były wielką deklaracją. Obiecałem go chronić. Obiecałem być z nim i kochać go. Na jak długo? Czy byłbym w stanie iść obok Jungkooka do końca swoich dni? Jeszcze dłużej?
- Dziękuję.
Staliśmy wtuleni w swoje ciała przez dobre kilka minut. Pierwszy puściłem chłopaka.
Popatrzyłem wtedy w jego ciemne tęczówki. Pełne bólu, wstydu, bezradności, w których tliła się mała iskierka nadziei. Usta wygięły się w nieszczerym uśmiechu, który próbował na sobie wymusić.
Uniosłem delikatnie podbródek Jungkooka i złożyłem na malinowych wargach czuły pocałunek.
Jeon obudził we mnie emocje, uczucia, których dawno nie odczuwałem. Z każdą chwilą spędzoną w towarzystwie chłopaka uświadamiałem sobie, jak pustym w środku człowiekiem byłem.
Po tym, jak wygrzebałem się ze swoich kłopotów przestałem wierzyć w to, że kiedykolwiek będę w stanie komuś zaufać, być przyjacielem, dawać miłość i tę miłość odbierać.
Powoli docierało do mnie, że to nie Jungkook mnie potrzebował, tylko ja jego.
Tak, jakby to on stał w centrum mojego małego wszechświata. Jakby był moim Słońcem, a ja Ziemią. Potrzebowałem go, by żyć.
Czułem, jakbym uzależnił się od Kookiego.
Potrzebowałem go do normalnego funkcjonowania.
Byłem jedynym, który chciał go chronić.
Potrzebowałem go, ponieważ kochałem.
- To ja powinienem ci podziękować - szepnąłem, kiedy po dłuższej chwili oderwałem swoje wargi od jego ust. Pogładziłem z czułością jego miękki policzek, na którym powoli zanikał siny ślad.
Widząc zdziwione spojrzenie Jungkooka, delikatnie uniosłem kąciki ust.
Zaskoczoną buzię Kookiego już po chwili okrasił malujący się uśmiech.
- Dzieciaku, jesteś mój. Jasne? Nie masz prawa przez to mówić, że jesteś sam. Yoongi co prawda dzisiaj wraca, ale nie będzie miał chyba problemu z tym, jeśli zostaniesz tutaj kilka dni. W tym czasie może znajdę nam jakieś mieszkanie.
- Mieszkanie? Hyung, ja nie mogę z tobą zamieszkać - wyrwał się, ściskając kurczowo moje ramię - nie mam nawet z czego opłacić czynszu - dodał, opuszczając z lekkim zażenowaniem głowę.
- Tym się nie przejmuj. Dopóki nie ukończysz liceum, pomogę ci - zadeklarowałem.
Może i było to trochę wredne, jednak mój tok myślenia podpowiadał mi, że to nawet dobrze, że mama Jungkooka została w Chinach. Dzięki temu chłopak będzie myślał o swojej przyszłości, a nie o teraźniejszości, w której zastał się razem z matką.
- Nie chcę słyszeć żadnego sprzeciwu, jasne? Musisz tylko ładnie napisać egzaminy.
Twarz Kookiego rozpromieniła się. Na usta wskoczył uroczy uśmiech, a oczy delikatnie przez to przymrużyły.
Takiego Jungkooka potrzebowałem. Małego słońca, które rozświetli pochmurny dzień.
Dlaczego więc czułem, jakbym wciąż spadał z nim w dół?
Chłopak kiwnął głową. Potem leciutko uniósł się na palcach, by złożyć na moim policzku delikatny pocałunek. Gdy to zrobił, ponownie się do mnie uśmiechnął, a potem jak myszka przemknął do salonu.
Dotknąłem opuszkami palców policzka, który przed chwilą pocałował. Nie odczułem wtedy nic, poza delikatnym powiewem.
Jakby pocałunek był motylem, który zanim usiadł na kwiatek, odleciał.
- Hyung? Chodź do mnie! - wołanie Kookiego rozniosło się po całym mieszkaniu. Jak obudzony z transu odwróciłem się, po czym dołączyłem do Jungkooka.
Od razu zapytałem, czy coś zjadł. Musiał mieć w końcu ciężki dzień w szkole. Po co ja a w ogóle pytałem... Oczywiście, że nie.
Nawet nie chciałem myśleć, ile czasu Jungkook chodził głodny. Codziennie tylko liczyłem na to, że chociaż rano je śniadanie i bierze jakieś jedzenie do szkoły. Chociaż nie widziałem, by jakiegokolwiek składniku w kuchni ubywało.
- Jemy dzisiaj bibimbap? - zaproponowałem. Chłopak ochoczo pokiwał głową. Ucieszony wstał z miejsca i w podskokach ruszył do kuchni. Stanął oparty tyłem o parapet dość sporego okna i spojrzał na mnie.
- Chyba nie zamierzasz mi pomóc? - Uniosłem brew do góry.
- Mogę pomóc we wszystkim tylko nie w gotowaniu. To niestety moja czarna dziura. - Jungkook zaśmiał się cicho. Westchnąłem jedynie i wyjąłem z lodówki kimchi, kiełki, olej sezamowy, sos sojowy, mięso. Stałem przy otwartych drzwiach, zastanawiając się nad kolejnym składnikiem, który moglibyśmy jeszcze dorzucić.
- On tu idzie...
Momentalnie odwróciłem się do Jungkooka, który przykleił się do okna. Gdy chłopak po chwili spojrzał na mnie, miał mokre od łez policzki.
- Hyung... - jego szept był przepełniony żałosnym strachem. Nie musiałem głupio pytać "kto?". Tylko jedna osoba potrafiła tak szybko zmienić Jungkookową radość i beztroskę w smutek oraz nienawiść.
Nie wiedziałem, co mam zrobić. Jak ten człowiek śmiał się tutaj pojawić?! Czy nie może już dać Jungkookowi spokój?! Nie ma jego matki, więc dlaczego wszystko musi przenieść na Kookiego?!
Czy ten człowiek nie ma wstydu?! Honoru?!
Ująłem nadgarstek chłopaka i szybko przemknąłem z nim do pokoju. Musiałem go chronić. Za każdą cenę.
Zanim jednak dotarliśmy do pokoju, drzwi wejściowe się uchyliły. Usłyszeliśmy huk, jakby coś upadło na ziemię i przekleństwo. Przerażony krzyknąłem, czując jak zaczynam się trząść. Jungkook zniknął za drzwiami mojego pokoju.
Mój oddech był tak szybki, że powoli nie nadążałem z nabieraniem do płuc powietrza. Zacisnąłem dłonie w pięści.
Stałem na środku pomieszczenia i tylko czekałem, aż przyjdzie. Słyszałem zbliżające się kroki. Z ciemnego korytarza nagle zaczęła wyłaniać się postać. Jak oszalały rzuciłem się na mężczyznę. Z całej siły pchnąłem na ścianę i przyszpiliłem go do niej, ściskając jego koszulkę na klatce piersiowej. Mężczyzna machnął ręką i wtedy zapaliło się światło
- Daj mu wreszcie święty spokój! - krzyknąłem. Dopiero po chwili, w pełnym świetle, zobaczyłem, że nie naskoczyłem na starego Jeona, a na Yoongiego, który w totalnym szoku nie potrafił wydobyć z siebie żadnego słowa.
- Y-Yoongi? - Patrzyłem na bladą twarz współlokatora. Niezwłocznie puściłem jego koszulkę. Dobiegłem do drzwi. Zamknąłem je na wszystkie zamki.
