Pokazywanie postów oznaczonych etykietą JinHope. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą JinHope. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 27 grudnia 2016

Most wonderful time of the year

Święta, święta i po świętach.
Miałam wrzucić więcej fajności w ten czas, ale udało mi się tylko z "Dear Santa haraboji,". Trochę po czasie, ale przybywam z jeszcze trzema shotami. Tak, wszystkie z Jinem, z czego 2 to NamJin. Nic nie poradzę, że uwielbiam shipy z nim ♥
Czyli w sumie są 4 shoty, z czego, uwaga, jeden angst. Możecie zagrać w ruletkę xD
Nie są to historie wysokich lotów, fluffy są słodkie do granic możliwości, nie ma za bardzo w nich fabuły, ale potrzebowałam napisać coś, przy czym nie będę czuła jakiegoś dziwnego nacisku, nie będę sama od siebie wiele wymagać.

W każdym razie mam nadzieję, że święta minęły wam spokojnie, w ciepłym rodzinnym gronie i że prezenty były udane!

Nie przedłużając życzę miłego czytania i mam nadzieję, że dacie znać, który shot (o ile jakikolwiek *-*) spodobał się wam najbardziej ♥
[podziwiajcie moje graficzne "zdolności" xD Przepraszam wszystkich grafików! At least i tried...]




wtorek, 27 września 2016

September romance


~*~
Tym razem wszystko było inne. Pełne pasji, uczuć. Jakby w końcu coś wypełniło puste miejsce. Nie czułem tego wcześniej. Nawet nie łudziłem się, że kiedykolwiek będę mógł tego doznać.
Jego usta były obłędne.
Zmysłowe.
Namiętne.
Czerwone i opuchnięte od pocałunków.
Odciskały na mojej rozgrzanej skórze swój ślad.
Co jakiś czas delikatnie się otwierały, by uwolnić głośny jęk.
Uwielbiałem jego usta.
Uwielbiałem go całego.
Każdy ruch, dotyk doprowadzał mnie do szaleństwa.
Przy nim traciłem samokontrolę, przekraczałem niemalże każdą granicę, sięgałem swoich limitów.
- Mocniej - wyjęczałem wprost w wargi kochanka, wbijając paznokcie w jego umięśnione plecy. Przejechałem dłońmi wzdłuż kręgosłupa, przez co czerwone kreski kreśliły drogę od łopatek, aż do linii bioder. Położyłem na nich ręce, by je do siebie docisnąć.
Z ust młodego mężczyzny wydobył się przeciągły pomruk zadowolenia, jak tylko mocniej wbił się we mnie.
Po chwili złapał moje dłonie. Splótł nasze palce i przełożył je po obu stronach mojej głowy.
Pochylał się nade mną i dzięki temu dokładnie widziałem jego twarz.
W ciemnych oczach lustrowało się pożądanie, które nim zawładnęło. Do spoconego czoła kleiły pojedyncze kosmyki. Dostrzegłszy to, uwolniłem jedną dłoń z jego uścisku i odgarnąłem niesforne włosy. Było to jednak całkowicie bezcelowe, gdyż kłopotliwe pasma wracały na swoje miejsce.
Wtedy poczułem, jak kochanek przyspiesza swoje ruchy.
Moje ciało nie należało już do mnie. Nie potrafiłem go kontrolować.
W przeciwieństwie do bruneta, który przejął władzę nie tylko nad moimi zmysłami i rozumem. Posiadł też moje ciało. To od niego byłem zależny.
Odruchowo uwolniłem swoje ręce. Oplotłem je na szyi kochanka i przyciągnąłem do ciebie.
Dyszał szybko wprost do mojego ucha, co tylko bardziej mnie nakręcało.
- Seokjin - szepnął moje imię, a po chwili jęknął.
Mocniej wbijał się w moje ciało. Jedną rękę opuściłem na łóżko i ścisnąłem biało-szarą pościel. Kochanek wykorzystał to, że nie przyciskałem go do siebie już tak mocno jak przed chwilą. Nieco się uniósł i znowu nade mną zawisnął. W obu dłoniach ściskałem kołdrę, nie będąc w stanie panować nad swoimi odruchami.
Kiedy poczułem, jak jedna dłoń bruneta dopieszcza moją męskość, z mojego gardła wydobył się niekontrolowany krzyk.
- N-nie mogę już... - wysapałem ciężko. Wszystko działo się w tak zawracającym tempie. Czułem, że z każdą sekundą jestem coraz bliżej spełnienia.
Moje wszystkie mięśnie spięły się. Zamknąłem oczy. Wygiąłem się pod brunetem w łuk, całkowicie tracąc oddech.
Przyjemności, jakiej mi dostarczył, nie mogłem opisać słowami. Nie było na nią określeń.
Nasienie ubrudziło rękę kochanka, jak i mój brzuch.
Gdy ekstaza powoli spadała, opadłem na poduszki. Otworzyłem oczy. Popatrzyłem wprost w tęczówki bruneta, który jeszcze dwa razy przejechał dłonią po moim przyrodzeniu. Potem uniósł rękę na wysokość swoich ust i zlizał z palców białą maź. Zrobił to w taki zmysłowy sposób...
Nieco zawstydzony tym ruchem, schowałem twarz w dłoniach. Odsunąłem je jednak po dłuższej chwili, jak tylko kochanek ponownie nade mną zawisnął. Ułożył ręce po obu stronach mojej głowy. Połączył nasze usta w pocałunku, przy czym poruszył biodrami. Przygryzłem jego dolną wargę.
Mężczyzna wbił się we mnie jeszcze kilka razy, by potem zalać sobą moje wnętrze.
Ostrożnie się wysunął, na co zareagowałem przeciągłym jękiem. Położył się obok. Obaj staraliśmy się unormować oddech i dojść do siebie.
Przymknąłem oczy. Otworzyłem je dopiero wtedy, kiedy poczułem jak palce Hoseoka wsuwają się pomiędzy moje.
- Jinie, idziemy jutro na wspólny lunch? - spytał cicho, gładząc kciukiem wierzch mojej dłoni.
- Namjoon wraca w nocy z trasy i pewnie przyjdzie mnie odwiedzić w przerwie. Nie mogę - odpowiedziałem, ściskając jego rękę. Mężczyzna nic nie odpowiedział. Kiwnął jedynie głową.
Teraz inaczej patrzyłem w jego oczy. Przez pryzmat tego, co stało się przed chwilą.
Naprawdę czułem, że we wszystko wkładał swoje uczucia.
A może to tylko moje domysły? W końcu to ja byłem tym, który niefortunnie się zakochał.
Hoseokie zamknął oczy, wygodnie wtulając policzek w poduszkę. Ciągle jednak gładził moją dłoń.
Wstałem z łóżka zanim te jego "głaski" całkowicie mnie uśpiły. Odruchowo położyłem ręce na nieco obolałych biodrach. Uprawianie seksu tak często to zdecydowanie nienajlepszy pomysł. Nie mogłem się jednak powstrzymać. Tak działał na mnie Hoseok. Pociągał całym sobą i całkowicie odbierał zdolność trzeźwego myślenia.
Podobało mi się w nim wszystko. Jego głos, jego blizny po licznych upadkach, jego smukłe dłonie, jego skośne mięśnie brzucha, jego pełne małych iskierek oczy, jego szczery i piękny uśmiech. Wszystko wydawało mi się być w nim takie idealne.
Bez słowa przeszedłem do łazienki, gdzie od razu wskoczyłem pod prysznic. Potem użyczyłem sobie ręcznika Hoseoka i jego kosmetyków.
Stojąc przed lustrem, nie potrafiłem spojrzeć w swoje własne oczy. Skoro sam przed sobą padam na kolana, jak mam patrzeć na Namjoona, którego od dłuższego czasu zdradzam i oszukuję?
- Seokjin, czy ty masz sumienie? - pytałem siebie po każdym spotkaniu z Hoseokiem.
Kochałem Namjoona całym sercem. Był dla mnie dobry, ciepły, dawał poczucie bezpieczeństwa, spokoju i kochał.
Z drugiej jednak strony, uwielbiałem też Hoseoka, ale w nieco inny sposób niż Namjoona. Junga pożądałem. Chciałem go mieć, by należał tylko do mnie.
Hoseok dawał mi to, czego nie dostawałem od Namjoona - czas oraz uwagę.
Inną sprawą był to, że nie potrafiłem traktować tego romansu tylko i wyłącznie jako pustego seksu. Przy każdym zbliżeniu czułem, jakbym coraz bardziej się w nim zakochiwał. A nie powinienem. Na samym początku padła między nami deklaracja, że nie włączamy w to uczuć. Tylko seks. Najpierw bardzo mi to odpowiadało. Teraz powoli zaczynałem żałować, że w ogóle zacząłem sypiać z Hoseokiem.
To było potworne uczucie. Miałem mętlik w głowie i nie potrafiłem sobie z nim poradzić.
W co ja się wpakowałem...
Przeczesałem niedbale włosy. Z przepasanym na biodrach ręcznikiem wyszedłem z łazienki. Zacząłem rozglądać się po domu Hoseoka w poszukiwaniu swoich ubrań. Przeszedłem całą ścieżkę od kuchni aż do sypialni, zbierając po drodze kolejne części garderoby.
Gdy z podłogi w sypialni zebrałem swoją bieliznę, mimochodem spojrzałem na śpiącego kochanka.
Wyglądał tak niewinnie, uroczo, że aż uśmiechnąłem się pod nosem. Naprawdę chciałbym, żebym po wszystkim mógł zostać z Hoseokiem i po prostu zasnąć z nim w jednym łóżku. Obiecałem sobie, że nie zrobię tego, dopóki on sam o to nie poprosi. Poza tym, przyzwyczaiłem się do tego, że zawsze szybko opuszczałem jego dom. Nie inaczej było tamtego dnia.
Klękałem w korytarzu, by zawiązać swoje ulubione adidasy. Wzrok miałem wlepiony w swoje palce, które przeplatały ze sobą końcówki sznurówek.
- Seokjinie. - Usłyszałem nagle szept Hoseoka, a po chwili poczułem, jak obejmuje mnie od tył, oplatając ręce na mojej szyi.
- Hm? - mruknąłem, lekko odwracając głowę, by spojrzeć na kochanka.
- Zostań na kolację - szepnął.
Przekląłem w myślach. Dlaczego proponował to akurat wtedy, kiedy musiałem wrócić do domu?!
- Przepraszam, ale nie mogę.
- Hyuuung - zaczął marudzić. Zsunął się z moich pleców, po czym położył na podłodze obok mnie. Patrzył na mnie oczami małego szczeniaczka, a ręką jak rozkapryszony dzieciak zaczął rozplątywać sznurówki, które przed chwilą zawiązałem.
