Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miniaturka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miniaturka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 27 grudnia 2016

Most wonderful time of the year

Święta, święta i po świętach.
Miałam wrzucić więcej fajności w ten czas, ale udało mi się tylko z "Dear Santa haraboji,". Trochę po czasie, ale przybywam z jeszcze trzema shotami. Tak, wszystkie z Jinem, z czego 2 to NamJin. Nic nie poradzę, że uwielbiam shipy z nim ♥
Czyli w sumie są 4 shoty, z czego, uwaga, jeden angst. Możecie zagrać w ruletkę xD
Nie są to historie wysokich lotów, fluffy są słodkie do granic możliwości, nie ma za bardzo w nich fabuły, ale potrzebowałam napisać coś, przy czym nie będę czuła jakiegoś dziwnego nacisku, nie będę sama od siebie wiele wymagać.

W każdym razie mam nadzieję, że święta minęły wam spokojnie, w ciepłym rodzinnym gronie i że prezenty były udane!

Nie przedłużając życzę miłego czytania i mam nadzieję, że dacie znać, który shot (o ile jakikolwiek *-*) spodobał się wam najbardziej ♥
[podziwiajcie moje graficzne "zdolności" xD Przepraszam wszystkich grafików! At least i tried...]




niedziela, 25 grudnia 2016

Dear Santa haraboji,


| VHope | Fluff | Świąteczne | Miniaturka |

Drogi Dziadku Mikołaju*,

Byłem w tym roku grzeczny! Tak mi się przynajmniej wydaje. Tylko kilka razy powiedziałem Jiminowi, że jest niski i zasmuciłem go tym. Ale potem zaraz przeprosiłem! Obiecuję, że nie będę się więcej z niego naśmiewał! Chociaż jest to bardzo kuszące.
Ze złych uczynków, powinienem jeszcze wspomnieć o wyrzuceniu z okna wszystkich gier Hoseoka hyunga…
Pokłóciliśmy się wtedy i w złości wyrzuciłem jego rzeczy, a potem te były już nie do użytku. Wiem, że zrobiłem źle. Było mi bardzo głupio z tego powodu. Nie miałem zbytnio pieniędzy by mu to wszystko odkupić, ale Hoseokie powiedział, że zadośćuczyniłem, kiedy potem się kochaliśmy.
To… chyba dobrze, prawda?
Zrobiłem jeszcze jedną złą rzecz, a mianowicie dolałem razem z Jungkookiem do szamponu Yoongiego hyunga rozjaśniacza. Miał po nim bardzo kolorowe włosy i bardzo spalone. On mi chyba tego do tej pory nie wybaczył. Jest mi z tego powodu bardzo, bardzo, bardzo przykro. Naprawdę.
Mam nadzieję, że zapisałem się na “grzeczną listę”, dziadku.
Jeśli jednak nie, to proszę, byś zignorował dalszą część listu i w tym miejscu życzę Ci powodzenia i siły, byś mógł ucieszyć wszystkie dzieci, które na to zasługują! :)
Jeśli jednak zasłużyłem na prezent, to oto lista rzeczy, o które chciałbym prosić.

Jak dobrze wiesz, najważniejszą osobą w moim życiu jest Jung Hoseok. Dlatego chciałbym Cię prosić o jego zdrowie. Hyung jest czasami naprawdę nieznośny, kiedy choruje.
Poza tym nie lubię, kiedy coś go boli. To smutny widok i czuję się bardzo bezradny, że nie mogę mu pomóc. A mamy tyle planów!
Właśnie, co do planów. Chciałbym Cię jeszcze prosić o bilet do Ameryki. Dla Hobiego. To jego marzenie.
Dostał propozycję stażu w jakiejś ogromnej agencji tańca, ale nie mamy pieniędzy, żeby się tam przenieść.
Oczywiście bardzo bym chciał, abym mógł polecieć razem z nim, jednak wiem, że takie bilety nie są tanie. Dlatego proszę Cię o tylko jeden.
Dosłownie chwilę temu zepsuły się lampki choinkowe i przestały świecić. Nie kupię już nowych, bo wszystko zamknięte! Gdybyś więc mógł podarować nam nowe lampki! Chcę, żeby choinka świeciła dla mnie i dla Hobiego, żeby rozjaśniła, ociepliła nam święta. I chcę też, żeby spadł śnieg, abyśmy mogli lepić bałwana.
Proszę Cię także o mnóstwo czekolady, bo hyung lubi, o rękawiczki dla niego ponieważ zawsze je gubi. Kupiłem mu co prawda jakieś, ale nie wiem, czy mu się spodobają. No i pewnie zaraz je zgubi.
Chciałbym także duży kocyk, pod którym mógłbym ukryć się z Hobim w chłodne dni.
I pragnę, żebyś podarował mi chyba najważniejszą rzecz z tego wszystkiego - uśmiech hyunga i siłę, by nasze uczucie nie wygasło. Chciałbym, aby Hoseokie kochał mnie zawsze.