- Co w ciebie wstąpiło?! Jeśli ma to być jakiś żart, to bardzo kiepski. - Zielonowłosy przewrócił oczami. Poprawił swoją koszulkę.
Od razu do niego podszedłem. Przytknąłem dłoń do jego ust.
- Cicho. Posłuchaj. Jest u mnie Jungkook. Jego ojciec jest w szale i to tylko kwestia sekund, zanim tutaj wpadnie...
- Jin, na dole nikogo nie było. Nikt poza mną nie wchodził do budynku. - Yoongi odepchnął moją dłoń. Widocznie zdenerwowany mnie wyminął. Zakręcił się chwilę po pokoju, przy czym przeczesywał jasne włosy.
- Gdzie on jest? - spytał w pewnym momencie. Gdy zmarszczyłem brwi, westchnął.
- Jungkook. Gdzie jest ten twój cały Jungkook. - Wskazałem palcem mój pokój.
Yoongi bez wahania otworzył drzwi do moich czterech ścian. Zapalił światło. Rozejrzał się dookoła. Potem odwrócił do mnie.
- Seokjin... Tutaj nikogo nie ma.
Nie rozumiejąc sytuacji, sam wszedłem do swojego pokoju. Przecież Jungkook tutaj się ukrył. Zajrzałem do szafy, przeszedłem na drugą stronę łóżka, zajrzałem pod nie...
- Jungkook? - szepnąłem. Słone łzy zaczęły gromadzić się w kącikach moich oczu, a po chwili mimowolnie spływały po policzkach.
- Jungkook! - Jak w amoku zacząłem wywalać rzeczy z szafy licząc, że znajdę tam chłopaka. Gdy tam go jednak nie było, zacząłem chodzić po domu i wszędzie go szukać. Byłem już gotowy wybiec z mieszkania, jednak zanim dotarłem do drzwi, Yoongi złapał mnie w pasie i pociągnął. Straciłem przez to równowagę. Oboje wylądowaliśmy na ziemi. Zielonowłosy mocno trzymał mnie w pasie, przylegając do moich pleców.
Nic nie mówił. Po prostu mnie trzymał.
Co chwila wołałem Jungkooka. Mój żałosny krzyk przeplatał się z jeszcze bardziej żałosnym płaczem i szlochem.
[...]
Jungkooka nie było. 
Nie będzie go, nie ma go, nie było nigdy. Nie było jego ojca, nie było moich obietnic, nie było moich uczuć.
Nie było nic.
Ale czasem go jeszcze widziałem. Uśmiechał się do mnie z daleka. Machał. Nie wiem, czy na pożegnanie, czy na przywitanie. Potem znikał.
Gdy go nie widziałem, słyszałem jego głos. Mówił o moim agresywnym ojcu, o matce, która zostawiła mnie z nim samego, o Yoongim, który obiecywał, że będzie mnie chronił.
Czasami mówił niemiłe rzeczy. Wtedy go prosiłem, by przestał. I przestawał.
Dziękował, po czym milknął.
Chciałem go dotknąć. Chciałem przytulić. Powiedzieć, jak bardzo mi na nim zależy. Ale nie mogłem.
Jungkooka nie było.
Codziennie widziałem się z psychiatrą, który z uśmiechem przychodził do mojego białego pokoju z brzydką, niebieską taśmą w chmurkowe wzorki pod sufitem.
Gdybym tylko mógł, zrobiłbym remont. Od trzech miesięcy nie widziałem nic innego, poza tą brzydką taśmą.
Lekarz mnie pytał: jak często widzisz Jungkooka? Co mu wtedy powiedziałeś? Co czułeś, kiedy widziałeś jak ojciec go bije? Dlaczego mu pomogłeś?
Ja mu nic nie odpowiadałem. Dopiero tydzień temu zacząłem mu odpowiadać. On tylko słuchał.
Nie zwracał uwagi na to, ile razy przerywałem, by pociągnąć nosem. Nie przeszkadzało mu to, że co chwila wierciłem się na łóżku.
Słuchał.
Próbował oswoić mnie z myślą, że Jungkooka nie ma.
Nie chciałem mu wierzyć. Jak to nie ma, skoro ciągle go widzę?
Wtedy dawał mi kilka tabletek. Jungkook znikał. Na dobre.
Nie widziałem go i nie słyszałem.
Jungkooka nie było.
Był za to Yoongi.
Siedział na moim białym łóżku i głaskał moją głowę, którą ułożyłem na jego kolanach.
Po prostu był.
Często się do mnie uśmiechał.
Często mnie przytulał.
Często ze mną rozmawiał.
Jak kiedyś, kiedy jeszcze potrafiłem odwzajemnić jego wszystkie czułe gesty.
Obiecał, że będzie zawsze.
Obiecał, że będzie mnie chronił
Min Yoongi obietnicy dotrzymał.


[END]

^ Czy można to nazwać happy endem? To już zostawię do waszej oceny.
Ach, czy wspomniałam, że delikatną inspiracją dla mnie przy pisaniu tego opowiadania była drama "It's ok, it's love"? Nie? Ups.
Mam tylko nadzieję, że dobrze przekazałam to, o co mi chodziło. Miałam tyle myśli pisząc "Untrue", aż chyba sama się w nich pogubiłam xD
Jakoś się nakręciłam i szybko szło mi pisanie. Ach... Mam mieszane uczucia.
Troszkę mi serce łomocze.
Ach, bloggerze, co ty z moimi akapitami robisz?! -_- I hate U >.<

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Untrue - Rozdział II

Beautiful
~*~

Zacząłem wiercić się w miejscu, nerwowo skubałem paznokcie i kierowałem wzrok w każdy punkt, byleby tylko nie spojrzeć na twarz Jungkooka. Powoli zaczynałem żałować, że w ogóle zacząłem ten temat.
Powracanie do tamtych momentów było dla mnie bolesne. Samo myślenie o tym przyprawiało mnie o ból głowy i nerwowe pstrykanie palcami.
Poczułem jak zimny dreszcz przechodzi przez całe moje ciało.
- Przepraszam Jungkook, jednak nie potrafię o tym mówić - szepnąłem, zrezygnowany opuszczając głowę. Wlepiłem wzrok w swoje splecione dłonie, które ułożyłem między skrzyżowanymi nogami.
- Seokjin...
Kątem oka zobaczyłem, jak dongsaeng przysuwa się bliżej mnie, a po chwili poczułem jak chowa moje dłonie w swoje ciepłe i szczupłe ręce.
- W porządku. Jeśli nie chcesz o tym mówić, to cierpliwie poczekam na moment, w którym poczujesz taką potrzebę - powiedział spokojnym głosem.
Jego wyrozumiałość była wspaniałą cechą. Cieszyło mnie to, że potrafił uszanować moje uczucia.
  Delikatnie uniosłem swoje oraz Jungkooka ręce na wysokość ust i złożyłem delikatny pocałunek na wierzchu jego prawej dłoni. Mimo trudu jaki go spotkał, miał bardzo gładkie, zadbane ręce. Jego skóra była idealnie blada, miękka i przede wszystkim zdrowa. Nawet wszystkie siniaki, zadrapania i inne uszkodzenia nie odbierały mu urody. Jungkook był naprawdę młodym, przystojnym mężczyzną.
Małym chłopcem pewnie przestał być dawno temu. Czasami ukazuje się jego wewnętrzny dzieciak, jednak poprzez jego problemy musiał szybko dorosnąć. Zdecydowanie za szybko.
