Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fluff. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fluff. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 2 kwietnia 2017

Stalk•er || pro•lo•que


Seul nabierał świeżych kolorów po mroźnej zimie. Śnieg ustąpił miejsca zielonej trawie i małym, kolorowym roślinkom, na widok których Jungkook aż uśmiechnął się sam do siebie.
Uwielbiał to miasto i sposób, w jaki natura łączyła się z cywilizacją. Wszystkie krzaki, kwiaty, mniejsze oraz większe żyjątka krążące po parkach i malutkich rezerwatach, były ośrodkiem budzącej się w stolicy wiosny.
Najbardziej jednak cieszył go widok drzew wiśni. W kwietniu to one gubiły płatki, osiadające się na ziemi. Jungkook uwielbiał zimę, dlatego spacerowanie po Yeouido wiosną, było jego ulubionym zajęciem. Padające pod jego nogi i przykrywające ciemne włosy płatki wiśni, były dla niego jak kwietniowe śnieżynki.
Chłopak uniósł głowę i popatrzył na różowe korony drzew, które splatały się ze sobą, tworząc przy tym piękny, kwiecisty tunel.
Przez ubrane w płatki gałązki, przebijały się świeże, ciepłe promienie. Jungkook przymknął na chwilę oczy, by móc rozkoszować się wiosennym słońcem.
Towarzyszący zapach przydrożnych budek z przeróżnym jedzeniem, który łączył się ze wspaniałą, kwiatową wonią, wydawał się Jeonowi kompozycją Seulu. Gdyby miał opisać to miasto zapachem, z pewnością podyktowałby właśnie tę mieszankę.
- Jungkook-ah!
Słysząc swoje imię okraszone przyjaznym, dźwięcznym, nieco niskim ale przy tym bardzo sympatycznym tonem, otworzył oczy.
Kilka metrów przed sobą dostrzegł dwóch młodych mężczyzn, zmierzających w jego kierunku.
Niższy, czerwonowłosy, z charakterystycznym, prostokątnym uśmiechem, wesoło machał do Jeona, by zwrócić jego uwagę. Przyspieszył nieco kroku, a jak tylko Jungkook odwzajemnił przywitalny gest, niemalże podbiegł do niego. Już po kilku sekundach wykonali swoje długie, dość ruchliwe powitanie.
Przechodnie z ciekawością obserwowali jak przybijają piątki, z niezwykłą synchronizacją wykonują te same gesty, a przy tym śmieją się jak dzieciaki.
- Nie możecie po prostu uścisnąć sobie dłoni, zamiast wykonywać całą choreografię? - westchnął wysoki blondyn, który dopiero podszedł do dwójki swoich przyjaciół.
- Nie spędzaliśmy pół dnia na układaniu tego przywitania, żeby ściskać sobie ręce. A co, zazdrosny jesteś, że z tobą nikt się tak nie wita? - Taehyung wytknął zadziornie język i odwrócił się do Seokjina. Starszy zrobił minę niczym zszokowana Kim Kardashian i lekko uderzył czerwonowłosego w brzuch, jakby w ten sposób chciał odegrać się za niekoleżeńskie zachowanie.
- Jungkook, masz dla mnie te rysunki?
- Tak, tak. Proszę. - Najmłodszy wyjął ze skórzanego plecaka białą teczkę z czarnym napisem “Dla Seokjina” i podał ją blondynowi.
- Dziękuję. Jesteś najlepszy.
Jeon uwielbiał rysować, więc stworzenie kilku prac, które ozdobiłyby ścianę w nowym mieszkaniu Seokjina, było dla niego czystą przyjemnością. Poza tym cieszył się, że przyjaciel doceniał jego talent i szczerze zachwycał się każdą kreską, jaką nakreślił na papierze.
Był bardzo ciekawy koncepcji udekorowania mieszkania, jaką wymyślił Kim. Nie mógł się doczekać, kiedy zobaczy jak jego rysunki dumnie prezentują się na ścianie.
- Dorzuciłem też kilka swoich fotografii natury, które, moim zdaniem, będą się ładnie komponować. Wydrukowałem je w powiększonym formacie i...
- A kiedy narysujesz coś dla mnie? - wtrącił Taehyung, który właśnie oparł brodę o ramię Jungkooka. Zaciekawionymi oczami patrzył, jak Seokjin otwiera teczkę i przegląda kolorowe rysunki kwiatów oraz drzew.
- Dla ciebie? Przecież ostatnio robiłem ci zdjęcia…
- Wiem, ale to wciąż nie jest rysunek. Chcę kota. Narysuj dla mnie białego, puszystego persa.
Jeon parsknął cicho śmiechem na słowa starszego. Uniósł dłoń i z rozbawieniem poczochrał jego włosy w kolorze czerwonej porzeczki.
- Idziemy? Zgłodniałem już - powiedział Seokjin, jak tylko schował do torby teczkę.
Młodsi kiwnęli zgodnie głowami. Już po chwili całą trójką kierowali się w stronę ich ulubionej restauracji, w której, według nich, serwowano najlepsze bulgogi w całym Seulu.


~*~


- Promyczku, obudź się.
Cichutki szept wybudził Jimina ze snu. Młody mężczyzna niechętnie uchylił jedno oko, a potem drugie. Przez krótszą chwilę wpatrywał się w białą komodę stojącą kawałek dalej, na której dumnie prezentowały się flakoniki drogich, markowych perfum, zapachowe świeczki w ozdobnych świecznikach i dwa, ulubione ROLEXy jego ukochanego, których tarcza odbijała poranne promienie prosto na jego twarz.
Park przetarł piąstkami zaspane oczy i ziewnął. Już chciał się podnieść, jednak został zatrzymany przez czuły pocałunek na policzku.
- Dzień dobry - powiedział. Po chwili naciągnął śnieżnobiałą kołdrę ponad głowę, całkowicie się pod nią ukrywając. Cicho zachichotał, kiedy poczuł jak Yoongi siada okrakiem na jego udach.
- Wstaniesz dzisiaj?
Jimin wymruczał jedynie ciche potwierdzenie. Osunął kołdrę w dół i odsłonił oczy, by móc popatrzeć na swojego ukochanego.
Yoongi był młodym, atrakcyjnym mężczyzną. Park kochał w nim… właściwie wszystko: jego kształtne, ciemne oczy, uroczy nosek, delikatne, różowiutkie, proszące o pocałunki wargi, szczupłe, kruche, blade jak śnieg ciało. Kochał to, jak pod chłodną, twardą skorupą, skrywał pełnego czułości, troskliwego, sympatycznego chłopaka.
- Poleż ze mną, hyung - szepnął, bacznie obserwując twarz starszego.
- Chciałbym. Ale za godzinę masz próbę i jeśli się nie stawisz, to będziesz mi marudził na choreografa do końca dnia. - Min uśmiechnął się delikatnie do młodszego, a po chwili pochylił, by złożyć na jego czole pocałunek.
Jimin uniósł kąciki ust, kiedy poczuł jak miękkie wargi Yoongiego dotykają jego skóry.
- Chyba znasz mnie lepiej, niż ja sam siebie. - Park zaśmiał się.
Starszy ucałował jeszcze wargi młodszego, szyję, a na zakończenie czułego poranka musnął koniuszek jego nosa.
- Wstawaj już - powiedział, schodząc z dwudziestodwulatka i klepiąc go pokrzepiająco po piersi.
Park głęboko odetchnął, by zebrać w sobie energię na przeżycie kolejnego dnia. Przeczesał dłonią czarne, miękkie włosy, po czym ociężale podniósł się z łóżka.
- Hyung, zrobiłeś mi śniadanie?
- Co? Jakie śniadanie? - Min odwrócił się twarzą do młodszego. Podwinął rękawy błękitnej koszuli, a już po chwili oplótł nadgarstek złotym zegarkiem. - Nie zdążę. Muszę wychodzić za 10 minut, bo jak się spóźnię na spotkanie z właścicielem wytwórni, to mogę się pożegnać ze zleceniem. Zjemy razem obiad, co ty na to? Spotkajmy się przed tą restauracją, w której byliśmy ostatnio.
- N-no dobrze. Ale wieczorem oglądamy “Eyewitness” - powiedział zdecydowanie Park. Pościelił po sobie łóżko i skierował się do wyjścia z sypialni, by przejść do łazienki.
- Nie wiem dlaczego się na to zgadzam. Przecież nawet nie lubię tego serialu - westchnął starszy. Pod jego bezradnością, niechceniem, Jimin odnalazł uśmiech. Uśmiech, który rozświetlił mu dzień i dał obraz uczucia, jakie względem niego żywił Min.
- Bo mnie kochasz.
Park przysunął się do Yoongiego, by musnąć pełnymi wargami jego blady policzek. Min uniósł wzrok na ukochanego, jak tylko zapiął zegarek, i poczochrał jego ciemne włosy.
- Tak, to pewnie jedyny powód.


~*~


- Do zobaczenia!
Jeon pomachał przyjaciołom na do widzenia. Opuścił lokal, po czym od razu skierował się na przystanek.
Gdyby nie wizyta jego rodziców, pewnie spędziłby z Taehyungiem i Seokjinem więcej czasu. Dochodziła jednak godzina 15, a przed przyjazdem opiekunów musiał posprzątać mieszkanie. Wyciągnął z kieszeni telefon. Już chciał nacisnąć przycisk odblokowywania, kiedy urządzenie wyślizgnęło mu się z rąk i z charakterystycznym dźwiękiem upadło na chodnik.
- Cholera - mruknął. Westchnął głośno i dopiero gdy dotarło do niego, że już po raz trzeci tego dnia upuścił telefon, podniósł go z ziemi.
- Przepraszam - szepnął, jakby chcąc załagodzić urządzeniu wyrządzoną krzywdę, po czym z czułością pogłaskał nieco porysany ekran IPhone’a.
Nie ma szans, żeby kupił trzeci telefon w przeciągu pół roku. Gdy upewnił się, że komórka już nie wypadnie mu z rąk, odblokował ją i wszedł na instagrama. Przeglądał wszystkie powiadomienia na portalu, powoli sunąc w stronę przystanku, przy którym stał już po chwili. Podszedł do rozkładu, po czym przejechał palcem po szklanej powierzchni, szukając najbliższej minuty odjazdu swojego autobusu.
Musiał poczekać siedem minut, więc usiadł na drewnianej ławce, ani na moment nie odrywając wzroku od telefonu.
Uśmiechnął się pod nosem, kiedy zobaczył, że Taehyung wrzucił zdjęcie zajadającego się sałatą Seokjina. Od razu polubił fotografię.
Minęła dłuższa chwila zanim wyszedł z portalu i uruchomił swoją ulubioną grę. Nie zwrócił szczególnej uwagi, kiedy ktoś usiadł obok niego. Kątem oka tylko zerknął na nogi nieznajomej osoby.
Mężczyzna.
Po zarysowanych przy ruchu mięśniach, doskonale widocznych przez obcisłe, ciemne spodnie, Jungkook mógł spokojnie stwierdzić, że uprawiał jakiś sport. Co więcej, właśnie wracał z treningu. Tylko po wysiłku mięśnie mogły być tak napięte. Szczególnie mocne miał te czworogłowe.
Biegał. Może grał w piłkę nożną? Albo był biegaczem przełajowym? Chociaż mimo tego, że uda miał pięknie umięśnione, nogi były bardzo zgrabne i proporcjonalne.
A może tańczył?
Gdy ręce nieznajomego splotły się na kolanach, był pewny, że tańczył. Miał zbyt zadbane dłonie, by uprawiać jakikolwiek ciężki sport. Do tego jego ręce były dość małe, ale Jungkookowi wydały się bardzo urocze.
Nieznajomy sięgnął do swojego plecaka, a na ten gest Jeon wrócił do grania w ukochaną platformówkę. Słyszał szelest jakiegoś papierka, co trochę go zdenerwowało, ale postanowił to zignorować i skupić się na grze.
- Masz ochotę?
Nie znał tego głosu. Był mu zupełnie obcy. Nieco wysoki, ale przy tym niesamowicie dźwięczny, serdeczny i bardzo przyjazny. Uniósł głowę znad ekranu telefonu, by uraczyć nieznajomego spojrzeniem.
Nie miał zbytniej ochoty na spoufalanie się z nieznajomymi, jednak to myślenie zmieniło się w momencie, w którym dojrzał twarz chłopaka.
Tak ślicznego uśmiechu, nie widział nigdy wcześniej.
Był idealny. On cały. Jego ciekawe oczy, które pod wpływem uśmiechu zwęziły się w cienkie kreseczki, rumiane po wysiłku policzki…
Jungkook szukał w tej krótkiej chwili czegoś, co mogłoby go odepchnąć od nieznajomego. Nie znalazł jednak takiej rzeczy.
W głowie pojawiło mu się milion myśli, które próbował jak najszybciej przetworzyć.
Dlaczego ktoś tak niesamowicie atrakcyjny się do niego odezwał?
- T-tak, dziękuję bardzo - powiedział cicho i sięgnął po gumę do żucia z opakowania, wystawionego przez czarnowłosego, młodego mężczyznę.
- Trzeba tylko długo ją żuć, żeby była miękka. Ale w smaku jest jedyna w swoim rodzaju.
Wesoły głos nieznajomego nagle stał się dla Jungkooka najpiękniejszą muzyką, której mógłby słuchać codziennie.
Znienawidzone, wiśniowe gumy nabrały smaku, stając się przy tym jego ulubionymi.
A nieznajomy chłopak był jedynym, którego pokochał szczerą miłością.
Szczerą, chorą, obsesyjną miłością.