- Nic się nie stanie, jeśli tym razem nie przywitasz Namjoona - powiedział. Westchnąłem ciężko, spoglądając na leżącego Hoseoka. Uśmiechnął się do mnie.
- Nie widziałem go od początku maja...
- Hyung. - Młody mężczyzna złapał mnie za kołnierz koszulki, po czym pociągnął w dół. Gdy się pochyliłem, złożył na moich wargach delikatny pocałunek.
- Zostań. Chociaż na godzinę - przekonywał. Pogładził dłonią mój policzek. Delikatnie złapałem jego nadgarstek, po czym odtrąciłem rękę na bok.
- Hoseokie, naprawdę nie mogę. Nie chcę, żeby Namjoon czegokolwiek się domyślał - powiedziałem spokojnie.
W oczach młodszego dostrzegłem zawód i poniekąd złość. Zerwał się z miejsca. Od razu powodziłem za nim wzrokiem. Poprawił dużą, białą koszulkę i przeczesał dłonią włosy.
- Dlaczego zawsze uciekasz? - Jego pytanie mnie zaskoczyło.
- C-co?
- Po każdym stosunku uciekasz. Jeśli mam być szczery, to ostatnio zaczęło mnie to denerwować.
Na policzkach Hoseoka dostrzegłem rumieńce zawstydzenia.
- C-co? - powtórzyłem. Nie potrafiłem wydusić z siebie niczego innego. Wstałem na równe nogi.
- Chciałbym z tobą spędzić trochę czasu, a ty zawsze znikasz. Jeszcze ani razu nie spędziłeś u mnie całej nocy... Wkurza mnie to.
- Myślałem, że tego chcesz. W końcu - żadnych uczuć, prawda? - powiedziałem, patrząc prosto w ciemne tęczówki młodszego.
"Żadnych uczuć" - dobre sobie. Ile bym dał za miłość Hoseoka...
- Prawda - odpowiedział. Jego głos był jednak trochę inny. Zawiedziony?
Podszedłem do kochanka, po czym ująłem w dłonie jego twarz. Uśmiechnąłem się do niego, by potem połączyć nasze wargi w ciepłym, pożegnalnym pocałunku.
- Obiecuję, że niedługo spędzę z tobą cały dzień. I noc. I jeszcze kolejną dobę - wyszeptałem przy jego ustach. Już odwróciłem się, by podejść do drzwi, jednak zanim do nich dotarłem, poczułem jak Hoseok złapał mnie za nadgarstek.
Zdziwiony odwróciłem się do niego twarzą.
- Hyung, przepraszam - zaczął z opuszczoną głową - ale jeśli nie będziesz w stanie poczuć tego samego co ja, to lepiej będzie, jeśli w tym miejscu wszystko zakończymy. - Brunet w końcu uniósł głowę i spojrzał w moje oczy, które teraz w zaskoczeniu powiększyły się co najmniej dwa razy.
- Hobi...
- Lubię cię, okay? Bardziej niż powinienem. Ty zresztą chyba też. N-nie czułeś tego dzisiaj? - Jego głos był niepewny, pełen wątpliwości.
Niestety Hoseok miał rację. Czułem to i będąc szczerym, bardzo mi się to podobało. Nie potrafiłem myśleć w tamtej chwili o Namjoonie. W danym momencie istniał tylko Hobi.
- Czułem. Myślałem tylko, że to ja dopisuję sobie niepotrzebne rzeczy - powiedziałem nieco zmieszany, masując przy tym dłonią kark.
- Naprawdę? - Hoseok spojrzał na mnie, a na jego kształtne wargi wkradł się pełen nadziei uśmiech.
- Naprawdę - zapewniłem. Nieco niepewnie złapałem dłonie mężczyzny, po czym splotłem nasze palce. - Ale teraz to wszystko naprawdę się skomplikowało - dodałem szeptem. Przymknąłem na chwilę powieki i oparłem swoje czoło o czoło Hoseoka.
- Chcę cię mieć, hyung.
[...]
Ciężko było mi opuścić dom Hobiego po tych wszystkich słowach jakie padły. Przez nie miałem jeszcze większy mętlik w głowie.
Dlaczego Namjoon i Hoseok nie mogą być jedną osobą?!
Po powrocie do domu byłem przede wszystkim zdenerwowany, zły, ale i szczęśliwy. Jak tylko przekroczyłem próg, zrzuciłem z siebie ubrania. Już drugi raz tego dnia poszedłem pod prysznic, po którym ułożyłem się w salonie przed telewizorem, by oczyścić zakłopotany umysł jakąś głupią dramą.
Miałem szczęście, gdyż akurat rozpoczął się kolejny odcinek jakiejś romantycznej komedii.
To mi jednak nie pomogło. Tylko bardziej się zdenerwowałem.
Ukazana tam idealna, romantyczna, czysta i szczera miłość... Chciałbym wierzyć, że taka istnieje.
Niestety sam byłem jednym z tych ludzi, którzy wiarę w to nieskalane uczucie całkowicie burzą.
Życie z Namjoonem było spokojne, ciche, słodkie, jednak pozbawione namiętności. To jednak nie przeszkadzało mi tak bardzo jak brak Namjoona w domu.
Jako, że był idolem, praktycznie go nie widywałem. Na całe szczęście nie był podopiecznym żadnej z koreańskich wytwórni, a amerykańskiej. Dzięki temu nie był uwiązany na tak krótkiej smyczy.
Inaczej sprawa miała się z Hoseokiem. Mężczyzna również był poważny, ale jego dominującą cechą było poczucie humoru i spontaniczność, którą bardzo sobie ceniłem.
Zawsze robił co w jego mocy, by poprawić mi nastrój. Wygłupiał się, przynosił słodycze... Po prostu był. Mimo, że wiedział, iż zawsze będzie tym drugim.
Czegokolwiek byśmy nie robili, większość naszych spotkań kończyła się w łóżku. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze fakt, że kiedy umawiał się ze mną, chodził z jakimś młodszym od niego chłopakiem. Nigdy mi nie mówił o tym, czy się w ogóle ze sobą rozstali. Właśnie to budziło u mnie wiele wątpliwości i zmusiło do zastanowienia się, co Hoseok kombinuje. Czy jego wyznanie na pewno było szczere?
Zasnąłem. W pewnym momencie Morfeusz przyszedł, powiedział "Cześć, Seokjin, chodź ze mną" i poszedłem. Spałem jak kamień. Gdyby paliło się mieszkanie, prawdopodobnie trzeba by było wynieść mnie razem z kanapą.
Z głębokiego snu do stanu, który określiłbym jako 1/4 przebudzenia, wyrwało mnie uczucie tego, jak ktoś wsuwa ręce pod moje kolana i plecy, a potem unosi i przytula do swojej klatki piersiowej.
Słyszałem bicie serca. Szybkie. Oddech nie był równy. I ten zapach... Zapach Namjoona.
Nagle zostałem obudzony w chyba najbardziej brutalny sposób. Poczułem przeszywający ból w tylnej części głowy, jakbym właśnie dostał w nią łomem. Byłem blisko. Oberwałem drzwiami, które Namjoon kopnął, by wejść do sypialni. Te się jednak odbiły od ściany i, jak fizyka nakazuje, wróciły do pozycji. A moja głowa nieco wystawała, przez co zawadzała zamykającym się drzwiom.
Syknąłem z bólu, kładąc dłoń na bolącym miejscu.
- Oh my... Przepraszam! Przepraszam! Przepraszam! - mówił w całkowitym szoku i zdenerwowaniu. Przemknął szybko, na paluszkach do sypialni, a tam jak porcelanową lalkę ułożył mnie na łóżku.
Tak, CZUŁEM, że Namjoon wrócił do domu... Witaj!
- Seokjin? Mocno oberwałeś? Przepraszam... Chciałem cię tylko zanieść do łóżka. - Przepraszający Namjoon uklęknął przy łóżku i złapał moją rękę, którą nie rozmasowywałem bolącego miejsca na głowie.
- Przynieś lód - powiedziałem od razu, siadając na łóżku. Raper jak oparzony zerwał się z miejsca i przebiegł do kuchni, trącając po drodze już suche pranie, które położyłem w koszyku przy łóżku, by jutro powkładać je do szafy. Oczywiście ubrania wysypały się na podłogę.
Westchnąłem głośno. Przesunąłem się do krawędzi łóżka i postawiłem nogi na podłodze.
- Może być mrożonka? - Namjoon stanął w progu, trzymając w rękach paczkę mrożonych warzyw na patelnię. Mruknąłem ciche "tak". Blondyn podszedł do mnie i przyłożył lodowatą paczkę do mojej głowy. Pochyliłem się lekko do przodu.
- Nic się nie stało. Najwyżej będzie guz... Dobrze, że w końcu wróciłeś - powiedziałem. Lekko odwróciłem głowę tak, by spojrzeć na siedzącego obok Namjoona. Ten jednak szybko uklęknął przede mną, bym nie musiał się odwracać.
Uśmiechnął się do mnie ciepło. Złożył na moim czole delikatny pocałunek, by choć odrobinę załagodzić ból, o który przed chwilą mnie przyprawił.
- Też się cieszę. Znaczy... Z tego, że wróciłem. Nie z tego guza... Jest mi z tego powodu właściwie bardzo przykro. Może trzeba jechać do szpitala? Ubierz coś ciepłego i jedziemy. Tylko skoczę do łazienki...
Cały Namjoon. Martwił się i robił wszystko, byleby tylko nie działa mi się krzywda.
Blondyn już stanął na nogach, żeby zebrać się i jechać do tego szpitala. Złapałem go jednak za rękę. Namjoon chciał się wyrwać, ale uniemożliwiłem mu to. Pociągnąłem go za nadgarstek do siebie. Mężczyzna upadł twarzą na łóżko, wydając przy tym z siebie długi, niezadowolony jęk.
Odłożyłem paczuszkę z mrożonką. Uniosłem jego rękę, po czym wślizgnąłem się pod nią, jednocześnie przytulając się do boku blondyna. Przez to, że leżał na brzuchu, na lewym policzku, nasze twarze znajdywały się zaledwie kilka centymetrów od siebie. Przejechałem końcem nosa po jego nosie i uśmiechnąłem się do rapera.
- Nigdzie nie jedziemy. Zostańmy po prostu tak, jak teraz. Dobrze? - szepnąłem. W odpowiedzi dostałem jedynie przeciągły, soczysty pocałunek, który z ochotą odwzajemniłem.
[...]
- Śpiąca królewno, wstawaj. Spóźnisz się do pracy.
Obudził mnie cichy szept. Po chwili poczułem też wargi na moim policzku, które obdarzały mnie czułym, porannym buziakiem.