A! I jeszcze jedno! Czy mogę dołożyć do listy japońskie mochi z czerwonej fasoli i zapachową świeczkę? Najlepiej o zapachu mango :)

Życzę Ci przyjemnych świąt i spełnienia wszystkich Twoich marzeń,
bo zawsze to Ty dbasz o nas, dziadku!

Z wyrazami szacunku
Kim Taehyung

Tae szybko przejrzał napisany list w celu wyłapania błędów. Gdy nic wielkiego nie rzuciło mu się w oczy, zgiął papier i włożył do koperty, którą od razu zakleił. Wsunął ją do swojej mikołajkowej, czerwonej skarpetki zawieszonej nad kominkiem.
Sprawdził jeszcze, czy z tej obok należącej do Hoseoka jakimś cudem nie uciekł jego prezent, po czym przeczłapał do sypialni. Poprawił swoje krótkie, białe spodenki w czerwoną kratkę, zarzucił na kołdrę koc i dopiero wsunął się do łóżka. Przytulił twarz do poduszki, a już po chwili usnął.

Hoseok chciałby posiadać moc przyspieszania czasu. Może dzięki temu nie zostawiłby swojego chłopaka samego w wigilijny wieczór. Jedynym pocieszeniem dla niego było to, że Tae spędził czas w gronie swoich przyjaciół.
Jung pragnął jak najszybciej wrócić do domu, rzucić się na łóżko i poprzytulać do swojego małego skarba. Dlatego jak tylko zobaczył swojego zmiennika, od razu pognał na zaplecze, wziął swoje rzeczy i niemal wybiegł ze stacji benzynowej.
Ile tylko miał siły w nogach biegł na przystanek. Przyspieszył szczególnie wtedy, kiedy zobaczył, że jego autobus właśnie się zatrzymał. Niestety nikt nie wsiadał, nikt nie wysiadał, a kierowca zdawał się nie widzieć pędzącego jak na złamanie szyi Hoseoka.
Jung zrezygnowany stanął w miejscu i odchylił głowę do tył, kiedy mógł jedynie pomachać na do widzenia swojemu jedynemu o tej godzinie transportowi do domu.
Łapiąc oddech podszedł do tablicy rozkładowej.
Godzina - tyle będzie musiał czekać na kolejny autobus.
- W sumie w tyle to ja zdążę dojść do domu - pomyślał.
Wyciągnął z kieszonki plecaka słuchawki. Podpiął je do telefonu i w akompaniamencie ulubionej piosenki ruszył w stronę swojego małego mieszkanka, które dzielił razem z Taehyungiem.
[...]
Brunet po cichutku uchylił drzwi mieszkania. Ostrożnie wszedł do środka i niczym myszka rozebrał się z wierzchnich ubrań. Przeczesał jeszcze mokre od śniegu włosy. Pech chciał, że akurat dzisiaj śnieg musiał zacząć padać. Normalnie by się z tego ucieszył, ale przejście tylu kilometrów z prószącym prosto w oczy śniegiem nie było ani trochę przyjemne.
Młody mężczyzna przeszedł do salonu. Nie widząc jednak nigdzie Tae, zajrzał do sypialni.
Jego urocze słoneczko pewnie już od kilku godzin słodko spało.
Jung uśmiechnął się sam do siebie, po czym po cichu zamknął drzwi. Skierował wzrok na zwieszone, świąteczne skarpetki, które, tak jak się spodziewał, już były nieco wypchane.
Wyjął z plecaka swój prezent dla Taehyunga. Chciał włożyć kopertę i pudełeczko do środka, kiedy zobaczył biały list.
Tae co roku pisał wiadomość do Świętego Mikołaja. Wiedział, że są to bajki dla dzieci, ale chciał wierzyć. A Hoseok nie planował odbierać mu tej wiary i nadziei, że jego wszystkie, dobre uczynki zostaną nagrodzone.
Jung z reguły nie czytał listów, które napisał Tae. Jednak przez ten rok dość sporo się wydarzyło i ciekawość wygrała nad chęcią oddania chłopakowi jego prywatności.
Włożył prezenty do skarpety, a po chwili wyciągnął z niej list. Ostrożnie go otworzył.
Bystry wzrok Hoseoka śledził każde, zapisane przez młodszego słowa. W jego głowie pojawiła się jedna myśl:
- A czego Tae chciałby dla siebie?
Wszystko, co Kim zawarł w liście dotyczyło Junga.
Hoseok uśmiechnął się pod nosem, kiedy po przeczytaniu listu, przyjemnie ukłuło go serce. Tae naprawdę wylewał swoje uczucia i już sam fakt, że nie pragnął niczego innego niż tylko swojego ukochanego sprawił, że dla Hoseoka Kim lśnił z każdą chwilą coraz bardziej.