I nikt poza Jungkookiem nie mógł kochać go w ten, ani żaden inny sposób.

~*~

a/n: Uszanowanko :) Witam Was baaardzo cieplutko w kolejnej serii :>
Pomysł na to opowiadanie zrodził się, kiedy oglądałam pewny, powtórkowy odcinek "zaklinaczki dusz" ze stalkowaniem xD
Od razu zaczęłam pisać to opowiadanie i zapisałam je już do takiego momentu, że stwierdziłam, iż chyba pora, by ujrzało ono światło dzienne. No ok, może nie pora, bo są tutaj już zaczęte serie i odrobineczkę czuję, że nie są one odpowiednio dopieszczone... Ale ja tak mam, spokojnie xD
Prolog może wydawać się mega fluffiasty, jednak to tylko taka zmyłka :')
Jest dużo opowiadań z tym motywem (serio, nawet nie zdawałam sobie sprawy jak dużo ;-;), więc to tylko kolejny Stalker z kolekcji. Nic wielkiego.
Mam jednak nadzieję, że dacie mu odrobinkę ciepła ♥
A jako że autorka jest całkowicie nieogarnięta i głupia, nie pilnuje regularnego dodawania, to rozdział 1 pojawi się jutro. Bye ;-; 

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Taehyung, you can kiss him!


~*~

Pocałunek #1 ~ Niewinny i nieświadomy

Radosne śmiechy przedszkolaków wypełniały cały budynek. Dzieciaki biegały od kąta do kąta, doprowadzając opiekunki do białej gorączki.
Jedna dziewczynka ze starszej grupy powiedziała, że jest dzisiaj dzień pocałunku i ta osoba, która zbierze najwięcej buziaków, dostanie jej deser. Dzieci szybko podłapały zabawę, przez co niemalże każdy wziął w niej udział. Chłopcy chętnie rozdawali pocałunki w policzek dziewczynkom i vice versa.
Ciemnowłosy czterolatek siedział na podłodze przy gorącym kaloryferze, o który opierał plecy. Nie zwracając najmniejszej uwagi na hałas, czytał kolorową książkę. Jego duże, brązowe oczy dokładnie śledziły kolejne znaki, które powoli układały się w kolejne słowa. Po zakończeniu czytania wierszyka oglądał obrazki, a potem przewracał sztywną kartkę.
Nie chciał brać udziału w zabawie, przez którą wychowawczynie jedynie się denerwowały.
Oderwał wzrok od kolorowej książeczki i przeniósł go na okno, za którym jesienny krajobraz upiększały opadające z drzew, ostatnie już w tym roku kolorowe liście. Uśmiechnął się pod nosem, na samą myśl o tym, że wszystko wygląda dokładnie tak, jak opisywano w wierszyku, który akurat skończył czytać.
Nie mógł się doczekać, kiedy pomoże tacie z grabieniem liści z podwórka, tylko po to, by potem móc skoczyć w ogromną stertę. Była to świetna zabawa.
Westchnął jedynie, kiedy pomyślał o ilości ubrań, jaką będzie musiał założyć, by nie zachorować. Nie rozumiał dlaczego mama ubierała go w kilka swetrów, bardzo grube spodnie, dwie pary skarpetek, najcieplejszą kurtkę, szalik i czapkę. Przecież jemu było ciepło w samej koszulce!
Chłopczyk potrząsnął głową i wrócił do czytania książki. Był całkowicie pochłonięty tym zajęciem. Musiał się bardzo skupić, by prawidłowo poskładać znaki.
Rozproszyło go jednak pociągnięcie nosem i szloch. Gdy odwrócił głowę w lewo, zobaczył skulonego chłopca, który z opartym na kolanie policzkiem, spoglądał w okno.
Nie zastanawiał się długo. Zamknął kolorową książkę i trzymając ją pod pachą, skierował się do chłopca, a już po chwili ukucnął przy nim
- Dlaczego płaczesz? Jesteś smutny? Jak się nazywasz? - zapytał od razu, siadając na piętach.
Chłopiec spojrzał na ciemnowłosego i wytarł piąstkami mokre policzki.
- Na-zywam się K-Kim Taeh-hyung - szepnął.
- Ja jestem Jeon Jungkook. Bardzo miło mi cię poznać. W której jesteś grupie?
- W Fu-utrzakach.
- O, czyli jesteś moim hyungiem.
Młodszy położył na kolanach książeczkę. Przesunął się na kolanach tak, by siedzieć twarzą do Taehyunga. Gdy ten na niego spojrzał, posłał mu uroczy, pocieszający uśmiech.
- Dlaczego jesteś smutny? - zapytał, wpatrując się w twarz chłopca.
Kim otulił krótkimi rękami swoje nogi i głęboko odetchnął.
- N-nie dostałem żadnego buziaka, mimo że rozdałem ich ba-ardzo d-dużo.
Jungkookowi momentalnie zrobiło się przykro, kiedy chłopiec na nowo zaczął płakać. Co chwila pociągał nosem, a malutkie łzy spływały po jego gładkich, rumianych policzkach.
Młodszy pod wpływem impulsu pochylił się ku Taehyungowi i złożył na jego mokrym policzku szybkiego, delikatnego buziaka.
Kim uniósł głowę, po czym spojrzał zaskoczony na Jungkooka. Dotknął dłonią ucałowanego miejsca.
Jeon uśmiechnął się szeroko do starszego, ukazując przy tym białe, wciąż rosnące mleczaki.
- Już ci lepiej, hyung? - spytał, zaciskając paluszki na brzegach twardej książki.
Taehyung leciutko pokiwał głową. Poczuł się zdecydowanie lepiej. Tym jednym gestem Jungkook wywołał na twarzy starszego pierwszy tego dnia prostokątny uśmiech.
Młodszego bardzo ucieszyło to, że ktoś dzięki niemu się uśmiechnął i przestał płakać. Zadowolony oraz szczęśliwy przysunął się bliżej, po czym otworzył książkę.
- Poczytajmy razem.
Kim ochoczo pokiwał głową. Jak tylko Jeon przewrócił stronę, starszy od razu zaczął czytać na głos wierszyk. Czterolatek wsłuchał się w głos hyunga, który z każdym słowem stawał się coraz bardziej wesoły.
- Białe kwiaty k-ka-kaliny? Co to jest kaliny? - Taehyung oderwał spojrzenie od znaków, by przenieść go na młodszego. Szybko jednak zerknął na książkę, gdzie Jeon wskazał narysowaną roślinę.
- Kalina, to jest ten krzak. Ładny, prawda?