Oczy otworzyłem jednak dopiero, kiedy dotarł do mnie intensywny zapach mojej ulubionej, orzechowej kawy.
Sam jej nigdy nie robiłem. I to nie tak, że nie potrafiłem. Po prostu przygotowana spod ręki Namjoona zawsze smakowała lepiej.
Zmieniłem pozycję z leżącej na siedzącą, po czym ująłem w dłonie biały kubek, który podał mi ukochany.
Zaciągnąłem się zapachem kawy, by już po chwili zanurzyć w niej swoje wargi.
- Idealna - powiedziałem z uśmiechem na ustach, spoglądając na Namjoona. Nagle dłoń blondyna zatopiła się w moich włosach, którą przeczesywał lekko poplątane kosmyki. Głaskał czule po głowie, patrząc się przy tym prosto w moje ciemne tęczówki.
- Idealny - szepnął.
[...]
Po dwóch godzinach śpiewu w końcu miałem małe okienko.
Nie, to nie ja uczyłem się śpiewać. Uczyłem kogoś.
Współpraca z wytwórnią była dla mnie naprawdę bardzo wygodna. Mogłem robić to, co lubiłem, nie będąc przy tym narażony na nieprzyjemności związane ze sławą. O to musieli się już martwić trainee, którzy z większą bądź mniejszą ochotą przychodzili pojedynczo do sali i wyciągali z siebie wszystkie dźwięki, bym mógł im odpowiednio dobrać tonację, pomóc w rozszerzeniu skali i tak dalej i tak dalej.
Czerpałem dużo przyjemności z tej pracy. Szczególnie teraz, kiedy wytwórnia wypuściła na rynek nową, obiecującą grupę. Byłem ich głównym instruktorem wokalnym, osłuchiwałem się z piosenkami i pomagałem redukować błędy czy niedociągnięcia.
Do tego wszystkiego, mieli dobrze mi znanego choreografa - Junga Hoseoka.
Szczególnie przed występami spędzaliśmy razem z chłopakami dużo czasu, jako że wokal i choreografia musiały razem współgrać.
Niestety zwykle to wyglądało tak, że Hoseok tańczył z chłopakami, a ja podpierałem ścianę i z otwartą buzią patrzyłem się na dość skomplikowane układy taneczne.
A konkretniej na Hobiego... Właściwie cały czas skupiałem na nim swój wzrok. Uwielbiałem patrzyć na to, jak się ruszał.
Miał świetną kontrolę nad ciałem, znał je bardzo dobrze i był go w pełni świadomy. A to przecież dla tancerza najważniejsza rzecz.
No i to jak ruszał biodrami... Za każdym razem dostawałem wypieków na twarzy, chociaż widziałem ten układ w jego wykonaniu miliard razy.
- Seonsaeng? 
Usłyszawszy głos siedemnastoletniego maknae zespołu, przeniosłem na niego wzrok. Poczułem się nieco speszony tym, że zostałem przyłapany na bezwstydnym gapieniu się na Hoseoka. 
- Tak? Coś się stało? - spytałem z lekkim uśmiechem, przesuwając się w bok, by chłopak mógł usiąść obok, co też po chwili zrobił. Osunął się po ścianie i już siedział obok mnie.
- Nie, to nic wielkiego. Mam tylko mały kłopot z wyciąganiem w "Heaven" i chciałem tylko poprosić o małą pomoc... 
- Pewnie. Ale zajmiemy się tym jutro, dobra? Z tego co widziałem to macie dzisiaj dość ciężki dzień - powiedziałem, zerkając na jasnowłosego chłopaka.
- Sanyoon! Chodź no tu! - Po sali rozległo się wołanie Hoseoka, który nawoływał młodego rookie.
Chłopak bez wahania zerwał się z miejsca i podbiegł do choreografa.
Wyłapałem w międzyczasie też wzrok kochanka, który na moje spojrzenie, szeroko się do mnie uśmiechnął, puszczając przy tym prowokujące oczko.
[...]
Siedziałem w pustej sali z mini studiem i grałem jedną z melodii na fortepianie. Co jakiś czas zatrzymywałem się jednak, by zapisać nutę na pięciolinii lub cokolwiek innego.
Lubiłem to pomieszczenie. Zwykle mało ludzi tutaj przychodziło, mimo, że było to tak właściwie studio. 
Najczęstszymi gośćmi tutaj byli zwykle młodzi trainee, którzy chcieli samodzielnie nagrać jakiś kawałek. Teraz chyba nagle wszystkim zabrakło chwili, by to zrobić.
Całkowicie zatraciłem się w graniu. Dlatego, kiedy poczułem jak ktoś obejmuje mnie od tył od razu podskoczyłem i krzyknąłem. Całe szczęście, że ta sala była dźwiękoszczelna...
- Hyung, spokojnie - szepnął tuż obok mojego ucha rozweselony Hoseok. Oplótł ręce na mojej szyi i przytulił moje plecy do swoich bioder i torsu.
- Bardzo śmieszne. Naprawdę chcesz, żebym zszedł na zawał? - Odchyliłem lekko głowę, by spojrzeć na tancerza.
- Przepraszam. Oczywiście, że nie. - Brunet złożył na moim czole czuły pocałunek. Potem rozluźnił uścisk i usiadł obok mnie na stołku. Swoimi smukłymi palcami zaczął stukać o poszczególne klawisze, dzięki którym wydobywała się skoczna melodia, którą chyba jako jedyną Hobi potrafił zagrać. Z uśmiechem dołączyłem do jego przygrywki i razem wypełniliśmy pomieszczenie radosną piosenką.
- Wiesz, że to tak nie ładnie świdrować mnie wzrokiem na treningach? - powiedział, kiedy zsunął ręce z fortepianu.
- Chyba mam do tego prawo. - Zmarszczyłem uroczo nos, odwracając głowę w stronę Hoseoka. 
Mężczyzna uśmiechnął się. Potem przysunął się bliżej i złożył na mojej szyi delikatny, subtelny pocałunek. Odchyliłem lekko głowę do tył, by dać mu więcej swobody.
Choreograf to wykorzystał. Mocno objął mnie w pasie.
Składając coraz to bardziej zachłanne i pewne pocałunki na mojej szyi, rozpiął pierwszy guzik białej koszuli.
- Hobi, czy ty dalej spotykasz się z tamtym chłopakiem? - zapytałem nagle.
To pytanie mimowolnie wydobyło się z moich ust. Nie przemyślałem tego, czy powinienem je zadać. W tamtym momencie nawet nie przemknęło przez moją głowę! No ale kiedy, jak nie teraz?
Brunet oderwał się od mojej szyi. Odsunął się na mały kawałek i popatrzył w moje oczy, marszcząc przy tym brwi. Sam odwróciłem wzrok. Zatrzymałem spojrzenie na białych klawiszach fortepianu.
- Skąd to pytanie?
- Nie powiedziałeś mi, czy z nim zerwałeś czy nie - stwierdziłem, zapinając guzik koszuli. Hoseok westchnął widząc ten ruch, gdyż to oznaczało koniec naszej "zabawy".
- Nic ci nie mówiłem, bo to chyba nie miało żadnego znaczenia.
- No właśnie miało. Znaczy... teraz ma. Hoseokie, mam naprawdę duży mętlik w głowie. Nie chcę ciągnąć dalej tego tak, jak jest. Potrzebuję stabilności. - Przeczesałem dłonią włosy, po czym podniosłem się z miejsca. Wsunąłem dłonie do kieszeni ciemnych jeansów i podszedłem do okna.
- Już nie chcę wodzić ani ciebie, ani Namjoona za nos.
- Hyung, chcesz skończyć to, co jest między nami? - spytał.
Spojrzałem na młodszego zza ramienia. Dalej siedział na stołku. Jego złączone dłonie były wsunięte pomiędzy kolana, a zawiedziony, poważny wzrok przeszywał mnie na wylot.
- Nie wiem, co chcę skończyć - szepnąłem pełen powątpiewania. Opuściłem głowę i przymknąłem na chwilę oczy. W tym czasie Hoseok podniósł się z miejsca. Podszedł do mnie od tył, by po chwili zamknąć mnie w swoich ramionach. Odruchowo złapałem jego przedramię.
- Proszę, zastanów się. Chciałbym móc uczynić cię najszczęśliwszym mężczyzną na świecie.
Poczułem jego usta, które zetknęły się z moim karkiem. Potem brunet oparł brodę o moje ramię i patrzył na widok za oknem. Staliśmy w tej pozycji przez dłuższy moment.
- Hobi ja... - zacząłem. Nie miałem jednak możliwości dokończyć myśli. Tancerz przyłożył palec do mojego podbródka. Nakierował moją głowę w swoim kierunku i złożył na moich wargach delikatny, pełen uczucia pocałunek.
- Hyung, będę na ciebie czekał. Moje drzwi są dla ciebie zawsze otwarte i nie zamknę ich, dopóki sam tego nie zrobisz.
Patrzyłem w jego ciemne oczy, w których mimo wszystko tliła się iskierka nadziei.
- Obudził się Hoseok-poeta? - Zaśmiałem się melodyjnie, wyślizgując się z uścisku kochanka. Mężczyzna zaśmiał się ironicznie.
Ledwo co uwolniłem się z jego uścisku, ten złapał moje dłonie i znowu przyciągnął do siebie. Tym razem, bez większych ceregieli, nieco brutalnie wpił się w moje usta.
- Nie, Hobi - szepnąłem, kiedy na moment oderwałem się od mężczyzny. Wiedziałem, że jeżeli teraz Hoseok mnie nakręci, stracę kontrolę i znowu mu się oddam. Tutaj, w studiu, dosłownie 20 minut przed przerwą obiadową, podczas której miał mnie odwiedzić Namjoon.
Brunet jednak nie zamierzał przestać. Wręcz przeciwnie. Zmusił mnie do cofnięcia się, przez co moje plecy spotkały się z miękką, czarną pianką, która wygłuszała pokój. Zszedł pocałunkami na moją szyję. Chciałem odepchnąć od siebie Hoseoka, jednak ręce zrobiły coś zupełnie innego.
Wplotłem je w ciemne włosy Hobiego, przyciągając go mocniej do siebie.
Byłem za słaby, by powiedzieć mu nie.
Przymknąłem oczy, aby móc w pełni rozkoszować się jego pocałunkami. Wsunął swoje dłonie pod białą koszulę i błądził nimi po moim torsie i plecach.
Ująłem wówczas jego twarz, by przyciągnąć go ponownie do siebie. Złączyłem nasze wargi w namiętnym pocałunku, niemalże od razu rozchylając wargi i wsuwając pomiędzy nie swój język. Pieściłem nim podniebienie młodszego. Powoli, nie omijając ani centymetra. Chciałem posmakować Hoseoka tak bardzo, tylko mogłem.