Uwolniłem jedną rękę z jego uścisku, by zaczesać niesforny kosmyk brązowych włosów, który wplątał mu się do oka.
Siedzieliśmy przez chwilę w milczeniu, po prostu patrząc się na siebie.
Osobiście mógłbym patrzeć na Jungkooka całe wieki. Na jego młodą buzię, chłopięce, ale wyrzeźbione ciało, które ukrywał pod warstwą dużych ubrań i przede wszystkim w ciemne oczy, które skrywały przede mną jeszcze wiele tajemnic.
- Hyung, opaliłeś się - powiedział w końcu, dotykając opuszkiem palca mojego czoła.
- Ja? Opaliłem? - Zdziwiony zmarszczyłem brwi, po czym odsunąłem się od Jeona kilkanaście centymetrów.
- Widzisz? Jesteś ciemniejszy - Jungkook przyłożył swoje przedramię do mojego.
- Faktycznie. Ach, to niedobrze... - mruknąłem. Ponownie sięgnąłem po pizzę i dokończyłem jeść kawałek, z którym męczyłem się przez poprzednie kilka minut.
- Jest okej, hyung. Dzięki temu twoja twarz nabrała kolorów. - Jungkook uśmiechnął się do mnie wesoło, samemu łapiąc włoski przysmak.
[...]
  Po kolacji kazałem Jungkookowi położyć się do łóżka. Było już dość późno, a nie chciałem, by zarywał nockę. Musiał w końcu porządnie wypocząć bez obawy o to, że w każdej chwili może wpaść do niego rozzłoszczony ojciec z paskiem.
Chciałem, by chociaż tutaj poczuł się bezpiecznie, bym był dla niego ostoją.
 Gdy uporałem się ze sprzątaniem po kolacji sam położyłem się do łóżka. Sprawdziłem jeszcze tylko swój harmonogram pracy, przejrzałem skrzynkę mailową na tablecie i w końcu przymknąłem powieki.
W nocy słyszałem jakiś szmer, który był wystarczająco głośny, by mnie obudzić. Otworzyłem oczy i przewróciłem się na drugi bok. Myślałem, że zejdę na zawał, kiedy obok siebie zobaczyłem Jungkooka. On jednak tylko spał. Przyklejony do drugiego brzegu łóżka, nawet nie okrył się kołdrą.
Westchnąłem cicho, po czym nasunąłem ciepłą pierzynkę na Jungkooka. Musiałem przysunąć się bliżej niego, by jedna kołdra okryła nas obu. To jednak nie stanowiło dla mnie żadnej przeszkody. Dla śpiącego w najlepsze Kookiego pewnie też nie. W końcu sam władował mi się do łóżka.
[...]
  - Jungkook? - wymamrotałem półprzytomnie imię młodszego. Nie czując go po drugiej stronie łóżka, zmieniłem pozycję z leżącej na siedzącą. Nigdzie go nie było.
- Kookie? - zawołałem jeszcze raz, przechodząc do pokoju Yoongiego, w którym pierwotnie miał spać Jeon. Zobaczyłem tam tylko idealnie zasłane łóżko niemalże tak, jakby nikt w nim nie spał. Rozejrzałem się po całym mieszkaniu, ale nigdzie nie znalazłem dongsaenga. Wróciłem do swojego pokoju, by wyciągnąć jakieś ubrania. Nadepnąłem po drodze na koszulkę i spodenki, które pożyczyłem wczoraj młodszemu. Złożyłem je i położyłem na komodzie, a sam wyjąłem z szafy czyste ubrania.
Przeszedłem do łazienki. Tam doprowadziłem się do porządku. Po porannej toalecie wziąłem kluczyki, portfel oraz telefon i poszedłem na zakupy, uzupełnić braki w lodówce.
  Chciałem wziąć tylko najpotrzebniejsze rzeczy, jednak mój plan szlag trafił, kiedy zatrzymałem się przy półce ze słodyczami. Nie pomyślałem o tym, by wziąć coś dla siebie, a dla Jungkooka. On bardzo lubił słodycze. Wziąłem więc batoniki marcepanowe w czekoladzie.
Przeszedłem do kasy samoobsługowej i w momencie, w którym odrywałem paragon, zadzwonił mój telefon. Wyjąłem go z kieszeni jesiennego płaszcza, po czym przyłożyłem do ucha.
- Słucham? - powiedziałem, przekładając reklamówkę z zakupami do lewej ręki.
- H-hyung... G-gdzie jeesteś? - Słowa co chwila przerywało pociągnięcie nosem.
- Kookie? Coś się stało? - zapytałem z rosnącym zdenerwowaniem - gdzie jesteś? Zaraz po ciebie przyjdę.
- Jestem pod twoim blokiem.
Rozłączyłem się i biegiem ruszyłem do domu. Na szczęście nie miałem daleko, dzięki czemu dość szybko znalazłem się pod budynkiem. Martwiłem się, że znowu coś stało się Kookiemu.
 Rozejrzałem się dookoła i w końcu dostrzegłem Jungkooka, który siedział na schodach, otulając się swoimi ramionami. Na mój widok Jungkook stanął na nogach i od razu podszedł.
Chłopak sprawiał wrażenie spokojnego, jednak w środku wiedziałem, że coś musiało się stać.
Nigdy nie zaniedbywał szkoły, starał się jak tylko mógł. Dlatego byłem bardzo zdziwiony, kiedy zobaczyłem go tutaj w żółto-czarnym mundurku. Do tego wszystkiego miał urwany guzik marynarki, poszarpany kołnierz koszuli.
Zdjąłem ze swoich ramion płaszcz i narzuciłem go na Jungkooka.
- Chodźmy do środka - powiedziałem. Objąłem młodszego ramieniem, po czym zaprowadziłem go do mieszkania.
- Dlaczego nie jesteś w szkole? Nie powinieneś zaniedbywać zajęć, kiedy jesteś w ostatniej klasie. - Zamknąłem za nami drzwi. Zdjąłem w przedsionku buty i położyłem je równo obok reszty wyjściowego obuwia.
Jungkook milczał. Grzecznie odwiesił mój płaszcz na wieszaku, po czym powoli poczłapał za mną do kuchni.
Położyłem reklamówkę z zakupami na blacie, a następnie zacząłem wypakowywać z niej zakupy.
- Hyung, pójdziemy dzisiaj do parku? Wieczorem? - spytał w końcu.
Spojrzałem na młodszego kolegę.
- Wybacz Kookie, ale dzisiaj mam drugą zmianę. O 17 muszę być w pracy - odpowiedziałem. Uśmiechnąłem się do chłopaka w przepraszający sposób. Ten tylko pokiwał głową w geście zrozumienia.
- Ale do tego czasu możemy porobić coś fajnego. Kupiłem karaoke na konsolę. Świetna zabawa. Yoongi ostatnio dorzucił też do niej kilka swoich ulubionych kawałków, więc jeśli będziesz miał ochotę... - przeciągnąłem. Popatrzyłem chwilę na Jungkooka, który uśmiechnął się do mnie delikatnie. Oderwałem od niego wzrok by umieścić na wysokiej półce cukier i miód.
- Lubię twoje mieszkanie. Jest w nim bardzo ciepło - powiedział Kookie.
Gdy tylko odstawiłem wszystkie produkty, powodziłem wzrokiem po mieszkaniu, by znaleźć Jungkooka. Dopiero po chwili znalazłem go na kanapie w salonie, jak przeglądał jeden z magazynów Yoongiego.