Pocałunek #2 ~ Pośredni
- Jungkook-ah.
Po pokoju rozległ się cichy szept Taehyunga, który jednak był wystarczająco głośny, by wyrwać młodszego ze snu.
Jeon po całym dniu spędzonym na stoku nie miał siły, by jakkolwiek odpowiadać Kimowi. Mruknął jedynie niezrozumiałe słowo.
- Nie mogę spać. Chodźmy do automatu po picie.
- Hyung, jest 3-cia nad ranem. Postaraj się zasnąć.
Taehyung westchnął głośno. Przekręcił się na plecy i wlepił wzrok w sufit, którego przez otaczającą ciemność i tak nie widział.
Zastanawiał się, co pomoże mu zasnąć. Zaczął więc od starego, powszechnego liczenia kucyków.
Jeden kucyk.
Drugi kucyk.
Trzeci kucyk.
Czwarty kucyk.
Piąty kucyk.
To na nic. Już przy siódmym kucyku się pogubił. Niespokojnie przekręcił się na prawy bok i spojrzał na śpiącego Jungkooka. Jego łóżko nie było oddalone na dużą odległość, przez co widział jego delikatnie rozchylone wargi, spokojnie unoszącą się i opadającą klatkę piersiową. Jungkook podczas snu był niebywale słodki, niewinny, a na samą myśl o tym, Taehyung wzdrygnął się pod nadmiarem uroczości swojego dongsaenga.
Nie mógł się powstrzymać i wyciągnął przed siebie rękę. Najpierw, z braterską czułością, pogłaskał go po głowie. Jeon mruknął jedynie, po czym bardziej się skulił.
Szybko jednak poczuł ból na koniuszku nosa, który pojawił się, jak tylko Taehyung delikatnie pstryknął go palcami.
- Ała! Hyung, błagam, idź już spać.
- Nie zasnę, dopóki nie pójdziemy po picie - powiedział starszy, podnosząc się do siadu.
Jungkook westchnął. Wiedział, że jeżeli nie spełni prośby hyunga, nie będzie spał dzisiejszej nocy. Zrzucił z siebie ciepłą kołdrę, wygramolił się z łóżka, założył ulubioną, czarną bluzę i wsunął do jej kieszonki telefon.
Zadowolony Taehyung od razu wyskoczył z łóżka, po czym podbiegł do drzwi.
- A pieniądze?
Na pytanie młodszego, Kim wrócił do pokoju. Szybko odnalazł w torbie portfel, a potem razem przeszli na hotelowy korytarz.
Dość szybko znaleźli się przy automatach. Bez słowa stanęli przy oświetlonej szybie i przyglądali się temu, co do zaoferowania miała ta maszyna.
- Chłopcy, a co wy tutaj robicie o tej porze?
Głos wychowawczyni momentalnie sprawił, że po plecach dwójki przeszedł dreszcz niepokoju. Powoli się odwrócili, a gdy napotkali spojrzenie kobiety, delikatnie ukłonili.
- Dobry wieczór. My tylko przyszliśmy kupić coś do picia, proszę pani - wyjaśnił od razu Taehyung, posyłając kobiecie szeroki uśmiech.
- No dobrze, tylko szybko wracajcie do łóżek. Dzieci nie powinny tak późno chodzić spać! Tylko nie bierzcie niczego mocno słodzonego, bo w ogóle nie zaśniecie, dobrze?
Jak tylko uczniowie pokiwali zgodnie głowami, kobieta uśmiechnęła się i odeszła. Chłopcy powędrowali za nią wzrokiem, a gdy zniknęła w windzie, momentalnie rozluźnili wszystkie mięśnie.
- Nie lubię kiedy nazywa mnie dzieckiem. Nie mam już 8-śmiu lat!
- Zgadza się, hyung. Masz całe 12.
Jungkook przewrócił teatralnie oczami. Nie lubił, kiedy Kim narzekał na swój wiek. A co on miał powiedzieć?! Był w końcu 2 lata młodszy!
Wsunął dłonie do kieszeni bluzy i przeciągle ziewnął.
Taehyung nadął w złości policzki, tupnął nogą. Mruknął coś pod nosem, po czym wyjął z portfela monety. Wsunął drobniaki do maszyny, wybrał odpowiedni przycisk i już po chwili wyciągnął z automatu wodę witaminową.
- Nie wiesz, co będziemy robić jutro? - spytał nagle starszy, kiedy razem kierowali kroki do pokoju.
- Albo znowu pójdziemy na stok, ale zwiedzać jakieś muzeum. Zależy, do której grupy się przyłączysz.
- Ech, nie chcę iść do muzeum. To jest nudne - westchnął Kim.
- To idź na stok. Ja chyba pójdę pozwiedzać. Mam dość jazdy na snowboardzie.
Podczas gdy Jungkook opowiadał o tym, jak bardzo znudziło go przebywanie na stoku, Kim męczył się z odkręceniem butelki.
- Ja wiem, że ta wycieczka była zorganizowana po to, by pojeździć, no ale ile mo… Och, daj. Pomogę ci.
Jeon przejął butelkę z rąk Taehyunga. Bez problemu ją odkręcił, po czym podał starszemu, który po wymamrotaniu cichych podziękowań, upił łyk napoju.
- Hmmm. Ta woda ma dziwny smak - powiedział Kim, odsuwając butelkę od ust. Spojrzał na etykietkę, a potem ponownie na zawartość.
- Jak dojdziemy do pokoju, to naleję ci do kubka, żebyś spróbował.
- Do kubka? Daj mi po prostu napić się z butelki.
- Nie ma mowy!
Taehyung przycisnął butelkę do swojej piersi, odsuwając się od młodszego na krok.
To nie tak, że nie chciał dać mu się napić. Problem polegał na tym, że nie czuł się pewnie pijąc z tej samej butelki, czy jedząc tego samego z kimkolwiek. Trochę się tego nawet brzydził i Jungkook dobrze o tym wiedział. Tym bardziej nie rozumiał, dlaczego chłopak ciągle naciskał, żeby dał mu czegoś spróbować lub napić się z tego samego naczynia.
- Mógłbyś w końcu odpuścić. Przecież niczym cię nie zarażę - westchnął młodszy.
Bez słowa po prostu wyrwał butelkę z rąk Tae. Zanim Kim zdążył jakoś zaprotestować, ten przytknął usta do plastiku i upił łyk wody. Potem, jak gdyby nigdy nic po prostu stwierdził, że woda jest całkiem kwaśna i bez słowa oddał ją w ręce zaczerwienionego Taehyunga. Wznowił spacer do pokoju, wsuwając dłonie do kieszeni bluzy.
Roztrzęsiony Kim patrzył na butelkę. Mimo wszystko bardzo chciało mu się pić, co wygrało z obrzydzeniem. Powoli zbliżył butelkę do ust. Mocno zacisnął oczy i w końcu otulił wargami plastikowe zakończenie szyjki. Miał głupie wrażenie, że potrafił odróżnić smak śliny Jungkooka od witaminowej wody. Minęła dłuższa chwila, zanim oba smaki zlały się w jeden, rzeczywiście kwaśny.
Taehyung odsunął butelkę od ust.
- I jak? Czujesz jakbyś umierał? - Jeon uniósł pytająco brew do góry, stojąc kilka metrów dalej od starszego.
- Nie, właściwie nic mi się nie stało. Tylko… to trochę dziwne uczucie.
- Co w tym takiego dziwnego? Przecież to tylko butelka.
- Wiesz co to jest pośredni pocałunek?
Jeon na pytanie Taehyunga padł na kolana i zawstydzony schował twarz w dłoniach.
- Hyung, nie myśl o tym w ten sposób. T-to tylko picie z tej samej butelki.
Kim pokiwał twierdząco głową, po czym ponownie wlał w siebie kolejną porcję witaminowej wody. Potem podbiegł do Jungkooka. Uwiesił się na jego plecach, oplatając rękami jego szyję.
- Już nie rozpaczaj. Tak tylko powiedziałem. Ale jak zarażę się jakimś katarem czy będzie mnie bolało gardło, to twoja wina. 

Pocałunek #3 ~Jednostronny i kojący


- Ach! - Jungkook jęknął przeciągle. Wbił paznokcie w boki wiszącego nad nim Taehyunga i zacisnął powieki.
Ten ból był okropny. Niby nie duży, ale jednak trwał, a przy każdym ruchu rozprzestrzeniał się po wszystkich nerwach. Najchętniej by uciekł.
- Spokojnie, zaraz przestanie boleć - powiedział starszy, chcąc uspokoić przyjaciela. Pogładził kciukiem jego prawy policzek, by odciągnąć myśli młodszego od niechcianego bólu.
- Dlaczego to tak boli.
W kącikach oczu Jungkooka pojawiły się małe łezki. Tae jedynie westchnął. Nie lubił patrzeć, jak jego dongsaeng cierpi.
- Przestań się wiercić, bo zrobię ci krzywdę - szepnął Kim.
Syknął, kiedy wyraźnie odczuł paznokcie Jungkooka, które zacisnęły się na jego bokach tak mocno, że nawet bluza nie potrafiła zniwelować bólu.
- Ale hyung… Aaaach!
Krzyk Jungkooka rozległ się po całym mieszkaniu. Przerażony Kim przytknął dłoń do jego ust.
- Cicho, bo obudzisz mojego brata. A wiesz, jaki jest zły, kiedy się go wyrwie ze snu.
Młodszy mocno zacisnął oczy i pozwolił Taehyungowi na jakikolwiek ruch. Zanim jednak starszy przysunął pęsetę do lewego policzka Jungkooka, ten znowu się poruszył.
- Tylko błagam, ostrożnie.
- Jak dalej będziesz się wiercił, to nigdy nie wyciągnę ci tej drzazgi! Co ci w ogóle wpadło do głowy, żeby przykładać kawałek drewna do buzi?!
- Nie dotknąłem nim twarzy. To Hobi hyung machnął ręką i się nim uderzyłem.
- Nie powinieneś w ogóle go brać do ręki - westchnął Tae.
Nachylił się nad Jungkookiem, dokładnie przyglądając się małej drzazdze, która przy każdym poruszeniu ustami, wykrzywieniu ich w grymasie, sprawiała mu ból.
Drzazga wbiła się w policzek przy kości oczodołowej. Jungkook miał więcej szczęścia niż rozumu. Taehyung nawet nie chciał myśleć co by się stało, gdyby wbiła mu się w oko.
Przyłożył pęsetę do nieco zaczerwienionego miejsca. Ostrożnie, z chirurgiczną precyzją złapał koniuszek drzazgi i przy akompaniamencie głośnego jęknięcia Jungkooka, wyciągnął ją.
- No i już. Było ci tyle krzyczeć? - spytał, pokazując młodszemu drzazgę.
Jeon dokładnie przyjrzał się malutkiemu kawałkowi drewna, a potem przeniósł wzrok na twarz hyunga, który nabrał do płuc większej ilości powietrza.
- Masz siedemnaście lat, a zachowujesz się, jakbyś miał pięć.
Taehyung rzucił pęsetę na stolik. Złapał w dużą dłoń twarz Jungkooka i przekręcił delikatnie głowę tak, by mieć lepsze światło na zaczerwienione miejsce.
- Hyung, wciąż boli - szepnął spokojnie, patrząc w punkt przed sobą.
Tae sięgnął po przygotowany gazik i spray odkażający. Nasączył miękki kawałek sterylnego materiału. Przyłożył go do rany. Jeon syknął, czując piekący ból. Czasami żałował, że był taki lekkomyślny i nie miał wyobraźni. Całe szczęście, że miał obok siebie kogoś, kto podniesie go z podłogi, kiedy się przewróci. Albo wyciągnie drzazgę, kiedy sam uderzy się kawałkiem drewna.
Cieszył się, że towarzyszył mu Taehyung. Był z nim bardzo szczęśliwy. Ostatnio częściej odnosił wrażenie, iż z każdym kolejnym, spędzonym dniem, Kim uszczęśliwia go coraz bardziej. Sam do końca nie potrafił stwierdzić, co tak naprawdę czuje względem Taehyunga, ale cokolwiek to nie było, sprawiało, że Jungkook czuł się lepszym człowiekiem.
Młodszy przymknął powieki, chcąc zapomnieć o bólu. Szybko jednak otworzył oczy w całkowitym szoku, kiedy poczuł na zranionym miejscu miękkie wargi Taehyunga. Było to bardzo kojące uczucie. Jeon miał wrażenie, jakby ból momentalnie zniknął. Jakby usta starszego były lekarstwem na wszelkie dolegliwości. W tym ułamku sekundy, kiedy wargi starszego stykały się ze skórą młodszego, ten czuł się po prostu szczęśliwy, jakby dostał to, czego pragnął przez całe życie. Jednocześnie był nieco zawiedziony, gdy Taehyung oderwał swoje wargi.
- Już dobrze? Moja mama zawsze mówiła, że pocałunek w zranione miejsce pomaga pozbyć się bólu - powiedział starszy i zaśmiał się.
Jeon popatrzył na hyunga, po czym zgodził się kiwnięciem głowy. Uśmiechnął się szeroko do Kima.
- B-bo pomaga. Jakoś tak nagle poczułem się lepiej.