Brunet sięgnął po kartkę i długopis. Napisał kilka zwrotnych słów, a następnie dołożył to do skarpetki młodszego.
Po krótkim prysznicu wszedł do sypialni, gdzie od razu przytulił do siebie drobne, szczupłe ciałko Taehyunga. Z nadmierną czułością ucałował skroń śpiącego chłopaka i odnalazłszy jego dłoń, splótł szczelnie ich palce.
[...]
- Hyuuung!
Radosny głos Tae wybudził Hoseoka ze słodkiego snu. Uchylił jedno oko, potem drugie, ale w sypialni nie zobaczył nigdzie swojego chłopaka.
Dopiero po dłuższej chwili ten pojawił się w pomieszczeniu, trzymając w obu dłoniach po jednej skarpetce.
- Przepraszam, że poszedłem spać. Jiminie poczęstował mnie jakimś szampanem i szybko zrobiłem się senny.
Blondyn wspiął się na łóżko, po czym spojrzał przepraszającym wzrokiem na powracającego do życia Hoseoka.
- W porządku. Dobrze, że nie czekałeś na mnie. Wróciłem dopiero po 2 w nocy - odparł starszy z porannym, zachrypniętym tonem i przyłożył palec do policzka.
Tae nie musiał długo się zastanawiać. Już po chwili odcisnął swoje całuśne wargi na wskazanym miejscu, wcześniej zwilżając je nieco koniuszkiem języka.
Jung wykorzystał sytuację, że jego ukochany wciąż jest blisko, więc delikatnie przyciągnął go za kark do pocałunku, który Taehyung oczywiście odwzajemnił z ogromną czułością.
Po chwili czułości młodszy odsunął się tylko po to, by usiąść okrakiem na kolanach Hoseoka.
Podał mu skarpetę z jego imieniem i nazwiskiem, a swoją przytulił do piersi.
Jung z ciekawością wziął swoją skarpetę, po czym zajrzał do środka. Wyciągnął dwa pudełeczka różnych wielkości. Odpakował najpierw to większe, w którym znajdowała się koszulka z logiem jego ulubionego zespołu.
- Rękawiczki! - pisnął radośnie, kiedy rozpakował podłużne pudełko. - Dziękuję! Obiecuję ich teraz nie zgubić - dodał z uśmiechem, odkładając wszystko na bok.
Tae kiwnął jedynie głową, odwzajemniając przy tym uśmiech starszego.
Jung oparł ręce za plecami, by mieć dokładny widok na reakcję młodszego. W końcu to on był jego Świętym Mikołajem i jego zadaniem było spełniać marzenia Taehyunga.
Kim wyjął ze skarpety zapakowaną paczuszkę oraz dwie koperty, w tym jedną swoją - otwartą.
Ale chyba nie zwrócił na nią uwagi, bowiem podekscytowany sięgnął po prezenty, którymi obdarzył go Jung.
Chłopak otworzył najpierw paczuszkę. Szybko jednak rzucił się w ramiona Hobiego, kiedy jego oczom ukazał się zestaw do kaligrafii.
Hoseok doskonale pamiętał, jak Tae chciał go dostać, dlatego odkąd tylko usłyszał od młodszego o takiej rzeczy, od razu zaczął zbierać pieniądze. Szczęście jego ukochanego było jego szczęściem i było warte każdej ceny.
Kim puścił Hobiego z uścisku, by zajrzeć do koperty. Po jej otworzeniu wyjął małą karteczkę.
- Nie mam niestety dla ciebie ani mochi, ani zapachowej świeczki, ale mam nadzieję, że to również ci się spodoba. - Przeczytał na głos. Odłożył kartkę za siebie. Zgrabnymi palcami złapał nieco twardszą tekturę rzeczy w środku koperty i wyciągnął je.
Oczy młodszego aż zaświeciły się, kiedy dotarło do niego, że w swoich rękach trzyma dwa bilety do Kalifornii.
- H-hyung? - szepnął, spoglądając na Hoseoka. Uśmiech, jaki widniał na jego twarzy był jednym z tych uśmiechów, które Kim zapamięta na długo.
- Polecisz ze mną do Ameryki, Tae? - Hobi przechylił głowę na prawo, ani na moment nie spuszczając wzroku ze swojego malucha.
Nie czekał nawet na odpowiedź. Przecież dobrze ją znał.
Młodszy objął rękami szyję Hoseoka, a już po chwili połączył ich wargi w pocałunku. Po tej magicznej chwili przyjemności mocno przytulił się do starszego, wpatrując w bilety, które wciąż trzymał w swojej dłoni.
Nie wiedział, czym zasłużył sobie na to, by w jednej chwili wszystkie jego życzenia się spełniły. Wiedział za to jedno: następne święta spędzą razem, w nowym miejscu, gdzie rozpocznie się ich wspólne "zawsze".