Dłońmi złapałem końce jego luźnej, czarnej koszulki i lekko podwinąłem ją do góry, by po chwili całkowicie z niego zdjąć. Wiązało się to oczywiście z przerwaniem pocałunku, co akurat w tamtym momencie, bardzo nam się przydało. Obaj mogliśmy dzięki temu w końcu nabrać powietrza, którego z każdą chwilą coraz bardziej nam brakowało.
Hobi sam zajął się moją koszulą. Rozpinał jej kolejne guziki tak szybko, jak tylko potrafił. Nie zdjął jej jednak ze mnie. Przez chwilę gładził dłońmi mój tors, zahaczając palcami o sutki.
Ucałował kącik moich spragnionych ust, a od nich rozpoczął wędrówkę przez szyję, klatkę piersiową, brzuch. Uklęknął przede mną. Złożył motyli pocałunek na moim podbrzuszu, przejeżdżając przy tym dłonią po twardniejącej w spodniach męskości. Spomiędzy moich warg wydobył się cichy jęk.
Hoseok zaczął powoli odpinać cienki, brązowy pasek.
Co ja najlepszego wyprawiam? Nie mogę z nim teraz uprawiać seksu. Nie mogę...
Młodszy już sięgnął palcami do guzika jeansów, jednak wtedy złapałem jego nadgarstki.
Zdziwiony spojrzał na mnie z dołu.
- Przepraszam, ale naprawdę nie mogę - szepnąłem, próbując spowolnić swój oddech. Osunąłem się po piankowej ścianie i usiadłem na podłodze. Oparłem łokieć o kolano i przeczesałem dłonią włosy.
Hoseok nie pytał o nic. Podniósł z podłogi swoją koszulkę, by po chwili narzucić ją na swoje ciało.
- W porządku. Nic się nie stało - powiedział z troską w głosie. Uklęknął obok mnie i powoli zapinał guziki mojej koszuli.
Poczułem wibracje telefonu w przedniej kieszeni spodni. Odsunąłem się od Hobiego, po czym wyjąłem urządzenie, na którym od razu wyświetliło się moje zdjęcie z Namjoonem, które oznaczało przychodzące od niego połączenie.
Spojrzałem na bruneta. Ten dostrzegłszy wyświetlacz, blado się uśmiechnął. Podniósł się z podłogi, a po chwili skierował w stronę wyjścia.
- Będę na ciebie czekał, hyung - powiedział. Potem zniknął za ciemnymi drzwiami.
[...]
- A na koncercie w Ohaio jakiś koleś wbiegł na backstage i... Seokjinie? - Namjoon pomachał mi przed twarzą ręka, wyrywając jednocześnie z zamyślenia.
- Hm? Przepraszam, wyłączyłem się - powiedziałem, przenosząc swój wzrok z widoku ulicy na blondyna.
- Nic nie zjadłeś. Coś się stało? - spytał z troską, patrząc prosto w moje zakłopotane oczy.
- Nie. Wszystko w porządku. - Uśmiechnąłem się sztucznie. Raper wyczuł, że tak naprawdę coś jest nie tak. Złapał moją dłoń i wplótł swoje palce pomiędzy moje.
- Słońce, przecież wiesz, że możesz mi wszystko powiedzieć - zapewnił.
Odwzajemniłem jego spojrzenie. Ścisnąłem lekko jego rękę. Po chwili uniosłem ją na wysokość swoich ust i ucałowałem jej wierzch.
- Schudłeś od ostatniego razu, kiedy cię widziałem. Ogólnie jesteś jakiś... inny? Po prostu się o ciebie martwię.
- Joonie, wszystko jest naprawę w porządku. Mam tylko teraz więcej pracy z chłopakami i jestem zmęczony. To wszystko - powiedziałem, chcąc jak najszybciej zakończyć kłopotliwy temat. Znałem jednak ukochanego zbyt dobrze, przez co miałem pewność, że jeszcze do tego wszystkiego wróci.
Przytuliłem jego dłoń do swojego policzka.
- Kocham cię - szepnąłem, ponownie spoglądając w jego ciemne, pełne troski oczy.
Kłamałem?
- Ja ciebie też - odpowiedział. Pochylił się nad stolikiem, by złożyć pocałunek na moim czole. Puściłem przy tym jego rękę, by pozwolić mu spokojnie dokończyć posiłek. Sam jednak nie miałem zbytniej ochoty na swój zamówiony japchae, dlatego zjadłem tylko trochę, a resztę makaronu rozciapciałem pałeczkami.
- O której kończysz pracę? - spytał w pewnym momencie. Przeniosłem swój wzrok znad talerza.
- Za 3 godziny. Mam rozumieć, że po mnie przyjedziesz? - Uniosłem brew, patrząc ciągle na blondyna. Ten wsunął do ust kawałek kurczaka i pokiwał ochoczo głową. Lewą ręką sięgnął po butelkę aloesowej wody. Upił mały łyk, jednak coś chyba poszło nie tak, gdyż połowa napoju skończyła na jego niebieskim t-shircie. Parsknąłem śmiechem, widząc jego zdezorientowaną minę. Bez wahania podałem mu serwetkę, nieco bardziej się rozweselając.
- Jak ty sobie w trasie radzisz?
- No właśnie sam nie wiem. - Zaśmiał się, wycierając koszulkę.
[...]
Przez resztę dnia nie widziałem Hoseoka. Byłem zbyt zajęty pracą z trainee, by móc się z nim zobaczyć. Może i lepiej?
Czułem, że byłem w sytuacji bez wyjścia, pomiędzy młotem, a kowadłem.
Nie mogłem ciągle zdradzać Namjoona. Nie mogłem też bawić się uczuciami Hoseoka.
Moje wszystkie myśli krążyły tylko i wyłącznie wokół tego, w jakiej pozycji się znajduję. Była ona beznadziejna. Sam jednak byłem sobie winien.
Kiedy Hoseok pierwszy raz mnie pocałował, nie protestowałem. Wewnątrz chciałem tego. Dlaczego? Byłem zły na Namjoona za to, że go nie mia. Nie zadzwonił do mnie, kiedy go o to prosiłem, nie odzywał się długi czas, a do tego w gazecie pojawiły się plotki o jego rzekomym spotkaniu z jedną z amerykańskich wokalistek. Oczywiście sprawa się wyjaśniła - Rap Monster chciał nagrać z nią duet.
Niestety porozmawiał o tym ze mną za późno. Wtedy, kiedy Hoseok już mnie miał, a moje serce zaczynało bić szybciej na jego widok.
Po pracy wyszedłem przed budynek. Nie musiałem jednak długo czekać, aż biały lexus podjechał pod wytwórnię. Zerwałem się z miejsca i szybko wsiadłem do samochodu. Zapiąłem pas, witając ponownie rapera pocałunkiem w policzek.
- Namjoonie, co powiesz na to, żebyśmy wieczorem poszli do kina? - zaproponowałem. Mężczyzna nie odpowiedział. Nieco zdziwiony zmarszczyłem brwi. Spojrzałem przed siebie. Szybko jednak ponownie popatrzyłem na blondyna.
- W takim razie rozumiem, że wolisz spędzić wieczór w domu? - Położyłem dłoń na jego udzie i pogładziłem je.
Znowu nie dostałem żadnej reakcji. Wtedy zrezygnowany oparłem głowę o zagłówek. Popatrzyłem w boczną szybę, na której powoli malowały się kropelki jesiennego deszczu.
- Przepraszam, ale wieczorem mam umówiony wywiad - powiedział w końcu.
Zacisnąłem zęby. No tak. Przecież nawet po przyjeździe do Korei nie miał spokoju.
Droga do domu była milcząca. Ani ja, ani Namjoon się nie odzywaliśmy. Byłem zły na niego, a jemu ewidentnie było głupio, że mimo wszystko nie ma dla mnie czasu.
Drzwi otworzyłem zdenerwowany do granic możliwości. Rzuciłem swoją torbę pod ścianę i od razu przemknąłem do kuchni. Odkręciłem butelkę z wodą.
- Jinie, naprawdę przepraszam. To nie zależy ode mnie, przecież wiesz. Dopiero dwie godziny temu zadzwonił do mnie manager i powiedział, że już jestem umówiony...
- A co ja mam powiedzieć? Też mam rezerwować czas u twojego managera? "Dzień dobry, chciałbym zjeść kolację z moim chłopakiem. Jest wolny termin?!" - Mówiąc to, przyłożyłem dłoń do ucha, imitując telefon.
- Co? Nie. Oczywiście, że nie.
- Mam tego dość, Namjoon. Nawet jak tutaj przylatujesz, to nie masz dla mnie czasu.
- Wracam do Korei tylko dla ciebie - szepnął, spuszczając głowę.
- Tylko dla mnie i nie możesz spędzić ze mną wieczoru?! Słyszysz siebie?
- Dlatego wyleć ze mną do Stanów. Wtedy będziemy częściej razem i...
- Ile razy to już od ciebie słyszałem? "Zamieszkaj ze mną, będziemy częściej razem", "Przeprowadźmy się do Seulu, będziemy częściej razem". Twoje "będziemy częściej razem" zwykle oznacza "wrócę na dwa, trzy dni".
- Seokjin...
- Cicho! Posłuchaj mnie w końcu! Kocham cię, ale jak mam z tobą żyć, skoro nie ma cię, kiedy cię potrzebuję? - Przyłożyłem dłoń do serca, jak tylko poczułem, że mój głos się łamie.
- To tylko moja wina? Od miesięcy proponuję ci, żebyś się ze mną przeprowadził! Skoro mieszkam w Ameryce to chyba logiczne, że wtedy będziemy się częściej widywać niż wtedy, kiedy znajdujemy się po dwóch stronach świata, prawda?! Seokjin, nic cię tutaj nie trzyma!
- Właśnie, że trzyma! Nie mam zamiaru rzucać wszystkiego! Nie chcę porzucać swojej pracy, przyjaciół...
- Czy to wszystko jest dla ciebie naprawdę ważniejsze ode mnie?
- Wiesz, że mogę spytać o to samo? - Z zeszklonymi oczami wymieniłem spojrzenie z Namjoonem.
Blondyn zacisnął pięści i głęboko westchnął. Chciał coś powiedzieć, jednak wtedy go wyminąłem. Złapałem w dłonie buty oraz kurtkę, po czym pośpiesznie wyszedłem z mieszkania.
Usiadłem na schodach, by w spokoju zawiązać adidasy. Gdy się z tym uporałem, stanąłem na nogi.
Wybiegłem z bloku i biegłem przed siebie, dopóki nie zabrakło mi tchu. Potem przeszedłem kawałek i nim się zorientowałem, byłem w pobliskim parku.