Pocałunek #4 ~ Pierwszy

Taehyung uniósł drewnianą łyżkę. Uśmiechnął się do siebie na samą myśl o tym, jaką krzywdę może nią zrobić i na ile sposobów zadać ból. Zamachnął się, a potem bez większego zawahania uderzył w ramię leżącego przed nim Jina, który trząsł się ze strachu.
- Ała, dzieciaku, to bolało! - krzyknął, śmiechem próbując zakryć ból.
Taehyung uśmiechnął się jedynie niewinnie, po czym podał łyżkę Yoongiemu, który jako drugi miał ukarać Seokjina.
- Ach, uwielbiam tę grę - powiedział zadowolony Tae.
“Król nerwów” był co prawda okrutną grą, ale jaką zabawną! To jedyny sposób, by uderzyć lub zadać jakikolwiek inny ból komuś starszemu od siebie, bez obawy o nie okazanie szacunku. W końcu to nie jego wina, że starszy od niego Seokjin wylosował kartę z czaszką!
Taehyung usiadł dumnie obok Jungkooka i uśmiechnął się do młodszego, który z ciekawością po prostu przyglądał się temu, jak najstarszy z towarzystwa zwija się z bólu, a przy tym śmieje rozpaczliwie.
Po skończonej każe Seokjina, Król, w tej rundzie Jimin, wyciągnął kartkę z kolejną karą, na której nazwę cała szóstka krzyknęła tak głośno, że aż sąsiedzi z mieszkania obok pukali w ścianę.
- “Pamiętnik”, odegranie najpopularniejszej sceny z filmu - przeczytał Park.
- To jest ten film z Ryanem Goslingiem? - Seokjin rozejrzał się po przyjaciołach, mając w duchu nadzieję, że jednak nie chodzi o to, o czym myśli.
- Mam nadzieję, że ta scena to nie pocałunek. - wtrącił Namjoon, a na samą myśl się wzdrygnął.
- Obawiam się, że jednak tak. Ale się teraz stresuję. - Yoongi przysunął bliżej siebie jedną z kart i głęboko odetchnął.
Cała szóstka odwróciła karty na rozkaz Jimina. Wszyscy poczuli ulgę. Poza Taehyungiem, który z zawstydzenia schował twarz w dłoniach i uśmiechnął się nerwowo.
- Ale do tej kary chyba potrzebujemy dwóch osób - powiedział Jimin i zabawnie poruszył brwiami. - Ale się teraz cieszę, że jestem królem - dodał po chwili.
Przetasował karty, po czym szybko rozdał je ponownie.
W powietrzu dało się czuć ogromne napięcie i niezręczność. Nikt nie chciał w końcu odegrać tej sceny. Taehyung miał wrażenie, jakby właśnie umarła jego duma i godność.
Miał ochotę zapaść się pod ziemię, kiedy po odwróceniu kart, rozległ się przeraźliwy pisk Hoseoka.
Jungkook kliknął cicho językiem. Gdzieś w głębi duszy liczył, że to na niego spadnie kara pocałunku z Kimem. Chociaż on nie nazwałby tego karą.
Taehyung i Hoseok podnieśli się z miejsc.
- Zrobią to w usta? - Zaskoczony Jin wskazał palcem na swoje wargi, a jak Jimin pokiwał twierdząco głową, skulił się i zaśmiał.
Jung złapał Kima za dłonie, po czym spojrzał w jego ciemne tęczówki. Chciał zachować powagę, jednak ani jeden, ani drugi nie potrafili powstrzymać śmiechu. Hoseok pogładził czule młodszego po głowie, na co Kim zachichotał.
- Ej, ale musisz go podnieść! Tak jak w “Pamiętniku”* - wtrącił Yoongi, który od razu przysunął się do zestresowanej dwójki.
- Dlaczego to ja muszę być dziewczyną?! - najmłodszy z Kimów zaśmiał się nerwowo.
Jungkook stanął z boku. Widok Taehyunga, który trząsł się ze strachu przed pocałunkiem, bardzo go zdenerwował. To on był tym, który jako pierwszy powinien całować te śliczne, kształtne wargi.
- Przestań się w końcu śmiać, ja tu umieram! - powiedział głośno Hoseok, łapiąc Kima w pasie. - Dobra, podejdę do tego na luzie - dodał. Już zbierał się do tego, by podnieść młodszego, jednak przez swoje zdenerwowanie nie potrafił.
Taehyung nigdy wcześniej nie czuł takiej niezręczności i strachu zarazem. Nie chciał przeżywać swojego pierwszego pocałunku z osobą, do której nie czuł niczego wielkiego. Chciał, by była to wyjątkowa chwila, a nie kara za wylosowanie głupiej karty z czaszką. Wiedział jednak, że nie mógł się wycofać. Nie pozwalała mu na to jego duma. Chociaż wiedział, że stracił ją już wtedy, kiedy tylko przewrócił kartę.
Wszyscy byli podekscytowani, ale i jednocześnie bardzo zawstydzeni karą, jaka czekała Hoseoka i Taehyunga.
Gdy pokrzywdzona dwójka w końcu opanowała śmiech, byli całkowicie gotowi do wykonania zadania. Starszy uniósł delikatnie Taehyunga. Ten mocno zacisnął wargi. Niemalże czuł jak zmniejsza się odległość między jego twarzą, a twarzą Junga. Z każdym milimetrem czuł się coraz bardziej zestresowany i zawstydzony. Hoseok zresztą podobnie. Nie potrafili pokonać tych ostatnich centymetrów, a w tym chętnie pomógł im Yoongi, który położył dłonie na ich karkach i szybko zbliżył.
Taehyung sam nie potrafił wytłumaczyć tego, dlaczego pomyślał o Jungkooku. Ale jak tylko wyobraził sobie, że to wargi Jeona, niechciany pocałunek nagle stał się przyjemniejszy. Niemniej jednak gdy powrócił do rzeczywistości, od razu chciał puścić ten incydent w niepamięć.
Trwało to raptem chwilę, zanim Hoseok i Kim oderwali się od siebie. Wybuchła taka wrzawa, że nie było słychać nawet pukania w ścianę sąsiadów. Jung od razu zaczął biegać dookoła, Taehyung tarzał się cały zaczerwieniony na ziemi, Yoongi skakał w miejscu, Jin i Namjoon wymachiwali rękami, Jimin biegał podekscytowany za Hoseokiem. Tylko Jungkook stał z boku i przejechał językiem po wewnętrznej stronie policzka. Tak, czuł się zazdrosny. Jak cholera.
Wtedy uświadomił sobie, że to co czuje do Taehyunga daleko wykracza poza przyjaźń. I że tylko on powinien składać pocałunki na jego wargach.