~*~


* W Korei Święty zwany jest Santa haraboji. Haraboji - dziadek. Czyli po prostu Dziadek Mikołaj.

A/N: Miałam takie plany na święta, a tak mi nic nie wyszło -_- Chciałam w ogóle dodać jakiegoś shota świątecznego już wczoraj, ale mi nie pykło, bo spędziłam wczorajszy dzień bez internetów. Płaczę.
Generalnie mam napisanych kilka świątecznych shotów, a święta jeszcze trwają, więc pewnie je wrzucę. Chyba. O ile oczywiście nic mi znowu nie przeszkodzi :/
Na sam początek daję wam powyższego VHope'a i przy okazji życzę wesołych, rodzinnych świąt ♥

niedziela, 16 października 2016

Nightmare


~*~
Dookoła nie było nic. Tylko ciemność, a ja pośrodku niej. 
Rozległe pole łączyło się przede mną z pustym niebem, które zdobił duży księżyc w pełni.
Gdy uniosłem nóż, nie wahałem się. Spojrzałem na duże ostrze. Blask księżyca przeciął długość narzędzia, a ja uśmiechnąłem się z satysfakcją na ten widok.
 - Taehyung.
Znikąd rozległ się znajomy, cichy szept.
- Jiminie! - zawołałem. W moim głosie było jednak coś, co mnie samego przeraziło. Wołałem go z pretensją i nienawiścią. 
- Taehyung, chodź do mnie.
To nie był głos Jimina. Brzmiał podobnie, ale to nie był on. 
Ścisnąłem rękojeść ciężkiego noża. Nieco poszerzyłem swój uśmiech. 
- Chodź.
Gwałtownie się odwróciłem, wymachując przy tym ostrym narzędziem. Przeciąłem jedynie powietrze. Ponownie rozejrzałem się po pustym polu. 
Do lotu zerwało się stado kruków, które przeleciały nad moją głową. Powodziłem za nimi oczami. 
Gdy opuściłem wzrok, przede mną pojawił się Jimin.
Ubrany był w białą, długą, luźną koszulkę oraz białe spodnie. Bose stopy były już sine od chłodnej ziemi, podobnie jak jego pełne wargi. Policzki za to mieniły się delikatnym, różowawym, żywym kolorem.
Chłopak uśmiechnął się do mnie. Nagle z jego ciemnych oczu zaczęły lecieć krwawe łzy, które zostawiły na nieskazitelnie białej koszuli czerwone plamy.
Jimin rozłożył przede mną ramiona. Odchylił głowę do tył, uśmiechając się przy tym. Był spełniony.
Bez momentu wahania wbiłem nóż w jego brzuch. 
Przekręciłem go raz w prawo, raz w lewo. Z uniesionymi kącikami ust patrzyłem w oczy Jimina, jak umiera. Gdy wyjąłem nóż z jego brzucha, na koszuli nie pozostał żaden ślad.
Park uniósł się kilkanaście centymetrów nad ziemią. Krzyknął coś przeraźliwie głośno.
Zatkałem uszy.
Nagle zniknął. Z uśmiechem na ustach wziąłem nóż, którym przed chwilą dźgnąłem chłopaka.
Zlizałem ze srebrnego ostrza krew, rozkoszując się przy tym jej słodko-słonym smakiem.
Gdy na nożu nie pozostała ani kropelka krwi, rzuciłem go na ziemię. Ta rozstąpiła się przede mną. 
Z dołu wydobywały się przeraźliwe dźwięki potępionych, tych, którzy żyli pod ziemią.
Rozłożyłem ręce i rzuciłem się w przepaść. Leciałem w dół, uśmiechając się.