Ostrożnie usiadłem obok młodszego.
 - Też lubię koszykówkę. - Kookie przeniósł na mnie swoje duże, ciemne oczy. Uśmiechnąłem się do niego i lekko przechyliłem głowę.
- Gdy byłem w gimnazjum często grałem. Należałem nawet do klubu. Udało nam się wygrać nawet jakieś mistrzostwa. Zawsze chciałem być obrońcą, ale trener pchał mnie atak. Po pewnym czasie to polubiłem, ale graliśmy raz taki mecz... - Jungkook dalej kontynuował opowiadanie o swoim zainteresowaniu. Ja jedynie usiadłem bokiem do niego, oparłem rękę na oparciu kanapy, a policzek na dłoni i po prostu przyglądałem się chłopakowi, który z każdym kolejnym słowem ekscytował się coraz bardziej. Jego oczy zaczęły błyszczeć, a usta ani na chwilę się nie zamknęły, a jedynie wygięły w uroczym, niewinnym uśmiechu.
  Lubiłem tego dzieciaka. Czułem się naprawdę szczęśliwy, że Jungkook pojawił się w moim życiu. Nie do końca wiedziałem jak mocno on mnie uszczęśliwia, jednak byłem pewny, że gdyby tylko został ze mną na zawsze, nie potrzebowałbym niczego więcej.
 W pewnym momencie chłopak machnął rękami, strącając na ziemię magazyn, który trzymał na kolanach. Gdy schylił się, żeby go podnieść, dostrzegłem coś co mnie zaniepokoiło.
- Jungkookie, co to jest? - Delikatnie odchyliłem poszarpany kołnierz jego białej koszuli.
- Ślady zębów? Malinka?
Jungkook jak oparzony podniósł się z miejsca i położył dłoń na swojej szyi, by zakryć rany.
- N-nie... Znaczy...
- Przecież widzę. Co się stało? - Sam stanąłem na równe nogi.
- Mam dziewczynę. To ona mnie tak ugryzła - powiedział. W jego głosie było słychać powątpiewanie. Do tego błądził wzrokiem wszędzie, nie potrafił na mnie spojrzeć, co również nie oddawało wiarygodności jego tłumaczeniu.
- Mhm, a tutaj jedzie mi czołg. Kookie, powiedz mi prawdę. Przecież wiesz, że ci pomogę. - Zbliżyłem się powoli do chłopaka. Gdy Jungkook pozwolił mi wejść w swoją strefę osobistą, złapałem jego nadgarstki i przyciągnąłem dłonie do swojej klatki piersiowej.
Chłopak w końcu uniósł głowę. Spojrzał prosto w moje oczy. Westchnął.
- Rano wróciłem do domu, żeby się przebrać. Gdy już miałem wychodzić, ojciec właśnie wrócił z pracy. Był zły, że mama pojechała na tę prezentację. Zaczął coś krzyczeć, że dawno "nie zaliczył". Kazał mi się rozebrać. Chciałem uciec, ale przygniótł mnie do ściany... - Jungkook przełknął głośno ślinę, opuszczając z zawstydzeniem głowę.
Nie zmuszałem go, by kontynuował. Resztę mogłem sobie dopowiedzieć sam.
- Ale nie zrobił ci nic więcej? - spytałem. Ująłem jego obie rączki w swoją dłoń, a drugą uniosłem delikatnie podbródek Jungkooka.
W jego oczach szkliły się łzy, jednak ten dzielnie nie pozwalał im spłynąć. Pokręcił przecząco głową.
- Wykorzystałem moment, kiedy odpinał pasek. Złapałem tylko ubrania i uciekłem z domu. Dlatego nie poszedłem do szkoły. Nie wiedziałem, co mam zrobić. Byłeś pierwszą osobą, o której pomyślałem - odpowiedział. Mogłem już odnaleźć odrobinę spokoju w jego głosie.
Bez wahania puściłem ręce chłopaka i zamknąłem go w swoich ramionach.
- Nie pozwolę ci tam wrócić - szepnąłem, dociskając Kookiego do siebie.
- Przecież on teraz mógł naprawdę zrobić ci krzywdę i największe świństwo na świecie...
Poczułem jak dłonie Jungkooka lekko gładzą moje plecy.
- Zostaniesz tutaj, dobrze? Dopóki nie wróci twoja mama... Potem coś wymyślimy. Jutro rano, kiedy nie będzie twojego ojca pójdziemy do ciebie po ubrania i książki. W porządku? - Chłopak pokiwał głową i szepnął ciche "tak".
- Dziękuję hyung.
[...]
  Musiałem zostawić Jungkooka samego w moim mieszkaniu. Było mi trochę przykro z tego powodu, jednak nie mogłem zaniedbać swojej pracy.
Po śpiewaniu na domowym karaoke z Kookiem, zaczęło boleć mnie gardło. Wychwyciła to nawet jedna z klientek, która co wieczór zaglądała do naszej kawiarni na swoją ulubioną kawę.
Niecierpliwie zniosłem te godziny pracy. W końcu jednak mogłem wyjść. Zadowolony opuściłem lokal i ruszyłem w stronę domu.
Przyjemnie wracało się po pracy z myślą, że ktoś jednak na mnie czekał. A czekał na mnie nie byle kto, bo mój uroczy Jeon Jungkook.
  Byłem już w okolicy swojego bloku. Jak zwykle przechodziło tędy dwoje ludzi na krzyż. Ruchu tutaj nigdy nie było.
Przed wejściem do bloku dostrzegłem jednak dwie sylwetki. Jedną wysoką, męską, drugą mniejszą.
Po chwili rozniósł się uniesiony ton. Wyższy złapał mniejszego za ubranie. Potrząsnął nim i rzucił na ziemię bez większego problemu.
Niesiony heroiczną postawą ruszyłem w ich kierunku. Zacząłem biec zdecydowanie szybciej, kiedy dotarło do mnie, że ta biedna, kuląca się na ziemi ze strachu istotka to mój Kookie.
Mężczyzna nie szczędził mocnych kopniaków w kierunku leżącego chłopaka.
Jak tylko dotarłem do nich, od razu odciągnąłem mężczyznę od Jungkooka.
Ten oczywiście nie dawał za wygraną. Z jadem w oczach spojrzał na mnie i złapał za koszulkę. Zrobiłem to samo.
- I po co się wtrącasz?! To normalna pogadanka ojca z synem - burknął rozzłoszczony do granic możliwości mężczyzna. Jungkook powoli podniósł się z ziemi. Próbował odciągnąć ręce swojego ojca ode mnie, jednak bezskutecznie.
- Nie widzę w tym nic normalnego - powiedziałem. Mocniej ścisnąłem jego koszulkę, niestety za to przepłaciłem mocnym uderzeniem w brzuch. Mężczyzna spojrzał jeszcze raz na Jungkooka. Sam kątem oka dostrzegłem to, że chłopak miał mokre policzki od płaczu i zaczął błagać ojca, by nie robił mi krzywdy. Wtedy ten zamachnął się by ponownie mnie uderzyć, jednak w odpowiednim momencie powstrzymałem jego rękę, łapiąc szczelnie nadgarstek.
Wymierzyłem nieporadnie cios w podbrzusze. Mężczyzna z pewnością to odczuł, bo przez moment się nie ruszył.
- Jungkook, idź do domu - rozkazałem.