Pocałunek #5 ~ Bezpośredni

W pokoju Jungkooka panowała grobowa cisza, którą zakłócał jedynie dźwięk zapisywanej długopisem kartki i naciskanych na kalkulatorze przycisków.
Od kilku dobrych godzin Jeon siedział nad zadaniami, w duchu przeklinając swoją decyzję o studiowaniu chemii. Co go do tego podkusiło? Sam nie wiedział. Przecież nawet nie był dobry z tej dziedziny.
Drzwi nagle uchyliły się z delikatnym skrzypieniem i zajrzał przez nie Taehyung, z którym od pół roku dzielił mieszkanie.
- Kookie? Przyniosłem ci herbatę.
Kim wszedł do pokoju. Postawił na biurku obok zeszytów i papierów kolorowy kubek z uroczym misiem.
- Dziękuję - odpowiedział młodszy, posyłając Tae dziękczynny uśmiech. Potem wrócił do obliczania zadania.
Starszy oparł się tyłem o blat biurka i zerknął na zapisywany zeszyt.
- Powinieneś odpocząć. Nie robisz ostatnio nic innego, tylko ślęczysz nad zadaniami.
- Takie studia, hyung. Nic nie poradzę - mruknął, wystukując na kalkulatorze odpowiednie działanie.
Taehyung pogłaskał pokrzepiająco Jungkooka po brązowych włosach, po czym odszedł. Akurat wtedy rozległ się dzwonek. Blondyn wystrzelił w kierunku drzwi. Wyjrzał przez wizjer, a widząc piątkę przyjaciół, uśmiechnął się.
Otworzył drzwi, a ci od razu wlecieli do pokoju z owocowym tortem. Po szybkim zdjęciu butów pobiegli do pokoju Jungkooka i głośno zaczęli śpiewać “sto lat”. Jeon uniósł swój zdziwiony wzrok na przyjaciół. Początkowo nie wiedział, dlaczego śpiewają mu tę piosenkę. Musiała minąć naprawdę długa chwila, zanim dotarło do niego, że to dzisiejszego dnia wchodzi w dorosłość.
Podniósł się z obrotowego, skórzanego krzesła i podszedł do przyjaciół, którzy otoczyli go z każdej strony. Taehyung z uśmiechem stanął za Jeonem, by z czułością objąć go w pasie i przytuliwszy się do jego pleców, dać uczucie bliskości oraz bezpieczeństwa.
- Pomyśl życzenie! - uprzedził go Namjoon, zanim Jungkook zdmuchnął świeczki z tortu, który w swoich rękach trzymał Jimin.
Solenizant przymknął powieki, w głowie wypowiadając życzenie. Dopiero potem zgasił płonący ogień. Gdy dym ze świeczek roznosił się po pomieszczeniu, wszyscy zaczęli klaskać.
- Nasz malutki Jungkookie już jest taki duży - powiedział Seokjin, ocierając spod oka wyimaginowaną łzę.
- Nie rozpaczaj, hyung. Przecież to dalej jest nasz słodziutki maknae. - Namjoon uśmiechnął się pocieszająco. Zgarnął palcem z tortu odrobinę bitej śmietany i zadziornie wytarł ją o czubek nosa Seokjina. Dosłownie sekundę później policzek Jungkooka został umorusany słodyczą, nie tylko przez Namjoona, ale i resztę jego hyungów.
Za każdym razem, kiedy którykolwiek z nich miał urodziny, solenizant kończył z twarzą upiększoną o biały krem. Normalnie Jeon pewnie by się zdenerwował, jednak śmiechy i dobre nastroje jego przyjaciół rozmyły wszystkie złe emocje. Poza tym, była to już swojego rodzaju tradycja.
Całą siódemką przeszli do salonu. Jimin postawił tort na środku niskiego stolika, wokół którego już po chwili wszyscy zajęli miejsce. Taehyung przeszedł do kuchni, z której wrócił po kilkunastu sekundach z talerzykami oraz dużym nożem.
Jungkook ostrożnie przejął od starszego nóż, którym równo rozdzielił, już nieco zepsuty, tort. Jeszcze ze sztućca dał spróbować kawałek Taehyungowi, a potem poczęstował grzecznie całą resztę.
- Jungkookie, twój prezent jeszcze do nas nie dotarł, więc dostaniesz go nieco później. Póki co możesz wskazać kogokolwiek, od kogo chcesz buziaka w ramach rekompensaty. Pasi?
Wszyscy, jak jeden mąż, bezzwłocznie spojrzeli na Hoseoka, który jedynie rozłożył ramiona.
- Nie gadaj głupot. Jeszcze ci mało? Mam ci przypomnieć grę w “Króla nerwów” dwa lata temu? - Jimin pokręcił głową, rozkładając ręce.
Każdy chciał coś powiedzieć na ten temat i głosy zmieszały się w jeden, wielki chaos. Tylko Jungkook siedział spokojnie z rękami pomiędzy kolanami.
- Taehyung - wyszeptał.
W tym momencie wszyscy ucichli. Siedzący obok niego Namjoon położył dłoń na ramieniu młodszego, a potem lekko się odchylił, by móc dojrzeć szukającego po szafkach w kuchni napoju najmłodszego Kima.
- Taehyung, możesz go pocałować! - zawołał.
Blondyn momentalnie się odwrócił, otwierając w zdziwieniu ciemne oczy. Widząc zaskoczoną minę chłopaka, Jimin roześmiał się głośno, a zaraz za nim reszta.
Jungkook zarumienił się. Próbował ukryć swoje rumiane policzki za uśmiechem, jednak czerwień opuściła jego twarz dopiero, kiedy temat zszedł na coś zupełnie innego. Odetchnął wtedy z ulgą.
Ciągle karcił się w myślach, że akurat wtedy imię starszego opuściło jego usta. Mimo, że Taehyung nie sprawiał wrażenia, jakoby sytuacja sprzed kilku minut w ogóle go obeszła. Nawet jeśli faktycznie tak było, Jungkook nie potrafił spojrzeć mu w oczy. Najchętniej schowałby się pod kocem i zaszył w miejscu, w którym nikt by go nie znalazł.
Nie chciał się okłamywać, dlatego nawet nie myślał o tym, że nie chciałby tego pocałunku. Uczucia do Kima codziennie wypełniały jego ciało. Codziennie czuł, że z każdym dniem trudniej żyć obok niego tylko jako przyjaciel.
Po dwóch godzinach piątka starszych opuściła mieszkanie Jungkooka i Taehyunga. Podczas gdy Kim odprowadzał ich do drzwi, najmłodszy sprzątał wszystkie naczynia ze stolika i nieśpiesznie zanosił je do zlewu. Na samą myśl o tym, że zostanie sam na sam z Taehyungiem po tym, jak wskazał go jako osobę do pocałunku, dostawał palpitacji serca.
Tak bardzo chciałby uciec razem z jego hyungami…
- Jungkook, dużo masz jeszcze do sprzątania? - Usłyszał wraz z zamknięciem drzwi.
Nagle cały się spiął. Zbliżające się kroki tylko bardziej go zestresowały. Sztywno przeszedł do kuchni z ostatnim talerzykiem i sztućcami.
- Nie. Znaczy… Zostały jeszcze kubki - powiedział w końcu, wkładając naczynia do zlewu.
Już chciał się odwrócić, by zebrać ze stolika szklanki, jednak zatrzymał się w miejscu, kiedy tylko dostrzegł Taehyunga. Stał niemalże zaraz za nim.
Jungkook poczuł, jak serce od razu podskakuje mu do gardła. Oparł się rękami o blat i westchnął głęboko.
- Hyung, nie strasz mnie tak.
- Mogę?
Jeon zamrugał kilkakrotnie, mając w duchu nadzieję, że Taehyungowi chodzi o pozmywanie naczyń. Odsunął się więc od zlewu i skierował kroki do wyjścia z kuchni, podwijając przy tym rękawy bluzy.
- Pewnie. Tylko musisz wyciągnąć nowy płyn - mruknął. Nieco przyśpieszył kroku, chcąc jak najszybciej zniknąć za drzwiami swojego pokoju.
- C-co? Jungkook, nie o to “mogę” mi chodziło.
- Nie? To o co? - Młodszy zatrzymał się w miejscu, po czym sztywno odwrócił do starszego.
Nie ruszał się, kiedy Taehyung do niego podchodził. Miał głupie wrażenie, że wszystko zatrzymało się w miejscu, razem z jego funkcjami życiowymi. Tylko Kim wydawał się żywy i, przede wszystkim, szybki, bo Jeon nawet nie zauważył, kiedy starszy stał tuż przy nim.
- O pocałunek.
- Pocał… ach, hyung. Tak tylko palnąłem. Namjoon też to opacznie zrozumiał. Nie chodziło mi o to - powiedział na jednym wydechu, chcąc jak najszybciej zakończyć temat i zaszyć się w swoim pokoju. Uśmiechnął się nerwowo, po czym poklepał starszego po piersi, by rozluźnić, w jego mniemaniu, bardzo krępującą atmosferę.
- A gdybym cię teraz pocałował?
Starszy złapał nadgarstek młodszego, tym samym nie pozwalając mu daleko odejść. Jungkook patrzył w ciemne oczy hyunga. Sam nie potrafił stwierdzić, co w nich widział. Nie potrafił odczytać niczego. Zanim udzielił odpowiedzi, przełknął głośno ślinę i spuścił głowę.
- Nie miałbym nic przeciwko - szepnął.
Nie wiedział, w którym momencie zebrał w sobie odwagę, by ponownie spojrzeć na Taehyunga. I wtedy poczuł błogość.
Kim uśmiechał się w ciepły, czuły sposób. W jego spojrzeniu Jeon w końcu odnalazł treść.
- To… chodź.
Blondyn bardzo delikatnie pociągnął rękę młodszego. Jungkook za tym gestem zbliżył się do starszego i momentalnie poczerwieniał na policzkach. Nie spodziewał się tego, że Taehyung wybuchnie nagle śmiechem.
Młodszy stał w miejscu i czuł, jak jego oczy szklą się słonymi łzami.
Dlaczego Taehyung się roześmiał? Czy tylko żartował? Może chciał się chwilę zabawić jego uczuciami?
Gdyby nie to, że starszy wciąż trzymał jego nadgarstek, Jeon uciekłby jak najdalej. Gdzie siedziałby tylko on, jego urażona duma i złamane serce.
- Przepraszam. Jesteś po prostu taki uroczy - powiedział Kim, kiedy zatrzymał śmiech.
Nie czekał już na nic, nie chciał wykonywać niepotrzebnych ruchów. Puścił nadgarstek Jungkooka tylko i wyłącznie po to, by ułożyć dłonie na jego szyi. Z uśmiechem połączył ich wargi w pocałunku. Początkowo nieśmiało musnął delikatnie usta młodszego. Nacisk wydawał się Taehyungowi niemal niewyczuwalny. Odczuł jednak słodki smak Jungkooka i to zachęciło go do tego, by pogłębić pocałunek, który ku jego uciesze, został od razu odwzajemniony.
Jeon odnosił wrażenie, jakby miał się zaraz rozpłakać. Ale tym razem nie z poniżenia, zawodu, a ze szczęścia.
Niepewnie oplótł ręce na szyi starszego i nieśmiało odwzajemniał pocałunek. Moment, w którym Taehyung objął go w pasie, zdecydowanie dodał młodszemu pewności.
W końcu całował te wargi, o których tyle myślał, które tak kochał i pragnął. Sam nie mógł uwierzyć w to, co się właśnie działo. Taehyung smakował tak wspaniale…
- Przestań się tak uśmiechać! - powiedział z rozbawieniem starszy, kiedy uniesione kąciki ust Jungkooka uniemożliwiły mu pełne rozkoszowanie się pocałunkiem.
Jeon był cały zarumieniony, jego oczy szkliły się ekscytacją, delikatnie się trząsł. Kima jednak najbardziej cieszyło to, że wywołał jego uśmiech. Ten szczery, prawdziwy, wesoły uśmiech.
- Wybacz. Jestem po prostu taki szczęśliwy - szepnął młodszy, starając się z całych sił zahamować parsknięcie śmiechem.
Taehyung zaczesał kosmyk brązowych włosów chłopaka, by miękkie końcówki nie drażniły jego roześmianych oczu.
Jeon jednak nie wytrzymał i cicho się zaśmiał. Starszy odchylił głowę do tył, jęcząc przy tym niezadowolony.
- Dlaczego robisz z tego taką niekomfortową sytuację?! - powiedział dość głośno i wlepił wzrok w sufit.
- Ja? To ty mnie ciągle trzymasz!
- I nie puszczę.
- Hyuuuung!
- Aj, cicho już bądź. - Taehyung uśmiechnął się delikatnie. Wplótł palce w miękkie włosy Jungkooka, a już po chwili zamknął jego czerwone, rozweselone wargi czułym, upragnionym pocałunkiem.

Pocałunek #6 ~ Pełen miłości

Taehyung czuł mokrą plamę pod policzkiem, która powiększyła się, jak tylko kolejne łzy po wędrówce przez twarz chłopaka, wsiąknęły w poduszkę.
Oczy piekły go od płaczu coraz bardziej, ale nie potrafił go powstrzymać. Chciał poczuć się lepiej i po cichu liczył na to, że uronienie morza łez mu w tym pomoże.
Ścisnął w dłoniach miękki, szary koc. Pociągnął nosem tak głośno, że zwabiło to do salonu Jungkooka, który od kilkunastu dobrych minut siedział w łazience.
- Hyung? Czy ty płaczesz? - spytał od razu, wychylając się zza drzwi. Nie zwrócił uwagi na to, że wciąż miał białe, myjące mydło na twarzy. Jego ukochany Taehyung płakał. Dosłownie rzucił więc wszystko, co robił, byleby tylko znaleźć się obok ukochanego.
Taehyung kiwnął leciutko głową.
Młodszy na sekundę zniknął ponownie za drzwiami łazienki, jak najszybciej zmywając z twarzy oczyszczające mydło. Potem od razu wystrzelił do salonu, gdzie usiadł na brzegu kanapy.
- Co się stało? Czemu jesteś smutny? - zapytał czułym głosem i pogładził delikatnie okryte kocem ramię starszego.
Kim wyglądał jak kułębek nieszczęścia. Jungkook nienawidził go w takim stanie i był gotowy zrobić wszystko, byleby tylko łzy przestały lecieć z jego oczu.
- Dzisiaj też wychodzisz? - szepnął starszy, przewracając się na plecy, by móc bezproblemowo patrzeć na szatyna.
Jeon już dobrze wiedział o co chodzi. Przełknął jedynie ślinę i zaczesał miękkie włosy ukochanego.
- Tak, przepraszam. Naprawdę chciałbym zostać, ale obiecałem stawić się w laboratorium i…
- Od miesiąca ciągle gdzieś gonisz. Nie masz nawet chwili, żeby zjeść ze mną obiad. - Tae pociągnął nosem, a po chwili podniósł się z pozycji leżącej do siedzącej.
Przez mgłę stworzoną z łez widział rozmazaną twarz Jungkooka, jednak jak tylko kropelki opuściły jego oczy, była bardziej wyraźna.
- Tęsknię za tobą, Kookie. Chcę w końcu spędzić z tobą chociaż głupi wieczór. Proszę, zostań dzisiaj w domu.
Jungkook zdawał sobie sprawę z tego, że ostatnio zaniedbał Taehyunga. Nie spodziewał się jednak tego, że doprowadzi przez to Kima do płaczu. Nie chciał widzieć jego łez.
Młodszy zacisnął zęby, by samemu się nie rozpłakać.
Poczuł się winny całej sytuacji i od razu szukał odpowiedniego rozwiązania tej sytuacji. Podskórnie czuł, że jeżeli dalej będzie tak egoistycznie brnął dalej, pomijając przy tym Taehyunga oraz jego poczucie bliskości, które zwyczajnie nie jest przez Jungkooka wystarczająco zaspokajane, to zburzy ich związek. A tego by sobie nie wybaczył.
Przejechał językiem po wewnętrznej stronie policzka. Spojrzał na czerwoną od płaczu twarz Taehyunga, a już po chwili ujął ją w swoje dłonie. Wytarł kciukami jego łzy i z czułością ucałował czoło, jakby chciał załagodzić tym wszystkie zadane rany.
- Przepraszam - szepnął, a potem podniósł się z miejsca.
Taehyung czuł, jak gula staje mu w gardle. Jungkook znowu zostawi go samego. Znowu będzie zasypiał sam.
Już widział, jak Jeon poprawia koszulę, zakłada idealnie wyczyszczone buty, narzuca płaszcz i wychodzi. Oczy jego wyobraźni jednak dały mu zły obraz, gdyż Jungkook zrobił coś, o co po cichu ciągle prosił.
Młodszy lekko przesunął Taehyunga bliżej krawędzi kanapy. Podniósł koc i ułożył się wygodnie za starszym, jedną rękę podkładając pod jego głowę, a drugą obejmując w pasie. Przytulił się do jego pleców, składając delikatny pocałunek na karku.
- N-nie musisz już iść? - zapytał cichutko Taehyung.
- Dzisiaj zostaję z tobą w domu.
Jungkook przymknął powieki, jednak rozchylił je w momencie, w którym poczuł jak Kim przewraca się na drugi bok. Wymienił spojrzenie ze starszym, na którego ustach pojawił się szeroki uśmiech. Pogładził delikatnie jego policzek, nieco unosząc kąciki ust. Nic nie cieszyło go bardziej, niż to małe szczęście, które na nowo ociepliło serce Taehyunga.
Jeon doskonale wiedział, że jeżeli nie pojawi się dzisiaj w laboratorium, będzie miał kłopoty. Jednak wolał mieć problemy na studiach, niż z każdym dniem tracić swojego ukochanego hyunga, o którego uczucie tak długo się starał.
Niewiele myśląc przytknął swoje wargi do tych nieco rozchylonych, nawilżonych, różowych Taehyunga. Pieścił je z ogromną czułością, delikatnością i miłością, której na ten pocałunek nie szczędził. Pieszczota stała się o wiele przyjemniejsza w momencie, kiedy została odwzajemniona z równie wielkim uczuciem.
Jeon gładził dłonią policzek Kima, ale przestał wtedy, gdy smukłe palce starszego znalazły się na tych jego.
Pocałunki z Taehyungiem były zdecydowanie najprzyjemniejszą pieszczotą, jakiej doświadczył. Gdyby tylko mógł, całowałby go całe swoje życie, to wieczne również.