Usiadłem na górce. Pochyliłem się lekko, by zaczerpnąć powietrza.
Wiedziałem, że to był moment, w którym musiałem postawić wszystko na jedną szalę.
Namjoon miał rację. Przez swój egoizm, nie chciałem opuszczać Korei. Przez egoizm i Hoseoka.
Chociaż wiedziałem, że to zdecydowanie rozwiązałoby problem naszego widzenia się w co najmniej 60%. Ale na jak długo? Dopóki znowu nie wyjedzie na roczną trasę koncertową?
Z drugiej strony, miałem tutaj Hoseoka. Moją uroczą, wspaniałą, kochającą nadzieję. Który był, ale pojawiło się tutaj to samo pytanie: Na jak długo?
Nerwowo przeczesałem dłonią włosy. Wstałem z miejsca. Wziąłem głęboki oddech i powoli skierowałem się do miejsca, które zdecydowało za mnie.
 

~*~

~ Po kliknięciu w gifa z postacią, przejdziecie do wybranego zakończenia.
Chciałam zrobić dwa happy endy i dwa sad endy + jeden neutralny end, ale nie tyle, co brakłoby mi czasu, a raczej po prostu nie chciałoby mi się tego pisać xD Więc macie dwa happy endy (kind off...). Może w przyszłości dopiszę jeszcze jakiś ending...
Nagrałam się w gry otome i tak wyszło >.<
Wszystko wydawało mi się takie fajne, zanim zaczęłam to pisać... Ech... Wiem, że fabuła nie jest wymagająca, no ale i takie cusie są potrzebne. 
Długo mi się to pisało. Nie wiem czemu... Zarywałam przez to nocki, a napisałam przez nie tylko jedno zdanie... WTF? 
*-* A i tak nie jestem zadowolona. No ale jak już zaczęłam, to wypadało pociągnąć to do końca...
Tak, znowu JinHope/2Seok. Nic nie poradzę >.< Początkowo miał to być YoonJin/JinHope, ale stwierdziłam, że coś mało tutaj Namjoona.
W ogóle na początku nie podeszła mi w ogóle piosenka Vixxu - Fantasy. Ale skończyłam na słuchałam jej przy pisaniu tego shota, na przemian z oczywiście boskim Paper hearts Jungkooka i Fools (bożekochanysaveme - śpiewający Namjoon to życie *_*), więc gorąco polecam - Motionless Min ♥
P.S. Mogę już nie przepraszać za błędy i brak akapitów? Jak pisałam - mam popierniczonego worda, popierniczonego bloggera i totalnie ze sobą nie współpracują...  *-*

czwartek, 1 września 2016

Adult behavior


~*~
Spokojnie przewiązałem satynowy pasek przez odpowiednią dziurę. Przerzuciłem go nad supłem i podciągnąłem węzeł czerwonego krawatu pod szyję Hoseoka. Przygładziłem go  do jego białej, idealnie wyprasowanej koszuli.
- Zdecydowanie wolę ściągać z ciebie ten krawat niż go wiązać - powiedziałem. Wygiąłem wargi w smutną podkówkę i mruknąłem niezadowolony.
Spojrzałem w ciemne oczy Hobiego, który uniósł jeden kącik ust.
- Następnym razem po prostu zdejmij go tak, żeby się nie rozplątał. I po problemie. - Hoseok wzruszył ramionami, wyraźnie zadowolony ze swojego błyskotliwego rozwiązania.
Zaśmiałem się ironicznie. Odsunąłem się od partnera na krok i dokładnie mu przyjrzałem. Po chwili jednak ponownie się do niego przysunąłem, by poprawić kołnierz.
- O której dzisiaj wrócisz? - spytałem. Po drobnej poprawce koszuli opuściłem lekko ręce na ramiona Hoseoka, splątując dłonie na jego karku.
- Szybko. Muszę tylko machnąć autograf na jednym kontrakcie i już mogę wracać - powiedział nieco zachrypniętym głosem. Nie podobał mi się ten jego łamiący głos. Od kilku dni mówił, że bolało go gardło, ale gdybym sam za nim nie chodził z lekami i szalikiem, pewnie poczekałby aż samo przejdzie. Hoseok potrafił być czasami taki nieodpowiedzialny...
- Mówiłem ci, żebyś wypił wczoraj mleko z miodem. Tabletek nawet nie ruszyłeś... Chcesz się już całkowicie pochorować? - Zmarszczyłem brwi, patrząc na bruneta nieco zdenerwowanym, ale i jednocześnie zatroskanym wzrokiem.
- Nie mogę się pochorować, nawet jakbym chciał, mając pana doktora za chłopaka.
Poczułem jak zimne ręce mężczyzny wsuwają się pod mój nieco przydługi sweter, aby spocząć na biodrach. Uśmiechnąłem się jedynie czując przyjemny chłód. Zmarszczyłem przy tym delikatnie nos, którego koniuszek już po chwili został czule ucałowany przez Hoseoka.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo chciałbym zostać dzisiaj w domu. Z tobą.
Jego dłonie powoli powędrowały nieco w górę, by dokładnie zbadać mój brzuch i talię. Wzdrygnąłem się lekko.
- Już nie narzekaj. Posiedzisz tam pół godziny i będzie po sprawie - powiedziałem, kładąc dłonie na jego klatce piersiowej. Poklepałem ją pokrzepiająco. Już chciałem odejść od ukochanego, jednak ten zamiast mi na to pozwolić, mocno mnie objął i przyciągnął do siebie.
Spojrzałem z pretensjonalną miną w jego ciemne oczy.
- Nawet nie zdajesz sobie sprawy, ile moglibyśmy zrobić przez te pół godziny - szepnął pociągająco tuż przy moich ustach.
Wiedziałem, że jego niski i zachrypnięty głos był spowodowany przeziębieniem ale... cholera, brzmiał tak seksownie.
Jego twarz powoli rozświetlały poranne promienie słońca, które wpadły do białego salonu. Przez nie, z pozoru czarne włosy Hoseoka zaczęły mienić się brązowymi refleksami.
Nie mogłem się powstrzymać i wplotłem dłoń pomiędzy ciemne kosmyki. Po krótszej chwili przeczesywania jego włosów oraz intensywnego wpatrywania się w świecące oczy partnera, złożyłem na jego wargach motyli pocałunek. Ten szybko został odwzajemniony i pogłębiony przez Hoseoka.
Raczej wolałem unikać takich zabaw z samego rana, ponieważ przez resztę dnia byłem zmęczony. Niestety przy Hoseoku jeszcze nigdy mi się to nie udało. Tak na mnie działał. Wystarczył jeden jego pocałunek, jedno wyszeptane słówko - już mnie miał. Doskonale wiedział, jaką mam do niego słabość i perfidnie to wykorzystywał. Okrutnik.
Przylgnąłem do niego ciałem. Brunet jeszcze mocniej objął mnie w pasie i przycisnął do siebie tak mocno, że pomiędzy nas prawdopodobnie nie zmieściłaby się nawet igła.
Lekko rozchyliłem językiem jego wargi. Wtedy poczułam jak Hoseok uśmiecha się pod pocałunkiem. Oderwałem od niego swoje wargi i zmarszczyłem niezadowolony brwi, jednocześnie oczekując na jego głupi komentarz, który razem z uśmiechem z pewnością cisnął mu się na usta.
- Pan doktor nie wie, że może się zarazić? - spytał, zniżając ton.
Barwa jego głosu teraz, działała na mnie jak najlepszy na świecie feromon. Przewróciłem teatralnie oczami i bez większych ceregieli wpiłem się ponownie w jego usta. Położyłem ręce na jego brzuchu jednocześnie popychając go lekko do tył.
Hoseokie otworzył z lekkim zaskoczeniem oczy. Szybko jednak je przymknął, by całkowicie oddać się pocałunkowi. Ostatecznie to on wsunął język do moich ust.
Brunet poczuł, jak nogi napotykają na przeszkodę, którą była kanapa. Ani na moment nie odrywając się ode mnie, Hobi na niej usiadł, a ja niezwłocznie usadowiłem się okrakiem na jego udach. Jęknął cicho, kiedy przypadkiem otarłem swoje krocze o jego.
Chłodne dłonie błądziły po moich plecach, brzuchu. Hoseok jednak szybko zsunął ręce i gładził nimi moje uda oraz pośladki, co jakiś czas mocniej zaciskając palce na bladej skórze.
Sam położyłem dłonie na policzkach ukochanego, przejmując kontrolę nad pocałunkiem i narzucając szybkie tempo. To jednak nie ukazało się zbyt dobrym posunięciem, bo już po dłuższej chwili zabrakło mi powietrza.
Jung wykorzystując ten moment lekko się uniósł.
- Seokjin - szepnął. Mocniej przyciągnął mnie do siebie i zjechał pocałunkami na moją szyję. Odchylił lekko materiał niebieskiego swetra, by móc obdarzyć subtelnymi muśnięciami obojczyki.
Przeczesywałem jedną dłonią jego włosy, a drugą ostrożnie rozluźniłem krawat (oczywiście tak, by go całkowicie nie rozplątać) i dobrałem się do guzików koszuli.
Syknąłem, kiedy poczułem jak Hoseok przygryzł moją skórę na szyi. Pociągnąłem go wtedy lekko za włosy, zmuszając jednocześnie do odchylenia głowy. Zauważyłem jedynie jak z uśmieszkiem oblizuje wargi, wyraźnie zadowolony ze śladu, jaki pozostawił na mojej skórze.
Dłonią, którą nieporadnie próbowałem odpiąć już trzeci guzik koszuli, zjechałem do spodni Hoseoka i delikatnie przejechałem opuszkami palców po jego kroczu
Teraz miałem doskonały widok na jego reakcję. Hobi przygryzł dolną wargę, a klatka piersiowej zaczęła coraz szybciej się unosić. Miał rumiane policzki, jego oczy wręcz płonęły pożądaniem.
Musiałem przyznać sam przed sobą, że uwielbiałem, kiedy patrzył na mnie w ten sposób. Wtedy wiedziałem, że on należał tylko do mnie.
Pochyliłem się nad ukochanym, by ponownie wpić się w jego usta. Zanim jednak nasze wargi się styknęły, po całym mieszkaniu rozległ się dźwięk dzwonka i pukanie.
 Z lekkim zaskoczeniem i przerażeniem spojrzałem w kierunku drzwi. Hoseok jęknął niezadowolony, opadając plecami na poduszki.