- A-ale hyuuung... - wymamrotał przez płacz. W tym samym momencie poczułem, jak mężczyzna uwalnia ręce z uścisku. Nie zrobił jednak nic niepokojącego. Cofnął się jedynie o krok.
- Jak wrócisz, to poważnie się tobą zajmę - wskazał palcem Jungkooka, który teraz zmrużył oczy i stanął za moim ramieniem.
- A ty - wskazał na mnie - nie myśl sobie, że ujdzie ci to wszystko płazem.
Nieco chwiejnym krokiem, mężczyzna oddalił się. Patrzyłem na plecy starego Jeona.
  Po chwili poczułem jak Jungkook opiera swoje czoło o moje plecy. Natychmiast się odwróciłem. Złapałem chłopaka za rękę i zaprowadziłem do mieszkania.
- Dlaczego wyszedłeś z domu? - spytałem, zdejmując buty.
- Chciałem tylko zrobić ci niespodziankę i odebrać cię z pracy... Nie wiedziałem, że on tu będzie - powiedział drżącym głosem.
Nawet nie ułożyłem butów. Od razu podszedłem do Jungkooka i spojrzałem na jego twarz. Miał świeże zadrapanie na brodzie.
- Nie mogę pozwolić, żeby to się znowu powtórzyło! - Wściekły sam na siebie zrzuciłem płaszcz na podłogę i wszedłem do salonu. Przeczesałem włosy. Stanąłem przy oknie, kładąc ręce na biodrach.
- Hyung, nie złość się. Proszę... Ja naprawdę... Ja naprawdę... Ja... Ja mu kiedyś... Ja go kiedyś... - Jungkook przez swoje roztrzęsienie nie potrafił nic powiedzieć. Spojrzałem jedynie na jego odbicie w szybie.
- Dzwonię na policję - wycedziłem przez zęby. Wróciłem się do korytarza i z płaszcza wyjąłem telefon.
- Nie! Seokjin, proszę nie! - Jungkook dobiegł do mnie i objął mnie od tył, uniemożliwiając tym samym poruszanie rękami, które były opuszczone wzdłuż tułowia.
- Co nie? Jak to nie? Naprawdę chcesz już kopnąć w kalendarz? - Nie zważając na słowa młodszego, wystukałem palcami jednej dłoni numer posterunku policji na ekranie telefonu.
- Hyung! Proszę!
- Rozumiesz, że nie chcę, żeby ten bydlak cię krzywdził?! Nie chcę! Nie chcę, żebyś przez niego zrujnował sobie życie! Nie chcę, żebyś żył w ciągłym strachu! - wykrzyczałem, odwracając się do Jungkooka twarzą. Szatyn w szoku patrzył w moje oczy, z których co chwila spływała kolejna, świeża, słona kropelka.
W złości rzuciłem telefonem o ścianę i z bezradności usiadłem na zimnej posadzce. Schowałem twarz w dłoniach.
- Póki on jest na wolności, nie będziesz szczęśliwy. Nie zasługujesz na to życie, na takie traktowanie - powiedziałem nieco spokojniej. Pociągnąłem nosem.
- Dlaczego nie pozwalasz mi się w pełni chronić - wyszeptałem. Zacisnąłem mocno zęby.
- Hyung... - usłyszałem anielski głos Jungkooka, który już po chwili klęknął przede mną i ujął moją twarz w dłonie. Uniosłem lekko wzrok, by na niego spojrzeć, jednak nim zdążyłem cokolwiek powiedzieć, Jungkook złożył pocałunek na moich ustach. Był on taki niewinny, subtelny, delikatny jak muśnięcie motyla.
- Przy tobie czuję się najbezpieczniej na świecie. Nie musisz robić nic innego. Po prostu ze mną bądź i mnie kochaj. - Młodszy otarł kciukami moje policzki.
  Patrzyłem prosto w oczy Jungkooka, nie mogąc wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Dopiero po chwili zdjąłem ze swoich policzków jego dłonie i przyłożyłem do ust. Musnąłem je delikatnie.
Chłopak uśmiechnął się do mnie w uroczy, pocieszający sposób.
- Będziesz mnie kochał, hyung? - spytał.
- Będę - odpowiedziałem szeptem. Przyłożyłem dłonie Jungkooka do czoła.
Chwilę trwaliśmy w bezruchu, jednak siedząc w tej pozycji odczuwałem duży dyskomfort. Puściłem ręce Kookiego, po czym podniosłem się z miejsca. Przetarłem dłońmi twarz.
- Hyung.- Na zawołanie Jungkooka odwróciłem się do niego twarzą.
- Uśmiechnij się do mnie.
Chłopak sam posłał mi uśmiech tak szeroki, że mogłem zobaczyć jego wszystkie, białe ząbki. Nie miałem jednak siły się uśmiechać. Wciąż byłem zły i zszokowany dzisiejszymi wydarzeniami.
Kookie położył chude palce na kącikach moich ust i uniósł je, wyginając wargi w wymuszonym uśmiechu. Nie mogłem jednak odmówić mu tego gestu, więc sam się uśmiechnąłem.
  - Jestem głodny - powiedziałem po chwili.
Jungkook w podskokach ruszył do kuchni, a ja spokojnie poszedłem za nim.
- Zrobisz zupę z wodorostów? - zapytał, opierając się tyłem o parapet w kuchni.
- Trochę długo się ją gotuje... Co powiesz na omlety? - zaproponowałem. Jungkook od razu pokiwał zgodnie głową.
- Tylko nie przedobrzyj znowu z olejem sezamowym. No naprawdę, ile możesz go dodawać? - Kookie cicho zachichotał.
- Olej sezamowy jest bardzo dobry! Nie ma czegoś takiego jak przedobrzyć z olejem sezamowym - nadąłem policzki. Wyjąłem z lodówki mleko oraz jajka, jednak zanim zacząłem przygotowywać ciasto, sięgnąłem po apteczkę. Przesunąłem ją w kierunku Jungkooka.
- Poradzisz sobie z tą raną, prawda? - przyłożyłem palec do swojej brody. Młodszy pokiwał zgodnie głową. Podczas gdy on nasączał gazik wodą utlenioną, ja zająłem się szykowaniem jedzenia.
Całkowicie pogrążyłem się w myślach. Chociaż teraz mogłem pozbierać je do kupy.
Mam kochać Jungkooka. To brzmiało jak rozkaz. Nie mogłem jednak ukryć tego, że ten przeklęty dzieciak skradł moje serce już jakiś czas temu. To normalne, że potrzebował miłości. Każdy jej potrzebuje.
Pomyślałem wtedy, że dzielenie się tym uczuciem z Kookiem będzie naprawdę przyjemne. Mimo tych wszystkich i jego, i moich problemów.
  Zerknąłem kątem oka na szatyna, który próbował dokładnie przymierzyć plaster do rany. Odłożyłem na bok miskę i podszedłem do Jungkooka.
- Daj - powiedziałem. Spokojnie nakleiłem zielony plasterek z misiami na brodę Kookiego. Cały czas czułem na sobie wzrok młodszego. Przyglądał mi się tak, jakby chciał zapamiętać każdy, najdrobniejszy szczegół mojej twarzy.
Gdy plaster już został przyklejony, Jungkook przejechał opuszkiem palca po moim lewym policzku.
- Jesteś piękny, hyung - szepnął z uśmiechem.
- Naprawdę musisz być głodny, skoro wygadujesz już takie głupoty. - Zaśmiałem się cicho. Potem z  czułością ucałowałem czubek jego nosa. Jungkook zmarszczył nosek i cicho zachichotał. Odsunął się ode mnie na krok dopiero, kiedy ktoś zapukał do drzwi.