~*~

Pocałunek #18 - Toksyczny

Jeon leżał w łóżku. Chusteczką co chwila ocierał zaczerwieniony na koniuszku nos, z którego katar leciał jak z kranu. Biała pościel wydawała się bardziej szara. Jungkook po cichu miał nadzieję, że, no właśnie, tylko wydawała.
- Wróciłem!
Po mieszkaniu rozległo się wołanie Tae, które akurat teraz było dla Jeona nadzwyczaj głośne. Drażnił go jego własny oddech, bicie serca zdawało się mieć częstotliwość startującego samolotu.
Kochał Taehyunga całym sobą. Kochał jego głos, jego śmiech, jego szept, ale dzisiaj był tak wymęczony nagłą chorobą, że nie marzył o niczym innym, jak o ciszy.
Mógł się nią rozkoszować jeszcze przez krótszą chwilę, bo już po sekundzie drzwi do sypialni otworzyły się ze skrzypnięciem.
- Dzień dobry, hyung - wymamrotał ledwo słyszalnie, kiedy Kim usiadł na brzegu dużego łóżka.
Jungkook przytknął chusteczkę do nosa, zmieniając pozycję z leżącej na siedzącą. Oparł się plecami o drewniany zagłówek i popatrzył na starszego.
- Jak się czujesz? - spytał Kim, kładąc dłoń na udzie szatyna.
- Gorzej niż wczoraj. Trochę tak, jakbym umierał. - Jeon zaśmiał się słabo, zaciskając chusteczkę w dłoni.
- Kupiłem ci trochę ziół. Zaraz zrobię ci okład, dobrze?
Kim przejechał dłonią po nieco wilgotnych włosach Jungkooka i posłał mu ciepły uśmiech. Jungkook zgodził się jedynie kiwnięciem głowy. Nie miał zbytnio siły, by zająć się sam sobą. Dlatego cieszył się, że miał obok siebie Kima, który zatroszczy się o niego.
Starszy w pewnym momencie wydął wargi, po czym lekko pochylił się ku Jeonowi.
- Hyung, zarażę cię.
- A może to ja cię uzdrowię?
Taehyung poruszał zabawnie brwiami. Jeon cicho zachichotał, jednak przyszło mu to z ogromnym trudem. Wszystko w jego organizmie od razu zaczęło go boleć. Nie zamierzał jednak odmawiać Taehyungowi pocałunku.
Ucieszony Kim zbliżył twarz do młodszego. Jungkook już delikatnie się uśmiechnął, kiedy starszy pokonywał ostatnie dzielące ich milimetry. Jednak nagle poczuł coś, co w tym momencie nie powinno się dziać. W głowie odliczał sekundy do katastrofy.
- Aću!
Jeon kichnął tak głośno, że leżący po drugiej stronie łóżka biały, puszysty kot o imieniu Lei, zerwał się z miejsca jak oparzony. Nie inaczej był zaskoczony Taehyung, któremu Jungkook kichnął prosto w twarz.
Młodszy otworzył szeroko oczy, jak tylko dotarło do niego, co zrobił. Przez moment patrzył na Taehyunga, który znajdował się tak blisko, że jego wargi minimalnie dotykały jego ust.
Blondyn nie otwierał oczu, a tylko mocniej zacisnął powieki. Zmarszczył nos i zacisnął wargi w wąską linię.
Jungkook sięgnął po świeżą chusteczkę, którą otarł twarz starszego. Nie bardzo miał z czego, gdyż nie opluł Taehyunga, jednak zrobił to mimo wszystko. Jeon odetchnął z ulgą, kiedy kąciki ust ukochanego uniosły się, a po chwili ukształtowały w prostokątny, rozbawiony uśmiech. Kilka sekund później do jego uszu dotarł śmiech starszego, na którego dźwięk sam się zaśmiał.




~~~

Nie przybywam do Was z nowiuśkim rozdziałem czegokolwiek. Miałam takie plany, ale nic nie pykło. W ferie zamiast pisać coś, co już trwa, rozpoczęłam zupełnie nową serię i tak bardzo się w nią wkręciłam, że całymi dniami ją piszę xD 
Shot bez większej fabuły, po prostu słodki. Leżał sobie w folderze. Usłyszałam jakąś piosenkę w radiu i przy słuchaniu jej wymyśliłam go sobie.
* Bez bicia się przyznam, że nie oglądałam “Pamiętnika” xD Wykorzystałam zdjęcie z plakatu.

sobota, 31 grudnia 2016

2. Bulletproof

New rules


~*~
- Kookie?
Znajomy głos Jimina wyrwał mnie z płytkiego snu. Po otworzeniu oczu, pierwszą osobą jaką zobaczyłem, był sam Park. Przez dłuższą chwilę przyglądałem się jego twarzy. W jego oczach dostrzegłem już nie tyle co strach i zmęczenie, a raczej troskę, zakłopotanie, niepewność.
Lekko przesunąłem głowę. Metalowy pręt barierki zaczął już mocno uwierać tę część głowy, którą o niego opierałem.
- Jungkookie, co się stało? - spytał nagle.
Park usiadł na piętach stopień pode mną i położył swoje małe dłonie na moich kolanach.
Pomiętosił chwilę w palcach cienki, niebieski kocyk, którym się otuliłem.
Nie spuszczałem z niego wzroku. Byłem zbyt zafascynowany tym, jak Jimin potrafił przez tak długi czas ukrywać przede mną prawdę.
Park był kłamcą. Był przestępcą.
Skąd mogłem mieć pewność, że nazywał się Park Jimin? Skąd mogłem mieć pewność, że za chwilę mnie nie zabije? W głowie miałem tyle przeróżnych myśli, których z każdą sekundą pojawiało się więcej, jak tylko patrzyłem na jego niewinną, nieco dziecinną twarz.  
Dokładnie wiedział jak wygląda moje życie, jak bliskie mam stosunki z Minhyukiem, a mimo wszystko ukrywał całą prawdę, którą przecież miałem prawo znać. Bez względu na to, jak odciągnie mnie ona od dobrego, szczęśliwego miejsca.
Oczy Jimina powiększyły się, jak tylko wyciągnąłem spod koca niewielki, srebrny pistolet, który nie zawahałem się przystawić do skroni Parka.
Rudzielec westchnął głęboko i wlepił spojrzenie w swoje dłonie, wciąż trzymane na moich kolanach.
- Mówiłem Minhyukowi, że prędzej czy później wszystkiego się dowiesz…
- Nie wiem nic poza tym, że ukrywacie przede mną coś ważnego.
Jimin uniósł na mnie swój wzrok, po czym delikatnie złapał mój nadgarstek. Odsunął broń od swojej głowy, a następnie ją wziął i odłożył na bok.
Bez żadnego słowa więcej wpatrywał się w moją twarz, która nie zdradzała żadnej emocji. W końcu osunął z mojej szyi skrawek niebieskiego koca. Odkrył ślady po ugryzieniach i malinki. Wodził wzrokiem po każdym, czerwonym naznaczeniu.
- To nie ze mną powinieneś o tym rozmawiać - powiedział spokojnie po czym stanął na nogi.
Odsunął odpoczywającego obok mnie Winnera i usiadł na równi ze mną.
[...]
Park zajął się mną jak najlepiej tylko potrafił. Zrobił coś ciepłego do picia, do jedzenia, wyszedł za mnie z Winnerem na spacer i wrócił do siebie dopiero, kiedy zasnąłem.
Koło 4 w nocy obudziły mnie kroki i strumień światła, wpadający przez otwarte drzwi.
Niechętnie uchyliłem jedno oko. Minęła dłuższa chwila zanim Minhyuk położył się po drugiej stronie łóżka. Skuliłem się nieco bardziej i ścisnąłem w palcach śnieżnobiałą kołdrę.
Nagle poczułem, jak starszy przytula się do moich pleców i wsuwa rękę pod gumkę moich spodenek. Pogładził delikatnie biodro, przejechał nosem po karku, na którym złożył nikły pocałunek.
Czułem na skórze jego ciepły oddech. Jego dotyk palił. Palce, którymi przejeżdżał zmysłowo po biodrze, rozcinały skórę. Gorące wargi wypalały boleśnie swój kształt. Jego wplecione nogi między moje łamały kości. Jego obecność bolała mnie tak bardzo, że miałem ochotę jak najszybciej zerwać się z miejsca.
Byłem jednak zbyt zmęczony by wstać.
[...]
Jak tylko obudziłem się następnego poranka, dość szybko wyszedłem z łóżka i przeszedłem do łazienki, nawet nie zastanawiając się nad tym, czy mógłbym Minhyuka obudzić.
Wypełniłem białą, głęboką wannę gorącą wodą i dolałem różanego płynu do kąpieli.
Ten zapach zawsze mnie uspokajał. Odkąd tylko Minhyuk kilka lat temu kupił taki płyn, pokochałem tę woń. Kojarzyła mi się z domem, miłością, szczęściem, spokojem i przede wszystkim z Minhyukiem.
Zrzuciłem z siebie piżamę, po czym wszedłem powoli do wanny. Mruknąłem zadowolony, czując jak woda oraz miękka piana otulają moje ciało. Odchyliłem głowę, lekko osunąłem się w dół i zatopiłem się w wodzie po usta.
Przymknąłem oczy, rozkoszując się tym, jak ciepło rozluźnia moje mięśnie, a różany zapach koi wszystkie zmysły.
Oddałem się temu przyjemnemu uczuciu i starałem nie myśleć o niczym. Niestety okazało się to niemożliwe. Zdecydowanie za dużo pytań rodziło się w mojej głowie. Układałem rozmowę, jaką przeprowadzę z Minhyukiem. Słowo w słowo wymyślałem kolejne pytania, które mu zadam, by dojść do prawdy. Szarpnąłem się jednak w złości za ciemną grzywkę, kiedy dotarło do mnie, że to bezcelowe. I tak wszystko potoczy się swoim torem.
Słyszałem za drzwiami coraz to głośniejsze kroki, a kiedy ucichły pod drzwiami do łazienki, cały się spiąłem.
- Jungkook-ah, mogę wejść? - Usłyszałem wraz z cichym pukaniem.
- Nie - odpowiedziałem stanowczo.
- Dobra, to wchodzę.
Westchnąłem głośno, kiedy Minhyuk uchylił drzwi i wszedł do środka. Dlaczego on nigdy się mnie nie słucha?!
Podszedł do umywalki i umył zęby. Dokładnie obserwowałem każdy ruch, jakbym chciał się upewnić, że jego istnienie jest prawdą.
Spojrzałem na odbicie starszego w lustrze, który przyglądał się swoim białym, lśniącym zębom.
- Podobno nic nie ukryje się przed lustrzanym odbiciem - powiedział, zerkając na mnie.
Widząc tę niepewność, ale i jednocześnie charyzmę w jego oczach, momentalnie odwróciłem wzrok.
Zmoczyłem gąbkę, nasączyłem ją wodą pomieszaną z płynem, aby po chwili przejechać nią po ramieniu.
- Tobie jakoś się udawało - wymamrotałem.
Minhyuk głęboko westchnął. W mgnieniu oka podszedł do wanny, a już po chwili usiadł na jej brzegu.