Obudził mnie moment upadku. Otworzyłem oczy i od razu złapałem oddech.
Zmieniłem pozycję z leżącej na siedzącą. Wytarłem piąstkami spływające z oczu łzy.
- J-Jiminie? - szepnąłem, rozglądając się po ciemnym pomieszczeniu.
Było mi cholernie gorąco. Mimo tego nie zdecydowałem się na zsunięcie z siebie kołdry. Wręcz przeciwnie. Nasunąłem ją bardziej na siebie, chowając się pod nią aż po samą szyję.
- Hobi hyung? 
Nie słysząc jednak odpowiedzi ani od jednego, ani drugiego, schowałem się cały pod kołdrą.
W poduszkę wylewałem łzy, na wspomnienie dzisiejszego koszmaru. Chciałem myśleć o jakiś przyjemnych rzeczach, ale nie mogłem. Przed oczami wciąż pojawiał mi się obraz tego, z jaką pewnością i satysfakcją pchnąłem nóż w Jimina.
Trząsłem się ze strachu. 
- Jimin, gdzie jesteś - szepnąłem sam do siebie. Mój szloch skutecznie utrudniał mi oddychanie.
Złączyłem swoje dłonie i przycisnąłem je do klatki piersiowej.
Dlaczego nie było w pokoju nikogo? Dlaczego akurat teraz, kiedy miałem najgorszy koszmar w swoim życiu, Jimina nie było?!
Skuliłem się bardziej i zacisnąłem powieki, kiedy usłyszałem dziwne dźwięki, dochodzące z przedpokoju. Drzwi do sypialni uchyliły się ze skrzypnięciem. 
- Taehyung - usłyszawszy szept Parka, wysunąłem głowę spod kołdry.
- J-Jiminie?
Patrzyłem na zarys sylwetki bruneta. Byłem cały mokry, czerwony i zapłakany. Chłopak widząc mój stan i słysząc jak zgrzytam zębami, od razu podszedł do mojego łóżka. Zdjął z głowy białą czapkę, którą rzucił gdzieś na podłogę.
- Spokojnie, już jestem.
Park usiadł na brzegu łóżka, na wysokości mniej więcej moich bioder. 
- Miałem taki okropny sen... Ten był najgorszy - wyszeptałem pomiędzy szlochaniem.
Brunet przytulił mnie do siebie, po czym z czułością ucałował moje czoło.
- Zdjęcia się przedłużyły. Przepraszam, że nie było mnie obok, kiedy zasypiałeś - powiedział cicho. Odsunął się parę centymetrów, by spojrzeć na moją twarz. Ujął ją w swoje małe dłonie. Otarł policzki, które mimo jego obecności, na nowo stawały się mokre.
Zacisnąłem dłonie na pościeli, z całych sił starając się nabrać do płuc powietrza.
Chłopak na chwilę wstał z łóżka. Zdjął z siebie spodnie, skarpetki i bluzę, pozostając jedynie w bokserkach oraz dużej koszulce. Przysunąłem się bliżej ściany, by zrobić mu miejsce. Gdy się położył obok, odwróciłem się do niego plecami i lekko osunąłem w dół.
Jimin przerzucił przeze mnie swoją rękę, po czym wtulił w swój umięśniony tors. Wygodnie oparłem głowę o jego bark.
Leżałem zamknięty, w najbezpieczniejszych ramionach świata. Jimin był moim własnym światłem, które rozpraszało wszystkie koszmary, nawiedzające mnie jak tylko zmieniłem otoczenie.
Niby tryb życia taki sam jak wcześniej. Niby ludzi ci sami. Niby ja ten sam, ale jednak inny.
Pomieszczenia były większe, jaśniejsze. Mimo to nie potrafiłem samodzielnie przespać całej nocy.
Dopiero kiedy Jimin leżał obok, pilnując moich snów, przestawałem się bać własnych myśli.
- Śpij spokojnie. 
Ręką odszukałem jego dłoń. Gdy mi się to udało, splotłem nasze palce.
Poczułem, jak Jimin składa delikatny pocałunek na czubku mojej głowy. Potem wplótł swoje nogi pomiędzy moje.
- Nigdy więcej nie zasypiam bez ciebie - powiedziałem po chwili, kiedy łzy w końcu przestały lecieć z moich oczu.
- Przysięgam, że zawsze będę obok, Taehyung - szepnął do mojego ucha, które też delikatnie ucałował.
Uśmiechnąłem się pod nosem na jego słowa.
- Bądź - odszepnąłem, gładząc kciukiem wierzch jego dłoni.
Ponownie przymknąłem oczy. Tym jednak razem byłem pewny, że już więcej nie najdzie mnie żaden koszmar. 
Nic złego przecież nie może mnie spotkać, kiedy mam obok siebie mojego Parka Jimina.