- Spodziewasz się kogoś? - spytał.


~*~

wtorek, 9 sierpnia 2016

Untrue - Rozdział I

Rain
~*~

      - Seokjin, podejdź proszę do tamtego stolika. - Noona wskazała skinieniem głowy miejsce, które zajęła para w podeszłym wieku.
- Już idę - powiedziałem, wyciągając z kieszeni ciemnego fartuszka mały notesik z długopisem. Wziąłem głęboki oddech. Mimowolnie uniosłem kąciki ust i z przybranym, firmowym uśmiechem ruszyłem obsłużyć klientów.
- Dzień dobry. Nazywam się Kim Seokjin, będę państwa obsługiwać. Czy mogę przyjąć państwa zamówienie?
Starsza kobieta przewróciła kartę małego menu. Szybko jednak całkowicie je zamknęła.
- Poproszę herbatę jaśminową i bułeczkę ananasową. - Kiwnąłem zgodnie głową, przenosząc wzrok na jej towarzysza.
- Dwa razy - powiedział.
- Dziękuję. Przyniosę państwa zamówienie jak tylko będzie gotowe. - Skłoniłem się delikatnie przed klientami, po czym odwróciłem i skierowałem kroki za ladę, by przygotować herbatę.
- Coś się stało? Nie wyglądasz dzisiaj najlepiej.
Spojrzałem na współpracowniczkę. Wzruszyłem ramionami.
- Po prostu nie śpię ostatnio najlepiej. Sąsiedzi od samego rana remontują pokój, bo niedługo ma się im urodzić dziecko. Prawdopodobnie nie będę się wysypiał przez następne 4 lata. Do tego Yoongi myszkuje całe noce i często mnie budzi - odpowiedziałem, podkładając pod ekspres porcelanowy imbryczek. Nacisnąłem na panelu odpowiedni przycisk i już po chwili naczynie powoli napełniało się wodą o odpowiedniej dla zielonej herbaty temperaturą.
- A ty tylko narzekasz! Yoongi wczoraj wyjechał, prawda? Więc będziesz miał tydzień spokoju. - Noona uśmiechnęła się do mnie i w pocieszający sposób szturchnęła biodrem. W odpowiedzi burknąłem jedynie ciche 'ehm'.
Z Yoongim wynajmowałem mieszkanie. To nie tak, że go nie lubiłem czy coś... Jako współlokatorzy dogadywaliśmy się naprawdę dobrze. Jedynym problemem było to, że Min prowadził zupełnie inny tryb życia od mojego. O ile ja sapałem w nocy i wstawałem rano, o tyle Yoongi wstawał wieczorem i kładł się wraz ze wschodem słońca.
Na moje szczęście, on niedługo prawdopodobnie opuści mieszkanie. Wtedy będę miał spokój cały czas!
Nie licząc oczywiście tego dzieciaka, co ma się sąsiadom urodzić. Ich kłótnie i zabawowe noce słychać przez ściany, a co dopiero płacz głośnego niemowlaka? Na samą myśl dostawałem migreny.
  Nabrałem na szpatułkę odpowiednią ilość herbaty i wsypałem do wody. Wymieszałem łyżeczką, po czym przykryłem imbryczek i, jak nakazuje koreański zwyczaj, obróciłem nim kilka razy.
Wziąłem dwa talerzyki, na których położyłem ananasowe bułki. Wszystko ułożyłem na tacce, dokładając filiżanki oraz łyżeczki i zaniosłem zamówienie klientom.
Po podaniu im wszystkiego ukłoniłem się. Dostrzegłem mojego zmiennika, który był już gotowy do pracy.
Wróciwszy z powrotem za ladę zdjąłem fartuszek i przeszedłem na zaplecze. Tam odłożyłem wszystkie rzeczy, które były mi potrzebne w pracy.
Na swojej półce położyłem, jak codziennie, złożony fartuszek, białą, firmową koszulę, muszkę a na samą górę notes. Narzuciłem na ramiona swoją ulubioną, pudrową bluzę. Wyjąłem z niebiesko-białego plecaka telefon wraz ze słuchawkami. Wsunąłem obie do uszu i opuściłem kawiarnię, wcześniej żegnając się ze współpracownikami.
Wyszedłszy na zewnątrz od razu poczułem chłód jesiennego wiatru.
Wsunąłem dłonie do kieszeni czarnych spodni i powoli ruszyłem w kierunku swojego mieszkania.
  Na ulicy nie było żywej duszy. Trochę mnie to zdziwiło, gdyż nie było wcale późno. Dochodziła dopiero 19.
Słuchając ulubionej piosenki szedłem blisko latarni, by unikać zaciemnionych miejsc. Późną jesienią szybko robiło się ciemno.
Nie bałem się ciemności, jednak wolałem widzieć jak idę i czy przypadkiem nie wejdę w dziurę. Szczególnie, że teraz zmieniają kostkę na chodniku, przez co cała ulica jest rozkopana.
Uniosłem głowę i spojrzałem przed siebie. Dostrzegłem postać, która ociężale, powoli wychodziła z bocznej uliczki.
- Kookie! - zawołałem. Zerwałem się z miejsca i pobiegłem kilkadziesiąt metrów, by dogonić młodszego kolegę. Złapałem go za ramię, jednocześnie zmuszając, by się zatrzymał. Gdy Jungkook stanął w miejscu, oparłem dłonie na kolanach i lekko się skłoniłem, starając się złapać oddech.
- Musisz popracować nad kondycją, hyung - powiedział swoim chłopięcym głosem - dyszysz jakbyś przebiegł maraton.
- Starzeję się - wysapałem.
Po unormowaniu oddechu wyprostowałem się i spojrzałem na Jungkooka. Ostrożnie zdjąłem z jego głowy szary kaptur, wystający spod zielonej kurtki.
- Nie uważasz, że to zaszło za daleko? - zapytałem, delikatnie obejmując policzki Kookiego i przyglądając się jego twarzy. Wyglądała jakby stu mężczyzn zdeptało biednego Jungkooka, a potem jeszcze rzucili pod galop wściekłych koni. Nie chciałem wyglądać na przestraszonego, w końcu byłem dla niego odważnym i męskim hyungiem, ale prawda była taka, że w środku bałem się jak cholera. Bałem się o młodszego kolegę. To w końcu nie pierwszy raz, kiedy widzę go w opłakanym stanie. Nie chciałem, żeby działa mu się krzywda.
Wcześniej przymykałem na to oko. Dla własnej wygody po prostu nie chciałem widzieć problemu. Teraz jednak Kookie wyglądał o wiele gorzej. Nie było to jedno zadrapanie, jeden siniak. Miał opuchniętą buzię, rozciętą wargę z zaschniętą już krwią, ogromnego siniaka na lewym oczodole, sine ślady dłoni na ramionach i szyi po szarpanine.
- On cię przecież w końcu zabije - szepnąłem.
- Nie hyung, nie martw się. On normalnie taki nie jest. - Chłopak próbował tłumaczyć swojego ojca. Znałem jednak doskonale te sztuczki, te wszystkie usprawiedliwienia i tłumaczenia.
- Byłeś z tym w szpitalu?
- Byłem. Niedługo się zagoi.
- Kłamiesz. - Zmarszczyłem brwi. Puściłem policzki Jungkooka, by przypadkiem nie sprawić mu bólu.