Spuścił głowę. Jego dłoń przecięła pianową kołdrę, a następnie mleczną taflę wody.
Dokładnie przyjrzałem się jego dłoni. Miał idealnie proste palce, szczupłe i zgrabne, nie zniszczone przez ciężką pracę, dokładnie nawilżone, blade, zdrowe.
Tak właśnie wyglądały ręce kłamcy?
- Powinieneś zadzwonić najpierw do mnie, nie do Jimina.
- Skąd miałem wiedzieć, że się mnie nie pozbędziesz, jak tylko wszystkiego się dowiem?
- Kookie, jesteś moim chłopakiem. Jak mógłbym się…
- No właśnie. Jestem twoim chłopakiem. Dlaczego mi niczego nie powiedziałeś? - wtrąciłem, zanim Minhyuk zdążył dokończyć zdanie. Nieco się uniosłem i spojrzałem prosto na twarz starszego.
- Chciałem cię chronić. To nie jest świat dla kogoś takiego jak ty. Nie chciałem cię w nic wciągać - powiedział nieco ciszej, po czym wyciągnął dłoń z wody. Wytarł ją w swoją koszulkę.
- Nawet nie wiem co to jest za świat. Wiem tylko, że ukrywasz przede mną coś złego i nie wiem co. Hyung, powinienem znać prawdę. Niewiedza mi nie pomoże.
- Ale będzie dla ciebie bezpieczniejsza.
- Bezpieczniejsza?! Kiedy?! Kiedy ta niewiedza mnie obroni?!
Uniosłem ostro głos. Serce zaczęło mi bić z zawrotną prędkością. Nigdy wcześniej nie czułem takiej złości.
Dosłownie sekundę później poczułem się winny z powodu wybuchu. Nigdy nie krzyczałem na Minhyuka. Nie mogłem. Byłem przecież młodszy od niego i moim obowiązkiem było okazać mu szacunek. Nawet, jeżeli przez swoje ukrywanie prawdy sprawił, że nie czułem szacunku z jego strony.
- Przepraszam - wymamrotałem pod nosem.
Odwróciłem głowę w stronę okna, byleby tylko nie patrzeć na starszego. Nie potrafiłem spojrzeć mu w twarz.
- Miałeś w ogóle zamiar kiedykolwiek powiedzieć mi prawdę?
Minhyuk na moje pytanie westchnął. Wróciłem spojrzeniem na bruneta. Chciałem dokładnie widzieć jego reakcję.
- N-nie. Na samym początku myślałem, czy w ogóle powinienem się z tobą zadawać. Miałeś przecież tylko 16-ście lat i nie wiedziałem jakbyś zareagował, gdybym ci powiedział o tych wszystkich, złych rzeczach. Jesteś w końcu taki niewinny, uroczy, czysty… Chciałem być dla ciebie hyungiem, którego byś podziwiał i szanował. Nawet nie wiesz jak bolało mnie serce, kiedy musiałem kłamać ci prosto w oczy.
- Och proszę, nie rób z siebie ofiary. - Prychnąłem lekceważąco.
Lee zacisnął wargi w wąską linię.
- Nie robię. Chodzi mi po prostu o to, że dla mnie ta cała sytuacja też nie jest prosta. Nie jestem tym, za kogo mnie uważasz, Jungkook.
- Na te słowa czekałem. - Odetchnąłem głęboko. - Powiedz mi w końcu, jak naprawdę jest.
Hyuk przeczesał palcami ciemne włosy, wzdychając przy tym głośno. Ku mojemu zaskoczeniu, nagle stanął na nogi. Zdjął z siebie koszulkę, bieliznę, po czym nie pytając mnie o zdanie po prostu wszedł do wanny. Usiadł naprzeciwko mnie. Przyciągnąłem wtedy nogi do klatki piersiowej, ani na moment nie spuszczając wzroku ze starszego.
- Prowadzę firmę, tak jak mówiłem. To najlepsza nakładka na rozliczenia podatkowe.
- Handlujesz bronią?
- Tak.
- Narkotykami?
- Też.
- Handel ludźmi? Prostytucja?
- Nie moja działka.
- Jak długo?
- Miałem 16 lat, kiedy sprzedałem pierwsze dragi.
- Zabiłeś kogoś?
- Tak.
Poczułem jak po moich plecach przechodzą silne ciarki. Minhyuk był ucieleśnieniem wszystkich rzeczy, które znajdują się w tym świecie, którego nie chciałem znać, nie chciałem widzieć. Który przykryłby ciemnością moją czystość i niewinność.
Spuściłem głowę i wlepiłem spojrzenie w taflę wody, która za sprawą płynu do kąpieli, przybrała mleczny, lekko poszarzały kolor.
- Jeśli chcesz odejść, nie będę cię zatrzymywał.
Zagryzłem dolną wargę. Myślałem o tym. Odejście od Minhyuka byłoby chyba najrozsądniejszym wyjściem. Nie narażałbym się na jakiekolwiek działanie tego całego złego świata, przed którym tyle się wzbraniałem.
W jednej chwili uderzyła mnie myśl, że Minhyuk faktycznie chronił mnie przed tym światem. Ta niewiedza, o której mówił, była dla mnie prawdziwym błogosławieństwem. Nie wiedziałem jeszcze w jakich sytuacjach się sprawdzi. Z drugiej strony, może nic się nie zmieni? Może wszystko będzie tak jak dawniej? Przecież Minhyuk nie zmusza mnie do niczego złego.
- Nie chcę odchodzić. To byłaby chyba kara dla mnie, bo mimo wszystko wciąż cię kocham. Ale przekroczyłeś wszelkie granice zaufania. Jesteś przestępcą i pamiętaj, że ja teraz o tym wiem.
- Tak - wymamrotał cicho i popatrzył na mnie z tą iskierką w oczach, której dawno nie widziałem - z iskierką nadziei.
- Od dzisiaj mówisz mi prawdę i tylko prawdę, jasne?
Starszy pokiwał twierdząco głową.
- I nie przynosisz tych wszystkich brudów do domu. Nie chcę tutaj widzieć żadnych dragów, broni. A jeżeli dowiem się, że ktoś zginął z twojej ręki, obiecuję, że odejdę i nie zawaham się pójść na policję.
Minhyuk wymamrotał cichą zgodę. Złapał moje dłonie, które mocno ścisnął i podsunął pod swoje usta. Już po chwili poczułem, jak jego miękkie wargi z czułością odciskają się na mokrej skórze.
- Nie chcę cię w to wszystko mieszać - wyszeptał. - Kocham cię i nie wybaczyłbym sobie, gdybyś ode mnie odszedł.
- Czy poza tym wszystkim, ukrywasz coś jeszcze, o czym powinienem wiedzieć?
Starszy pokiwał głową. Spojrzał w moje oczy i po ciężkim przełknięciu śliny, opowiedział mi wszystko. Jego głos był spokojny, opanowany. Miałem wrażenie, jakby sam odczuwał ulgę i chciał opowiedzieć mi tę prawdziwą historię.
Gdy miał 15 lat powiedział rodzicom, że jest gejem. Po tej wiadomości rodzice wyrzucili go z domu. Nie miał gdzie się podziać, trochę kradł, aż w końcu otrzymał pomoc od pewnej kobiety, której mąż zajmował się brudnymi interesami. Stamtąd była już prosta droga do tego, żeby stracił moralność. Szczególnie, kiedy po śmierci ojca zachorowała jego matka. Chciał opłacić jej leczenie, a ze sprzedaży narkotyków, broni, pieniądze są przecież niemałe. Szef grupy przestępczej, dla której pracował Minhyuk bardzo go lubił i jak tylko osiągnął wiek pełnoletni, zaczął go przenosić na coraz to wyższe stanowiska w hierarchii. Dostał też broszkę w kształcie głowy jelenia z dużymi rogami, która była symbolem całej grupy. Zacząłem sobie przypominać, że na każde “wyjazdy służbowe”, Minhyuk faktycznie przypinał ją do koszuli czy marynarki.
W międzyczasie pomógł Jiminowi i od tamtego momentu się przyjaźnią. Ale nie chciał mi opowiedzieć historii Jimina. Podobno jest jeszcze trudniejsza.
W tym czasie w którym mnie poznał, był już prawą ręką szefa. Rok temu ten został zastrzelony, a hyung przejął całą władzę.
Nieświadomie drżałem słuchając tej historii. Patrzyłem na Minhyuka jak na człowieka, którego pierwszy raz widzę na oczy. Gdzie się podział ten dojrzały, cieszący się szacunkiem biznesmen? Przed sobą miałem tylko cwaniaka, kłamcę i przestępcę. A mimo to nie czułem, żebym kochał go inaczej. Może nie miałem już do niego zaufania, zdawał mi się obcy, ale moje serce wciąż biło dla niego w tym samym rytmie.
- Mogę od dzisiaj wchodzić do twojego gabinetu, hyung? - spytałem, po czym oparłem policzek na kolanie.
Minhyukie uśmiechnął się ciepło i kiwnął twierdząco głową.
- W końcu - żadnych tajemnic, prawda?
Siedzieliśmy w wannie dopóki woda nie wystygła. Pierwszy wyszedłem z wanny. Od razu wytarłem się ręcznikiem, po czym oplotłem go na swoich biodrach.
- Jungkookie - zawołał mnie głębokim, seksownym głosem. Oparł policzek na brzegu wanny i spojrzał na mnie pełnym fascynacji wzrokiem.
Wytarłem mniejszym ręcznikiem włosy, a po chwili zerknąłem na starszego zza ramienia.
- Czy będzie to nie na miejscu, jeśli zaproponuję teraz szybki numerek? - Uniósł prowokacyjnie brew oraz kącik ust.
- W twojej obecnej sytuacji, to tak, będzie to bardzo niestosowne - burknąłem nieco zawstydzony.
- Oj Kookie. No weź. Chodź do tatusia. - Wydął uroczo dolną wargę i wyciągnął ręce w moim kierunku. Sam natomiast odwróciłem się twarzą do niego. Zmarszczyłem niezadowolony brwi.
- Tatu… C-co? Nie mów takich rzeczy! - Rzuciłem mniejszym ręcznikiem prosto w twarz starszego, po czym jak najszybciej opuściłem łazienkę.
[...]
Nie potrafiłem skupić się na wykładach. Ciągle krążyłem myślami wokół tego wszystkiego, co powiedział mi Minhyuk.
Mój nieprzytomny wzrok od razu wyłapała Saehyun, która siedziała obok i przyglądała mi się z dobrych kilkanaście minut.
- Jungkook? - szepnęła, po czym szturchnęła mnie ramieniem.
Szybko odzyskałem świadomość i powędrowałem wzrokiem na dość pulchną szatynkę.
- C-co?
- Nic. Po prostu cały czas jesteś nieprzytomny. Coś się stało? - spytała z troską, lekko pochylając się nad drewnianą ławką, by móc spojrzeć na moją twarz.
- Wszystko w porządku. Mam tylko małe zawirowania w domu - wyjaśniłem. Posłałem dziewczynie delikatny uśmiech, by ją uspokoić.
- No dobrze, powiedzmy, że ci wierzę. Ale pamiętaj, że gdybyś miał ochotę porozmawiać, to jestem do twojej dyspozycji.
Saehyun uniosła kąciki ust, obdarzając mnie ciepłym, przyjacielskim uśmiechem. Skinąłem głową w geście podziękowania.