Zszedłem z ud ukochanego. Szybko zerknąłem w lustro, wiszące w przedpokoju. Przeczesałem jedynie dłońmi nieco poszarpane włosy, naciągnąłem na ramię sweter, by ukryć czerwony ślad po ugryzieniu Hoseoka. Spojrzałem też w dół. Nieco poprawiłem szare dresy. Na całe szczęście, krew nie zaczęła we mnie aż tak buzować, jak myślałem, przez co nie miałem wtedy takiego "problemu" w spodniach jak Hobi.
Oblizałem jedynie wargi. Dotknąłem wierzchem dłoni rozgrzanych policzków.
 - Otworzysz w końcu te drzwi? - spytał Hoseok, który dopinał guziki koszuli.
- Cicho! - Obrzuciłem partnera przelotnym spojrzeniem. Gdy upewniłem się, że mój wygląd aby na pewno nie zdradza tego, co się wydarzyło przed chwilą, nacisnąłem klamkę. Lekko uchyliłem drzwi.
- Cześć Seokjin. - Sąsiadka z naprzeciwka obdarzyła mnie miłym uśmiechem.
- O, noona. Dzień dobry. - Odwzajemniłem gest i nieco szerzej otworzyłem drzwi. Zerknąłem kątem oka na Hoseoka, który poprawił krawat, po czym udał się do łazienki.
- Jesteś cały czerwony. Wszystko w porządku? Nie masz gorączki?
- Nie, w porządku. Siedziałem pod kocem i trochę się rozgrzałem. Wejdziesz? - Wskazałem dłonią środek mieszkania, otwierając szerzej drzwi tak, by mogła wejść.
- Przepraszam, ale nie bardzo mam czas. Właściwie to przyszłam w konkretnej sprawie.
- W jakiej? - zapytałem od razu, opierając się o drzwi.
- Musimy z mężem jechać do jego ojca. Wydarzył się mały wypadek. Chodzi o to, że nie mamy z kim zostawić Juhyun, a nie damy rady znaleźć żadnej opiekunki na już. Czy mógłbyś się nią zająć nią przez kilka godzin? - Kobieta złożyła ręce w proszącym geście i spojrzała na mnie oczami szczeniaczka.
- Mam dzisiaj wolne, więc nie ma problemu - odpowiedziałem. Uśmiechnąłem się lekko widząc jak z ulgą opuszcza ręce.
- Dziękuję! Jestem twoją dłużniczką! Przyprowadzę ją za jakieś 20 minut, dobrze? Cześć Hoseok. - Noona pomachała do bruneta, który teraz pojawił się za moimi plecami.
- Jasne. Będę czekał.
Po pożegnaniu się z kobietą zamknąłem drzwi. Odwróciłem się do ukochanego i od razu napotkałem jego zdenerwowane spojrzenie.
- Chyba żartujesz...
- Co? Nie - wzruszyłem ramionami - to tylko na kilka godzin. Potem będziemy mogli kontynuować to, co nam bezczelnie przerwano - zapewniłem.
Hoseok głęboko odetchnął. Położył dłoń na moim karku, lekko schylił moją głowę by po chwili złożyć na czole delikatny pocałunek.
Potem odsunął się ode mnie i wycofał do salonu, gdzie uchylił okno. Gdy to zrobił, do środka wleciała muzyka z radia, którego słuchali sąsiedzi obok. Stałem w miejscu, po prostu śledząc wzrokiem jak Hoseok zbiera się do pracy. Przez muzykę zaczął podrygiwać, wymachiwać biodrami i zaczął chodzić po pokoju tanecznym krokiem. Wyglądał, jakby czegoś szukał.
Chciałem jednak popatrzeć jak znowu radosny Hoseok po prostu krząta się po naszych wspólnych, czterech ścianach, więc nie pytałem go o to, czy mu pomóc.
- Jinnie hyung, widziałeś gdzieś te urocze, okrągłe okulary? - spytał. Odwrócił się do mnie. Od razu zobaczyłem, że na "Show me your bba sae", zaczął robić "jazzowe rączki", które podłapał od Jungkooka. Parsknąłem cicho śmiechem.
- Są na komodzie w sypialni. - Wskazałem palcem drzwi do pokoju. Hoseokie w rytm muzyki przeszedł do sypialni, dalej kręcąc smukłymi dłońmi. Gdy z niej wyszedł, złapał mnie w pasie od tył, lekko uniósł i bez większego problemu, radośnie zakołysał się ze mną.
Zachichotałem cicho.
Gdy odstawił mnie na ziemię, nasunął na nos okulary. Poprawił krawat, spojrzał w lustro. Potem założył buty i kurtkę. Już nacisnął klamkę.
- Gdzie?! Wróć się! - rozkazałem, stojąc ze skrzyżowanymi rękami. Hoseok odwrócił się do mnie z pytającym wzrokiem. Podszedłem do niego. Zdjąłem z komody zielono-czarny szalik w kratkę i oplotłem nią dokładnie szyję Hoseoka.
Dopiero po tym jak upewniłem się, że partner odpowiednio się ubrał, wypuściłem go z domu.
Zamknąłem z nim drzwi. Westchnąłem głośno, jednak nie mogłem powstrzymać uśmiechu, który mimochodem wymalował się na mojej buzi.
Każdy dzień z Hoseokiem był dla mnie cenniejszy, niż największy skarb świata. Za każdym razem, kiedy budziłem się obok niego miałem wrażenie, że znalazłem idealnego partnera.
Rzadko się kłóciliśmy, a jeśli już, to raczej o jakieś małe drobnostki. Nawet jeśli jakaś kłótnia się zdarzyła, na następny dzień budziłem się obok tego wirusa szczęścia i zapominałem, że między nami doszło do jakiegoś spięcia.
Hobi to zdecydowanie jeden z tych głośnych typów. Zna mnie jednak na tyle dobrze, że wie, kiedy może sobie pozwolić na odrobinę szaleństwa, a kiedy powinien zachowywać się cicho w mojej obecności. Właśnie to wyczucie i równowagę, jaką potrafi zachować między spokojem, a wariactwem, w nim uwielbiałem.
Z drugiej jednak strony denerwowała mnie jego nieodpowiedzialność, jak i również to, że wiele robił na pół gwizdka. Jedynie rzeczy związane z tańcem, muzyką czy wytwórnią, którą prowadził razem z Yoongim oraz Namjoonem, wykonywał bardzo dokładnie. Ale jeśli chodzi o chociażby wstąpienie do sklepu... Zawsze zapominał o najważniejszych rzeczach!
Pokręciłem głową. Wycofałem się do salonu. Poprawiłem poduszki na kanapie, które zostały przez nas nieźle rozkopane. Potem rozejrzałem się po pomieszczeniu. Kołysząc się delikatnie w rytm muzyki zza okna, myślałem co powinienem dzisiaj zrobić w domu. Może w końcu zająłbym się porządkami w szafie? Albo skoczył na zakupy? Hoseok pewnie ucieszyłby się z jakiegoś ciepłego sweterka. W końcu lada moment miała przyjść zima...
Machałem rękami, które bezwładnie obijały się się o moje ciało. Wtedy przypomniałem sobie o tym, że raczej nici ze spokojnego popołudnia, bo zaoferowałem się zająć dzieciakiem sąsiadów.
Uderzyłem się otwartą dłonią w czoło. No tak...
Lubiłem dzieci i z wielką chęcią się nimi opiekowałem, ale dzisiaj miałem ten jeden wolny dzień od długiego czasu... Na domiar złego Hoseok też wróci wcześnie, więc byłaby to świetna okazja by gdzieś razem wyjść, spotkać się ze znajomymi, wziąć razem kąpiel i skończyć poranną zabawę!
Tupnąłem nogą, kręcąc przy tym z lekkim niezadowoleniem nosem.
Nie miałem jednak czasu na dąsy, gdyż znowu usłyszałem dzwonek do drzwi. Gdy otworzyłem, zobaczyłem noonę oraz jej uroczą, trzyletnią córkę.
- To jest Kim Seokjin. Zajmie się z tobą, dopóki z tatą nie wrócimy, dobrze? - Kobieta schyliła się do swojej córki, która zawstydzona schowała się za różową poduszką, którą trzymała w małych rączkach.
Ukucnąłem naprzeciwko dziewczynki i uśmiechnąłem się do niej ciepło.
- Cześć. Ja jestem Kim Seokjin. A ty? - spytałem, wyciągając do niej dłoń na przywitanie.
- Choi Juhyun - powiedziała niepewnie, po czym delikatnie ścisnęła małą dłonią moje dwa palce.
Po przywitaniu, noona zostawiła nas samych, dziękując mi już któryś raz z kolei.
Zaprowadziłem małą do salonu, po drodze odstawiając torbę z jej rzeczami pod ścianę.
- Jesteś głodna? Jadłaś śniadanie? - spojrzałem na dziewczynkę. Ta wspięła się na kanapę i odłożyła na bok poduszkę. Skierowała swoje duże, brązowe oczy na mnie i pokiwała twierdząco głową.
- To może chcesz coś do picia? - Właściwie nie czekałem na jej odpowiedź. Po prostu przeszedłem do dużego aneksu kuchennego, łączącego się z salonem. Wyjąłem z lodówki pomarańczowy sok i nalałem go do szklanki. Potem wziąłem jeszcze jabłko do ręki.
Podałem dziewczynce szklankę, a sam zacząłem jeść owoc.
- Oppa, zabierzesz mnie do parku?
Okay, musiałem przyznać, że mała dość szybko nabrała do mnie zaufania i poczuła się blisko, skoro tak szybko nazwała mnie swoim oppą. Ale cóż, to w końcu dziecko.
- Pewnie! - Uśmiechnąłem się do Juhyun wesoło i kiwnąłem głową. Ugryzłem kolejny raz jabłko, przyglądając się dziewczynce, która swoimi małymi rączkami uniosła dużą szklankę na wysokość ust i upiła łyk soku.
- W takim razie zmienię tylko ubranie i idziemy do parku, dobrze?
- Dobrze oppa! - Juhyun obdarzyła mnie szerokim uśmiechem, ukazując przy tym swoje malutkie, białe mleczaki. Poczochrałem jej ciemne włoski i szybko przeszedłem do sypialni. Zajrzałem do szafy. Szybko wyjąłem ciemne jeansy. Nie byłem do końca pewny czy są one moje, czy Hoseoka...
Trudno. Dobrałem do nich czarną kangurkę z białym, małym napisem.
W oka mgnieniu się przebrałem. Potem pomogłem dziewczynce w ubraniu bucików, kurtki oraz szalika. Gdy oboje byliśmy już gotowi do wyjścia na chłodny dwór, opuściliśmy mieszkanie.
[...]
Nie sądziłem, że z tak małym człowiekiem można się tak dobrze bawić. Byliśmy w parku przez półtorej godziny, bawiąc się na zjeżdżalniach, huśtawkach, drabinkach i innych zabawkach. Trochę zmarzliśmy, więc zaproponowałem dziewczynce pójście do galerii, na co ta bez wahania się zgodziła.