- A-ale to naprawdę nic! Zagoi się - przekonywał. Westchnąłem głośno i przymknąłem na chwilę oczy.
- Jadłeś dzisiaj coś porządnego?
Kookie oczywiście odpowiedział twierdząco.
- Pewnie, że nie jadłeś. Chodź. - Skinąłem głową, po czym ruszyłem z miejsca. Jungkook posłusznie poszedł za mną, by po chwili człapać tuż obok.
  Nie chciałem wypytywać już dongsaenga o to, co było powodem, że ojciec znowu go zlał. Chciałem, by przy mnie mógł oderwać się od tych wszystkich przykrych doświadczeń. Chociaż może niekoniecznie było to dobre?
Kto wie, ile bólu i cierpienia musi kryć w sobie Junkgook. Może potrzebuje z kimś jednak o tym porozmawiać?
Po chwili spaceru doszliśmy do bloku. Windą wjechaliśmy na 5 piętro i gdy dotarliśmy do mieszkania, wpuściłem Jungkooka przodem.
- Yoongiego hyunga nie ma? - zapytał, zdejmując czarne martensy.
- Wyjechał do kolegi do Busan. Przez tydzień będę tutaj sam.
- Szkoda, liczyłem, że w końcu go poznam. - Kookie westchnął. Skierował kroki do kuchni i poczęstował się białym winogrono. Sam po chwili dołączyłem do niego. Otworzyłem lodówkę, z której wyjąłem butelkę truskawkowej wody. Podałem ją koledze.
Oparłem się tyłem o blat. Jungkook coś mówił, jednak nie docierały do mnie jego słowa.
Skierowałem swój wzrok na półkę, na której powinna znajdować się mała paczka od kuriera.
- Przepraszam, pozwól, że zadzwonię do Yoongiego, dobrze? W tym czasie zastanów się co byś zjadł. - Posłałem brunetowi ciepły uśmiech. Sięgnąłem po telefon i od razu zadzwoniłem do Sugi.
- Cześć Jin, coś się stało? - Usłyszałem w słuchawce.
- Nie, wszystko w porządku. Mam tylko pytanie: wczoraj, jak odjeżdżałeś, kurier przyniósł dla mnie przesyłkę. Chciałem ją w końcu otworzyć, ale nie ma jej tam, gdzie ją zostawiłem. Nie wiesz może gdzie jest?
- Mmm... Nie widziałem żadnej przesyłki.
- Musiałeś ją widzieć. To nie była aż taka mała paczka.
- Serio mówię, nie widziałem! Sorry, ale nie mogę teraz rozmawiać. Poszukaj dokładnie tej paczki, bo naprawdę jej nie widziałem. - Po tych słowach usłyszałem jedynie sygnał zakończonego połączenia.
- Kretyn - mruknąłem pod nosem.
Byłem pewny, że Yoongi schował gdzieś tę paczkę, albo ją otworzył i coś się stało... W każdym razie na pewno coś z nią zrobił. Bo kto inny?
Położyłem telefon na parapecie i odwróciłem się.
- Jungkook? - Byłem szczerze zdziwiony, nie widząc chłopaka w kuchni. Przecież przed chwilą tu był...
- Jestem w twoim pokoju, hyung!
Na wołanie chłopaka odetchnąłem.
- Więc? Na co masz ochotę? - zapytałem w końcu, podchodząc ponownie do lodówki.
- Cokolwiek. Chociaż tak szczerze, to mam ochotę na pizzę.
- Rozumiem, że ja stawiam?
- Nie mam portfela.
Uśmiechnąłem się pod nosem na jego słowa. Zadzwoniłem do ulubionej pizzerii i złożyłem zamówienie na największą pizzę jaką mieli. Z kurczakiem. Bo Jungkook lubił.
  Po zakończeniu rozmowy poszedłem do swojego pokoju. Oparłem się bokiem o futrynę, przyglądając jak młodszy kolega leży na łóżku i gra na moim tablecie w mahjong.
- Co było w tej paczce?
- Hm? - Uniosłem w zdziwieniu brwi.
- No... w tej paczce, o którą pytałeś Yoongiego.
- Nieładnie tak podsłuchiwać, wiesz? - Zaśmiałem się cicho.
Podszedłem do łóżka i usiadłem na brzegu. Jungkook od razu zmienił pozycję. Ułożył głowę na moich kolanach, przy czym uniósł tablet na wysokość swoich oczu, by móc kontynuować grę. Oparłem ręce na materacu za plecami, jednak po chwili jedną z nich głaskałem głowę Kookiego.
- Nie wiem - odpowiedziałem, zatrzymując wzrok na bliżej nieokreślonym punkcie.  - Nie przypominam sobie, bym cokolwiek zamawiał. Może to jakiś prezent? Może ktoś pomylił adres?
- Może bomba? - Kookie zaśmiał się. Sam cicho parsknąłem śmiechem.
Nie wiem jak Jungkook to robił, ale był jedną osobą na świecie, która potrafiła mnie rozbawić i poprawić nastrój. Być może dlatego, że łączyło nas więcej, niż dongsaeng podejrzewał?
Opadłem plecami na łóżko. Jungkook dopiero po chwili przesunął się tak, by wygodnie oprzeć głowę o moją klatkę piersiową.
Ponownie zacząłem głaskać jego głowę. Leżeliśmy dłuższy moment w tych pozycjach, bez słowa. Ja patrzyłem w biały sufit, a Kookie całkowicie zatracił się w grze.
- Dlaczego nie uciekniesz z domu? - spytałem w końcu.
Usłyszałem jak młodszy z trudem przełyka ślinę. Przerwał swoją grę i odłożył tablet obok.
- To nie wchodzi w grę. Gdybym uciekł, zostawiłbym matkę samą, a tylko ja mogę ją ochronić.
- No dobra, ale kto ochroni ciebie? Nie możesz się ciągle narażać i nosić na barkach cały ciężar. Twój ojciec dostanie jeszcze kilka takich ataków agresji i to naprawdę może się skończyć tragicznie. Zdecydowanie powinniście z matką opuścić ten dom.
- Co ty możesz o tym wiedzieć, hyung?! - Jungkook uniósł się do pozycji półleżącej i spojrzał na mnie. Sam lekko uniosłem się na łokciach.
- Ojciec wraca z pracy i nawet źle złożony koc potrafi sprawić, że uderzy mamę. Wiesz co wczoraj zrobił?! - kontynuował uniesionym i jednocześnie łamiącym się głosem - Uderzył mamę skórzanym paskiem. Gdy wróciłem do domu z zakupów zobaczyłem jak mama siedzi w kącie, cała czerwona i opuchnięta, miała kilka dużych, rozdartych ran na ciele. Ojciec stał nad nią i zbierał się do tego, by znowu ją uderzyć. Ale go powstrzymałem. - Kookie na chwilę się zawiesił. Przymknął oczy i zacisnął usta w wąską linię. Pociągnął nosem.
- I przeniósł się na ciebie? - Patrzyłem uważnie na twarz Jungkooka. Chłopak teraz sprawiał wrażenie, jakby wszystko co skrywał w sobie do tej pory wypłynęło, jak tylko zaczął opowiadać, co stało się wczoraj. Wcześniej nie mówił o tym w tak otwarty i szczegółowy sposób.
Niestety z ludźmi jest jak z dzbankiem. Jeśli nalewa się do niego ciągle wody, dzbanek  w końcu pęknie, a cała woda się wyleje. Z Kookiem i jego uczuciami, doświadczeniami było tak samo.