Od razu po zakończeniu wykładów, spojrzałem na wyświetlacz telefonu.

=> “Jungkookie, mój kochany ptysiu misiu, o 18 masz iść do lekarza?! Znalazłem w twoich spodniach karteczkę. Co się dzieje?! Boże! Kookie! To coś poważnego?! O_o”

Westchnąłem głośno, jak tylko przeczytałem wiadomość od Minhyuka. Przystanąłem w miejscu, by na spokojnie odpisać na smsa.

“Hyung, dlaczego sprawdzałeś moje spodnie? Tak, o 18 idę do lekarza. To w sumie za pół godziny… Od przedwczoraj boli mnie gardło. To nie jest nic poważnego. Od razu po wizycie wrócę do domu, więc proszę, byś się nie martwił.” <=

- Jungkook-ah!
Zaraz po usłyszeniu swojego imienia, poczułem ciężar na swoich plecach. Szczupłe ręce oplotły moją szyję, a nogi szczelnie zaczepiły się na moich biodrach. W całkowitym zaskoczeniu wypuściłem z rąk telefon, który z charakterystycznym hukiem upadł na beton. Jęknąłem niezadowolony.
- Dzień dobry, hyung - wymamrotałem, po czym schyliłem się z kolegą na plecach, by podnieść upuszczone urządzenie. Odetchnąłem z ulgą, kiedy nie zobaczyłem żadnej, większej szkody. Na pewno nie kupię trzeciego telefonu w tym roku…
- Saehyun mówiła, że jesteś nie w sosie i mam cię rozerwać. Jesteś wolny wieczorem? Może jakiś klub? Karaoke?
Wsunąłem telefon do kieszeni marynarki i podłożyłem splecione dłonie pod pośladki starszego, by nie zsunął się na ziemię.
- Niestety, hyung, ale muszę odmówić. Mam dzisiaj wizytę u lekarza, a potem obiecałem Minhyukowi, że wrócę do domu.
- Lekarza? Jezu, Kookie, umierasz?!
Przejęty szatyn zeskoczył z moich pleców i momentalnie pojawił się przede mną. Położył dłonie na moich ramionach. W jego ciemnych oczach dostrzegłem szczere przerażenie.
- Nie, spokojnie. To tylko przeziębienie.
Na moją odpowiedź, starszy głęboko odetchnął. Położył dłoń na sercu, jakby właśnie zbierał się z małego zawału.
- Skoro to tylko przeziębienie, to przecież nic się nie stanie, jeśli pójdziesz gdzieś ze mną. Minhyuk też chyba z chęcią gdzieś wyskoczy…
- Nie chcę wyciągać hyunga z domu. I w sumie też nie chce mi się nigdzie iść. Przepraszam, Tae.
Skłoniłem się delikatnie przed starszym. Dumnie odwróciłem się na pięcie. Ledwo co zdążyłem zrobić cztery kroki, a już poczułem, jak starszy ciągnie mnie za rękę, zapierając się przy tym całym ciałem, byleby tylko zatrzymać mnie w miejscu.
- Prooooszę, Jungkookie! Ty masz tego swojego Minhyuka, też chcę kogoś poznać! Chcę w końcu mojego rycerza na białym rumaku. No weeeź! Pójdę z tobą do lekarza, a potem pójdziemy do klubu. Co ty na to?
Przewróciłem oczami. Chciałem wyrwać rękę z uścisku starszego, jednak ten mocno mnie trzymał, a potem jeszcze zaczął ciągnąć mnie do tył. Jak rozkapryszony dzieciak tupał przy tym nogami.
- Ale wychodzę stamtąd przed 22.
[...]
- Dasz mi swój telefon?
Taehyung szturchnął mnie za ramię i popatrzył błagalnymi oczami. Jednak gdy podałem mu urządzenie, zadowolony podziękował. Od razu wziął się za jedyną grę platformową zainstalowaną na telefonie.
- Dlaczego tak bardzo ci zależy, żeby kogoś poznać? Co z Suminem? - spytałem, spoglądając na skupiony profil starszego. Byłem ciekawy czy dalej spotyka się z tym chłopakiem. Tae był nim bardzo zauroczony, więc dziwiło mnie, czemu szuka kogoś innego.
- Sumin był nudny. Po prostu nie mogliśmy się zgrać. Na każdej płaszczyźnie. Szczególnie w łóżku! Ledwo co we mnie wszedł i już był zmęczony… Nawet się nie ruszył! Wiesz ile razy musiałem sobie walić konia, bo on nie potrafił mnie zaspokoić?
Zażenowany opuściłem głowę i złapałem dwoma palcami kość nosową. Wszyscy w poczekalni już wiedzieli o seksualnym życiu Tae, który wyraźnie się tym nie przejął. Było mi bardzo wstyd za kolegę.
Nie spodziewałem się, że będzie o tak wstydliwej i prywatnej sprawie mówił w sposób otwarty i, przede wszystkim, głośny.
- Jeon Jungkook?
Głos asystentki uratował mnie z niekomfortowej sytuacji. Spojrzałem jeszcze na Tae, który wrócił do grania na telefonie, jednak pomachał mi, zanim zniknąłem za drzwiami gabinetu.
- Cześć, Jungkookie, co się dzieje? - spytał na wejściu Seokjin.
- Dzień dobry. Od przedwczoraj boli mnie gardło. Bardzo kłuje, kiedy próbuję coś przełknąć.
Spojrzałem na lekarza, który zapisał coś w komputerze. Dopiero potem odwrócił się do mnie twarzą. Gdy poprosił, bym usiadł na kozetce, bezzwłocznie to uczyniłem.
Otworzyłem szeroko buzię, by Seokjin mógł zbadać moje gardło. Wsunął do moich ust drewniany patyczek, poświecił latarką. Przyjrzał się mojemu gardłu i mruknął ciche “hm”. Schował latarkę do kieszonki białego kiltu, tak samo postępując z patyczkiem.
- Mierzyłeś temperaturę?
- Nie.
Seokjin sięgnął po mały aparat, który chwilę po przystawieniu do mojej głowy, dał wynik.
- 37.5. Stan podgorączkowy. Nieźle się urządziłeś, Kookie. Masz anginę.
- An...ginę.
- Mhm, zapadnięty język, powiększony lewy migdałek. Powinieneś leżeć przez najbliższy tydzień. Przepiszę ci antybiotyk i dawkowanie.
Po szybkim przebadaniu stetoskopem zasiadł do biurka i wypisał receptę.
- Masz wypoczywać, więc niech Minhyuk hyung nie próbuje żadnych sztuczek - powiedział, patrząc na mnie z delikatnym uśmiechem.
- Jego sztuczki już chyba nie zrobią na mnie żadnego wrażenia - wymamrotałem.
- W takim razie sam dopilnuję, żebyś leżał w łóżku. Jeszcze nie wiem jak, ale to zrobię. - Lekarz zaśmiał się. - Poza tym, jak tylko skończę pracę, obiecałem Minhyukowi, że przyjdę oddać mu film, więc osobiście skontroluję, czy jesteś w łóżku.
Otworzyłem usta, by coś powiedzieć, jednak zrezygnowałem. Niestety musiałem znowu odmówić Tae wyjścia. Było mi trochę przykro, że w ogóle się na nie zgodziłem. Nie lubiłem widzieć, kiedy hyung jest zawiedziony z mojego powodu.
- Póki co, to wszystko. Leć do apteki, kup leki, zrób herbatę, ziołowe okłady i wskakuj do łóżka.
Podziękowałem Seokjinowi i powoli opuściłem gabinet. Gdy podchodziłem do drzwi, usłyszałem tylko dźwięk telefonu, który starszy niemalże od razu odebrał. Nie przysłuchiwałem się temu, co mówił, ale po dość swobodnym tonie wywnioskowałem, że była to prywatna rozmowa.
- I jak? - spytał Taehyung, jak tylko mnie dostrzegł. Oddał mi telefon, który już był wyłączony.
- C-co? Hyung, rozładowałeś mi całą baterię… - powiedziałem pretensjonalnie i westchnąłem.
- Przepraszam. W ramach rekompensaty, kupię ci w klubie dobry sok. Co ty na to? - Tae poruszał zabawnie brwiami i uśmiechnął się w zachęcający, uroczy sposób.
- Nie. Tak właściwie hyung, to… - urwałem. Szarpnąłem się za ciemną grzywkę.
Naprawdę nie chciałem ponownie rozczarować starszego. Ostatnimi czasy ciągle odmawiałem mu spotkań, chociaż mogłem wyjść z nim tyle razy. Do tego szybko pomyślałem o tym, że powinienem dać Minhyukowi znać, iż wrócę później. Właśnie, Minhyuk… To on właściwie był powodem, dla którego chciałem jak najdłużej pozostać poza domem. W jakimś stopniu bałem się wrócić, chociaż nie powinenem.
- Postawisz mi mocnego drinka - powiedziałem, na co Tae pokiwał pewnie głową.
- Nie chorujesz? Co powiedział ci lekarz? - spytał, kiedy wsunąłem receptę od Seokjina do plecaka.
- To nic, tylko delikatnie przeziębienie - uśmiechnąłem się do Tae, jednak mój uśmiech momentalnie zszedł z twarzy, kiedy dotarło do mnie, że skłamałem.
Nigdy wcześniej nie kłamałem. Nie było to jakieś wielkie kłamstwo, ale momentalnie zaczęły mnie dręczyć wyrzuty sumienia. Poczułem, jak robi mi się gorąco. Nie wiem, czy było to za sprawą gorączki, zdenerwowania.
Skierowaliśmy się do wyjścia z przychodni, a już po chwili z niej wyszliśmy.
- Och, mam nadzieję. Wiesz, niedługo robione są na uczelni otwarte zajęcia z rzeźbiarstwa. Niby mnie to nie interesuje, ale chciałbym pójść. Może pójdziesz ze mną?
- Nie wiem, Tae. Jakoś niespecjalnie chcę bawić się w rzeź… - urwałem, kiedy poczułem, jak ktoś mocno uderza mnie w ramię. Kliknąłem językiem, kiedy obok mnie przeszedł sprawca całego zderzenia. Niższy ode mnie, chudy, zielonowłosy, młody mężczyzna, który rozmawiał przez telefon. Pogładził ręką zraniony bark, jednak nie zwrócił uwagę na to, że ktoś poza nim również ucierpiał.
Złapałem się za obolałe ramię i wymamrotałem ciche “przepraszam”, chociaż to nie ja byłem odpowiedzialny za całe zdarzenie.
- Seokjinie, już jestem pod kliniką, zaczekaj - powiedział do słuchawki, nawet się na mnie nie odwracając. Nie zwróciłbym na niego szczególnej uwagi, gdyby nie dwie, ważne rzeczy.
Po pierwsze, znał Seokjina i po drugie - na kieszonce czerwonej, kraciastej koszuli dumnie lśniła złota broszka w kształcie łba jelenia.
Wpatrywałem się w drobną sylwetkę nieznajomego, który dość szybko zniknął za drzwiami kliniki.
- J-Jungkookie? W porządku?
- T-tak, tylko coś mi się wydawało.





~*~



~ Wooah, Bulletproof... Tak, taka seria tutaj istnieje xD Późno dodaję drugi rozdział... No cóż. Życie.

W każdym razie, jest dzisiaj ostatni dzień roku 2016, więc życzę wam energii, siły, szczęścia i zdrowia na nowy rok ♥