Między prawdą a bogiem, to chciałem iść na pasaż tylko i wyłącznie po to, by kupić Hoseokowi jakiś ciepły sweter. Ta myśl krążyła po mojej głowie od momentu, w którym się tylko pojawiła.
Dzięki pomocy Juhyun udało mi się wybrać dla partnera czarny sweter z dużym, uroczym, uśmiechniętym kartonikiem mleka na klatce piersiowej.
Po opuszczeniu sklepu zacząłem trochę żałować, że sam dla siebie takiego nie kupiłem.
Gdy wróciliśmy do domu, zastaliśmy Hoseoka, który siedział przy stole jadalnym, wśród sterty papierów.
- Cześć Hoseokie - powiedziałem na wejściu, stawiając na ziemi dziewczynkę, którą do domu niosłem na rękach.
- Coś się stało? Masz nietęgą minę. - Zdjąłem z ramion swoją kurtkę. Potem pomogłem Juhyun się rozebrać z wierzchnich ubrań.
- Namjoon trochę nabroił i teraz z Yoongim musimy po nim sprzątać - odparł zmęczony, odkładając na bok różową teczkę.
- Coś poważnego?
- Nie... Znaczy... po prostu nie dopilnował kontraktu jednego z tancerzy. Ech, długa historia. - Jung machnął jedynie ręką i kaszlnął cicho. Poczułem jak mała Juhyun przytula się do mojej nogi, patrząc nieśmiało na mojego partnera.
- A, właśnie! Hoseok, to jest córka sąsiadów. Choi Juhyun - wskazałem dłonią na dziewczynkę.
Hobi wstał z miejsca i podszedł do nas. Ukucnął przy dziewczynce, szeroko się do niej uśmiechając.
- Cześć - przywitał ją, wystawiając do niej dłoń. Juhyun wyciągnęła przed siebie małą rączkę i paluszkiem dotknęła dołeczka, który przy uśmiechu pojawił się na policzku Hoseoka. Mężczyzna ułożył usta w literkę o, wydając z siebie jeden z tych Hoseokowych, dziwnych dźwięków.
Potem zaśmiał się i stanął na równe nogi. Pogłaskał dziewczynkę po głowie.
- Urocza - skwitował radośnie, po czym wrócił do stolika.
- Oppa. - Juhyun pociągnęła mnie za rękaw bluzy. - Łazienka.
Jakby nie znając swojego domu, rozejrzałem się. Ująłem małą dłoń dziecka, po czym wskazałem jej drzwi. Ta kiwnęła głową i już po chwili zniknęła w łazience.
- Jadłeś coś? - spytałem, podchodząc do Hoseoka. Oparłem się biodrem o stół i wziąłem do ręki jeden z dokumentów.
- Tak. Namjoon w ramach przeprosin zabrał nas na obiad. Kupiłem wam coś na wynos. Musisz tylko odgrzać - odpowiedział, zaznaczając coś na jednym z papierów.
- Jesteś aniołem. - Pochyliłem się nad Hoseokiem, po czym złożyłem delikatny pocałunek na jego miękkim policzku. Potem przeszedłem do kuchni. Wyjąłem z lodówki dwa pudełka jedzenia, które kupił Hoseok i włożyłem je do mikrofali. Oparłem się tyłem o blat, czekając aż jedzenie będzie gotowe. W międzyczasie Juhyun wyszła z łazienki. Wręcz podbiegła do mnie. Schyliłem się by wziąć dziewczynkę na ręce i uśmiechnąłem się do niej.
- W łazience jest taki różowy ręcznik. Jest śliczny! - powiedziała podekscytowana.
- Wiem, mi też się podoba. - Kiwnąłem dumnie głową. Już po chwili mikrofala zapikała. Postawiłem dziecko na ziemi i wziąłem pudełka z jedzeniem. Dobrałem do tego pałeczki, po czym razem z dziewczynką przeszliśmy do niskiego stolika w salonie. Usiedliśmy na podłodze i zaczęliśmy jeść makaron sojowy z warzywami i kurczakiem po tajsku, który przyniósł Hoseok. Dziewczynka oczywiście trochę się ubrudziła, więc co jakiś czas musiałem wycierać jej nieskazitelną buzię chusteczką.
Po posiłku zaczęliśmy grać w jedną ze sportowych gier na kinecta. Dziewczynka chciała zaciągnąć do gry Hoseoka, jednak ten najwidoczniej nie miał na to ochoty. Po prostu nam się przyglądał.
 W pewnym momencie naprawdę poczułem się jak jej starszy braciszek.
Miałem podejście do dzieci i bardzo je lubiłem. Z Juhyun miło spędziłem czas, a opieka nad nią sprawiła mi ogromną przyjemność.
Graliśmy dość długi czas, dopóki dziewczynka nie poczuła się zmęczona. Przetarła rękami duże oczy.
- Oppa, spać - wymamrotała, unosząc głowę, by na mnie spojrzeć. Była co prawda dopiero godzina 17, ale dzieciaki w końcu po godzinach biegania i aktywności szybko się męczą.
Zrobiłem smutną minę, po czym wziąłem dziewczynkę na ręce.
- Zdrzemniesz się w pokoju, dobrze?
Mała pokiwała głową. Przeniosłem jej do naszej sypialni i położyłem na łóżku. Okryłem ją miękkim kocem. Pogłaskałem jeszcze jej główkę. Gdy już chciałem odejść, Juhyun złapała mnie za rękę i poprosiła, bym z nią został. Usiadłem przy jej nóżkach.
- Zaśpiewasz mi kołysankę? - poprosiła. Przez moment zastanowiłem się nad jakąś piosenką. Nie pamiętałem żadnych kołysanek, więc po prostu wziąłem się za śpiewanie jakiejś spokojnej ballady, która pierwsza wpadła mi do głowy.
Lubiłem śpiewać. To zawsze mnie wyciszało, a czasami też wręcz odwrotnie - dodawało energii i wprowadzało w głupkowaty nastrój. Kiedyś wstydziłem się swojego głosu.
Gdy chodziłem po pustym mieszkaniu, często nuciłem jakiś utwór. Czy to gotując, czy zbierając się do pracy. Pamiętam jak dzisiaj, kiedy świeżo po przeprowadzce z Hoseokiem do tego mieszkania, musieliśmy rozpakować chyba z milion kartonów. Hobi wyszedł do sklepu po jakiś napój i szybką przekąskę, a ja rozrywałem pudła i wyciągałem z nich rzeczy. Śpiewałem wtedy wniebogłosy "Venus" Shinhwy. Kilka razy. Dopiero po jakimś czasie zorientowałem się, że Hoseok od kilku dobrych minut stoi w drzwiach i po prostu słucha jak śpiewam. Chciałem się wtedy zapaść pod ziemię. Czułem się, jakby ktoś przyłapał mnie na najgorszej zbrodni. Już się spodziewałem, że Hoseok zacznie się śmiać, ale on tego nie zrobił. Zaczął klaskać w dłonie i szczerze pochwalił mój głos. To dało mi dużo odwagi. Teraz nie wstydziłem się śpiewać, a moje nucenie pod nosem stało się coraz częstsze. Co za tym szło, częściej miałem dobry humor.
Gładziłem przy tym delikatnie jej włosy. Na swoim przykładzie dobrze wiem, że to szybko usypia.
W pewnym momencie, do sypialni wszedł Hoseok. Zrobił to jednak bardzo cicho. Powędrowałem wzrokiem za ukochanym, który z uśmiechem na ustach kołysał się w rytm śpiewanej przeze mnie ballady. Wziął z szafki świeżą koszulkę. Ucałował delikatnie moją skroń i wyszedł.
Śpiewając piosenkę, gładząc jej włosy sam zasnąłem.
[...]
 - Hyung! - Głośny, łamiący głos Hoseoka wyrwał mnie ze snu. Przetarłem oczy i popatrzyłem na Juhyun, która sama się po chwili rozbudziła.
- Noona przyszła po Juhyun.
Dziewczynka zeskoczyła z łóżka i wybiegła z sypialni. Sam po minucie wyszedłem za nią. Juhyun przytuliła się do nogi mamy, która wzięła jej torbę oraz kurtkę.
- Dziękuję, że się nią zajęliście. Mam nadzieję, że nie sprawiała problemów?
- Nie, oczywiście, że nie. Wspaniałe dziecko. Sam chciałbym mieć takie w domu - odpowiedziałem z szerokim uśmiechem na ustach.
Juhyun puściła po chwili mamę i przytuliła się do moich nóg.
- Dziękuję, oppa! Pójdziemy jeszcze kiedyś razem do parku? - zapytała, unosząc główkę, by na mnie popatrzeć.
- Pewnie! O ile oczywiście mama cię puści.
Po mojej odpowiedzi mała podeszła do Hoseoka i jego również przytuliła. Hobi wziął wtedy dziewczynkę na ręce, po czym zakręcił się z nią, na co ta radośnie krzyknęła.
Pomachała nam jeszcze na do widzenia i razem z mamą zniknęły po chwili za drzwiami.
Odetchnąłem głęboko, zamykając za nimi zamki.
- Pocieszne dziecko - mruknąłem. Odwróciłem się i spojrzałem na Hoseoka, który usiadł na kanapie po turecku z kubkiem gorącej czekolady i włączył jakiś program muzyczny.
Usiadłem obok niego. Oglądaliśmy przez dłuższy moment telewizję w całkowitej ciszy.
- A dla mnie zrobiłeś? - spytałem, wskazując palcem na biały kubek w kropki, który Hoseok przykładał do ust.
Hobi spojrzał na mnie.
- Kocham cię - powiedział z nieco zdezorientowaną miną. Odebrałem to oczywiście jako "nie".
Oparłem się wygodnie o jego ramię, wlepiając wzrok w ekran telewizora. Hobi co jakiś czas popijał gorący napój, jednak kiedy skończył, odłożył kubek na niski stoliczek.
- Hoseokie... - zagaiłem, spoglądając na jego skupiony na oglądaniu telewizji profil. Lekko się uniosłem, po czym ostrożnie wsunąłem dłoń pod koszulkę ukochanego. Nie widząc jednak z jego strony żadnej reakcji, dołączyłem drugą. Błądziłem nimi po brzuchu mężczyzny, celowo zahaczając palcami o spodnie.
- Hoseokie - szepnąłem ponownie jego imię, chcąc zwrócić na siebie uwagę. Złożyłem delikatny pocałunek na jego żuchwie, by po chwili rozpocząć ustami wędrówkę po jego szyi i obojczykach.
Normalnie Hobi już by się pewnie nakręcił. Tymczasem nie widziałem żadnej reakcji z jego strony. Tak, jakby mnie tutaj nie było.