  Słone łzy spływały po jego policzkach. Jak deszcz kończący swoją drogę wsiąkając w ziemię, tak jego łzy wsiąkały w białą pościel.
Chłopak położył jedną dłoń na klatce piersiowej i ścisnął w palcach swoją białą koszulkę.
- Hyung... Ja nigdy nie widziałem go w takim szale... - wycedził, po każdym słowie łapiąc do płuc powietrze, którego w tym momencie mu zabrakło.
Przysunąłem się do bruneta i mocno go przytuliłem. Jeon wtulił twarz w mój obojczyk. Po chwili poczułem, jak nerwowo ściska materiał mojej bluzy.
Nie mogłem pozwolić, by działa mu się krzywda. Nie jemu. Nie temu roztrzepanemu, uroczemu Jeonowi Jungkookowi.
Chłopak się wiercił, płakał tak mocno, aż mi samemu łzy stanęły w oczach. Jego głośny lament co chwila przerywały jakieś słowa, ale Jungkook nie był w stanie ich dokończyć. Poczułem ogromny ciężar na sercu. Tak, jakby ktoś przyczepił do niego ogromny kamień.
Jedyne co mogłem wtedy zrobić, to po prostu go nie puszczać. Spokojnie głaskałem jego głowę oraz kark, powstrzymując się od wybuchu emocji. Zacisnąłem wargi.
  Gdy po dłuższej chwili Jungkook się uspokoił, puściłem go z uścisku. Otarłem kciukami jego łzy i z czułością złożyłem na czole delikatny pocałunek, po cichu licząc na to, że choć odrobina czułości zadziała jak malutki plasterek.
Oparłem swoje czoło o jego, gładząc delikatnie dłońmi jego policzki.
- Pomogę ci, Jungkook. Jeszcze nie wiem co zrobię, ale obiecuję, że nie zostawię cię w tej sytuacji samego - wyszeptałem.
Oderwałem się do bruneta i spojrzałem w jego czerwone od płaczu oczy. Ten jedynie kiwnął głową, po czym sam się we mnie wtulił.
- Będzie dobrze, jeśli dzisiaj przenocujesz tutaj. Jeśli chcesz, możemy też tu ściągnąć twoją mamę. Póki nie ma Yoongiego, jest miejsce do spania.
- Ojciec dzisiaj pracuje w nocy, a kiedy wróci, mama wyjeżdża na pięć dni do Hong Kongu na jakieś szkolenia. Pewnie właśnie o to się wkurzył. - odrzekł.
- To chociaż ty zostań.
W odpowiedzi dostałem jedynie ciche 'mhm'. Chciałem już puścić Jungkooka, jednak ten mi na to nie pozwolił.
- Hyung... Możemy tak chwilę poleżeć? - spytał. Bez słowa położyłem się z powrotem na plecach, przytulając do swojego boku dziewiętnastolatka.
  Leżąc w ten sposób, zacząłem myśleć o wielu sprawach. Jednak wszystkie myśli i tak kończyły się na Jungkooku.
Przede wszystkim, poznałem go pół roku temu na przystanku. Zaczęliśmy ze sobą pisać, potem rozmawiać, aż w końcu wychodzić razem na miasto. Początkowo nie wiedziałem, że chłopak prawie codziennie przeżywa w domu piekło. Dopiero dwa miesiące temu, kiedy spotkaliśmy się w celu odwiedzenia księgarni, powiedział mi co się dzieje w jego domu. Mówił jednak o tym w taki sposób, jakby była to dla niego bułka z masłem. Wielokrotnie przekonywał, że panuje nad sytuacją. Jak się okazało: niekoniecznie...
  Minęło z dobrych kilka minut naszego bezczynnego leżenia. Zacząłem się zastanawiać, czy Kookie przypadkiem nie usnął, gdyż jego oddech był równy i płytki.
- Kookie? - Chłopiec uniósł głowę, by popatrzeć na mnie swoimi dużymi, brązowymi oczami.
- Myślałem, że już śpisz. - Uśmiechnąłem się do młodszego.
Ten pokręcił przecząco głową.
Ostrożnie podniosłem się do pozycji siedzącej. Przetarłem dłońmi twarz.
- Chcesz wziąć prysznic? Dam ci ubrania na zmianę. - Wstałem z miejsca, po czym podszedłem do szafy z ubraniami. Wyciągnąłem niebieski t-shirt oraz szare, luźne dresy i położyłem ubranie na brzegu łóżka. Dodatkowo wyciągnąłem z szafki na bieliznę nowe bokserki. Kupiłem je, ale ostatecznie nie założyłem, bo stwierdziłem, że kolor mi nie odpowiada. Teraz się przynajmniej na coś przydadzą. Oderwałem od nich metkę i położyłem bieliznę na ubraniach.
- Ręczniki są w szafce pod umywalką, więc częstuj się. Ja pójdę przyszykować jakąś sałatkę. Nie sądziłem, że dowiezienie pizzy może zająć tyle czasu. - Kookie wstał z miejsca. Wziął w dłonie przyszkowane przeze mnie ubrania.
- Dziękuję - powiedział, posyłając mi bardzo delikatny uśmiech. W oka mgnieniu przemknął do łazienki.
  W czasie, w którym Jungkook siedział w łazience, zrobiłem sałatkę i dowieziono pizzę. Była naprawdę duża. Musiałem przekręcić ją do pionu, by zmieściła się w drzwiach.
Położyłem pudełko z pizzą na podłodze, razem ze sztućcami, talerzykami i miską z sałatką. Musiałem chwilę poczekać, aż Jungkook skończy brać prysznic, więc włączyłem telewizor. Leciał akurat jakiś talkshow.
- Jesteś pewien, że damy radę ją zjeść? - Skierowałem swój wzrok na bruneta, który właśnie wyszedł z łazienki i zdecydowanie kiwnąłem głową.
- Mój żołądek jest bezdenny, więc pewnie sam dałbym radę ją wcisnąć - zażartowałem.
Jungkook usiadł naprzeciwko mnie ,,po turecku" i zaczęliśmy jeść. Przez moment rozpływaliśmy się nad dobrym serem, wspaniałymi dodatkami, aromatycznym sosem. Potem jednak skupiliśmy się wyłącznie na pałaszowaniu.
  - Hyung? - zagaił w pewnym momencie Kookie.
Spojrzałem na niego pytająco. Zauwazyłem, że całkowicie spoważniał.
- Dlaczego mi pomagasz?
Na jego pytanie odłożyłem kawałek pizzy i przetarłem wierzchem dłoni usta.
- Jestem twoim hyungiem. Moim obowiązkiem jest cię chronić i wyciągać z opałów.
- A pomijając to, że jesteś hyungiem?
- Po prostu chcę. Możesz wierzyć lub nie, ale doskonale wiem, jak się teraz czujesz. Wyciągnąłem do ciebie pomocną dłoń, bo to wręcz horror pozostać w takiej sytuacji osamotnionym - odpowiedziałem, sięgając ponownie po kawałek pizzy, w którym już po chwili zanurzyłem swoje zęby.
- Naprawdę? Byłeś w takiej sytuacji?
Kookie nie krył zdziwienia.
- To stara, nieciekawa historia. - Machnąłem ręką.
- Powiedz mi.
Westchnąłem głośno. Odwróciłem na chwilę wzrok i wziąłem głęboki oddech. Szybko jednak powróciłem spojrzeniem na bruneta.
- Naprawdę chcesz wiedzieć?
- Chcę.


~*~