- Nie, hyung. Nie mam teraz ochoty - wymamrotał. Wyjął moje dłonie spod swojej koszulki, po czym wstał i zaniósł kubek do kuchni.
Naburmuszony skrzyżowałem ręce na piersi. Co go nagle ugryzło?
Obserwowałem dokładnie Hoseoka. Wyjął z szafki apteczkę, a z niej tabletki na ból gardła. Wziął jedną, po czym przepił wodą z kranu. Potem przeszedł do przedpokoju gdzie założył buty.
- Gdzie idziesz? - spytałem.
- Do Yoongiego. Nie wiem, o której wrócę. Nie czekaj na mnie - powiedział, chwytając w dłonie kurtkę. Poderwałem się z miejsca, jednak zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć, Hoseok zniknął za drzwiami.
[...]
Przez dwa następnie dni, Hobi prawie w ogóle się do mnie nie odzywał. Cały czas chodził jakiś przygaszony, jakby nie chciał się do czegoś przyznać. Naprawdę zaczynałem podejrzewać najgorsze. Na moje pytania odpowiadał jedynie tak, nie, nie wiem. W ogóle nie patrzył w moje oczy. Miałem dość jego dziecinnego zachowania, ale każda próba rozmowy kończyła praktycznie bezowocnie.
W akcie desperacji zadzwoniłem do Yoongiego. Nie dostałem jednak od niego jednoznacznej odpowiedzi. W sumie mogłem się domyślić, że Min będzie wolał, żebyśmy swoje problemy rozwiązywali sami. Ale jak niby miałem to zrobić, skoro ten przeklęty Jung Hoseok spuszczał głowę za każdym razem, kiedy mnie mijał?!
 Z kliniki wróciłem późnym wieczorem. Byłem zmęczony po ciężkim dniu w pracy, jednak chciałem rozwiązać dręczącą sprawę z Hobim.
- Cześć - rzuciłem jedynie, rozbierając się z kurtki i butów w przedpokoju. Hoseokie siedział na kanapie, otulony kocem, z maską na twarzy, trzymając kubek z ciepłą herbatą, wśród chusteczek i leków.
Zerknąłem na ekran telewizora, gdzie właśnie rozpoczęła się przerwa na reklamy.
Podszedłem do Hoseoka. Zebrałem brudne chusteczki i opakowania po tabletkach. Przechodząc do kuchni, wyrzuciłem je do kosza. Sięgnąłem po butelkę wody, z której już po chwili upiłem mały łyk. Trzymając ją w dłoniach dołączyłem do Hobiego. Ostrożnie usiadłem na oparciu kanapy.
- Chcesz tak do końca życia się do mnie nie odzywać? - zacząłem, kierując swój wzrok na ukochanego. Nie słysząc od niego żadnej odpowiedzi, nieco mocniej ścisnąłem butelkę.
- Powiedz mi do cholery o co chodzi, bo zaczynam już wariować - powiedziałem nieco uniesionym, zdenerwowanym tonem.
Młodszy ani drgnął. Już chciałem wstać i odejść, jednak wtedy Hoseok na mnie spojrzał. Palcem zsunął z ust maskę. Od razu zauważyłem jego rumiane od gorączki policzki i przekrwione oczy.
- Hyung, myślę, że byłoby ci lepiej z kimś innym.
Na te słowa zdębiałem.
- Co? - wymamrotałem, nie będąc w stanie chociażby w najmniejszym stopniu pojąć jego rozumowania.
- Bo... Ja... znaczy... - Hoseok nie był w stanie pozbierać swoich myśli.
- Spokojnie - szepnąłem.
Mężczyzna wziął głęboki oddech i przymknął na chwilę oczy.
 - Zacząłem się nad tym zastanawiać, kiedy zajmowałeś się Juhyun. Powiedziałeś, że sam chciałbyś mieć takiego malucha w domu. Dobrze wiesz, że nie mamy możliwości adopcji. Teraz może ci to nie przeszkadzać, ale za kilka lat stwierdzisz, że jednak chcesz mieć dziecko... Tak byłoby dobrze. Spełniłbyś ten "męski obowiązek", o którym mówił twój ojciec... Nie chcę cię unieszczęśliwiać.
Na wspomnienie o moim ojcu, zacisnąłem mocno zęby. Momentalnie odczułem ból lewego policzka.
Kiedy powiedziałem moim rodzicom o tym, że spotykam się z Hoseokiem, ojciec nie mógł tego zaakceptować. Zdzielił mnie w policzek, powiedział, że skoro nie mogę spełnić "męskiego obowiązku", mieć normalnej rodziny, to nie jestem już jego synem. Nigdy wcześniej nie pakowałem rzeczy w takim pośpiechu...
- Poza tym, widząc cię, jak zajmujesz się Juhyun było mi bardzo przykro. Byłeś wtedy taki zadowolony, uśmiechnięty... A ja myślałem o tym, że prawdopodobnie nigdy nie będę w stanie wywołać u ciebie aż takiej radości - dodał.
Początkowo nie wiedziałem jak zareagować na jego wyznanie.
- Zgłupiałeś? - rzuciłem w końcu.
Zdziwiony Hoseok przeniósł na mnie wzrok.
- Gdybym chciał pakować się w ojcostwo, to nigdy bym się z tobą nie związał. Weź pomyśl choć raz. Hobi, serio... I to był powód, przez który nie odzywałeś się do mnie? - Uniosłem brwi do góry, po czym parsknąłem śmiechem.
- N-no tak - wymamrotał.
- Taki problem to nie problem. Hobi... Nie unieszczęśliwiasz mnie. To ty jesteś powodem mojej radości. Dzieci? Super, fajnie. Są urocze, głupiutkie, niewinne... Ale gdybym miał zajmować się jakimś dłużej niż dzień, to prędzej skoczyłbym z mostu. Kocham cię głuptasie i nie chcę nikogo innego, rozumiesz? - Przysunąłem się do Hoseoka. Wziąłem od niego kubek herbaty, który odłożyłem na stolik. Potem ująłem jego dłonie i splotłem nasze palce.
- Kocham. Najbardziej na świecie. - Uśmiechnąłem się do Junga ciepło.
- Ale za kilka lat...
- Za kilka lat będę stary, ale będę cię kochał tak samo - wtrąciłem, zanim brunet dokończył myśl.
- No ale kiedy...
- Skończ już z tym "ale"! - rozkazałem. Gdy Hoseok otworzył usta by znowu coś dodać, po prostu zamknąłem je czułym pocałunkiem.
- Po prostu powiedz: "tak, też cię kocham hyung" - szepnąłem, po oderwaniu od niego swoich warg.
Widziałem ulgę w oczach Hoseoka.
- Tak, też cię kocham hyung.
~ Dwa dni później~
Sięgnąłem ręką na szafkę nocną w poszukiwaniu chusteczek. Gdy po omacku dosięgnąłem kartonowego pudełka, wydałem z siebie długi pomruk niezadowolenia.
- Hobi... Masz jeszcze jakieś chusteczki? - spytałem, ledwo co wydobywając z siebie dźwięk.
Hoseok sam sięgnął na szafkę po swojej stronie. Odpowiedział ledwo słyszalne: nie.
Wyjąłem spod poduszki telefon. Nacisnąłem dwa przyciski i przyłożyłem urządzenie do ucha.
- Chimchim... Kup chusteczki. I miód. I wodę. Zioła też by się przydały...
- Macie też jakąś maść rozgrzewającą? Dokupić leki? Albo ogrzewacze?
Po krótkiej rozmowie z Jiminem rozłączyłem się.
Chłopak był wspaniały. Jak tylko z Hoseokiem zostaliśmy przypięci do łóżka, Jimin robił wszystko, by nam się polepszyło. A ledwo co wrócił z Japonii po kursach i pewnie nawet nie odpoczął.
- Mogłeś mu powiedzieć, że nie mamy już mleka i ryżu - szepnął Hoseok, który leżąc na brzuchu co chwila pociągnął nosem. Przeczesałem dłonią włosy i nakryłem się kołdrą aż pod szyję. Kaszlnąłem, czując jak prawie rozrywa mi to płuca.
- To wszystko twoja wina. - Odwróciłem głowę w stronę Hoseoka i obrzuciłem go pretensjonalnym spojrzeniem.
Ten tylko patrzył na mnie, ledwo potrafiąc utrzymać rozchylone powieki.
- W ogóle zobaczyłem ten sweter co kupiłeś... Jest okropny - wymamrotał. Westchnąłem głośno.
- Kupiłem go dla ciebie...
- Aaa - przeciągnął - w takim razie, jest bardzo ładny.
Flegmatycznie uniosłem rękę i poczochrałem dłonią ciemne włosy ukochanego. W tym samym momencie Hobi uśmiechnął się blado.
Leżeliśmy w łóżku kilka minut. Dłużyły się, ale były spokojne. Po prostu przyjemne.
Potem do domu z energią weszli Jimin oraz Taehyung, którzy obładowani lekami i chusteczkami, jak rakiety pojawili się w sypialni, by pomóc nam wygrzebać się z choroby.
- Wyglądacie jak siedem nieszczęść - skomentował Jimin, kładąc jedną z reklamówek na moim brzuchu. Drugą natomiast położył na plecach Hobiego.
- Myślałem, że lekarze nie chorują. - Park usiadł na łóżku przy moich nogach, wcześniej narzucając na otulającą nas kołdrę kocyk.
- On w ogóle żyje? - spytał Taehyung, podchodząc do Hoseoka. Dotknął palcem jego policzka, jednak brunet nie miał siły, by zareagować.


~*~

* Aaargh... JinHope to moje długoterminowe OTP >.< Cieszyłam się na to, że w końcu zdecydowałam się napisać cokolwiek z nimi, ale nie jestem do końca zadowolona. Życieł.
Nie wiem czy można to tak do końca nazwać smutem... Kind of.
Jakiś taki długi mi się wydaje *-*
Tak. Zaczyna się szkoła
...
Meh. Mnie niestety w tym roku czeka matura, więc nie wiem jak będzie wyglądało moje wrzucanie postów. Dlatego chciałam jakoś uzupełnić tego bloga zanim rzucę się w wir nauki.
Postaram się jednak wrzucać chociażby coś raz na tydzień. A co!
I do tych lodowych batoników TWIX, dorzucam jeszcze Snickersa. Też jest mega.
Niestety zjadłam ich tyle, że nie dość, że czuję się teraz gruba, to jeszcze podzielam los Jina oraz J-Hopa i kuruję się w domu. Siedzę w łóżku, z laptopem na kolanach i w duchu modlę się o to, by za 4 godziny dojść na rozpoczęcie *_*